Na garnuszku rodziców

Na garnuszku rodziców

Co czwarty młody Europejczyk dzieli mieszkanie z rodzicami. W Polsce problem dotyczy ponad 6 mln młodych osób.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z raportu przygotowanego na podstawie danych Eurostatu przez firmę Home Broker wynika, że w całej Europie ponad 53 mln młodych osób nie posiada własnego mieszkania. Co czwarty młody Europejczyk dzieli mieszkanie z rodzicami. Podczas gdy w bogatych krajach starej Piętnastki (w Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii) odsetek osób bez samodzielnego mieszkania nie przekracza 5 proc., w nowych krajach członkowskich sytuacja wygląda dramatycznie: np. w Chorwacji pod wspólnym dachem z rodzicami żyje 65,4 proc. osób w wieku 25-34 lat, a w Grecji, na Słowacji, Malcie i w Bułgarii – ponad 50 proc.

Jak wynika z analizy danych, przyczyną tego stanu wcale nie jest brak pracy – większość młodych ludzi w nowych krajach UE pracuje na etatach bądź dorywczo. Problemem jest trudniejszy dostęp do kredytów w związku z niższymi zarobkami i wysokie ceny najmu oraz kupna nieruchomości.

Polska, jeśli chodzi o odsetek nieusamodzielnionych młodych ludzi, znajduje się trochę powyżej średniej dla krajów nowej Unii. – „Nie jest to jednak powód do zadowolenia” – wyjaśnia Bartosz Turek, autor analizy. – „W mojej ocenie państwo powinno zaproponować rozwiązania, które pomogłyby młodym ludziom zdobyć pierwsze własne mieszkanie. Dobrym rozwiązaniem były kiedyś kasy mieszkaniowe – oszczędzając w nich, można było pewną kwotę odliczyć od podatku” – dodaje.

Zgodnie z szacunkami Home Broker osoba, która chciałaby w dużym mieście wynająć kawalerkę, musiałaby na ten cel przeznaczyć prawie połowę dochodu przy średnich zarobkach. O zakupie nieruchomości z reguły może co najwyżej pomarzyć. – „Biorąc pod uwagę statystyki GUS, można dojść do wniosku, że przynajmniej jednej czwartej Polaków nie stać na zakup mieszkania” – uważa analityk. Młodych ludzi ten problem dotyczy częściej, ze względu na relatywnie niższe zarobki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Portfele dwóch grubości

Portfele dwóch grubości

W Polsce żyje już aż ponad 13,6 tys. podatników, którzy w 2011 r. osiągnęli dochody ponad 1 mln zł – ich liczba wzrosła w rok o 13%. Niestety, przybywa też osób żyjących w skrajnej nędzy.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, osób z rocznym dochodem ponad milion złotych było w Polsce w roku 2011 o 1579 więcej – to wzrost 13 proc. w ciągu zaledwie roku. Ogólna liczba 13,6 tys. osób z rocznym dochodem ponad milion złotych była w roku 2011 ciut wyższa niż w roku 2008, czyli zanim wybuchł kryzys gospodarczy.

Najwięcej „rocznych milionerów” jest w woj. mazowieckim – ok. 3,5 tys. osób, w tym 2 tys. zameldowanych w Warszawie. Następne w rankingu jest woj. śląskie – 1572 milionerów. Trzecia pozycja to woj. wielkopolskie – 1308 osób.

W tym samym czasie na bardzo wysokim poziomie utrzymuje się liczba gospodarstw domowych zagrożonych ubóstwem. W strefie ubóstwa relatywnego żyje niemal 17 proc. Polaków, czyli 6,5 miliona osób. To ludzie, którzy mogą wydać na życie najwyżej 50 proc. średniej krajowej. W 2011 roku po raz pierwszy od 5 lat wyraźnie wzrosła liczba osób żyjących w ubóstwie skrajnym. Granice ubóstwa określa Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. W ostatnim kwartale roku 2011 dla ubóstwa skrajnego wynosiła ona np. 1336 zł miesięcznie dla 4-osobowej rodziny. Dla osoby żyjącej samotnie było to 495 zł na miesiąc. Z danych GUS wynika, że Polaków żyjących za takie kwoty było w 2011 roku aż o prawie 400 tys. więcej niż rok wcześniej! Do grupy tej należy ponad 2,5 mln osób.

Wysoka stopa ubóstwa dotyczy przede wszystkim osób zamieszkałych na wsi oraz w małych miastach, liczących do 20 tys. mieszkańców. Z problemem ubóstwa borykają się najczęściej mieszkańcy województw warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, lubelskiego i świętokrzyskiego.

Cofamy się do PRL-u

Cofamy się do PRL-u

Przyjęcie przez Senat nowelizacji ustawy o zgromadzeniach publicznych cofa nas do czasów PRL i jest czarnym dniem polskiej demokracji.

Blisko dwa miesiące temu prezydent Rosji, Władimir Putin, podpisał znowelizowane prawo o zgromadzeniach, w którym stukrotnie podwyższono kary za udział w manifestacji, na którą władza nie wyraziła zgody. Dzisiejszej decyzji Senatu nie można ocenić inaczej jak krok Polski w kierunku Rosji Putina, a nie demokratycznego państwa szanującego prawa obywateli do sprzeciwu.

Jeszcze raz powtarzamy, że zmiany w ustawie będące inicjatywą Prezydenta RP, a przyjęte przez koalicję PO-PSL ograniczają podstawowe prawo wolności obywateli – prawo do zgromadzeń publicznych. Nowelizacja oddaje urzędnikom prawo do decydowania o podstawowych prawach obywateli. Nowe przepisy zostały zmienione w taki sposób, że uniemożliwią zorganizowanie legalnej manifestacji. To nie mieści się w standardach demokratycznych. Wprowadzając kary materialne zmienione prawo przerzuca odpowiedzialność ze służb publicznych na organizatorów manifestacji.

Nowelizacja została przyjęta bez konsultacji społecznych, co jest złamaniem obowiązującego w Polsce prawa. Już choćby z tego powodu niezwłocznie ją zaskarżymy do Trybunału Konstytucyjnego.

Senatorowie, którzy głosowali za ustawą stali się bezmyślną maszynką do głosowania i nie znaleźli w sobie wystarczająco odwagi do wzniesienia się ponad partyjną lojalność. Staliście się uczestnikami kolejnej farsy przyjmowania głupiego i szkodliwego prawa. Hańba i wstyd.

Jednocześnie dziękujemy tym senatorom, którzy znaleźli w sobie odwagę i zagłosowali przeciwko tej farsie.

Oświadczamy, że nie zmienimy swoich działań. Jeśli nie da się legalnie, będziemy protestować nielegalnie. Jednocześnie proponujemy, aby politycy od razu zdelegalizowali związki zawodowe, stowarzyszenia i organizacje, które mogłyby protestować. Problem zniknie. Po co stosować półśrodki.

Piotr Duda
Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”
26.07.2012 r.

Bezrobotni zajmują kolejne gospodarstwo

Bezrobotni zajmują kolejne gospodarstwo

Około 1000 osób z andaluzyjskiego związku SOC-SAT rozpoczęło 24 lipca okupację gospodarstwa La Turquilla w pobliżu Sewilli. Liczące 1200 hektarów gospodarstwo administrowane przez hiszpańskie ministerstwo obrony w ogromnej większości stanowią nieużytki, wojsko wykorzystuje zaledwie 20 hektarów na potrzeby hodowli klaczy.

Aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z przebywającymi na terenie stadniny żołnierzami oraz funkcjonariuszami Guardia Civil związkowcy postanowili nie podejmować próby zajęcia budynków i rozpoczęli przygotowania zmierzające do utworzenia infrastruktury niezbędnej do kontynuowania okupacji. W godzinach popołudniowych ukończono pierwsze prace nad strefą, w której ponad stu związkowców spędzi pierwszą noc.

– „Nie chcemy własności ziemi, chcemy ją użytkować żeby dawała pracę i tworzyła bogactwo, a nie służyła wyłącznie do pobierania unijnych subwencji” – powiedział rzecznik prasowy związku, Diego Cañamero. Podkreślił, że w regionie panuje 40-procentowe bezrobocie i celem związku nie jest symboliczna okupacja, ale faktyczne rozpoczęcie produkcji rolnej na terenie gospodarstwa. – „Wierzymy w to, co robimy i robimy to pokojowo, jeśli nas wyrzucą wrócimy i będziemy to robić aż rząd przekaże ziemię pracownikom”.
To już drugie gospodarstwo w Andaluzji przejęte przez bezrobotnych mieszkańców – od marca trwa okupacja Somonte w prowincji Kordoba.
___________
Przedruk za: http://hiszpania.eu.org/