Dwudziestu martwych, zero winnych

Dwudziestu martwych, zero winnych

Górnicza „Solidarność” krytykuje decyzję Prokuratury Okręgowej w Katowicach o umorzeniu śledztwa w sprawie katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk w Rudzie Śląskiej. Zginęło w niej 20 górników.

Jak informuje portal wnp.pl, prokuratura oświadczyła, iż śledczy nie znaleźli dowodów na istnienie związku przyczynowego między zachowaniem człowieka a faktem zapalenia i wybuchu metanu w kopalni przed niemal trzema laty. – „Ta decyzja po raz kolejny pokazuje słabość wymiaru sprawiedliwości w naszym kraju” – ocenia Jarosław Grzesik, szef górniczej „Solidarności”. Z kolei Piotr Bienek, przewodniczący „Solidarności” w kopalni Wujek Ruch Śląsk wskazuje, że śledczy w ogóle nie dali odpowiedzi na zarzuty postawione po katastrofie przez Wyższy Urząd Górniczy: „M.in. nie ustalili, dlaczego aż tylu ludzi znajdowało się w strefie zagrożenia tąpaniami, w której doszło do katastrofy, dlaczego w kopalni te strefy nie były nadzorowane i dlaczego w rejonie wybuchu była bardzo mała ilość powietrza. Moim zdaniem, gdyby wszystkie przepisy były przestrzegane, to nie zginęłoby tylu ludzi”.

Zdaniem Grzesika decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk umocni w poczuciu bezkarności osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo pracy załóg górniczych. – „Oni teraz będą przekonani o tym, że jeśli nie będą przestrzegali zasad bezpieczeństwa pracy, że jeżeli będą zmuszać górników do pracy w niebezpiecznych warunkach, to i tak im włos z głowy nie spadnie” – mówi Grzesik.

Do zapalenia i wybuchu metanu w kopalni Wujek-Śląsk doszło 18 września 2009 r. Zginęło wówczas 20 górników, a 37 zostało rannych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Na garnuszku rodziców

Na garnuszku rodziców

Co czwarty młody Europejczyk dzieli mieszkanie z rodzicami. W Polsce problem dotyczy ponad 6 mln młodych osób.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z raportu przygotowanego na podstawie danych Eurostatu przez firmę Home Broker wynika, że w całej Europie ponad 53 mln młodych osób nie posiada własnego mieszkania. Co czwarty młody Europejczyk dzieli mieszkanie z rodzicami. Podczas gdy w bogatych krajach starej Piętnastki (w Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii) odsetek osób bez samodzielnego mieszkania nie przekracza 5 proc., w nowych krajach członkowskich sytuacja wygląda dramatycznie: np. w Chorwacji pod wspólnym dachem z rodzicami żyje 65,4 proc. osób w wieku 25-34 lat, a w Grecji, na Słowacji, Malcie i w Bułgarii – ponad 50 proc.

Jak wynika z analizy danych, przyczyną tego stanu wcale nie jest brak pracy – większość młodych ludzi w nowych krajach UE pracuje na etatach bądź dorywczo. Problemem jest trudniejszy dostęp do kredytów w związku z niższymi zarobkami i wysokie ceny najmu oraz kupna nieruchomości.

Polska, jeśli chodzi o odsetek nieusamodzielnionych młodych ludzi, znajduje się trochę powyżej średniej dla krajów nowej Unii. – „Nie jest to jednak powód do zadowolenia” – wyjaśnia Bartosz Turek, autor analizy. – „W mojej ocenie państwo powinno zaproponować rozwiązania, które pomogłyby młodym ludziom zdobyć pierwsze własne mieszkanie. Dobrym rozwiązaniem były kiedyś kasy mieszkaniowe – oszczędzając w nich, można było pewną kwotę odliczyć od podatku” – dodaje.

Zgodnie z szacunkami Home Broker osoba, która chciałaby w dużym mieście wynająć kawalerkę, musiałaby na ten cel przeznaczyć prawie połowę dochodu przy średnich zarobkach. O zakupie nieruchomości z reguły może co najwyżej pomarzyć. – „Biorąc pod uwagę statystyki GUS, można dojść do wniosku, że przynajmniej jednej czwartej Polaków nie stać na zakup mieszkania” – uważa analityk. Młodych ludzi ten problem dotyczy częściej, ze względu na relatywnie niższe zarobki.

Chcą odzyskać pieniądze

Chcą odzyskać pieniądze

Samorządowcy przygotowali projekt nowelizacji ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Uważają, że z powodu decyzji władz centralnych gminy, powiaty i województwa tracą co roku co najmniej 8 mld zł.

Jak informuje Wyborcza.biz, zdaniem samorządowców równowaga finansowa samorządów została zachwiana już kilka lat temu – przede wszystkim przez zmiany w podatkach dochodowych. Samorządowcy wyliczają, że budżety samorządów o 6,8 mld zł rocznie uszczupliły takie posunięcia, jak zmiana skali podatkowej w PIT (podatek dochodowy od osób fizycznych) z 19, 30 i 40 proc. na 18 i 32 proc. oraz wprowadzenie podatkowej ulgi na dzieci. Do tego dochodzą inne zmiany: w PIT i CIT (podatek od dochodów dużych firm) – mniej wpływów o 450 mln zł rocznie, zmiana ustawy o opłacie skarbowej – o 87,6 mln zł, zmiana ustawy o podatkach i opłatach lokalnych – o 199 mln zł, zmiana ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych – o 150 mln zł.

– „Część tych decyzji oznaczała też oczywiście uszczuplenie dochodów budżetu państwa. Tyle że budżet centralny dostał przynajmniej częściową rekompensatę. W górę poszły VAT, akcyza i składka na ubezpieczenie rentowe podatników” – mówi Ryszard Grobelny, prezydent Poznania i prezes Związku Miast Polskich. Tymczasem – jak dodaje Grobelny – dla samorządów podwyżka VAT oznaczała m.in. wzrost kosztów inwestycji prowadzonych przez samorządy, a wyższa składka rentowa to wyższe wydatki na pensje urzędników samorządowych. Z kolei np. podniesienie akcyzy odbiło się choćby na cenach paliw dla transportu miejskiego.

– „Te nieprzemyślane decyzje już dają w samorządach żniwo. Przede wszystkim ograniczają inwestycje” – mówi prezydent Poznania. W konsekwencji – jak prognozują samorządowcy – inwestycji w regionach z roku na rok będzie ubywać. Do 2015 r. ich wartość ma spaść do 19 mld zł. – „To oznacza większe bezrobocie, mniej pieniędzy dla budżetu z VAT i podatków dochodowych” – mówi Grobelny. – „Jeśli cięcie inwestycji nie wystarczy, samorządy będą ograniczać wydatki na promocję, kulturę, sport, oświatę. Taka jest kolejność działań oszczędnościowych w samorządach” – ostrzega prezes ZMP. Przypomina też, że zmniejszonym wpływom z podatków towarzyszy przekazywanie samorządom przez państwo rosnącej liczby zadań.

Aby przeciwdziałać tej sytuacji, samorządowcy domagają się w projekcie ustawy zwiększenia ich procentowego udziału we wpływach z PIT. Gminy miałyby dostawać 48,78 proc. wpływów budżetu centralnego z tego podatku (dziś dostają 39,34 proc.), powiaty – 13,03 proc. (dziś – 10,25 proc.), a województwa 2,03 proc. (zamiast 1,6 proc.).

Amerykanie najbiedniejsi od pół wieku

Amerykanie najbiedniejsi od pół wieku

W 2011 r. wskaźnik ubóstwa wśród Amerykanów skoczył do najwyższego poziomu od niemal 50 lat. W biedzie żyje niemal co szósty Amerykanin.

Jak informuje Wyborcza.biz. za CNBC, ekonomiści spodziewają się, że wskaźnik ubóstwa, publikowany co roku w listopadzie, będzie w tym roku na jeszcze wyższym poziomie. W 2010 r. wyniósł 15,1 proc. amerykańskiej populacji, a w 2011 r. podskoczył do 15,7 proc. Oznacza to, że niemal co szósty Amerykanin żyje w biedzie.

W ubiegłym roku określono, że poziom ubóstwa odnosi się do osób, których roczne zarobki brutto nie przekraczają 22,3 tys. dol. rocznie dla czteroosobowej rodziny i 11,2 tys. dol. rocznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Dodatkowe założenia progu ubóstwa są takie, że rodzina nie posiada nieruchomości ani innego majątku.

Z opublikowanych w styczniu wyników badań Uniwersytetu w Indianie wynika, że liczba osób poniżej granicy ubóstwa będzie w USA systematycznie rosnąć. Dzieje się tak, ponieważ ludzie tracą dotychczasowe posady i są zatrudniani na nowych, niekorzystnych warunkach. Nie bez znaczenia są również cięcia wydatków budżetowych. – „Jedną z większych niespodzianek jest to, że ubóstwo w USA będzie się pogłębiać nawet w przypadku wyraźnej poprawy koniunktury gospodarczej” – powiedział John Graham, jeden z autorów raportu. – „Podczas tej recesji zaskoczeniem nie jest wzrost stopy bezrobocia, ale to, jak długo bezrobotni pozostają bez pracy. Okazuje się, że wielu Amerykanów, którzy stracili pracę, nie ma możliwości powrotu na rynek, bo zajmowana przez nich posada po prostu już nie istnieje” – tłumaczy Graham.