Jakość się opłaca

Jakość się opłaca

Chociaż przewiduje się, że w ciągu najbliższych lat sprzedaż piwa w Polsce znacząco spadnie, prognoza ta nie dotyczy piw regionalnych.

Jak informuje „Portal Spożywczy”, z najnowszych danych Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy wynika, że do 2016 r. sprzedaż piwa w Polsce spadnie aż o 9 proc. – „Długofalowe prognozy są negatywne, ale browary regionalne nie mają się czego obawiać” – mówi Andrzej Przybyło, właściciel Browaru Amber, członek Zarządu Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich. – „Spodziewamy się, że rynek piw regionalnych klasy premium jeszcze przez najbliższe lata będzie rósł średnio o około 10 proc.” – dodaje.

Polacy coraz częściej odchodzą od produktów masowych na rzecz droższych, ale lepszych jakościowo piw nieprzemysłowych, warzonych tradycyjnie i z porządnych składników, często niepasteryzowanych. – „Zdecydowanie największy jest popyt na nasze piwa z wyższej półki: Żywe, Koźlak, Johannes, Pszeniczniak. W tym roku piwo Żywe osiągnie rekordowy 18 proc. wzrost sprzedaży, a zainteresowanie nową marką Pszeniczniakiem przeszło nasze oczekiwania” – mówi Marek Skrętny, dyrektor marketingu w Browarze Amber.

O rosnącej popularności piw regionalnych świadczą również półki w hipermarketach, supermarketach, a nawet dyskontach i ogólnopolskich sieciach sklepów detalicznych. Jeszcze parę lat temu zapełniały je tylko piwa koncernowe. Dziś nie brakuje na nich wszelkiego rodzaju piw od mniejszych producentów z Polski, Litwy i Ukrainy: pszenicznych, miodowych czy orkiszowych.

Cieszymy się z takiego obrotu sprawy i z dumą przypominamy, że obszerny raport poświęcony małym browarom i tradycyjnemu piwu publikowaliśmy w piśmie „Obywatel” już w roku 2005. Od tamtej pory wiele się zmieniło na lepsze, o czym można się przekonać czytając tamten artykuł na przykład tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nielegalne reklamy – out!

Nielegalne reklamy – out!

Międzynarodowe Stowarzyszenie Reklamy IAA oraz Izba Gospodarcza Reklamy Zewnętrznej rozpoczęły kampanię edukacyjno-prewencyjną przeciw nielegalnym reklamom outdoorowym.

Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, w ramach kampanii IAA i IGRZ zamierzają udostępniać dane o nielegalnych powierzchniach reklamowych. Ich lista, aktualizowana przez nadzór budowlany, trafi następnie do właścicieli nośników reklamy zewnętrznej, domów mediowych zajmujących się jej sprzedażą oraz do reklamodawców. Organizacje planują także włączyć zagadnienia zmian prawnych w tym zakresie do tematyki konferencji branżowych, którym patronują.

IAA i IGRZ podkreślają, że podejmują takie działania ze względu na nagminne łamanie prawa przez branżę reklamową w kwestii zakazu wieszania reklam na budynkach mieszkalnych. A to zdaniem organizacji szkodzi nie tylko wizerunkowi samej branży i reklamującym się firmom, ale także wprowadza niepotrzebny chaos komunikacyjny w strefie miejskiej. – „Budynki objęte remontem dachu czy piwnicy nie powinny być zasłaniane siatkami reklamowymi. Po prostu zdrowy rozsądek wskazuje, że takie reklamy to ewidentne nadużycie ze strony właściciela lub zarządcy budynku” – mówi Lech Kaczoń, prezes IGRZ. Dodaje, iż organizacjom zależy na wypracowaniu dobrych praktyk w tym zakresie i na skutecznym interweniowaniu w przypadku naruszenia prawa.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny tekst poświęcony przeciwdziałaniu nielegalnym lub nadmiernie ekspansywnym reklamom w przestrzeni publicznej.

Praca zamiast zasiłku

Praca zamiast zasiłku

Część samorządów dostrzegła możliwości, jakie dają klauzule społeczne – zamiast zasiłków i świadczeń socjalnych lepiej dać potrzebującym pracę.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, samorządowcy oceniają klauzule społeczne jako skuteczne narzędzie aktywizacji zawodowej osób wykluczonych. Poza tym, dodatkową zachętę do ich wykorzystywania może stanowić fakt, że zamówienia wykonywane przez spółdzielnie socjalne są tańsze nawet o 20 proc.

– „W ubiegłym roku klauzule społeczne zastosowaliśmy w czterech przetargach prowadzonych zgodnie z przepisami prawa zamówień publicznych” – informuje Marcin Pluta, burmistrz miasta Brzeziny. – „W tym roku planujemy co najmniej pięć takich postępowań. Klauzule społeczne chcemy m.in. zamieścić w przetargu, w którym wyłoniony zostanie podmiot odpowiedzialny za odbieranie odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości” – dodaje. Klauzule społeczne stosują również np. Kraków i Gdańsk, udzielając zamówień na usługi utrzymania czystości i porządku w budynkach stanowiących własność miasta, a także na innych terenach i w obiektach miejskich.

Przypomnijmy, iż stosując klauzule społeczne, zamawiający może określić, że chce, aby zamówienie było wykonywane przez osoby bezrobotne, leczone z uzależnienia od alkoholu lub narkotyków, chore psychicznie, bezdomne czy zwalniane z zakładów karnych, albo że o udzielenie zamówienia mogą ubiegać się wyłącznie wykonawcy, u których ponad 50 proc. zatrudnionych stanowią osoby niepełnosprawne.

Gminy mogą także utworzyć spółdzielnie socjalne, zatrudniające osoby ze wspomnianych wyżej grup wykluczonych społecznie. Taka gminna spółdzielnia może ubiegać się o zamówienie bez konieczności stosowania przepisów o zamówieniach publicznych.

W bieżącym numerze kwartalnika „Nowy Obywatel” opublikowaliśmy obszerny tekst o korzyściach społecznych, jakie daje taka forma zlecania zamówień publicznych.

Przeżuli i wypluli

Przeżuli i wypluli

Przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność” Alfred Bujara negatywnie ocenia praktyki wielkich sieci handlowych względem pracowników.

Alfred Bujara na łamach „Tygodnika Solidarność” krytykuje sieci handlowe, które zwalniają pracowników mimo rosnących zysków. – „Kiedy zagraniczne sieci handlowe wchodziły do Polski, to uzyskały naprawdę korzystne warunki do działania. Były zwalniane z podatku, ale w zamian za finansowe przywileje miały stworzyć dobre miejsca pracy. W handlu miało przybyć wiele nowych, dobrych miejsc pracy, widzimy jednak, że jest całkiem inaczej” – mówi przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność”.

– „W hipermarketach, w dyskontach pracuje dziś coraz mniej ludzi. Zwalnia się doświadczonych pracowników, pozostali są obciążeni pracą ponad siły, za co dostają nędzne, często niepodwyższane od lat wynagrodzenie. Niepokojąco rośnie liczba umów śmieciowych, umów na czas określony. Handlowców z doświadczeniem coraz częściej zastępuje się ludźmi z agencji pracy tymczasowej” – komentuje Bujara. Jak dodaje, cięcie kosztów pracodawcy chętnie tłumaczą kryzysem, ale w naszym kraju transnarodowy handel kryzysu wcale nie odczuwa. – „Przeciwnie, sprzedaż oraz zyski zagranicznych firm wciąż rosną. Największe sieci w bezpardonowej walce o udziały w rynku otwierają kolejne sklepy, inwestują w reklamę, budują nowe siedziby. Wszystko kosztem własnych pracowników” – dodaje związkowiec.