Do pracy zamiast na wakacje

Do pracy zamiast na wakacje

W 2011 r. 47% polskich uczniów nigdzie nie wyjechało na wakacje. W tym roku będzie podobnie.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, już od dwóch dekad liczba uczniów, którzy wakacje spędzają w domu, oscyluje wokół 50 proc. i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się zmienić. Jedna trzecia uczniów w wakacje pracuje. W małych miejscowościach np. zbierają jagody w lesie i sprzedają je przy szosie. Liczba pracujących wśród dzieci i młodzieży w kryzysowych latach 2008-2009 wzrosła aż o 10 proc. – wynika z badań CBOS.

Według danych MEN na obozach i koloniach w 2011 r. spędziło letni czas około 780 tys. dzieci. Kryzys ograniczył wyjazdy najbiedniejszych z nich. Z braku chętnych często odwoływane są wyjazdy najtańsze, w cenie nieco ponad 1 tys. zł za turnus.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kraj pustoszeje?

Kraj pustoszeje?

W 6 spośród 16 polskich województw liczba mieszkańców uległa znacznemu zmniejszeniu. Między 2002 a 2011 r. ubyło im od kilku tysięcy do ponad 100 tys. mieszkańców.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie danych GUS, problem dotknął województw: śląskiego, łódzkiego, opolskiego, lubelskiego, świętokrzyskiego i podlaskiego.

Najwięcej osób opuściło Śląsk – w niespełna dekadę ubyło 112,5 tys. mieszkańców. To efekt m.in. ujemnego przyrostu naturalnego, ale eksperci wskazują także na inne przyczyny. – „W ciągu ostatniego dziesięciolecia dużo osób wyjechało ze Śląska na stałe do Niemiec ze względu na bardzo głębokie koneksje rodzinne i towarzyskie łączące ich z mieszkańcami tego kraju. Liczne są też wyjazdy do Holandii i Wielkiej Brytanii” – ocenia prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. – „Wyjeżdżają również absolwenci wyższych uczelni, bo Warszawa lub Kraków oferują im lepsze warunki startu w karierze i wyższe wynagrodzenie” – kwituje socjolog.

Wiceliderem rankingu wyludniających się województw jest łódzkie. Główny powód jest ten sam, co na Śląsku – większa liczba zgonów niż urodzeń. Zdaniem prof. Agnieszki Rossy, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, po upadku łódzkiego przemysłu włókienniczego wiele młodych osób przeniosło się do innych regionów kraju. – „W efekcie przeważają tu ludzie starsi, którzy nie mogą już mieć dzieci. A młodzi nadal wyjeżdżają” – twierdzi Rossa.

Eksperci twierdzą, że w następnych latach wyludniać się będą kolejne regiony. Potwierdza to prognoza demograficzna GUS, według której do 2035 r. tylko w jednym województwie – mazowieckim, zwiększy się liczba mieszkańców. W wyniku migracji z innych regionów przybędzie mu 201 tys. osób. Z tego samego powodu w minionych dziewięciu latach Mazowsze zyskało prawie 145 tys. nowych obywateli.

Kurczenie się ludności regionów wynikać będzie głównie z niskiej dzietności Polek. Na 100 kobiet w wieku 15-49 lat przypada u nas średnio zaledwie 138 urodzeń. Tymczasem aby zapewnić rozwój demograficzny kraju, wskaźnik ten powinien wynosić 210-215 dzieci. W rezultacie liczba ludności Polski w 2035 r. wyniesie 36 mln.

Mieszkańcy walczą o przyrodę

Mieszkańcy walczą o przyrodę

Mieszkańcy Zielonej Góry i Niechorza protestują przeciwko lokalnym przedsięwzięciom, które są niekorzystne dla jakości życia w tych miastach.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, mieszkańcom Zielonej Góry udało się uratować leśną enklawę przy ul. Braniborskiej. Miasto planowało wyciąć kawałek lasu, zbudować nową drogę do Szkoły Podstawowej nr 7, a przy drodze wydzielić kilka działek budowlanych i je sprzedać. Mieszkańcy zaprotestowali. – „Park to nasza jedyna zielona enklawa w okolicy. Tutaj spacerujemy, biegamy, jeździmy na rowerach. Nie chcemy tego stracić” – tłumaczyli.

Zielonogórzanie zebrali ponad 1,5 tys. podpisów sprzeciwu, a także poprosili przyrodników o wydanie fachowej opinii. Ci stwierdzili, że na terenie lasku można spotkać aż 100 gatunków ptaków, w tym dzięcioła zielonosiwego, który jest objęty szczególną ochroną na terenie Unii Europejskiej. Protest poparła koalicja miejskich radnych, która była na tyle silna, żeby nie przyjąć projektu nowego planu. Prezydent miasta wydał decyzję o zwieszeniu uchwalenia planu na czas nieokreślony.

Z kolei, jak informuje „Rzeczpospolita”, mieszkańcy Niechorza protestują przeciwko budowie kolejki gondolowej, którą chce stworzyć miejscowy przedsiębiorca. Kolejka ma połączyć jego ośrodek w Pogorzelicy z latarnią morską w Niechorzu. Gmina zobowiązała się wstępnie na udostępnienie gruntów pod inwestycję na 60 lat w zamian za 5 proc. udziału w obrotach ze sprzedaży biletów.

Mieszkańcy wysłali do wójta i rady gminy protest, który podpisało ok. 100 osób. Ich zdaniem gondole zniszczą największe atuty miejscowości, czyli plaże, wydmy i klif. Niechorzanom życzymy, żeby ich akcja również, jak w przypadku Zielonej Góry, zakończyła się sukcesem!

Kupić nie ma za co – wypożyczyć nie ma gdzie

Kupić nie ma za co – wypożyczyć nie ma gdzie

Warszawskie biblioteki przeżywają kryzys. Brakuje pieniędzy na nowe książki i na płace. Część placówek ma być zlikwidowana. Mieszkańcy protestują.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, radni z dzielnicowej komisji kultury i sportu dzielnicy zwrócili się do ratusza o dodatkowe pieniądze na pokrycie najpilniejszych potrzeb biblioteki na Pradze Północ. „Wniosek argumentujemy wiodącą rolą, jaką odgrywa biblioteka w krzewieniu oświaty i kultury wśród mieszkańców warszawskiej Pragi” – napisali. Placówce potrzebny jest dodatkowy milion złotych. Bibliotece brakuje 460 tys. zł na zapłatę czynszu, ponad 250 tys. zł na wypłaty, ponad 100 tys. zł na energię i 16 tys. na zakup pomocy naukowych.

Z podobnymi problemami boryka się większość stołecznych bibliotek. Kłopoty ma też m.in. biblioteka na Pradze-Południe. Zamknięcie trzech placówek zapowiedziała również dyrektorka biblioteki w Śródmieściu.

Mieszkańcy protestują przeciwko likwidacji bibliotek i oszczędnościom, które ograniczają ich ofertę książkową. „Nie godzimy się na oszczędzanie kosztem placówek bibliotecznych, które są niczym »komórki macierzyste« kultury” – napisali mieszkańcy w petycji do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. – „W czasach, gdy poziom czytelnictwa jest zatrważający, likwidacja bibliotek jest bardzo złym pomysłem” – komentuje radny Grzegorz Walkiewicz.