Mały Wawel na sprzedaż

Mały Wawel na sprzedaż

Agencja Rozwoju Przemysłu wystawiła na sprzedaż Zespół Zamkowo-Parkowy w Baranowie Sandomierskim.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, według Magdaleny Kobos, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa, głównym powodem sprzedaży jest brak rentowności. Opracowana wcześniej strategia rozbudowy znajdującego się w obiekcie hotelu, która miała poprawić jego wyniki finansowe, została zastopowana po dojściu do władzy PO. Kazimierz Idzik, dyrektor Oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu w Baranowie Sandomierskim, twierdzi, że działania związane ze zbyciem wpisane są w strategię firmy.

Wkrótce – zgodnie ze złożonym wnioskiem – obiekt ma szansę otrzymać status pomnika historii. Jeżeli nowy właściciel nie zostanie zobowiązany przed aktem kupna do przestrzegania warunków, na jakich Skarb Państwa przekazał zamek ARP, i które zostały potwierdzone przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, państwo nie będzie mogło ich później wyegzekwować. Tym samym istnieje obawa, iż Muzeum w Zamku w Baranowie zostanie przez nowego właściciela zlikwidowane, a sam obiekt nie będzie dostępny w dotychczasowym zakresie dla społeczeństwa. Nie wiadomo też, co po sprzedaży obiektu stanie się z blisko 50 pracownikami zatrudnionymi w hotelu, restauracji i w samym zamku.

Zdaniem Tomasza Kaczmarka, posła PiS, w tej sytuacji warto byłoby rozważyć możliwość przekazania obiektu lokalnym samorządom. – „Byłoby to rozwiązanie, które z jednej strony pozwoliłoby zachować miejsca pracy i zadbać o ludzi, a z drugiej zapewnić temu miejscu bezpieczną, zgodną z przeznaczeniem przyszłość” – mówi Kaczmarek.

Zamek w Baranowie Sandomierskim – dawna siedziba Leszczyńskich – został wzniesiony pod koniec XVI wieku. Zwany Małym Wawelem ze względu na architektoniczne podobieństwo do krakowskiego Zamku Królewskiego. W okresie II wojny światowej został zajęty przez Niemców, a następnie przez Sowietów, którzy zdewastowali obiekt. Po wojnie stał się własnością Skarbu Państwa. Od 1997 r. w jego imieniu obiektem zarządza Agencja Rozwoju Przemysłu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

By dożyć do emerytury

By dożyć do emerytury

Związki zawodowe chcą nowych regulacji dotyczących pracy zmianowej i nocnej, takich jak m.in. mniej nadgodzin, wymuszona rotacja zmian, informowanie o nowym rozkładzie czasu pracy z wyprzedzeniem.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, pakiet propozycji opracowany w oparciu o rozwiązania stosowane w innych państwach UE przygotowało Forum Związków Zawodowych. Uzasadnieniem dla ich wprowadzenia są dane pokazujące fatalne skutki wykonywania pracy zmianowej. Materiały m.in. Instytutu Medycyny Pracy dowodzą, że pracujący w trybach zmianowym i nocnym są narażeni na choroby układu krążenia, pokarmowego czy nowotwory. – „Ustawodawca powinien lepiej zadbać o ich warunki pracy. Każda inicjatywa w tym zakresie jest cenna, szczególnie w kontekście wydłużania wieku emerytalnego. Bez wyraźnych zmian w prawie niewielu z nich będzie miało szansę cieszyć się zasłużoną emeryturą” – twierdzi dr Krystyna Zużewicz z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy.

Związkowcy są zdania, że należy zacząć od wprowadzenia nowej definicji pracy zmianowej, bo obecna nie jest zgodna z przepisami unijnymi. Zgodnie z ich propozycją pod pojęciem pracy zmianowej należy rozumieć pracę wykonywaną w różnych porach, w której podwładni zmieniają się na tych samych stanowiskach według określonego rozkładu czasu pracy. Zaproponowano również, aby w przypadku pracy zmianowej obejmującej porę nocną pracodawca był zobowiązany zapewnić okresową rotację zmian do przodu przy zachowaniu zasady, że liczba następujących po sobie takich samych zmian wynosi nie mniej niż dwie i nie więcej niż sześć.

Polska zwalnia

Polska zwalnia

Firmy wytypowały w tym roku już 47 tys. pracowników do zwolnień grupowych. Jesienią ich liczba może jeszcze wzrosnąć.

Jak informuje Wyborcza.biz, w tym roku pracę w ramach zwolnień grupowych straciło już 17 tys. ludzi. Wytypowanych jest znacznie więcej. Kto zwalnia? M.in. PZU – do tej pory w całym kraju 376 jego pracowników pożegnało się z posadą. Kolejnych 579 czeka to samo, jeśli nie zaakceptują warunków nowych umów. Co istotne, PZU redukuje zatrudnienie, choć wyniki finansowe ma doskonałe. Tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku ubezpieczyciel zarobił „na czysto” 823 mln zł.

Zwolnienia mimo odnotowywania zysków planują także banki. Ich właściciele tłumaczą, że szykują się na nadciągające spowolnienie gospodarcze. Wśród nich znajduje się m.in. DnB Nord, który zwolni 650 pracowników, BPH – 600, Citi Handlowy – 590, BNP Paribas – 410, Nordea – 400, BGK – 223.

Cięcia etatów szykują się także w trawionej problemami branży budowlanej. W firmie Strabag pracę straci jedna piąta załogi, czyli ponad 1,7 tys. pracowników. Podobną liczbę osób – 1,5 tys. – chce zwolnić Budimex. Z kolei tarnowski Poldim, który budował autostradę A4, zamierza zwolnić trzy czwarte załogi – 411 pracowników, a Mostostal Warszawa – 439 osób.

Redukcja zatrudnienia nie ominie mediów i telekomunikacji. Presspublica (wydawca „Rzeczpospolitej”) zmniejsza zatrudnienie o 100 osób, Agora (wydawca „Gazety Wyborczej”) o 250, a TVN o 70 pracowników. W Krakowie TP Emitel chce zwolnić 135 ludzi, Aster – 85, a Netia w całym kraju – 121.

Z danych wojewódzkich urzędów pracy wynika, że najwięcej redukcji firmy zgłosiły na Mazowszu – ponad 15 tys., z czego zwolnionych zostało póki co przeszło 3 tys. pracowników. Ta liczba nie dotyczy jednak tylko woj. mazowieckiego. Większość dużych firm ma swoje centrale w Warszawie i tam zgłasza zwolnienia grupowe, niezależnie od miasta, w którym są one planowane. Z kolei na Śląsku pracodawcy do końca lipca zgłosili do urzędów pracy plany zwolnienia 11,7 tys. pracowników, więcej niż w całym zeszłym roku. Gorsza sytuacja niż przed rokiem jest też w Małopolsce, w woj. świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim, dolnośląskim i pomorskim.

Rząd w ustawie budżetowej założył, że bezrobocie osiągnie na koniec tego roku 12,3%. Wiadomo już, że będzie jeszcze gorzej. Wiceminister pracy Jacek Męcina prognozuje, że będzie to ok. 13%, z kolei prof. Witold Orłowski przewiduje, iż bezrobocie w grudniu wyniesie ok. 13,5%, a w styczniu przekroczy 14%.

Ciężka praca, niska płaca

Ciężka praca, niska płaca

Prawie 2 tys. osób protestowało przed siedzibą zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej przeciwko łamaniu praw pracowniczych w spółce. Chodzi m.in. o niekorzystne umowy o pracę dla młodych górników.

Akcję protestacyjną wsparli górnicy z innych spółek węglowych. Jak informuje NSZZ „Solidarność”, podczas pikiety górnicy na specjalnej tablicy zestawili zarobki prezesa i zarządu spółki z wynagrodzeniami młodych górników, wykazując, że te drugie są mocno zaniżone. – „To są kwoty rzędu 1,9-2,2 tys. zł netto i to razem z węglem. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, jak prezes Zagórowski mija się z prawdą, opowiadając wszędzie, że górnicy w JSW zarabiają po 7,5 tys. zł i jak średnia wysokość płac w spółce ma się do rzeczywistych zarobków pracowników” – mówi Roman Brudziński, wiceprzewodniczący „Solidarności” w JSW.

Konflikt wokół nowych umów, pozbawiających młodych górników uprawnień wynikających z tzw. Karty Górnika, trwa od wielu miesięcy. Państwowa Inspekcja Pracy potwierdziła, iż warunki zawarte w umowach są sprzeczne z prawem. W najbliższych dniach ma przeprowadzić w tej sprawie kolejną kontrolę.

Oprócz odstąpienia od niekorzystnych zapisów umów o pracę dla młodych górników, związkowcy domagają się też realnych podwyżek płac. Dzień przed zaplanowanym protestem zarząd JSW opublikował list do pracowników, w którym powtórzył propozycję wzrostu płac o 2,8% oraz jednorazową wypłatę kwoty w wysokości 1,2% stawek płac zasadniczych we wrześniu tego roku. – „Podwyżki miałyby zacząć obowiązywać od sierpnia, więc w ujęciu rocznym wzrost wynagrodzeń wyniósłby zaledwie ok. 1,65%, czyli znacznie poniżej inflacji. Pan prezes próbuje po raz kolejny wprowadzić pracowników i opinię publiczną w błąd. To jest po prostu zabieg socjotechniczny, który ma pokazać, że pan Zagórowski jest dobrym wujkiem i chce dać ludziom podwyżki, a ci źli związkowcy się nie zgadzają” – zaznacza Brudziński. Wskazuje, że w liście do załóg kopalń zarząd nie odniósł się w ogóle do kwestii umów o pracę oferowanych nowym pracownikom spółki.