Piramida złej woli

Piramida złej woli

Przybiera na sile nagonka na spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe. Głos w ich obronie zabrała m.in. Komisja Nadzoru Finansowego.

– „Przez ostatnie dwa tygodnie spółdzielcze kasy były wywoływane w mediach przez polityków, którzy bezzasadnie łączyli działalność kas z działalnością piramid finansowych typu Amber Gold. Szczęśliwie głos zabrała Komisja Nadzoru Finansowego, która prostowała te nieuprawnione stwierdzenia” – stwierdził podczas konferencji prasowej Grzegorz Bierecki, prezes Kasy Krajowej SKOK, cytowany przez portal Wirtualny Nowy Przemysł.

Kasy są obecne na polskim rynku od początku lat 90. Nie są bankami, ale podobnie jak one są upoważnione do prowadzenia działalności depozytowo-kredytowej. Ponadto w odróżnieniu od instytucji parabankowych działalność SKOK-ów jest ściśle regulowana, ustawą o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych z 14 grudnia 1995 r.

Pod koniec października wejdzie w życie nowy akt poświęcony SKOK-om, uchwalony w 2009 r. – „Jeszcze nie weszła w życie nowa ustawa o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, a już grupa posłów proponuje nowelizację jej przepisów. Nowelizację, która nadaje się wyłącznie do kosza” – zauważa Bierecki. Projekt przygotowany przez posłów PO trafił do Sejmu 19 lipca br. – „Jest większy od samej ustawy. Nowelizacja opiera się na idei, że urzędnicy lepiej potrafią prowadzić biznes niż biznesmeni. To urzędnicy mają decydować o wszystkim. Ten projekt likwiduje samodzielność i samorządność instytucji jakimi są SKOK-i. KNF będzie mógł posunąć się nawet do tak dalece idącego pomysłu, który jest wpisany w projekt tej ustawy, a mianowicie może przyłączyć SKOK do banku komercyjnego, który jest spółką akcyjną. Może to zrobić na podstawie dowolnej decyzji urzędnika. Takie działanie jest niedopuszczalne w polskim prawie ponieważ nie można przyłączyć spółdzielni do spółki akcyjnej” – stwierdza Adam Jedliński, przewodniczący rady nadzorczej Kasy Krajowej SKOK.

Kasy zrzeszają w Polsce ponad 2,5 mln osób. Unie kredytowe, odpowiedniki polskich SKOK-ów, działają w 100 krajach, skupiając 188 mln ludzi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Manifestują, by móc manifestować

Manifestują, by móc manifestować

W kilku polskich miastach odbyły się protesty przeciwko zaproponowanej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawie o zgromadzeniach publicznych.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, protestowano w Krakowie, Szczecinie, Poznaniu, Rzeszowie, Białymstoku i Warszawie. Organizatorzy podkreślali, że demonstracje mają na celu wskazanie społeczeństwu zagrożeń wynikających z prezydenckiej ustawy. Piotr Słomski z Prawicy Rzeczpospolitej Zachodniopomorskie zwraca uwagę, iż duże obciążenia finansowe nakładane planowanymi przepisami na organizatorów zgromadzeń stłumią wszelkie próby publicznej manifestacji poglądów, a tym samym ograniczą demokrację. Niepokój budzi również ograniczanie pluralizmu politycznego, do czego prowadzić będzie uniemożliwienie prezentacji w tym samym miejscu i czasie przeciwnych poglądów przez różne grupy, jeśli będzie to grozić „naruszeniem porządku publicznego”.

Proponowana przez prezydenta ustawa wprowadza ponadto wymóg zgłoszenia planowanej manifestacji odpowiednim organom władz samorządowych z siedmiodniowym wyprzedzeniem (obecnie: trzy dni). – „Zmiana całkowicie eliminuje jakąkolwiek spontaniczność akcji. Wiemy, że często trzeba błyskawicznie reagować protestem na dane zjawiska zarówno w polityce, jak również na problemy społeczne” – zauważył Słomski.

Jak relacjonuje „Gazeta Wyborcza”, w Krakowie pod Urzędem Wojewódzkim pojawiło się ok. 15 osób, wśród nich dwóch mężczyzn przebranych w tradycyjne krakowskie stroje i śpiewających regionalne piosenki ludowe. – „Chcemy udowodnić, że zgromadzenia publiczne to nie tylko latające w powietrzu kamienie i bójki, ale również manifestowanie w przyjazny sposób” – wyjaśnił Gniewomir Rokosz Kuczyński. W Poznaniu z kolei protestowało ok. 50 osób. – „To ustawa kagańcowa” – argumentował Przemysław Alexandrowicz z PiS. Demonstranci odśpiewali „Mury” Jacka Kaczmarskiego i „Rotę”.

Pojutrze będzie lepiej

Pojutrze będzie lepiej

Protesty przeciwko zasadom dofinansowania pracy niepełnosprawnych przyniosły skutek: będzie ono nieco większe.

Jak informuje „Dziennik Polski”, od września podstawą wyliczania dopłaty Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych do stanowiska pracy będzie 1386 zł, czyli kwota minimalnego wynagrodzenia z 2011 r. Dotąd bazę stanowiła minimalna płaca z 2009 r., czyli 1276 zł.

W ubiegłym roku parlament przyjął zapisy skrajnie niekorzystne dla niepełnosprawnych, m.in. ograniczające dopłaty do ich pracy. Zainteresowanie zatrudnianiem takich osób drastycznie spadło, a zakłady pracy chronionej zaczęły systematycznie rezygnować z tego statusu.

Na szczęście, w czerwcu parlament wycofał się z krytykowanych zapisów, uchwalając nowelizację ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Ponadto, PFRON uzyskał dodatkowe narzędzia do kontroli pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne.

Teraz na osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności będzie przypadać w ZPCh 2984,8 zł brutto dofinansowania, natomiast na otwartym rynku pracy – 1746,3 zł. Na pracowników z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności w ZPCh przypadać będzie 1593,9 zł, na otwartym rynku – 1115,7 zł dopłaty, zaś na osoby ze stopniem lekkim odpowiednio 623,7 i 436,5 zł.

Jest sukces

Jest sukces

Wczoraj w nocy zostało podpisane porozumienie i tym samym zakończony strajk okupacyjny w Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej w Krośnie.

Zgodnie z zawartym porozumieniem pomiędzy komitetem strajkowym a zarządem powiatu krośnieńskiego, Rada Nadzorcza odwoła prezesa spółki. Porozumienie zakłada także, że wobec strajkujących nie zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe, a zwolniony dyscyplinarnie Eugeniusz Szczambura, przewodniczący komitetu strajkowego, zostanie niezwłocznie przywrócony do pracy. Warunek jest taki, że Szczambura będzie musiał przed sądem wykazać, że został bezprawnie zwolniony. Ponadto spór zbiorowy w PKS zostanie zawieszony do czasu powołania nowego prezesa spółki, ale nie dłużej niż do końca br. Związkowcy zobowiązali się, że przez pół roku nie podejmą żadnej akcji strajkowej.

– „Po pierwsze, strajk został zakończony przed rozpoczęciem roku szkolnego i autobusy będą mogły bez przeszkód dowozić dzieci i młodzież do szkół. Po drugie, prezes który doprowadził spółkę do tak dramatycznego stanu, został wreszcie odwołany” – wylicza Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej, jednocześnie przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Podbeskidzie. – „Po trzecie, przewodniczący Komisji Zakładowej będzie mógł wrócić do pracy. Po czwarte i może najważniejsze, strajkujący nie zostali ze swoim problemem sami, mieli przez cały czas wsparcie Zarządu Regionu, Komisji Krajowej i organizacji zakładowych z innych firm. Związki zawodowe z PKS mówiły jednym głosem, a prym wśród nich wiodła «Solidarność». Tak więc jest sukces i to zdecydowany” – dodaje.

Ponad dziewięćdziesiąt procent załogi popierało strajk. Konflikty na linii pracownicy – zarząd PKS trwał od kilku miesięcy, odkąd spółkę przejął powiat. Strajk miał na celu nakłonienie dyrekcji do przestrzegania Kodeksu pracy oraz do wypłaty zatwierdzonej w umowach premii dla kierowców. Bezpośrednim powodem protestu było zwolnienie dyscyplinarne z pracy przewodniczącego zakładowej „Solidarności”, który jednocześnie pełni funkcję przewodniczącego komitetu protestacyjno-strajkowego. Zarzucono mu, że rzekomo jeździł za innego kierowcę i podrobił podpis na karcie drogowej.

PKS Krosno istnieje ponad 60 lat. W firmie pracuje ok. 200 osób. Właścicielem spółki jest powiat krośnieński.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”