Cywilny knebel dla związkowców

Cywilny knebel dla związkowców

Pracodawcy znaleźli skuteczną metodę zamykania ust protestującym związkowcom – jest nią pozew o ochronę dóbr osobistych. Okazuje się, że publiczne informowanie o łamaniu praw pracowniczych to „niewybredne pomówienia”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, we wrześniu rozpoczynają się sprawy wytoczone przez zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej czterem działaczom, którzy brali udział w pikietach pod domami władz spółki. Prezes JSW wytoczył powództwa o ochronę dóbr osobistych jako osoba prywatna. – „Nie były to agresywne zgromadzenia, a hasła nikogo nie obrażały. Teraz kilka przypadkowo wytypowanych osób będzie odpowiadać przed sądem cywilnym. Pracodawca domaga się przeprosin i zadośćuczynienia, nawet 100 tys. zł” – mówi Piotr Szereda, przewodniczący Związku Zawodowego Kadra „Solidarność 80” w Jastrzębiu-Zdroju.

Z kolei Elwirę Niemiec, szefową Związku Zawodowego Personelu Pokładowego czekają dwie sprawy w sądzie o naruszenie dóbr osobistych pracodawcy. Pierwsza dotyczy akcji plakatowej prowadzonej w Warszawie, informującej o warunkach pracy i bezpieczeństwa w LOT. Druga – informacji skierowanej do pracowników, w której Niemiec zarzuciła pracodawcy utrudnianie przeprowadzenia referendum strajkowego. LOT domaga się przeprosin i kilku tysięcy złotych. – „Moim zdaniem te pozwy to szykany i próba ograniczenia działalności związkowej. Związki mają prawo prowadzić w czasie sporu różne akcje” – ocenia Elwira Niemiec.

Związkowcy obawiają się spraw w sądach cywilnych. Znają prawo pracy, ustawy o związkach zawodowych i o sporach zbiorowych, ale prawo cywilne nie jest ich mocną stroną. – „Pracodawców stać na skuteczne, renomowane kancelarie. W dodatku sędziowie orzekający w wydziałach cywilnych nie mają tej wrażliwości, co ci z sądów pracy. I mogą nie zrozumieć, że w emocjach w czasie sporu zbiorowego komuś coś się wymsknie” – tłumaczy Paweł Śmigielski, ekspert OPZZ.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Z rusztowań na bruk

Z rusztowań na bruk

Nawet 150 tys. budowlańców może stracić pracę w najbliższych miesiącach, szacują przedstawiciele branży.

„Puls Biznesu” informuje, że rozpoczęły się zwolnienia grupowe w Hydrobudowie Polska, spółce z grupy PBG; pracę ma stracić aż 850 osób. To konsekwencja złożenia przez obie spółki wniosku o upadłość, za czym idzie wypowiadanie im kontraktów, kredytów i ograniczone możliwości składania ofert. Grupa PBG zatrudnia ponad 6 tys. osób, a jej główne spółki są w procesie upadłości, dlatego należy się spodziewać dalszych zwolnień. – „To indywidualne decyzje zarządów poszczególnych spółek i element restrukturyzacji grupy. Na razie jednak nie ujawniamy konkretnych liczb” – mówi Mariusz Różacki, prezes PBG.

Nowy zarząd Polimeksu-Mostostalu o zwolnieniach mówić jeszcze nie chce, choć zamierza przeprowadzić „optymalizację kosztów na wielu poziomach”, a jeszcze za poprzedniego prezesa wypowiedziany został zbiorowy układ pracy. – „Zatwierdzone już zostały zwolnienia 177 osób z segmentów budowlanego i przemysłowego. Wkrótce kolejna runda rozmów na temat segmentu serwisowego. Tu pracodawca zaproponował redukcję o 660 osób. Domagamy się też przywrócenia układu zbiorowego, ale zarząd podchodzi do tego bardzo niechętnie” – mówi Andrzej Hojna, przewodniczący „Solidarności” w przedsiębiorstwie.

Pod koniec czerwca plan zwolnień grupowych ogłosił Mostostal Warszawa – z pracy w firmie ma odejść 450 osób. Z kolei zwolnienia w Strabagu mają dotknąć 1,7 tys. osób. Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, szacuje, że w najbliższych dwunastu miesiącach pracę w budownictwie stracić może ok. 150 tys. osób. – „Nadal trwają prace na wielkich  budowach, które miały być skończone na EURO 2012, więc praca na dziś jest. Niestety, brak nowych kontraktów i kurczące się portfele zamówień spowodują, że trzeba będzie redukować zatrudnienie. Takie ruchy już się rozpoczęły” – mówi Michałowski.

Od początku roku zbankrutowało kilkadziesiąt firm budowlanych, w tym tak znane, jak wspomniana grupa PBG, ABM Solid czy DSS. „Puls Biznesu” twierdzi, że nawet jeśli dogadają się z wierzycielami, będą redukować personel, gdyż nie mogą zdobywać kolejnych kontraktów.

Zabił ich brak pomocy?

Zabił ich brak pomocy?

Co roku milion ludzi odbiera sobie życie. To więcej niż roczna liczba wszystkich ofiar wojen i zabójstw razem wziętych – alarmuje Światowa Organizacja Zdrowia w raporcie opublikowanym przed poniedziałkowym Światowym Dniem Zapobiegania Samobójstwom.

Informacyjna Agencja Radiowa podaje, że z danych organizacji wynika, iż 5 proc. ludzi podjęło chociaż jedną próbę targnięcia się na własne życie. Liczba samobójców rośnie w błyskawicznym tempie, dlatego WHO apeluje o poważne zajęcie się tym problemem.

Samobójstwo jest drugą co do częstości występowania przyczyną śmierci osób w wieku 15-19 lat; co roku na całym świecie z własnej ręki ginie 100 tys. nastolatków. Wśród dorosłych samobójstwa są najczęstsze wśród osób powyżej 75. roku życia. Z raportu wynika też, że mężczyźni popełniają je trzykrotnie częściej niż kobiety, które jednak podejmują trzykrotnie więcej nieudanych prób samobójczych.

Najwięcej udokumentowanych przypadków samobójstw odnotowano w Rosji i na Litwie, najmniej – w krajach Ameryki Południowej. Autorzy raportu podkreślają jednak, że brakuje oficjalnych danych z wielu krajów Afryki czy Azji.

W kolejnym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy tekst poświęcony niedostatkom polskiego systemu opieki psychiatrycznej.

Pamiętajmy o Kochanówce!

Pamiętajmy o Kochanówce!

Łodzianie zbierają pieniądze na tablicę upamiętniającą zamordowanych przez Niemców pacjentów szpitala psychiatrycznego w  Kochanówce.

W latach 1940-41 w ramach akcji „T4” hitlerowcy zagazowali na terenach województwa łódzkiego, prawdopodobnie w lasach lućmierskich lub w  lesie Okręglik (dokładne miejsce zbrodni nie jest znane) ok. 2 tys. ludzi , w tym chorych psychicznie i nerwowo pacjentów szpitala psychiatrycznego w  Kochanówce, a także niedorozwiniętych, niewidomych i niepełnosprawnych z różnych placówek opiekuńczych i wychowawczych. Niemcy starannie zatarli ślady zbrodni, ciała skremowali. W związku z tym nie są znane personalia większości ofiar ani ich dokładna liczba. Spośród miejsc, w których naziści przeprowadzili akcję „T4”, łódzkie ofiary nie doczekały się jeszcze żadnej formy upamiętnienia. Stąd inicjatywa Marcina Pryta (poety, rysownika i wokalisty zespołów 19 Wiosen i Tryp) oraz Łukasza Nadolskiego (pracownika socjalnego, z wykształcenia historyka), aby o tej zbrodni przypomnieć.

Pod koniec 2010 r. ukazał się debiutancki album grupy Tryp zatytułowany „Kochanówka”, poświęcony właśnie akcji „T4”. Kolejnym krokiem była kwerenda źródłowa tych wydarzeń, przeprowadzona w łódzkim oddziale IPN, oraz zorganizowanie 31 maja br. przez Marcina Pryta w ramach cyklicznych spotkań „Kosmopolitania” wykładu poświęconego historii szpitala i akcji pseudoeutanazyjnej.

Pod koniec czerwca sprawą zainteresowała się Maria Sobczyk z Fabryki Sztuki, przy której zawiązał się komitet na rzecz przeprowadzenia zbiórki publicznej w celu ufundowania tablicy upamiętniającej ofiary. W lipcu uzyskano pozwolenie na przeprowadzenie kwesty. Pieniądze zbierane są poprzez wpłaty na konto oraz do puszek kwestorskich podczas koncertów i innych imprez artystycznych Stowarzyszenia Niezależnych Jednostek (organizatora „Kosmopolitanii”), Fabryki Sztuki oraz klubu DOM. Animatorzy akcji starają się także informować o wydarzeniach z czasów wojny poprzez akcje ulotkowe, informacje w Internecie i prelekcje popularyzatorskie. Akcja spotkała się z poparciem dyrektor szpitala psychiatrycznego im. Babińskiego (czyli „Kochanówki”), Anny Śremskiej, oraz pracowników szpitala.

Pieniądze zbierane są do 30 września br. Wpłat można dokonywać m.in. na konto nr 37 10501461 1000 0090 8000 1838; tytuł przelewu: „tablica Kochanówka”.