Słaba kondycja wuefu

Słaba kondycja wuefu

Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła sposób prowadzenia wychowania fizycznego w szkołach oraz zapewnianie uczniom warunków do uprawiania sportu.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przytaczając raport NIK, w starszych klasach szkoły podstawowej na lekcjach wychowania fizycznego nie ćwiczy ok. 18 proc. uczniów, w gimnazjach już blisko 25 proc., a szkołach ponadgimnazjalnych ponad 30 proc.

Dlaczego dzieci i młodzież unikają wuefu? Z badań przeprowadzonych wśród uczniów wynika, że nauczyciele w ramach tych zajęć proponują ciągle te same gry zespołowe i ćwiczenia gimnastyczne, które przez uczniów postrzegane są jako mało atrakcyjne. Inne formy aktywności, takie jak tenis stołowy, tańce, aerobik i pływanie stanowią znikomą część prowadzonych zajęć. Tylko pięć szkół na 42 skontrolowane skorzystało w poprzednim roku szkolnym z możliwości zróżnicowania oferty zajęć podczas dwóch godzin lekcyjnych, proponując uczniom m.in. naukę pływania lub aerobik. Nauczyciele nie starają się rozpoznać indywidualnych możliwości uczniów, nie dostosowują do nich systemu oceniania, ani nie dbają o dostosowanie programów nauczania do opcji, jakie może zaoferować dana szkoła.

Są jednak i poważniejsze problemy. Niemal połowa polskich szkół nie ma sal gimnastycznych, a 30 proc. pozostałych (4275 na 14883 mających sale) dysponuje tylko niewielkimi salkami, w których prowadzenie zajęć sportowych jest utrudnione. W ponad 11 tys. szkół zajęcia sportowe wciąż odbywają się na korytarzach lub w zaadaptowanych pomieszczeniach. Co więcej, 75 proc. szkół nie zapewnia uczniom bezpieczeństwa na zajęciach wychowania fizycznego. Codziennością w szkołach są niezabezpieczone szyby, kaloryfery oraz śliskie wykładziny PCV w miejscach ćwiczeń, a także zarośnięte i nierówne boiska, na których łatwo o kontuzję. Wśród szczególnych zagrożeń wymienia się: zły stan techniczny sal, boisk i urządzeń (21% skontrolowanych), brak przeszkolenia nauczycieli w zakresie pierwszej pomocy (18% skontrolowanych); zawyżanie dozwolonej liczby uczniów w grupach ćwiczeń oraz lekceważenie norm bezpieczeństwa przy naborze do klas sportowych – odnotowano przypadki przyjmowania uczniów bez badań i orzeczeń lekarskich o stanie zdrowia, a także uczniów z różnymi dysfunkcjami (skoliozą, zaburzeniami rytmu serca, nadwagą, otyłością), co w połączeniu ze znacznie zwiększonym wysiłkiem fizycznym zagrażało ich zdrowiu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wydajność grozi śmiercią

Wydajność grozi śmiercią

Z badania Wyższego Urzędu Górniczego wynika, że nawet niemal co drugi pracownik kopalni nakłaniany jest przez przełożonych do podejmowania ryzyka.

Jak informuje portal wnp.pl, z analiz wypadkowości w kopalniach węgla kamiennego wynika, że około 70 proc. wszystkich wypadków jest efektem błędów popełnianych przez pracowników i ich przełożonych, zaniedbań obowiązków, postępowania niezgodnego z normami bezpieczeństwa oraz świadomie podejmowanego ryzyka. Udział wypadków spowodowanych tymi nieprawidłowościami wynosił w: 2006 r. – ok. 53 proc., 2007 r. – ok. 54 proc., 2008 r. – ok. 57 proc., 2009 r. – ok. 70 proc., 2010 r. – ok. 78,9 proc., 2011 r. – ok. 77,3 proc. Od 1 stycznia do 6 września br. w przemyśle wydobywczym życie straciły 23 osoby, w tym 18 w górnictwie węgla kamiennego.

W 2009 r. prezes WUG Piotr Litwa powołał Zespół do spraw wpływu „czynnika ludzkiego” na zaistnienie wypadków przy pracy oraz niebezpiecznych zdarzeń w kopalniach węglach kamiennego. Prezes WUG zainicjował w 2011 r. przeprowadzenie badań ankietowych załóg. Wykonano je w ośmiu kopalniach (jedno badanie wykonali pracownicy WUG, siedem GIG). Z badania WUG wynika, że niemal co drugi lub co trzeci pracownik zatrudniony na dole kopalni nakłaniany jest, przez osoby bezpośrednio odpowiadające za bezpieczeństwo prowadzonych robót, do podejmowania ryzyka w kontakcie z obsługiwaną maszyną lub urządzeniem. Około jedna trzecia ankietowanych zetknęła się z poleceniami, w których planowa realizacja zadań produkcyjnych dopuszczała naruszanie zasad bezpiecznego ich wykonania. Ponad 10,4 proc. respondentów przyznało, że osoby dozoru ruchu akceptują fikcyjne potwierdzanie przez pracowników znajomości treści dokumentów, bez uprzedniego zapoznania się z nimi. Badani stwierdzali, że przyczyny wypadków wynikają z eksploatacji przenośników, których stan techniczny jest nieprawidłowy (13,5 proc.). Ponadto 70,3 proc ankietowanych wskazało na średni poziom znajomości zasad bezpiecznej obsługi przenośników. Najczęściej wskazywaną przez osoby badane przyczyną tolerowania niewłaściwego stanu technicznego eksploatowanych maszyn i urządzeń było: stawianie wykonania zadania (planu) na pierwszym miejscu (38,4 proc. wskazań); brak części zamiennych (18,5 proc. wskazań), brak zestawów naprawczych (18 proc. wskazań).

Prezes WUG komentując wyniki badań ankietowych podkreśla że wnioski sformułowane w 2009 r. nie zostały w zakładach górniczych w pełni wdrożone. – „Apel skierowany do przedsiębiorców nie odnosi zadawalających skutków. W raporcie WUG na temat stanu bezpieczeństwa w górnictwie w 2011 r. wnioskowaliśmy o poprawę w zakresie zagrożenia zawałowego oraz zagrożeń spowodowanych opadem skał ze stropu i ociosu. O poprawę poprzez rygorystyczne egzekwowanie projektów technicznych i technologii prowadzenia robót, uświadomienie pracowników o konieczności kontroli swoich miejsc pracy i eliminowanie ryzykownych zachowań. Branża wydobywcza zaczyna się upodabniać do innych gałęzi przemysłu, z rosnącą rolą czynnika ludzkiego wśród przyczyn górniczych wypadków” – podsumowuje prezes WUG.

„Solidarność” skarży śmieciowe

„Solidarność” skarży śmieciowe

Związek zawodowy „Solidarność” skierował do Komisji Europejskiej skargę w sprawie nadużywania w Polsce tzw. umów śmieciowych wbrew europejskim regulacjom.

Obowiązujący w Polsce przepis kodeksu pracy 25 (1) dotyczący umów na czas określony nie realizuje celu dyrektywy Unii Europejskiej, ponieważ nie zapobiega nadużywaniu tego typu umów. Skargę do Komisji Europejskiej w sprawie nieprawidłowego wdrożenia unijnego prawa w Polsce wysłała dzisiaj Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”.

To pierwsza skarga do Komisji Europejskiej, jaką składa na polski rząd NSZZ „Solidarność”. Egzemplarz pisma trafi również do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. – „Unia Europejska jednoznacznie zobowiązuje państwa członkowskie do zapobiegania nadużyciom w stosowaniu umów na czas określony. Liczymy, że Komisja Europejska skłoni rząd do właściwego dostosowania krajowych przepisów do prawa unijnego” – mówi przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Piotr Duda.

Zgodnie z art. 2 dyrektywy Rady 99/70/WE Państwa Członkowskie Unii Europejskiej są zobowiązane do wprowadzenia w życie przepisów niezbędnych m.in. do przeciwdziałania nadużyciom wynikającym ze stosowania następujących po sobie umów o pracę na czas określony oraz nawiązywania następujących po sobie stosunków pracy na czas określony. Zdaniem ekspertów NSZZ „Solidarność” obowiązujący w Polsce przepis kodeksu pracy (art. 25 (1)) nie realizuje  celu unijnej dyrektywy – nie ustanawia ram dla zapobiegania nadużyć w  stosowaniu kolejnych umów na czas określony. Kodeks pracy nie określa maksymalnego czasu trwania umowy, nie zapobiega zawieraniu długotrwałych umów o pracę na czas określony. Wypowiedzenie  umowy terminowej (w tym umowna czas określony) nie wymaga uzasadnienia. – „Poza tym artykuł 25 (1) odnosi się tylko do umów zawartych na czas określony, z wyłączeniem pozostałych umów terminowych (umowa na czas wykonywania określonej pracy oraz umowa na czas próbny), a dyrektywa odnosi się do wszelkich terminowych umów o pracę” – mówi Katarzyna Zimmer-Drabczyk, kierownik Biura Eksperckiego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Związkowcy uważają również, że w Polsce nie ma przepisów ochronnych, które skutecznie ograniczają stosowanie umów na czas określony.

W liczbie zawieranych umów na czas określony Polska wyprzedziła już wszystkie kraje Unii Europejskiej. Na czasowych umowach zatrudniony jest już co czwarty pracownik. Zatrudnieni w ten sposób nie mogą korzystać w pełni z przysługującym im praw, mają utrudniony dostęp do kredytów czy szkoleń.

Pełny tekst skargi „Solidarności” do Komisji Europejskiej można przeczytać tutaj.

Dla nas kryzys – dla nich luksus

Dla nas kryzys – dla nich luksus

W 2011 r. sprzedaż 21 największych na świecie firm z branży dóbr luksusowych wzrosła średnio o 10,4 proc. Jak widać, mimo kryzysu gospodarczego bogacze mają więcej pieniędzy na swoje zachcianki.

Jak informuje portal wnp.pl, według ekspertów firmy doradczej Ernst & Young wspomniany segment dóbr będzie rósł do końca 2014 r. w tempie od 6 do 7 proc. rocznie i zwiększy się do 225 mld euro. W analizie nie uwzględniano np. samochodów, lecz skupiono się na rynku biżuterii, zegarków, kosmetyków i ekskluzywnej odzieży, perfum, galanterii skórzanej itp.

Co ciekawe, sprzedaż tych luksusowych produktów nadal rośnie także w Europie, mimo recesji – np. w Hiszpanii, w której jest 5 mln bezrobotnych, w ub.r. wartość tego sektora wzrosła o 25 proc. Stary Kontynent nadal jest największym rynkiem zbytu dla firm produkujących ekskluzywne produkty i ma 36 proc. udział w ich rynku światowym.

Ogólnie, największy wpływ na rosnący na świecie popyt na dobra luksusowe ma szybko zwiększająca się liczebność klasy średniej na „nowych” rynkach, szczególnie w Azji. Do perspektywicznych rynków dóbr luksusowych – poza Chinami – zaliczana jest także m.in. Polska. Dynamiczny wzrost liczby bogatych i zamożnych Polaków przyciąga zagraniczne marki luksusowe, zwiększając tym samym konkurencję na rynku i stawiając nowe wyzwania przed polskimi producentami. – „Mimo zaciętej konkurencji, liderzy polskiego segmentu dóbr luksusowych mogą pochwalić się porównywalnymi marżami i dynamiką przychodów” – twierdzi Zbigniew Jusis, partner w dziale Doradztwa Transakcyjnego E&Y.