Opłaty z najwyższej półki

Opłaty z najwyższej półki

Minister rolnictwa chce uregulowania relacji pomiędzy producentami żywności a sieciami handlowymi. W tym celu jeszcze we wrześniu planuje zorganizować spotkanie ze spółdzielniami mleczarskimi, a następnie z sieciami handlowymi.

Jak informuje „Portal Spożywczy”, producenci żywności i przedstawiciele sieci handlowych postanowili wypracować wspólnie kompromis w sprawie tzw. opłat półkowych i zaproponowali zmiany w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. – „Wysokość opłat półkowych, terminy ich egzekwowania są nie do zaakceptowania nawet przez zorganizowane firmy typu spółdzielnie mleczarskie. Są to zbyt duże koszty dla producentów” – mówi minister rolnictwa Stanisław Kalemba. Minister rolnictwa zamierza aktywnie włączyć się w rozwiązanie tego problemu. Jeszcze we wrześniu planuje spotkanie z przedstawicielami dużych spółdzielni mleczarskich, następnie spotkanie z przedstawicielami producentów, na którym będą oni mogli przedstawić swoje propozycje uregulowań w tej sprawie, a w końcu z Polską Federacją Producentów Żywności i przedstawicielami wielkich sieci handlowych.

Kalemba chce podczas tych spotkań zwrócić uwagę na zbyt wysokie koszty, które obciążają producentów i na wielkość różnicy pomiędzy ceną, jaką oni uzyskują za swoje produkty, a tym, co widzimy na półkach. Będzie starał się wypracować z producentami wspólne stanowisko wobec sieci handlowych. – „Producenci nie akceptują tych opłat, ale są stawiani pod ścianą. Nie mają alternatywy – albo wprowadzą swój produkt do sieci, albo z nim zostaną. Wiedzą już, że pojedyncza firma nie wygra walki o własne interesy” – wyjaśnia minister.

Wśród producentów pojawiają się różne propozycje rozwiązań, np. utworzenia platformy do wymiany informacji na temat wysokości opłat półkowych. Dobrym pomysłem może być też wspólne organizowanie przez producentów własnych sieci handlowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Znikające dworce

Znikające dworce

PKP nie ukrywa, że dla części dworców kolejowych jedynym pomysłem jest rozbiórka.

Polskie Koleje Państwowe chwalą się remontami ponad 80 dworców kolejowych w Polsce – 40 dworców już zostało zmodernizowanych, na około 20 trwają prace, a remonty kolejnych 28 obiektów są przygotowywane. PKP mogło przystąpić do remontów dworców kolejowych dzięki wylobbowaniu na ten cel funduszy w budżecie państwa.

Przebudowy obejmują nie tylko największe dworce (jak Warszawa Wschodnia czy Wrocław Główny), ale też mniejsze obiekty (jak Brzesko-Okocim, Elbląg czy Kutno). Remonty zwykle przynoszą widoczną poprawę jakości obiektów dworcowych – generalne przebudowy przekształcają dworce w atrakcyjne obiekty. Wyremontowany dworzec w Malborku zwyciężył w konkursie „Modernizacja Roku” organizowanym przez Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej (finalistami tego plebiscytu zostały również dworce Iława Główna oraz Leszno). Z kolei za renowację dworca Przemyśl Główny PKP otrzymało dyplom generalnego konserwatora zabytków.

40 lat i wyburzenie

Jednakże w cieniu szeroko zakrojonego programu remontów dworców kolejowych doszło do rozbiórki dworca w Nowym Dworze Mazowieckim – zburzono go na przełomie marca i kwietnia 2012 r., po 40 latach istnienia. Obiekt powstał w 1972 r. według projektu Arseniusza Romanowicza, architekta również takich dworców jak Warszawa Centralna i Warszawa Wschodnia oraz przystanków na warszawskiej linii średnicowej: Ochota, Śródmieście, Powiśle i Stadion.

Nowodworski dworzec wybudowany został w ramach nie w pełni zrealizowanego programu budowy wspólnych dworców autobusowo-kolejowych. Podobne obiekty miały powstać między innymi w Zegrzu, do którego w międzyczasie w ogóle przestały docierać pociągi, czy w Legionowie, gdzie do dziś nie powstał żaden budynek dworcowy, a kasy biletowe od lat 80. umiejscowione są w prowizorycznym kontenerze.

Po rozbiórce dworca w Nowym Dworze Mazowieckim, dziś także w tym mieście kasy biletowe wraz z niewielką poczekalnią zostały zlokalizowane w prowizorycznym obiekcie.

Na własne życzenie

Przedstawiciele PKP raczej nie ukrywali, że dla części budynków dworcowych jedynym pomysłem jest rozbiórka. Mowa o dworcach, co do których nie istnieją szanse ani na wynajem powierzchni handlowo-usługowych, ani na przekazanie ich zewnętrznym podmiotom (jak chociażby samorządowi gminnemu).

Rozbiórka budynku dworcowego w Nowym Dworze Mazowieckim może być o tyle zaskakująca, że w planach nowodworskiego ratusza jest przejęcie terenu po wyburzonym dworcu i wybudowanie tam centrum handlowo-usługowego.

Wygląda więc na to, że PKP – podejmując decyzję o rozbiórce budynku dworcowego w Nowym Dworze Mazowieckim – na własne życzenie pozbawiło się szansy na efekt komercyjny w wyniku przebudowy dworca w obiekt łączący funkcje komunikacyjne i handlowo-usługowe?

Najpierw rozbiórka, potem reaktywacja

Podobnie do losów dworca w Nowym Dworze Mazowieckim potoczyła się historia dworca Lubin Górniczy na Dolnym Śląsku. Pochodzący z XIX wieku lubiński dworzec – mimo protestów mieszkańców – został zburzony w sierpniu 2012 r. Tym razem nastąpiło to po przekazaniu przez PKP S.A. obiektu władzom miasta.

W miejscu zburzonego dworca powstać ma nowy obiekt – na razie jednak nie wiadomo, kiedy inwestycja zostanie zrealizowana. „To charakterystyczne dla Lubina: wyburzyć, a kiedyś coś się wybuduje. W miejsce dworca ma powstać centrum przesiadkowe. Nazwa imponująca, jednak jak wynika z wizualizacji, ma to być nic innego jak kompleks szklano-metalowych wiat. W dodatku nie wiadomo, kiedy powstanie” – skomentował regionalny tygodnik „Konkrety”.

Decyzja o rozbiórce dworca Lubin Górniczy spotkała się z krytyką również dlatego, że – choć obecnie do Lubina nie kursują pociągi – to na 2013 r. planowane jest rozpoczęcie rewitalizacji przebiegającej przez to miasto linii kolejowej Legnica – Rudna Gwizdanów i reaktywacja połączeń kolejowych. Warta 150 mln zł rewitalizacja linii znalazła się na liście projektów Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Wyremontować i zamknąć

Problemy pojawiają się także na dworcach objętych programem remontów realizowanym przez PKP. W Radomiu remont dworca opóźnia się – po raz kolejny został przesunięty termin zakończenia prac, zakładany pierwotnie na pierwszą połowę 2012 r. Wszystko przez to, że wykonawca prac – Mostostal Białystok – ma problemy finansowe i nie reguluje swoich zobowiązań wobec podwykonawcy.

Z kolei na części dworców, na których prace zostały już zakończone, PKP S.A. ma problemy z zagospodarowaniem odnowionych przestrzeni. Z kolejnych regionów napływają informacje o wyremontowanych, lecz pustych obiektach – taka sytuacja ma miejsce na dworcach Leżajsk, Sławno czy Wałbrzych Miasto. Nawet wydawany przez spółki Grupy PKP tygodnik „Kurier Kolejowy” przyznał, że niektórym przebudowanym obiektom grozi „zamknięcie na cztery spusty”. Mowa o wyremontowanych w 2011 r. dworcach w Pabianicach oraz Zgierzu, gdzie PKP S.A. wciąż nie jest w stanie znaleźć najemców powierzchni dworcowych.

Karol Trammer

___________________
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, nr 61, wrzesień-październik 2012, http://www.zbs.net.pl. Autor jest redaktorem naczelnym tego pisma oraz stałym współpracownikiem „Nowego Obywatela”.  

Trzeźwe spojrzenie przedsiębiorcy

Trzeźwe spojrzenie przedsiębiorcy

Prezes koncernu spożywczego Maspex popiera wprowadzenie podatku transakcyjnego od inwestycji w instrumenty pochodne jako metodę na walkę z rosnącymi cenami żywności.

W rozmowie z dziennikarzem Biznes.onet.pl prezes Grupy Maspex Krzysztof Pawiński zwrócił uwagę na problem dużej zmienności na rynku surowców rolnych, co wpływa na koszty produkcji. – „To, co dzieje się obecnie, jest bez precedensu – najwyższe historycznie ceny poszczególnych surowców, przy dużej zmienności, zarówno ceny podstawowej, jak i kursu wymiany złotego do euro czy dolara. To sprawia, że mamy do czynienia z dużą niepewnością” – ocenia Pawiński. – „Nikomu nie służy zmienność, która jest przekleństwem dla firm realnej gospodarki. Mamy »kasyno« rozkręcone do granic możliwości. Bawi się niewielu, a płacą wszyscy – ta zmienność jest przełożona później na ceny i konsumenci płacą za transakcje, które nie mają nic wspólnego z realną dostawą, a są operacjami czysto finansowymi, wpływającymi na ceny surowców wykorzystywanych do produkcji żywności” – dodaje.

Jak sobie z tym poradzić? – „Jestem zwolennikiem rozwiązania drastycznego. Wydaje się, że bez wprowadzenia podatku transakcyjnego – pewnej opłaty podatkowej przy inwestowaniu w instrumenty pochodne, nie da się tego uregulować” – mówi prezes Grupy Maspex, jednego z największych producentów żywności w Europie Środkowo-Wschodniej, właściciela takich marek jak: Kubuś, Tymbark, Caprio czy Makaron Lubella.

Dobry, bo starszy

Dobry, bo starszy

Za granicą osoby po 50. roku życia są mile widzianymi pracownikami. W Polsce pracodawcy wciąż patrzą na nich nieprzychylnym okiem.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z danych agencji rekrutujących pracowników za granicę wynika, że niemieckie, belgijskie, a także francuskie firmy z sektora finansowego, budowlanego, usługowego i transportowego bardzo chętnie przyjmują osoby dojrzałe. Aż 70 proc. osób rekrutowanych przez agencję Express do opieki nad osobami starszymi to ludzie po 50. roku życia. Podobnie jest w firmie Adecco czy Work Service. Dużo osób po pięćdziesiątce znajduje też zatrudnienie za granicą jako kierowcy ciężarówek, elektrycy, stolarze, a także – jeśli znają biegle język obcy – jako specjaliści i wysokiej klasy menedżerowie.

– „Zagraniczni pracodawcy bardzo często stawiają warunek, że pracownik ma mieć np. minimum 10-letnie doświadczenie, i nie widzą problemu, że elektryk ma 55 czy 60 lat” – mówi Artur Ragan z Work Express. – „Najczęściej dostaje czeladnika, który pomaga mu w cięższych pracach fizycznych, np. ciągać kable. Za granicą liczą się przede wszystkim sumienność, punktualność, precyzja i doświadczenie” – dodaje. Oczywiście, często barierą jest język, ale np. na budowie czy przy produkcji w wielu firmach są osoby, które znają niemiecki czy francuski i w razie potrzeby tłumaczą.

Tymczasem polscy pracodawcy podpisując umowę z firmą rekrutacyjną, już na wstępie zastrzegają, że nie chcą pracowników powyżej 40.-45. roku życia. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wśród bezrobotnych przybywa osób po 50. roku życia: w 2009 r. było ich 20,7 proc., w lipcu tego roku już 23,1 proc. W sumie w tej grupie wiekowej pracy nie ma już 450 tys. ludzi.