Bieda ma płeć?

Bieda ma płeć?

Od 1990 r. liczba ludzi żyjących w absolutnej nędzy zmalała o 600 mln. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia w tej kwestii, zwłaszcza względem kobiet. To one stanowią bowiem ponad dwie trzecie osób żyjących w ubóstwie.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, już w 2008 r. za mniej niż 1,25 dolara dziennie (próg nędzy) żyło 22 proc. ludności świata, czyli niemal o połowę mniej niż w 1990 r. (wówczas było to 43 proc.). Postęp jest jednak nierównomierny. W Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowej poziom biedy jest wciąż bardzo wysoki. Pojawiają się też nowe zagrożenia, związane z długotrwałym kryzysem i cięciem wydatków na pomoc rozwojową.

Wśród biednych większość (ok. 70 proc.) stanowią kobiety. – „Do kobiet, połowy ludzkości, należy jeden procent światowego bogactwa. Trafia do nich 10 proc. globalnego dochodu. Kobiety zajmują 14 proc. stanowisk kierowniczych. I choć produkują połowę żywności na świecie, to są właścicielkami tylko jednego procenta ziemi” – wylicza John Hendra, wicedyrektor programu ONZ ds. równości płci.

Choć większość biednych kobiet zamieszkuje uboższe rejony świata, to na Zachodzie też nie jest różowo. W USA odsetek kobiet w biedzie podczas kryzysu wzrósł do 14,5 proc., w Unii Europejskiej – do 17 proc. Kobiety w UE zarabiają 14-17 proc. mniej od mężczyzn i częściej pracują w ramach „śmieciowych” umów.

Według Światowego Forum Ekonomicznego kraje, gdzie obie płci cieszą się podobnymi prawami, są znacznie bardziej konkurencyjne. Zdaniem ekspertów z banku inwestycyjnego Goldman Sachs zwiększenie zatrudnienia wśród kobiet do poziomu mężczyzn wydatnie zwiększyłoby dynamikę PKB, także w USA i strefie euro. Tygodnik „Economist” oszacował, że zwiększyłoby to globalny wzrost gospodarczy w stopniu większym, niż przyczyniły się do tego w ostatnich latach Chiny.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielczość po bożemu

Spółdzielczość po bożemu

Globalny kryzys pogarsza szczególnie sytuację żywnościową najuboższych – przypomniał papież w przesłaniu przygotowanym z okazji Światowego Dnia Żywności i zachęcił do rozwoju spółdzielczości.

Jak podało Radio Watykańskie, Benedykt XVI skierował swoje słowa do José Graziano da Silvy, dyrektora generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Papież nawiązał w liście do tegorocznego tematu Światowego Dnia Żywności, którym są kooperatywy rolnicze, postrzegane jako klucz do wyżywienia świata.

Benedykt XVI zwrócił uwagę, iż spółdzielczość to konkretny wyraz zasady pomocniczości, głoszonej w nauczaniu społecznym Kościoła. Zasada ta zapewnia każdemu człowiekowi wkład w rozwój i ochronę praw. „W świecie, który stara się przezwyciężyć kryzys ekonomiczny i nadać globalizacji znaczenie autentycznie ludzkie, spółdzielczość stanowi nowy typ gospodarki, który służy osobie” – pisze przywódca duchowy katolików.

Skazani na bezrobocie?

Skazani na bezrobocie?

Chociaż marketów przybywa, a sprzedaż detaliczna ma się całkiem nieźle, sprzedawcy okazują się być największą grupą zawodową wśród zarejestrowanych bezrobotnych. Do zawodów zagrożonych bezrobociem należą również m.in. ślusarze.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, na koniec czerwca br. w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad 158 tys. sprzedawców (rok wcześniej 149 tys.). Zdaniem ekspertów dzieje się tak, ponieważ małe osiedlowe sklepy upadają, nie wytrzymując konkurencji z rozrastającymi się sieciami dyskontów. W tym roku otwarto ponad 200 tego typu placówek i jest ich już 2,8 tys. Jedno miejsce pracy w dyskoncie to utrata kilku w handlu tradycyjnym – wyjaśnia Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. Ponadto, w handlu jest duża rotacja pracowników, m.in. ze względu na stosunkowo niskie zarobki – zauważa Andrzej Faliński, dyrektor generalny w Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Po sprzedawcach, najwięcej zarejestrowanych bezrobotnych jest wśród ślusarzy – 43 tys., czyli o 3 proc. więcej niż rok temu. Według Jerzego Bartnika, prezesa Związku Rzemiosła Polskiego, bezrobocie wśród tej grupy pogłębia jej słaba mobilność – ślusarze nie migrują za pracą do innych miejscowości. – „Ponadto część osób nie może znaleźć zajęcia, bo nie ma specjalistycznych umiejętności oczekiwanych przez pracodawców” – dodaje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Jego zdaniem takie same są przyczyny wysokiego bezrobocia wśród innych zawodów: techników mechaników (23,9 tys. bezrobotnych) czy spawaczy (blisko 4,8 tys.).

W czołówce tego smutnego rankingu znajdują się również murarze (33,2 tys.) i robotnicy budowlani (33 tys.). – „To dlatego, że ich branża się kurczy i tracą pracę. W tym roku sądy ogłosiły już upadłość 147 firm budowlanych, a to jeszcze nie koniec bankructw” – uważa prof. Zofia Bolkowska, ekspert rynku budowlanego z Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa. Poza tym, część z nich pracuje w szarej strefie, a rejestruje się w „pośredniakach” tylko w celu uzyskania ubezpieczenia zdrowotnego. Podobnie postępują także szwaczki, których w rejestrach bezrobotnych jest blisko 24 tys., oraz krawcy (33,3 tys.).

Wśród bezrobotnych nierobotniczych najwięcej jest techników ekonomistów – blisko 40 tys. Zdaniem ekspertów wynika to z nasycenia rynku pracownikami o takich kwalifikacjach. Pracy nie mają nawet ekonomiści z wyższym wykształceniem (16 tys. bezrobotnych). Wśród pozostających bez zatrudnienia absolwentów uczelni wyższych dużo jest też m.in. specjalistów od marketingu, socjologów i filologów.

Podróże (rozciągnięte) w czasie

Podróże (rozciągnięte) w czasie

Mimo prowadzonych od kilku lat inwestycji w modernizację torów, pociągi towarowe kursują bardzo wolno i coraz bardziej się spóźniają.

Jak informuje portal ekonomia24.pl, w pierwszym półroczu br. pociągi towarowe poruszały się po polskich torach ze średnią prędkością 25,75 km na godzinę, tymczasem średnia prędkość handlowa w Unii Europejskiej przekroczyła 50 km/h. Przykładowo, średnia prędkość pociągów towarowych francuskiego RFF (Réseau Ferré de France) oscylowała wokół 60 km/h, a dla pociągów długodystansowych (kursujących na trasach powyżej 700-800 km) wyniosła 65 km/h.

Ponadto, polskie pociągi coraz bardziej się spóźniają. O ile jeszcze w pierwszym kwartale tego roku punktualnie przyjeżdżało 52,75 proc. pociągów, to już w II kwartale zaledwie 49,38 proc. Jeśli chodzi o pociągi międzynarodowe, w I kwartale 56 proc. z nich przyjechało na czas, w II kwartale już tylko 51 proc. Średni czas opóźnienia w okresie od stycznia do marca wynosił 277 minut, a od kwietnia do czerwca – 298 minut. Jak podają eksperci, głównym powodem opóźnień pociągów i czynnikiem wpływającym na ich prędkość jest stan torów. Problemem są zwłaszcza zamknięcia tras i tzw. wąskie gardła, czyli punkty na szlakach, które zmuszają maszynistę do znacznego zmniejszenia prędkości.

Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych wskazał 17 tras towarowych do naprawy i 459 „wąskich gardeł”. ZNPK łącznie zgłasza zastrzeżenia do ponad 11,7 tys. km linii, co stanowi większość z 19 tys. km tras, którymi zarządza PKP PLK. Przewoźnicy przekonują, że zwiększenie prędkości handlowej można osiągnąć przez pilny remont linii 131, czyli tzw. magistrali węglowej – połączenie Górnego Śląska z Gdynią. Do pilnego remontu nadają się ich zdaniem również: linia 137 Katowice-Legnica, umożliwiająca wywóz kruszyw z kopalni na Dolnym Śląsku, linia 273 Wrocław-Szczecin, łącząca Dolny Śląsk z portami w Szczecinie i Świnoujściu, linia 8 Warszawa-Kraków, linia 132 Bytom-Wrocław oraz linia nr 2 Warszawa-Terespol.