Pan nie płaci, pani nie płaci, społeczeństwo nie ma

Pan nie płaci, pani nie płaci, społeczeństwo nie ma

Płacenie podatków to obowiązek wszystkich firm, również tych należących do najbogatszych Polaków. Jednak wielu z nich zamiast uiszczać je w naszym kraju, ucieka do tzw. rajów podatkowych.

O tym, gdzie płacą podatki najbogatsi Polacy i ich spółki, informuje portal wp.pl, przytaczając dane finansowe pochodzące z dostępnych w Internecie sprawozdań finansowych poszczególnych spółek za 2011 r.

Kulczyk Holding, za pośrednictwem którego Jan Kulczyk kontroluje podmioty z branż energetycznej, ropy i gazu, browarniczej czy samochodowej, to przedsiębiorstwo z siedzibą w Luksemburgu, gdzie od podatku zwolnione są dywidendy. Do grupy należy m.in. spółka Kulczyk Oil Ventures, zajmująca się poszukiwaniem i wydobyciem złóż ropy i gazu – jej siedziba znajduje się w Kanadzie. Sam Jan Kulczyk płaci swoje podatki w Szwajcarii oraz poprzez działającą w Wiedniu rodzinną fundację.

Z kolei magnat medialny Zygmunt Solorz-Żak płaci podatki na Cyprze. Tam też zarejestrowana jest jego firma Pola Investments, która jest właścicielem Cyfrowego Polsatu. Ponadto, większość akcji Telewizji Polsat kupiła kontrolowana przez niego spółka Karswell, również zarejestrowana na Cyprze, gdzie podobne transakcje są praktycznie wolne od podatku. W ten sposób Solorz-Żak uniknął zapłacenia 400-500 mln zł podatku w Polsce.

Również kierowcy i biznesmenowi Michałowi Sołowowowi płacenie niższych podatków umożliwia cypryjska spółka – Red Chili, która jest właścicielem Synthosu. Tej spółce w 2011 r. naliczono podatek dochodowy w wysokości 118,585 mln zł.

Z dobrodziejstw cypryjskiego systemu podatkowego korzysta także Józef Wojciechowski, właściciel J.W. Construction, spółki holdingowej kontrolującej kilkanaście spółek głównie z branży deweloperskiej. W 2011 r. naliczony mu podatek dochodowy wyniósł 8,21 mln zł.

Inny polski miliarder, Leszek Czarnecki, korzysta z zarejestrowanej w Holandii spółki LC Corp BV. Dzięki niej kontroluje m.in. Getin Noble Bank czy LC Corp. Sam podatek dochodowy banku za 2011 r. wyniósł 136,51 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bezpieczeństwo w budowie

Bezpieczeństwo w budowie

W latach 1999-2003 załamanie rynku inwestycyjnego trwale zmieniło strukturę rynku pracy polskiego budownictwa i spowolniło procesy pozytywnych zmian w obszarze bezpieczeństwa pracy. Konieczne jest wyciągnięcie wniosków z tych doświadczeń i uniknięcie popełnionych wówczas błędów w najbliższych latach – apeluje Związek Zawodowy „Budowlani”.

Stanowisko „Budowlanych” w sprawie stanu bezpieczeństwa pracy w budownictwie w warunkach kryzysu w tym sektorze przytacza OPZZ na łamach „Kroniki Związkowej”. Związkowcy podkreślają konieczność podjęcia przez parlament, rząd, instytucje zaangażowane w ochronę pracy i partnerów społecznych zdecydowanych działań w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa w pracy na budowach. Niezbędne działania w ich opinii to m.in.:

– dostosowanie polskich celów w obszarze bhp do strategii UE do 2020 r. i realiów ekonomicznych oraz zmian na rynku pracy;
– wprowadzenie zmian w systemie zamówień publicznych, uwzględniających wysokie standardy bhp w wymaganych warunkach zamówienia;
– konsekwentne wdrażanie jakościowej zmiany systemu szkolenia pracowników w zakresie bezpieczeństwa pracy, w tym szczególnie w zakresie jakościowej weryfikacji organizatorów, warunków i programów szkoleń;
– wprowadzenie dodatkowych programów szkolenia w zakresie bhp realizowanych w miejscu pracy dla młodych, podejmujących pierwsze zatrudnienie i tymczasowych pracowników budownictwa;
– budowa systemu obligatoryjnego szkolenia w zakresie bhp samozatrudnionych w budownictwie;
– pogłębienie przebudowy systemu edukacji dla bezpieczeństwa pracy w systemie edukacji ogólnej i kształcenia zawodowego;
– powszechne wprowadzenie zróżnicowanej składki ubezpieczeniowej dla przedsiębiorstw w zależności od poziomu inwestycji w bhp i poziomu wypadkowości;
– intensyfikacja działań mających na celu monitorowanie i ograniczanie nielegalnego zatrudnienia zarówno pracowników polskich, jak i migrantów z krajów spoza UE.

Związkowcy podkreślają, że jakościowa i znacząca zmiana stanu bezpieczeństwa pracy na polskich budowach nie będzie możliwa bez jakościowej zmiany warunków pracy. „Budowlani” domagają się wyeliminowania patologii sektora budowlanego, do których zaliczają: powszechne niewypłacanie należności za wykonane roboty i niewypłacanie wynagrodzeń pracownikom, promowanie czarnego rynku zatrudnienia poprzez niekontrolowaną liberalizację prawa i brak efektywnej egzekucji istniejących przepisów, brak sankcji ekonomicznych dla pracodawców notorycznie naruszających prawo, lekceważenie i umarzanie przez prokuratury naruszeń prawa pracy oraz akceptację dla łańcuchów podwykonawstwa o nieograniczonej liczbie poziomów podległości.

Standardy na papierze

Standardy na papierze

Nowoczesna psychiatria zaleca odejście od modelu wielkich szpitali daleko od domu chorego na rzecz powiązania leczenia psychiatrycznego ze środowiskiem, w którym chory żyje, i ze wsparciem otoczenia. W Polsce to jednak wciąż tylko założenia.

Jak przypomina RynekZdrowia.pl, w grudniu 2010 r. został uchwalony Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Zakłada on integrację wszystkich form opieki psychiatrycznej nad pacjentem, od szpitala, poprzez opiekę dzienną, środowiskową i warsztaty terapii zajęciowej. Program obejmuje też powstanie centrów zdrowia psychicznego, gdzie chory miałby kompleksową pomoc. Póki co, założenia Programu słabo przekładają się na rzeczywistość.

Dr Tomasz Teodor Goździkiewicz, dyrektor SPZOZ im. dr. S. Deresza w Choroszczy, szacuje, iż w Polsce jest ok. 5 mln ludzi, którzy mają różne problemy psychiczne. – „Obecnie opieką stacjonarną środowiskową objętych jest ok. 2 mln spośród nich. W tej sytuacji drugie tyle pozostaje bez pomocy. Dodatkowo stygmat «wariata» w Polsce jest nadal ogromny. Patrząc na to, model środowiskowy powinien się jak najszybciej rozwijać” – komentuje. I dodaje: – „Niestety jest on nadal w powijakach. O ile w niektórych, większych ośrodkach, część dużych szpitali psychiatrycznych przekształca w tym kierunku swoje zespoły ambulatoryjne, o tyle w mniejszych jednostkach nie znalazło to odbicia w realizacji”.

Podobne zdanie na ten temat ma prof. dr hab. Janusz Rybakowski, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Szpitala Klinicznego im. Karola Jonschera UM w Poznaniu. – „Poziom wdrożenia psychiatrii środowiskowej jest bardzo różny w poszczególnych regionach kraju. W Wielkopolsce można go ocenić na ok. 30 proc.” – stwierdza prof. Rybakowski.

Głównym problemem, w ocenie dr. Goździkiewicza, są finanse. – „Do dziś nie wiadomo praktycznie, w jaki sposób finansować psychiatrię środowiskową. Pewne problemy może stanowić też specjalistyczna kadra. Patrząc na ilość naszych lekarzy psychiatrów, nie wiadomo do końca, jak wspomniany model psychiatrii miałby funkcjonować na tak szeroką skalę” – przyznaje.

Potwierdzają to starostowie i burmistrzowie, którzy gotowi są zainwestować pieniądze w uruchomienie specjalistycznych centrów opieki psychiatrycznej. W ich opinii, na przeszkodzie stoi brak jasnych reguł finansowania przez NFZ. Fundusz na pytania zainteresowanych stworzeniem centrum odpowiada, że jeszcze jest za wcześnie, by cokolwiek obiecywać. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że któryś z samorządów poświęci własne pieniądze, jeśli nie wie, czy do nowej instytucji nie będzie musiał nieustannie dopłacać.

_____

Tekst poświęcony psychiatrii środowiskowej przeczytać będzie można w „Nowym Obywatelu” nr 3/2012.

Bieda ma płeć?

Bieda ma płeć?

Od 1990 r. liczba ludzi żyjących w absolutnej nędzy zmalała o 600 mln. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia w tej kwestii, zwłaszcza względem kobiet. To one stanowią bowiem ponad dwie trzecie osób żyjących w ubóstwie.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, już w 2008 r. za mniej niż 1,25 dolara dziennie (próg nędzy) żyło 22 proc. ludności świata, czyli niemal o połowę mniej niż w 1990 r. (wówczas było to 43 proc.). Postęp jest jednak nierównomierny. W Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowej poziom biedy jest wciąż bardzo wysoki. Pojawiają się też nowe zagrożenia, związane z długotrwałym kryzysem i cięciem wydatków na pomoc rozwojową.

Wśród biednych większość (ok. 70 proc.) stanowią kobiety. – „Do kobiet, połowy ludzkości, należy jeden procent światowego bogactwa. Trafia do nich 10 proc. globalnego dochodu. Kobiety zajmują 14 proc. stanowisk kierowniczych. I choć produkują połowę żywności na świecie, to są właścicielkami tylko jednego procenta ziemi” – wylicza John Hendra, wicedyrektor programu ONZ ds. równości płci.

Choć większość biednych kobiet zamieszkuje uboższe rejony świata, to na Zachodzie też nie jest różowo. W USA odsetek kobiet w biedzie podczas kryzysu wzrósł do 14,5 proc., w Unii Europejskiej – do 17 proc. Kobiety w UE zarabiają 14-17 proc. mniej od mężczyzn i częściej pracują w ramach „śmieciowych” umów.

Według Światowego Forum Ekonomicznego kraje, gdzie obie płci cieszą się podobnymi prawami, są znacznie bardziej konkurencyjne. Zdaniem ekspertów z banku inwestycyjnego Goldman Sachs zwiększenie zatrudnienia wśród kobiet do poziomu mężczyzn wydatnie zwiększyłoby dynamikę PKB, także w USA i strefie euro. Tygodnik „Economist” oszacował, że zwiększyłoby to globalny wzrost gospodarczy w stopniu większym, niż przyczyniły się do tego w ostatnich latach Chiny.