Mądrzy chociaż po szkodzie

Mądrzy chociaż po szkodzie

Na mocy porozumienia zawartego z władzami miasta, z zabytkowych krakowskich Sukiennic zniknie sklep firmy Carrefour. Taka jego lokalizacja wzbudzała liczne głosy krytyki.

Mając na uwadze różnorodne głosy opinii publicznej, strony zdecydowały o przeniesieniu działalności sklepu spożywczego poza budynek Sukiennic – informuje Portal Samorządowy. Zarząd Budynków Komunalnych w Krakowie w opisie przetargu na lokal w Sukiennicach zezwolił m.in. na prowadzenie handlu artykułami spożywczymi. Przedsiębiorca, który wygrał aukcję, zaadaptował powierzchnię 27 m2 na prowadzenie mini-sklepu spożywczego, decydując się na współpracę franczyzową z siecią Carrefour Express. Magistrat nie wiedział, jakiego rodzaju sklep powstanie w spornej lokalizacji.

W związku z faktem, iż miasto ma inne założenia co do rodzaju asortymentu oferowanego w tak specyficznym, a nawet unikatowym miejscu, jakim są Sukiennice, przedsiębiorca, wspierany przez Carrefour Polska, podjął decyzję o rezygnacji z prowadzenia dalszej działalności w tym lokalu. Zgodnie z ustaleniami sklep będzie funkcjonował w starej lokalizacji nie dłużej niż do 31 stycznia 2013 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przegrani za młodu

Przegrani za młodu

Praca do utraty tchu, kredyty i widmo bezrobocia sprawiają, że 30- i 40-latkowie coraz częściej odwiedzają psychiatrów i kardiologów.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, polscy 30- i 40-latkowie nie wytrzymują nałożonych na siebie obciążeń i mają coraz większe kłopoty ze zdrowiem. Przybywa tzw. młodych dorosłych mających problemy psychiczne i kardiologiczne. – „W ciągu ostatnich 20 lat liczba zaburzeń emocji wzrosła 10-krotnie, zaobserwowano też 12-krotny wzrost przyjmowania substancji psychoaktywnych, np. środków uspokajających, nasennych czy przeciwbólowych” – mówi prof. Bartosz Łoza, dyr. ds. lecznictwa Szpitala Neuropsychiatrycznego w podwarszawskich Tworkach. Niepokojące obserwacje zgłaszają też kardiolodzy. – „Coraz częściej widzimy takich pacjentów, a jeszcze 10 lat temu osoba 30-, 40-letnia z zaburzeniami rytmu serca lub zawałem była u nas rzadkim gościem” – mówi dr Piotr Dąbrowski, specjalista chorób wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Według ekspertów w najbliższych latach będzie coraz więcej takich osób. – „Młodzi ludzie biorą na siebie coraz więcej obowiązków. Nakręcają się, że dadzą radę zrobić jeszcze jeden projekt, wziąć jeszcze jedno zlecenie. Moment zatrzymania następuje, gdy już jednak nie dają rady” – dodaje prof. Łoza. Specjalista zwraca uwagę, że wsparcia potrzebują ludzie w kwiecie wieku, którzy już są wypaleni życiowo i zawodowo. – „Albo żyją w strachu, że za chwilę stracą pracę, albo pracują coraz dłużej i ciężej z nadzieją, że zwolnienia ich nie dotkną. To wyczerpujące” – dodaje Katarzyna Korpolewska, psycholog.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że liczba godzin pracy – zwłaszcza mężczyzn – wydłuża się co kwartał o kilka minut. – „Tempo życia w Polsce bardzo się podniosło. Jesteśmy narodem, który pracuje ponad 40 godzin tygodniowo. Szczególnie młodzi ludzie z kredytem na karku dużo pracują i pracę zabierają do domu. Co oczywiście przekłada się na zmęczenie zawodowe i problemy zdrowotne” – mówi ekspert ds. medycznych z Uczelni Łazarskiego dr Jerzy Gryglewicz. Wielu czuje też, że musi pracować więcej ze względu na niepewność jutra i widmo bezrobocia. Z tego względu rośnie także liczba osób pracujących w więcej niż jednym miejscu – w II kwartale bieżącego roku było to 1136 tys. osób, czyli o 11 tys. więcej niż w tym samym okresie przed rokiem.

Z badań przeprowadzonych w 2010 r. przez fiński Instytut Medycyny Pracy wynika, że u osób, które systematycznie biorą nadgodziny w pracy, ryzyko zawału serca wzrasta nawet o 80 proc. Praca ponad normę oznacza bowiem dłuższe przebywanie w napięciu i stresie, co zaburza równowagę biochemiczną organizmu. Do tego dochodzi mała aktywność fizyczna, papierosy, alkohol i brak snu. – „Podczas rozmowy z taką osobą wychodzi, że np. nie śpi bardzo długo, bo pracuje nad jakiś projektem. W pewnym momencie organizm się buntuje i zaczynają się np. ataki duszności” – tłumaczy dr Dąbrowiecki. Ale do lekarza idą dopiero wtedy, gdy jest już bardzo źle. 
– „Najczęściej wtedy, gdy przestaje im się chcieć robić cokolwiek. Mówią, że czują zmęczenie, poczucie chronicznego braku sensu czy uskarżają się na stany bólowe trudne do zdiagnozowania” – wylicza profesor.

Autostopem do sądu

Autostopem do sądu

Nikt nie brał pod uwagę jakości transportu w rejonach objętych degradacją sądów. Państwo zwija się z prowincji.

Z końcem 2012 r. przestanie istnieć 79 spośród 321 sądów rejonowych. To skutek rozporządzenia ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina z października 2012 r. – „Struktura polskich sądów musi ulec zmianie, bo nie będą funkcjonować dobrze sądy, w których co drugi sędzia pełni jakieś funkcje: prezesa, wiceprezesa, przewodniczącego wydziału” – wyjaśnia Jarosław Gowin. – „Jednym z motywów mojej decyzji jest stwierdzony fakt zbyt bliskich związków niektórych z prezesów tych małych sądów z lokalnymi środowiskami samorządowymi”.

Wygaszanie sądów

Zniesione zostaną sądy rejonowe zatrudniające mniej niż dziesięciu sędziów. W województwie mazowieckim zniesionych zostanie sześć sądów: w Sierpcu, Pułtusku, Sokołowie Podlaskim oraz aż trzy wokół Radomia – w Lipsku, Zwoleniu i Szydłowcu. Sądy te staną się wydziałami zamiejscowymi sądów rejonowych z innych miast. Jak podkreśla minister sprawiedliwości, zniesienie sądu nie oznacza jego całkowitej likwidacji: „W budynku, w którym dzisiaj znajduje się znoszony sąd, nadal będą toczyć się rozprawy”.

Coraz poważniejsze są jednak obawy, iż przekształcenie małych sądów w wydziały zamiejscowe sądów z innych miast nie będzie ostatnim etapem zmian. – „Ministerstwo Sprawiedliwości już wcześniej zapowiadało, że działalność wydziałów zamiejscowych będzie monitorowania pod kątem celowości ich istnienia, więc obecne przekształcenie to w naszej opinii wstęp do całkowitej likwidacji jednostek sądowych w tych miastach” – mówi dwumiesięcznikowi „Z Biegiem Szyn” Bartłomiej Przymusiński ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Dalszych ruchów nie wyklucza sam Jarosław Gowin: – „Dzięki połączeniu dwóch małych sądów, otrzymujemy efekt synergii. Dlatego w przyszłości będziemy mogli stopniowo wygaszać zbyteczne etaty sędziowskie w mniej obciążonych sądach i przenosić je do przeciążonych sądów wielkomiejskich”.

Nawet w uzasadnieniu do rozporządzenia znoszącego 79 sądów znalazł się zapis, że „funkcjonowanie wydziałów będzie przedmiotem wnikliwego monitorowania, w kontekście zasadności ich dalszego istnienia”.

Zmiany, które wejdą w życie na przełomie 2012 i 2013 r. to nie pierwszy etap „wygaszania” sądownictwa w Polsce lokalnej. Przypomnijmy, że w kwietniu 2011 r. w 74 mniejszych sądach rejonowych zlikwidowano wydziały pracy, przenosząc rozstrzyganie spraw z zakresu prawa pracy do większych miast – między innymi z Końskich do Kielc, z Krosna Odrzańskiego do Zielonej Góry, z Limanowej do Nowego Sącza, z Ropczyc do Rzeszowa czy ze Strzelec Krajeńskich do Gorzowa Wielkopolskiego. Dziś okazuje się, że do wydziałów zamiejscowych zostanie zdegradowania duża część z tych sądów rejonowych, które w ubiegłym roku pozbawione zostały wydziałów pracy (mowa między innymi o sądach w Kościerzynie, Ropczycach, Sulęcinie czy Strzelcach Krajeńskich).

100 kilometrów po sprawiedliwość

Choć minister sprawiedliwości zapewnia, że zniesienie sądu rejonowego nie oznacza jego likwidacji, lecz jedynie przekształcenie w wydział zamiejscowy, to stowarzyszenie „Iustitia” zwraca uwagę w swojej uchwale, że „wydziały zamiejscowe będą jednostkami niesamodzielnymi i obywatele nie będą w nich mieli dostępu do prezesów sądów, do ich oddziałów administracyjnych i finansowych. W celu załatwienia licznych spraw lub złożenia skargi będą musieli jechać do innej miejscowości”. Problem w tym, że – poza stwierdzeniem o „istotnym rozwoju infrastruktury drogowej i powszechności posiadania samochodów przez obywateli” – nikt w Ministerstwie Sprawiedliwości nie wziął pod uwagę kwestii komunikacji między miejscowościami, które dotyka kwestia zniesienia sądu, a miastami, które pozostaną siedzibami sądów rejonowych.

Przykładowo sąd we Włoszczowie, działający od 2009 r. w nowym budynku, zostanie zdegradowany do wydziału zamiejscowego sądu w Jędrzejowie. Tymczasem z Włoszczowy do Jędrzejowa – od upadku jędrzejowskiego PKS-u w czerwcu 2012 r. – transport publiczny nie kursuje.

Sąd w Wołowie stanie się wydziałem sądu w Środzie Śląskiej. Szkopuł w tym, że ani jedna miejscowość w powiecie wołowskim nie posiada bezpośredniego połączenia transportem publicznym ze Środą Śląską. Co więcej, granica powiatów wołowskiego i średzkiego biegnie nurtem Odry, na której na tym odcinku nie ma żadnego mostu drogowego – przeprawę między tymi powiatami zapewnia jedynie prom w Brzegu Dolnym, którego kursowanie uzależnione jest od stanu wody i warunków pogodowych.

Sąd w Piszu będzie filią sądu w Szczytnie. Tymczasem odległość do Szczytna z szeregu miejscowości w gminach Biała Piska i Orzysz – obecnie obsługiwanych przez sąd w Piszu – przekracza 100 km.

Degradacja sądów nierzadko stanowi element szerszego zjawiska stopniowego wycofywania usług publicznych z Polski powiatowej. W maju 2010 r. zlikwidowano połączenia kolejowe do Biskupca, w grudniu 2011 r. do Wschowy, w marcu 2012 r. do Gostynia – dziś w tych miastach likwidowane są sądy rejonowe. Inne miasta w ostatnich kilkunastu latach pozbawione pociągów, w których obecnie znosi się sądy, to Bytów, Głubczyce, Golub-Dobrzyń, Kamienna Góra, Lidzbark Warmiński, Nowe Miasto Lubawskie, Rypin, Sokołów Podlaski, Staszów czy Żnin.

Państwo się zwija

„Reorganizacja sądów została przygotowana z perspektywy Warszawy i w części przypadków nie uwzględnia lokalnych warunków – na przykład sieci połączeń komunikacyjnych”, czytamy w oświadczeniu starostwa powiatowego w Sokołowie Podlaskim.

Samorządowcy obawiają się ponadto, że reorganizacja sieci sądów to nie tylko krok w kierunku całkowitej likwidacji sądownictwa w mniejszych miastach, ale kolejna rządowa „reforma” wycelowana w Polskę lokalną. – „Planowane zmiany ograniczą dostęp mieszkańców do wymiaru sprawiedliwości, obniżą znaczenie powiatu i negatywnie wpłyną na gminne finanse” – podkreśla Bogusława Jaworska, burmistrz Zwolenia. – „Chodzi między innymi o wpływy z tytułu opłaty skarbowej, które obecnie zasilają budżet Zwolenia, a po reorganizacji miałyby trafiać do Kozienic”.

Opłaty skarbowe wnoszone w sądach stanowią bowiem dochód gminy, na terenie której znajduje się siedziba sądu. Przekształcenie sądu w wydział zamiejscowy oznacza ucieczkę tych pieniędzy do gmin z sądami nadrzędnymi wobec jednostek zamiejscowych.

– „Likwidacja sądów rejonowych to pierwszy krok w kierunku likwidacji powiatów” – uważa Wojciech Błaszczyk ze stowarzyszenia „Amici Curiae”, broniącego małych sądów. – „Państwo zwija się z prowincji”.

Karol Trammer

___________________
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, nr 62, listopad-grudzień 2012, http://www.zbs.net.pl. Autor jest redaktorem naczelnym tego pisma oraz stałym współpracownikiem „Nowego Obywatela”.

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Koalicja przeciwko konsumentom, rolnikom i środowisku

Sejm uchwalił w piątek bez poprawek ustawę o nasiennictwie, której projekt przygotował prezydent RP. Poprawki wprowadzone przez posłów koalicji rządowej zezwalają na obrót nasionami modyfikowanymi genetycznie na terenie Polski.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 230 posłów z koalicji rządowej, 202 było przeciw. Nie przeszła żadna poprawka opozycji, w tym wniosek o odrzucenie ustawy w całości. Wśród odrzuconych poprawek znalazły się wnioski opozycji, które przewidywały m.in. zakaz dopuszczania do obrotu materiału siewnego modyfikowanego genetycznie czy zakaz stosowania takiego materiału siewnego.

Jan Szyszko z PiS powiedział przed głosowaniem, że „dawno nie widział takiej niekompetencji rządu”. – „W wyborach parlamentarnych PO i PSL były całkowicie przeciwko GMO. Dlaczego w takim razie tej chwili wprowadzacie GMO?” – pytał Szyszko.

Romuald Ajchler (SLD) ocenił, że rząd jest bierny w pracach nad ustawą o GMO. Przekonywał, że zgłoszone przez opozycję poprawki, które miały zabezpieczyć Polskę przed wprowadzeniem do obrotu nasion genetycznie zmodyfikowanych, zostały odrzucone przez Sejm. – „SLD nie bardzo wierzy ministrowi rolnictwa, że nie dopuści do obrotu nasionami genetycznie zmodyfikowanymi, dlatego że mamy przykład pana ministra Gowina, który likwiduje 79 sądów w Polsce swym rozporządzeniem właśnie, wbrew nawet opinii części swojego klubu” – mówił. – „Dlatego SLD nie poprze tej ustawy, ponieważ nie chcemy, aby Polska była krajem, gdzie uprawia się rośliny genetycznie zmodyfikowane bez ograniczeń” – mówił.

Organizacja ekologiczna Polska Wolna od GMO alarmowała wcześniej, że część zapisów zawartych w prezydenckim projekcie została usunięta przez posłów. Chodzi o artykuły dotyczące GMO, które miały pozostać w mocy, m.in. przepis, w myśl którego odmian GMO nie wpisuje się do krajowego rejestru upraw. Zdaniem eksperta tej organizacji Pawła Połaneckiego w uzasadnieniu do projektu ustawy prezydent stwierdził, że sprawa budzi wiele kontrowersji, więc okoliczności uzasadniają utrzymanie przepisów dotyczących odmian GMO zawartych w ustawie z 26 czerwca 2003 r. do czasu przyjęcia kompleksowej ustawy dotyczącej GMO.

Poseł Krzysztof Ardanowski (PiS) przekonywał podczas obrad sejmowych komisji rolnictwa oraz środowiska omawiających dokument, że zmiany wprowadzone do projektu prezydenckiego są wbrew intencjom Bronisława Komorowskiego, który opowiedział się za utrzymaniem zakazu rejestracji upraw GMO.