Catering, czyli wątpliwości

Catering, czyli wątpliwości

Władze Białegostoku rozważają możliwość zastąpienia kuchni w miejskich żłobkach posiłkami dowożonymi przez firmy cateringowe. Rodzice maluchów i pracownicy żłobków nie kryją obaw.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, pomysł motywowany jest szukaniem oszczędności. – „Przyrządzanie posiłków kosztuje: gaz, prąd, personel – to są wydatki” – mówi białostocki radny i zarazem przewodniczący komisji spraw społecznych i zdrowia Stefan Nikiciuk. Dodatkowy argument to możliwość przekształcenia pomieszczeń, w których znajdują się kuchnie, na przestrzeń dla dzieci, dzięki czemu żłobki mogłyby przyjmować więcej maluchów. Pilotażowo nowe rozwiązanie ma być wprowadzone na trzy miesiące w jednej z placówek.

Rodzice dzieci i pracownicy żłobków nie są jednak przekonani do tego pomysłu. – „Jestem przeciwna cateringowi. Kto będzie sprawdzał, czy to, co dostają nasze dzieci, jest świeże? Gdzie to jedzenie będzie przetrzymywane? Czy jadłospis zawsze będzie dostosowany dla dzieci np. na diecie bezmlecznej?” – dopytuje Magda Łuczewska, mama 1,5-rocznego Kuby.

– „Pod naszą opieką są bardzo małe dzieci, które wymagają specjalnego żywienia. Na miejscu wyciskamy im sok ze świeżych owoców i robimy owocowy mus – która firma cateringowa mi to zapewni? Dbamy o jakość i czystość mięsa, jakie przyrządzamy dzieciom. Moim zdaniem nie ma również w regionie tak wyspecjalizowanej firmy, która kilka razy dziennie dostarczałaby nam świeżo zrobione, gotowe posiłki przystosowane do diety dzieci” – mówi z kolei Teresa Walaszek, dyrektor Żłobka Miejskiego nr 1.

Rodzice obawiają się także wzrostu cen posiłków oferowanych w ramach cateringu. Przykładowo, we wspomnianym wyżej żłobku dzienna stawka żywieniowa wynosi 5 zł i ustalana jest wspólnie z rodzicami.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Znikające gatunki

Znikające gatunki

Mimo podjęcia działań na rzecz ochrony różnorodności zwierząt gospodarskich, nadal około 22% ras tych zwierząt na świecie jest zagrożonych wyginięciem.

Reprezentanci prawie 100 krajów uczestniczyli w spotkaniu grupy roboczej ds. zasobów genetycznych Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Ich celem była ocena stopnia wdrożenia „Światowego Planu Działania na rzecz Zasobów Genetycznych Zwierząt”, przyjętego w 2007 r. w celu poprawy zarządzania różnorodnością zwierząt gospodarskich – informuje portal Farmer.pl. Raporty zaprezentowało 80 krajów.

Jak wynika z ostatnich danych FAO, około 22 proc. ras zwierząt gospodarskich w skali globu jest zagrożonych wyginięciem. To poważny problem, ponieważ rodzime rasy zwierząt są bardzo dobrze przystosowane do lokalnych warunków środowiska i charakteryzują się korzystnymi cechami użytkowymi, dlatego niejednokrotnie mają kluczowe znaczenie dla rolnictwa, szczególnie na terenach o trudnych warunkach gospodarowania.

Największy postęp w ochronie zagrożonych gatunków gospodarskich odnotowano w państwach rozwiniętych, podczas gdy wiele krajów Afryki, Bliskiego Wschodu, Ameryki Łacińskiej i Karaibów nadal pozostaje w tyle.

Mimo że ogólnie nie odnotowano dużego postępu w rejonach rozwijających się, to w raportach przedstawionych przez poszczególne kraje można znaleźć przykłady aktywnego wdrażania Światowego Planu Działania we wszystkich regionach świata. W sumie 45 państw przygotowuje lub właśnie przygotowało krajowe strategie oraz plany działania dla ich zasobów zwierząt gospodarczych i około połowa z nich to kraje rozwijające się – podała Irene Hoffmann, dyrektor ds. zasobów genetycznych zwierząt FAO.

Europa socjalna – nie liberalna!

Europa socjalna – nie liberalna!

W ramach ogłoszonego przez Europejską Konfederację Związków Zawodowych „Dnia Działania i Solidarności”, szefowie dwóch największych central związkowych w Polsce Piotr Duda i Jan Guz przekazali do publicznej wiadomości deklarację „Na rzecz europejskiego paktu socjalnego”.

Dokument został odczytany podczas uroczystej konferencji organizowanej przez ministra pracy i polityki społecznej z okazji 20-lecia powstania Wojewódzkich Komisji Dialogu Społecznego, która odbywa się w tym dniu w Warszawie.

– „Kryzys prowadzi do niedopuszczalnych obciążeń dla pracowników” – czytamy w deklaracji. – To oni przejmują ciężar kryzysu, którego nie spowodowali”. Autorzy deklaracji zwracają uwagę, że na kryzys potrzebny jest europejski program na rzecz wzrostu i zatrudnienia, w przeciwnym razie sytuacja w poszczególnych krajach będzie się zaostrzać. – „Dotychczasowa polityka w ogóle nie przyczyniła się do rozwiązania kryzysu” – podsumowują.

Deklaracja wskazuje, że odpowiedzią na kryzys musi być dialog społeczny, który jest drogą do znalezienia sprawiedliwych i efektywnych rozwiązań. Aby to było możliwe należy wzmacniać związki zawodowe i rady zakładowe.

Potępiając ingerencję tzw. trójki i poszczególnych rządów w autonomię zawierania układów zbiorowych, związkowcy wzywają do przestrzegania Europejskiej Karty Praw Podstawowych we wszystkich krajach UE, także w Polsce i Czechach.

O „Kontrakt socjalny dla Europy” zaapelowali w czerwcu br. liderzy związków zawodowych skupionych w EKZZ. Wypracowany przez partnerów społecznych na forum Unii Europejskiej dokument byłby gwarancją utrzymania europejskiego modelu społecznego. W październiku komitet wykonawczy Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych zaapelował o podjęcie wspólnych akcji na rzecz wsparcia Kontraktu Socjalnego.

Oto dokument przedstawiony przez przewodniczących „Solidarności” i OPZZ:

Deklaracja z okazji Dnia Działania i Solidarności: Na rzecz europejskiego paktu socjalnego

Zwiększa się rozłam w Europie. Perspektywy ekonomiczne i społeczne ludności pogarsza jednostronna polityka oszczędności. Kryzys prowadzi do niedopuszczalnych obciążeń dla pracowników. To oni przejmują ciężar kryzysu, którego nie spowodowali. Skutkuje to utratą miejsc pracy – rosnącym bezrobociem, cięciami płac oraz zmniejszającym się zabezpieczeniem społecznym.

Zamiast polityki oszczędnościowej Europa potrzebuje solidarnych rozwiązań antykryzysowych. Na kryzys potrzebny jest europejski program na rzecz wzrostu i zatrudnienia. Dotychczasowa polityka tylko zaostrzyła sytuację w krajach i w ogóle nie przyczyniła się do rozwiązania kryzysu.

Uważamy, że to właśnie w dialogu społecznym, jako odpowiedzi na ten poważny kryzys, który przeżywa obecnie Unia Europejska, można znaleźć sprawiedliwe i efektywne rozwiązania. Współdecydowanie i dialog społeczny są jednak dyskredytowane, atakowane i naruszane. Bez silnych rad zakładowych i związków zawodowych demokratyczna i prospołeczna Europa jest niewykonalna.

Potępiamy ingerencje trójki oraz rządów w autonomię zawierania układów zbiorowych. Praw pracowniczych nie wolno redukować, lecz dużo bardziej należy je wzmacniać. Żądamy przestrzegania Europejskiej Karty Praw Podstawowych we wszystkich krajach Unii Europejskiej, także w Polsce i Czechach.

Odrzucamy każdą politykę prowadzącą do dumpingowego wyścigu w kierunku pogarszania czy to prawa pracy, czy to wynagrodzeń, czasu pracy, zabezpieczenia społecznego, podatków czy środowiska naturalnego. Średnio- lub długofalowo dotknie to wszystkich pracowników. Jeżeli w całej Europie osłabione zostaną prawa pracownicze i nadal spadać będzie popyt, to kryzys przerodzi się w ogólnoeuropejski pożar.

Apelujemy do UE, by opowiedziała się za polityką, dzięki której poprawią się warunki życia i pracy oraz zapewnione będą wysokowartościowe zatrudnienie, sprawiedliwe płace, równy status, efektywny dialog społeczny, prawa związkowe i inne prawa człowieka, usługi publiczne wysokiej wartości, standardy osłon socjalnych – do których należą też sprawiedliwe i zrównoważone przepisy w dziedzinie zdrowia i emerytur – oraz polityka przemysłowa, która sprzyja sprawiedliwemu przejściu do zrównoważonego modelu rozwoju. Polityka europejska stawiająca na postęp społeczny buduje zaufanie obywateli do ich wspólnej przyszłości. Wspólnie angażujemy się na rzecz sprawiedliwej, demokratycznej i prospołecznej Europy i wyrażamy naszą solidarność ze strajkującymi kolegami.

Niewidzialni czy niechciani bezrobotni?

Niewidzialni czy niechciani bezrobotni?

Oficjalnie w Polsce jest około 50 tysięcy osób, które mogłyby pracować w rolnictwie. Nieoficjalnie liczba bezrobotnych w tym sektorze wynosi co najmniej 600 tys.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z danych resortu pracy wynika, iż pod koniec września w urzędach pracy zarejestrowanych jako bezrobotni było zaledwie 47,3 tys. osób posiadających gospodarstwa rolne. To zaledwie 2,4 proc. ogółu bezrobotnych. Eksperci twierdzą jednak, że rolników bez pracy jest zdecydowanie więcej. – „Szacujemy, że rolnictwo ukrywa ok. 600 tys. bezrobotnych” – informuje dr Bożena Karwat-Woźniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Mała liczba rolników zarejestrowanych w urzędach pracy wynika głównie z obowiązującego prawa. Zgodnie z ustawą o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy bezrobotnym może być tylko osoba, która nie jest właścicielem lub posiadaczem nieruchomości rolnej o powierzchni użytków rolnych przekraczających dwa hektary przeliczeniowe.

Tymczasem – jak zauważają eksperci – tylko stosunkowo niewielka część spośród niemal 2,3 mln gospodarstw rolnych jest w stanie zapewnić rodzinom dochód porównywalny do osiąganego przez te pracujące poza rolnictwem. Takich gospodarstw jest ok. 300 tys., a ok. 220 tys. jest w stanie konkurować na rynku. Reszta jest na ogół mała i nie zapewnia nie tylko odpowiedniego dochodu, lecz także pracy przez cały rok w pełnym wymiarze.

Normalne państwo zatroszczyłoby się o takich ludzi. Nasze woli udawać, że ich nie ma.