„Solidarność” to jeden za drugiego

„Solidarność” to jeden za drugiego

Głośno było przed siedzibą firmy R. Twining & Company Sp. z o.o. w Swarzędzu. W momentami ulewnym deszczu ponad 200 związkowców z całej Wielkopolski manifestowało w obronie zwolnionego dyscyplinarnie przewodniczącego zakładowej „Solidarności” Andrzeja Magdziarza.

Związkowcy nieśli hasła: „Walczących o swoje i kolegów prawa nie może spotykać kara”, „Twining & Company łamie prawa związkowe”, „Solidarność kolego, to jeden za wszystkich – wszyscy za jednego”, a sam Magdziarz założył koszulkę z napisem „Nie jestem chuliganem, jestem związkowcem”.

W piśmie, które protestujący zamierzali złożyć na ręce dyrektora  fabryki (nie spotkał się z protestującymi – po odbiór pisma przysłał jednego ze swoich pracowników) napisano m.in.: „zwolnienie dyscyplinarne przewodniczącego NSZZ Solidarność  z pracy  w R. Twining & Company Sp. z o.o. godzi w dobre imię Andrzeja Magdziarza i NSZZ Solidarność. Odbieramy te działania jako wyraz Pana niechęci do działającego na terenie  firmy związku zawodowego reprezentującego pracowników zgodnie z obowiązującym w naszym kraju prawem i standardami demokratycznymi. Przypominamy, że to NSZZ Solidarność jest siłą, która doprowadziła do wolności w Polsce. Również do wolności gospodarczej. Obecność kierowanej przez Pana firmy w Swarzędzu jest tego najlepszym dowodem”.

W październiku br. Andrzej Magdziarz, przewodniczący Komisji Zakładowej w R. Twining & Company Sp. z o.o. w Swarzędzu został zwolniony dyscyplinarnie pod zarzutem ciężkiego naruszenia obowiązków pracowniczych. Pracodawca twierdzi jakoby 5 października przewodniczący Związku, pełniący obowiązki operatora technicznego, otrzymał informację, że na jednej z linii produkcyjnych pracuje uszkodzona maszyna (pojawiało się przepięcie i iskrzenie) mogąca stanowić zagrożenie dla pracowników. Nie tylko nie spowodował wyłączenia maszyny, ale też nie powiadomił o tym fakcie przełożonych. Zgłosił to natomiast kontrolerom PIP.

Zwolnieniu A. Magdziarz sprzeciwiają się związkowcy zrzeszeni w „Solidarność”. W piśmie przesłanym pracodawcy Komisja Zakładowa stwierdza m.in., że 5 października 2012 r. Andrzej Magdziarz nie wykonywał obowiązków operatora technicznego ani Rescue Championa, gdyż tego dnia wykonywał czynności związane z działalnością związkową w ramach przysługujących godzin związkowych, o czym pracodawca był wcześniej poinformowany.

Zarówno Komisja Zakładowa, jak i sam poszkodowany wykazują również inne nieścisłości, które znalazły się w uzasadnieniu zwolnienia sporządzonym przez pracodawcę. Przepięcia czyli „iskrzenie” maszyny, na które się powołuje, miało miejsce w lipcu 2011 r.

Prośba skierowana przez przewodniczącego Andrzeja Magdziarza do inspektora pracy o zweryfikowanie stanu technicznego maszyn pod kątem przepięć czy wyładowań elektrycznych świadczy o jego świadomości zagrożeń oraz dbałości o bezpieczeństwo pracowników – czytamy w piśmie KZ.

Andrzej Magdziarz: „Powód mojego zwolnienia sięga lipca 2011 roku. Jedna z koleżanek zgłosiła mi wówczas przepięcia na jednej z maszyn. Wtedy wszystko sprawdzono. W końcu września tego roku w firmie rozpoczęła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Jako szef organizacji związkowej zwróciłem się wtedy do inspektorów, aby przy okazji sprawdzili, czy nie występują podobne zagrożenia jak z lipca 2011 r.”.

– „Nie przypominam sobie, aby na przestrzeni kilku ostatnich lat dyscyplinarnie zwolniono szefa zakładowej Solidarności. Oceniam to jako działanie skierowane przeciwko Związkowi. Będziemy domagać się przywrócenia Andrzeja Magdziarza do pracy. Będziemy go bronić wszelkimi dostępnymi środkami” – zapowiada J. Lange, szef wielkopolskiej „Solidarności”.

Jednym z takich działań była pikieta pod swarzędzką siedzibą firmy. Ponadto Zarząd Regionu Związek będzie interweniował również u angielskiego pracodawcy oraz w centralach związkowych działających w innych zakładach koncernu. Magdziarz będzie dochodził sprawiedliwości w sądzie pracy – złożył już w tej sprawie pozew przeciwko pracodawcy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Oficjalnie – kiepsko, nieoficjalnie – jeszcze gorzej

Oficjalnie – kiepsko, nieoficjalnie – jeszcze gorzej

Tygodnik „The Economist” publikuje ranking krajów, w których najlepiej jest się urodzić. Od 1988 r. Polska spadła o dziesięć miejsc – z 23. na 33. pozycję na świecie.

Główne dane użyte do przygotowania tego rankingu [1] to dochód na osobę, oczekiwane długość życia, współczynnik rozwodów, wskaźnik wolności politycznej, wskaźnik zatrudnienia, klimat, przestępczość, korupcja, równe traktowanie obu płci, i inne [2].

Komentarz: Gdyby twórcy tego rankingu zamiast oficjalnie podawanego wskaźnika bezrobocia użyli wskaźnika osób w wieku produkcyjnym, mających pracę, to pozycja Polski byłaby o wiele gorsza. W rankingu również nie uwzględniono ogromnego długu, ani też katastrofalnej sytuacji demograficznej Polski.

Jak podaje GUS, w Polsce jedynie 59% ludzi w wieku roboczym ma pracę [3]. W krajach cywilizowanych pracuje od 64% do 78,2% osób w wieku produkcyjnym, a średnia dla wszystkich krajów OECD to 64%.

Oficjalnie publikowana stopa bezrobocia w Polsce obejmuje swoją definicją jedynie osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne. Osoby długotrwale bezrobotne czy nie zarejestrowane w UP nie są objęte definicją bezrobotnego.

Adam Przybysławski

Źródła:

[1] Ranking „The Economist”: http://www.economist.com/news/21566430-where-be-born-2013-lottery-life. Lista z 1988 roku: http://media.economist.com/sites/default/files/images/2012/11/articles/body/where_to_be_born_in_1988.jpg
[2] Metodologia rankingu: http://media.economist.com/sites/default/files/images/2012/11/articles/body/where_to_be_born_in_1988.jpg
[3] http://ec.europa.eu/eures/main.jsp?lang=pl&acro=lmi&catId=2789&countryId=PL&regionId=PL0&langChanged=true

Glifo-syf

Glifo-syf

Najnowsze badania naukowe dotyczące substancji czynnej popularnego herbicydu Roundup – glifosatu – podważają legalność jego rejestracji w Unii. Glifosat jest środkiem chwastobójczym, stosowanym m.in. do opryskiwania roślin modyfikowanych genetycznie.

Jak informuje portal Farmer.pl za FAMMU/FAPPA, wyniki badań opublikowane w „Journal of Enviromental and Analytical Toxicology” są oparte na doświadczeniach prowadzonych w Wielkiej Brytanii oraz Brazylii. Dowiodły one, że glifosat powoduje defekty biologiczne i problemy reprodukcyjne zwierząt laboratoryjnych. Ponadto badacze zarzucają niemieckim ekspertom niedbałość podczas opiniowania glifosatu w 2002 r., w wyniku czego środek ten został dopuszczony do użycia w Europie.

Glifosat pozwala na opryskiwanie roślin modyfikowanych genetycznie, ponieważ są one odporne na tę substancję, jednak przenika ona częściowo do samych roślin i może pozostawać także w przetworzonych z nich produktach. – „Rząd Wielkiej Brytanii monitorował pozostałości glifosatu w chlebie w latach 2009-2011 i wykryto wzrost występowania tej substancji do 24 proc. w próbkach pieczywa” – podaje FAMMU/FAPA.

Claire Robinson z grupy Earth Open Source, współautorka badań, podkreśliła, że obywatele nie mogą ufać oficjalnym niemieckim badaniom glifosatu oraz uprawom odpornym na ten herbicyd, a zasadność rejestracji powinna zostać poddana ponownej ocenie. Badaczka wezwała do opracowania nowych i przejrzystych zasad oceny ryzyka we współpracy z niezależnymi organizacjami.

Polska to nie tylko Warszawa

Polska to nie tylko Warszawa

Wkrótce mają powstać dwie nowe instytucje centralne. Pomysłodawcy akcji społecznej chcą, by siedziby obu znalazły się poza stolicą.

W związku z planowaną przez Ministerstwo Środowiska reformą gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej mają w miejsce dotychczasowych urzędów powstać dwie centralne instytucje: Zarząd Dorzecza Odry w Kędzierzynie-Koźlu lub Wrocławiu oraz Zarząd Dorzecza Wisły, na siedzibę którego rząd proponuje Warszawę. Inicjatywa o nazwie Port Europa uważa jednak, że do pełnienia funkcji siedziby Zarządu Dorzecza Wisły lepiej nadaje się Kraków niż nizinna stolica (większość spraw związanych z zarządzaniem rzekami koncentruje się w górnym biegu rzek, stąd właśnie Kraków). Inicjatorzy akcji mają jednak szerszy cel niż lokalizacja jednej instytucji – zwracają uwagę na korzyści z zastosowania rozwiązań decentralizacyjnych. Port Europa apeluje, aby nie zmarnować tej szansy. Osoby, które chcą poprzeć pomysły Portu Europa, mogą „polubić” profil „Wisła dla Krakowa” na Facebooku.

Organizatorzy akcji zwracają uwagę, że dysproporcje w poziomie zarobków i możliwości rozwoju zawodowego między stolicą a resztą kraju osiągają już rozmiary typowe dla krajów latynoskich czy poradzieckich, co nosi znamiona patologii. Stolica, obecnie jedyne w kraju perspektywiczne miasto, przyciąga co roku kilkadziesiąt tysięcy nowych mieszkańców. Jakie są skutki nienaturalnie szybkiego rozrostu Warszawy? Ogromne korki, horrendalnie wysokie koszty życia, zanieczyszczenie środowiska, nieodwracalne zniszczenie dotychczasowej tkanki miejskiej. Tymczasem, jak pokazuje przykład Niemiec, da się inaczej zorganizować życie społeczne, polityczne i gospodarcze, tak by rozwój był bardziej równomierny, a między najważniejszymi metropoliami zachodziła zdrowa i wyrównana konkurencja.

W Niemczech siedziby urzędów centralnych i najważniejsze obiekty są równomiernie rozmieszczone po całym kraju, np. bank centralny, giełda i największe lotnisko są we Frankfurcie, część ministerstw – w Bonn, trybunał konstytucyjny – w Karlsruhe, siedziby najważniejszych mediów – w Monachium itp. Dzięki temu, Niemcy zamiast jednej przerośniętej metropolii berlińskiej mają kilkanaście liczących się w świecie ośrodków, które na równych zasadach konkurują między sobą o nowych mieszkańców, studentów czy inwestorów. Wygrywa to miasto, które ma lepsze władze, które jest sprawniej zarządzane – i niekoniecznie jest to Berlin. Dlatego Port Europa postuluje, by stworzyć w Polsce podobny model „państwa wielu stolic”.

Oczywiście, ten proces musi odbywać się ewolucyjnie i zostać rozłożony np. na 5-10 lat. Aby nie było chaosu, zdaniem Portu Europa urzędy należy przenosić z Warszawy do innych miast przy okazji każdej kolejnej restrukturyzacji i redukcji zatrudnienia, czyli likwidować wówczas dotychczasowy urząd, a nowy, w mniejszym składzie urzędniczym, otwierać w innym mieście. Przede wszystkim jednak należy brać pod uwagę inne lokalizacje niż Warszawa w przypadku nowo powstałych urzędów. Sytuacja, w której siedziby różnych urzędów centralnych będą w różnych miastach, zmusi urzędników, polityków i społeczeństwo do zmiany sposobu myślenia, do dostrzeżenia, że nie wszystko kręci się wokół stolicy. Dopiero to wymusi na urzędnikach i politykach stworzenie sprawnej sieci drogowej i kolejowej oraz wykorzystanie na szeroką skalę komunikacji elektronicznej czy telekonferencji, bo w nowej rzeczywistości stanie się to po prostu niezbędne.

Popieramy!

I przypominamy, że pomysł „decentralizacji instytucjonalnej” Polski głosiliśmy w „Nowym Obywatelu” już kilka miesięcy temu – można o tym poczytać w artykule Karola Trammera: Kraje wielu stolic.