Rząd wyzysku

Rząd wyzysku

Propozycje wprowadzenia do kodeksu pracy nowych definicji czasu pracy są nie do przyjęcia dla związków zawodowych. W ocenie ekspertów NSZZ „Solidarność” na planowanych zmianach stracą pracownicy.

W Komisji Trójstronnej trwają dyskusje dotyczące zmian niektórych przepisów w sprawie czasu pracy, zaproponowanych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Na wczorajszym spotkaniu zespołu ds. prawa pracy swoje stanowiska w tej sprawie przedstawiały organizacje pracodawców i związki zawodowe. – „Strona związkowa, jest zgodna że zmiany są niekorzystne dla pracowników. Po dzisiejszym spotkaniu czekamy na rządowy projekt zmian w kodeksie pracy” – mówi Janusz Łaznowski, członek zespołu TK ds. prawa pracy.

Ministerstwo Pracy przygotowało projekt nowelizacji przepisów działu szóstego Kodeksu pracy. Chodzi o możliwość wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy, wprowadzenie tzw. ruchomego czas pracy, nową definicję pracy w godzinach nadliczbowych, nowe zasady ustalania dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych.

W ocenie ekspertów NSZZ „Solidarność” na planowanych zmianach stracą pracownicy. W przypadku 12-miesięcznego okresu rozliczeniowego brakuje określenia w jakich warunkach mogą być one stosowane. – „Dłuższe okresy rozliczeniowe mogą być stosowane, jeżeli jest to uzasadnione obiektywnymi przyczynami, czyli nie wiadomo jakimi” – mówi dr hab. Marcin Zieleniecki z Zespołu Prawnego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Nie określono również kategorii pracowników, które nie mogą być objęte 12-miesięcznym okresem rozliczeniowym, np. kobiety w ciąży czy rodzice dzieci do lat 4.

Jako nadmiernie liberalną, związkowcy oceniają propozycję wprowadzenia przerywanego czasu pracy. – „Z uwagi na uciążliwość tego systemu dla pracownika, należy pozostawić w Kodeksie pracy warunek uzależniający jego wprowadzenie od tego, czy jest to uzasadnione rodzajem pracy lub jej organizacją oraz warunek, aby praca w tym systemie czasu pracy odbywała się według z góry ustalonego harmonogramu” – tłumaczy Zieleniecki. Jego zdaniem  z tych samych względów należy również utrzymać wyłączenia niektórych kategorii pracowników z zakresu zastosowania przerywanego czasu pracy.

Nie do przyjęcia są natomiast propozycje nowych definicji pracy w godzinach nadliczbowych. Zdaniem dr. Zielenieckiego ich konsekwencją będzie w ogóle ograniczenie przypadków występowania nadgodzin. Jedynym ograniczeniem dopuszczalności zatrudniania pracownika przez więcej niż wynosi jego dobowy wymiar czasu pracy będzie konieczność zachowania okresu odpoczynku wynoszącego co najmniej 11 godzin na dobę. Co więcej pracownik nie otrzyma żadnej rekompensaty za nadgodziny, jeżeli wymiar czasu pracy w wydłużonym okresie rozliczeniowym czasu pracy zostanie zrównoważony do normy średniotygodniowej wynoszącej 40 godzin.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mniej liberalizmu to mniej biedy

Mniej liberalizmu to mniej biedy

Sytuacja materialna mieszkańców Ameryki Łacińskiej w ciągu ostatnich dziesięciu lat znacznie się poprawiła. Dzięki prospołecznej polityce rządów odnotowano duży sukces w walce z biedą – wynika z raportu Banku Światowego.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, przytaczając wyniki raportu, w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba ludzi biednych w Ameryce Łacińskiej zmalała o połowę i tyle samo przybyło średnio zamożnych. Do kurczenia się obszaru biedy i przyrostu klasy średniej w największym stopniu przyczyniła się ponad 190-milionowa Brazylia, gdzie awansowało społecznie 40 mln ludzi (przyrost o 40 proc.), a także Kolumbia (klasa średnia wzrosła o 52 proc.), Meksyk (17 proc.), Argentyna i Peru. Z blisko pół miliarda mieszkańców Ameryki Południowej i Środkowej jedna trzecia, czyli ponad 152 mln, zalicza się dziś do klasy średniej, tzn. zarabia od 10 do 50 dolarów dziennie. Dziesięć lat temu było ich 103 mln i stanowili ok. 20 proc. ludności. O tyle samo mniej jest biednych, którzy w 2002 r. stanowili 44 proc., a dziś – 30 proc.

Autorzy raportu oceniają, że przyczyny tego sukcesu tkwią w stałym przyroście wytwarzanego bogactwa (średnio o 2,5 proc. PKB rocznie) oraz znacznie równiejszym jego podziale, za sprawą polityki społecznej rządów. Jak zauważa Augusto de la Torre, główny ekonomista Banku Światowego, jeszcze do niedawna wzoru państwa dobrobytu po drugiej wojnie światowej można było szukać w Europie, jednak na skutek dwóch dekad neoliberalnej polityki rozwarstwienia społeczne na naszym kontynencie są coraz większe. Tymczasem w Ameryce Łacińskiej tendencja jest odwrotna. Dawniej kontynent wielkich przepaści między ostentacyjnym bogactwem elit i skrajną nędzą – w ciągu ostatnich lat zmniejsza nierówności. Za wzór społecznie zrównoważonego rozwoju może posłużyć szczególnie Brazylia, która za rządów lewicowego prezydenta Inácia Luli da Silvy równiej dzieliła krajowe bogactwo. W ciągu dziesięciu lat stworzono tam prawie 19 mln stałych miejsc pracy. Na podniesienie poziomu dobrobytu wpłynęło także lepsze wykształcenie obywateli, zwiększenie liczby pracujących kobiet i mniejszy przyrost naturalny.

Według raportu Ameryka Łacińska ma dobre perspektywy utrzymania rozwoju, m.in. dzięki temu, że wciąż może znacznie poprawić wydajność pracy, dostęp do nowoczesnych technologii, infrastrukturę produkcji, handlu i transportu.

Tak się niszczy skarby

Tak się niszczy skarby

Parki krajobrazowe przegrywają z presją inwestycyjną i ekspansją budownictwa. Samorządy zarządzające parkami słabo dbają o unikatowe walory przyrodnicze – wynika z raportu NIK.

Jak informuje Portal Samorządowy, przytaczając wyniki raportu, sytuację komplikują obowiązujące przepisy, które są nieprecyzyjne, niejasne i nie zapewniają należytej ochrony parkom. Dyrektorzy parków krajobrazowych nie mają wystarczających instrumentów prawnych, by walczyć z presją inwestycyjną i osadniczą na terenach atrakcyjnych krajobrazowo i przyrodniczo. Mogą jedynie składać wnioski do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Większość gmin jednak nie ma takich planów i w praktyce urzędnicy zezwalają na inwestycje w miejscu, które wybrał inwestor. Ponadto aktualny stan prawny nie zobowiązuje organów administracji publicznej do informowania dyrektorów parków o planowanych inwestycjach.

Kolejnym problemem jest presja samorządów gminnych na urzędy marszałkowskie, aby złagodziły zakazy obowiązujące na terenie parków. I tak np. urząd dolnośląski złagodził zakaz poruszania się łodziami motorowymi w Parku Krajobrazowym Dolina Bobru, urząd podlaski pozwolił na wykonywanie prac ziemnych trwale zniekształcających rzeźbę terenu w Dolinie Narwi, a urząd małopolski zezwolił w Dolinkach Krakowskich pozyskiwać skały i minerały do celów gospodarczych. Choć projekty uchwał w sprawie łagodzenia zakazów w parkach krajobrazowych powinny być uzgadniane przez regionalne dyrekcje ochrony środowiska, w praktyce ten wymóg nie zawsze jest przestrzegany. Bywa, że same dyrekcje nie wywiązują się ze swojego obowiązku. Ponadto zdarzały się przypadki nierespektowania zakazów – Starosta Włocławski pozwolił na pozyskiwanie kruszyw w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym wbrew obowiązującemu tam zakazowi i pomimo negatywnej opinii dyrektora parku.

Parki przeszły w gestię samorządów osłabione. Na początku 2009 r. musiały przekazać część kadr i majątku na rzecz nowo powołanych regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. Ze skontrolowanych 24 parków jedynie Gostynińsko-Włocławski zatrzymał swoje mienie w całości. Pozostałe musiały przekazać: samochody, sprzęt biurowy, oprogramowanie komputerowe, meble, aparaty fotograficzne. Pod względem kadrowym w większości parków sytuacja była dramatyczna, np. w woj. wielkopolskim na 13 parków przewidziano 11,75 etatu. Kuriozalna sytuacja powstała w Zachodniopomorskiem, gdzie urząd wojewódzki zupełnie pozbawił tamtejsze parki kadr i majątku, przenosząc je do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Szczecinie, a następnie zlikwidował ich struktury.

Co więcej, niektórym parkom nie zapewniono odpowiedniego statusu prawnego. Dwa skontrolowane przez NIK parki funkcjonowały na podstawie nieważnych przepisów, a z informacji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wynika, że w ten sposób działają jeszcze trzy inne.

Problematyczne jest też funkcjonowanie parków położonych na terenie kilku województw. Sytuacja ta powoduje problemy dotyczące m.in. różnych koncepcji ochrony przyrody w jednym parku czy odmiennego sposobu organizowania relacji i współpracy z otoczeniem, np. ten sam Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy miał różne cele ochrony przyrody – inne na terenie woj. kujawsko-pomorskiego, a inne na terenie woj. mazowieckiego.

NIK skierowała 9 wniosków do Ministra Środowiska oraz Ministra Gospodarki, zawierających propozycje takich zmian w przepisach (głównie w ustawie o ochronie przyrody), które umożliwią parkom skuteczną ochronę walorów krajobrazowych i przyrodniczych charakterystycznych dla danego regionu.

Zrobione na różowo

Zrobione na różowo

Autorki raportu „Nieodpłatna praca kobiet, różowa strefa gospodarki” podkreślają, że kobiety rezygnujące z pracy zawodowej ze względów rodzinnych są dyskryminowane przez państwo.

– „Kobiety porzucające – z miłości – swoją pracę zawodową na rzecz opieki nad dziećmi, osobami z niepełnosprawnością czy starszymi (najczęściej rodzicami lub teściami), nie mogą liczyć na wynagrodzenie, świadczenia socjalne czy zabezpieczenia emerytalne. Dla państwa ich praca i one same są niewidzialne” – zaznacza  socjolożka z Fundacji Feminoteka, Anna Dryjańska. – „Nieodpłatna praca kobiet jest różową strefą gospodarki, swoistą odwrotnością szarej strefy. O ile w przypadku szarej strefy dochody są ukrywane w całości lub w części przed państwem, o tyle, jeśli chodzi o różową strefę, dochody osiągane dzięki niej przez gospodarkę są ukrywane przez państwo. Oficjalnie nieodpłatna praca kobiet nie istnieje”. Podkreśla jednocześnie, że niewidzialne dla państwa są także dzieci, dla których nie ma żłobków, osoby z niepełnosprawnościami czy schorowani seniorzy wymagający codziennej opieki.

Podczas prezentacji raportu prof. Danuta Duch-Krzystoszek z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie powiedziała, że sytuacja kobiet, także finansowa, zmieni się gdy prace opiekuńcze nie będą kulturowo przypisywane wyłącznie jednej płci. Podkreślała, że praca osób, które stoją wyżej w strukturze społecznej, jest zawsze wyżej wyceniana. – „Pielęgniarki mówią: »gdy w naszym zawodzie zacznie pracować więcej mężczyzn, więcej nam zapłacą«” – dodała.

Historyczka Dobrochna Kałwa mówiła z kolei, że praca domowa jest niezauważana także przez same kobiety. – „Jeśli mężczyzna zacznie gotować, obnosi się z tym, przyjmuje pozę profesjonalisty. Kobiety niejednokrotnie starają się »rozmyć« wykonywane przez siebie prace, sprawiają wrażenie, że wszystko zrobiło się samo” – przekonywała.

Szacuje się, że praca wykonywana przez kobiety w domu to jedna trzecia produktu krajowego brutto.

* * *

Warto przypomnieć, że wśród środowisk, które jako pierwsze zwracały uwagę na problem niedoceniania nieodpłatnej pracy domowej, znajdowało się nasze czasopismo, współpracujące z Anną Mieszczanek – nagłaśniającą temat co najmniej od 2000 r. Wiele późniejszych kampanii wprost czerpało z tego dorobku lub wręcz sugerowały one mniej lub bardziej wprost, iż stanowią ich kontynuację.