Podatki progresywne, czyli postępowe

Podatki progresywne, czyli postępowe

W Czechach wprowadzono specjalny podatek dla bogatych. Odpowiednia ustawa została już podpisana przez prezydenta.

Jak informuje „Głos Rosji”, od 1 stycznia Czesi, którzy miesięcznie zarabiają ponad 100 tys. koron (5200 dolarów), będą płacić dodatkowy podatek w wysokości 7%. W ten sposób Republika Czeska chce uzupełnić budżet państwa w warunkach kryzysu finansowego. Przypominamy, iż podobne kroki podjęły także Słowacja (pisaliśmy o tym tutaj) oraz Francja (czytaj tutaj).

A u nas? W Polsce solidaryzm społeczny przybiera dużo dalej idącą i szlachetniejszą formę, skoro nie tylko „średniacy”, ale nawet biedni na różne sposoby zrzucają się na utrzymanie bogatych…

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Raj utracony

Raj utracony

Rządy Polski i Cypru podpisały umowę, która uniemożliwi polskim przedsiębiorcom uciekanie przed fiskusem do cypryjskiego „podatkowego raju”. Podobne przepisy mają objąć wkrótce także inne kraje.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, umowa będzie obowiązywać od 2013 r. Likwiduje ona możliwość transferowania dochodów polskich firm oraz wynagrodzeń kadry kierowniczej do cypryjskich spółek. Dotychczas obowiązujące regulacje pozwalały firmom – i to całkowicie legalnie – płacić podatek 9-procentowy zamiast 19-procentowego. Wynagrodzenia dyrektorów fikcyjnie (choć w zgodzie z przepisami) zatrudnionych w cypryjskich spółkach były niemal zupełnie wolne od podatku. Skala zjawiska jest spora. Podczas lipcowej debaty w Sejmie nad umową wiceminister finansów Mirosław Sekuła przyznał, że na Cyprze zarejestrowano w celach tzw. optymalizacji podatku przynajmniej 5 tys. polskich spółek.

Nieuczciwi podatnicy utracą wkrótce nie tylko cypryjski raj. Ograniczenia luk prawnych pozwalających na unikanie podatków pojawiły się w podpisanych ostatnio umowach m.in. z Luksemburgiem, Malezją i Singapurem czy brytyjskimi terytoriami zależnymi na kanale La Manche.

W kolejce po normalne życie

W kolejce po normalne życie

Osoby niepełnosprawne miesiącami oczekują na różnego rodzaju pomoce refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zdarza się, że na niektóre sprzęty pacjenci muszą czekać ponad rok.

Przez pierwsze półrocze tego roku niemal 50 tys. osób czekało od miesiąca do niemal czterech na realizację zleceń na pomoce, które są refundowane przez NFZ – alarmuje „Gazeta Polska Codziennie”. Najwięcej osób czekających ponad 100 dni na realizację zleceń na sprzęt odnotowano w województwach łódzkim i kujawsko-pomorskim. Dane przedstawiane przez Fundusz pokazują średni czas oczekiwania, w rzeczywistości kolejki bywają znacznie dłuższe. Przykładowo, na aparaty słuchowe, które są częściowo refundowane, w województwach dolnośląskim, małopolskim, pomorskim i kujawsko-pomorskim trzeba czekać nawet 13-14 miesięcy.

Problemem jest nie tylko czas oczekiwania na refundację, ale i to, że obejmuje ona często tylko niewielką część faktycznych kosztów. Marek Plura z PO, przewodniczący sejmowej podkomisji ds. niepełnosprawnych, zwraca uwagę, że lista sprzętu, który może być refundowany, nie zmieniła się od 2004 r. Nie uwzględnia więc nowoczesnych pomocy, a wymiary refundacji nie są dostosowane do rosnących cen. – „Refundacja na poduszkę przeciwodleżynową wynosi 100 zł, a w sklepie trzeba za taką poduszkę zapłacić dziesięć razy więcej” – podkreśla Sławomir Piechota (PO), szef sejmowej komisji polityki społecznej. Z kolei osoba poruszająca się na wózku może liczyć jedynie na 800 zł z NFZ, podczas gdy nowoczesne elektryczne wózki kosztują co najmniej 15 tys. zł. Prawdziwym kuriozum są jednak przepisy dotyczące obuwia ortopedycznego. – „Jeżeli chora jest jedna stopa, to pacjent dostaje zwrot za jeden but” – mówi Elżbieta Kozak z NFZ. Refundacja wynosi od 155 do 210 zł, a i tak nie pokrywa ceny buta. Za drugi but osoba chora musi zapłacić sama.

Biedniejsza siostra Litwy

Biedniejsza siostra Litwy

Jesteśmy zamożniejsi tylko od trzech państw UE, podczas gdy jeszcze pół roku temu byliśmy przed czterema krajami.

Jak informuje portal ekonomia24.pl, przytaczając dane Eurostatu, poziom zamożności w Polsce, czyli PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, wyniósł 64 proc. unijnej średniej. Słabsze wyniki odnotowały tylko Łotwa (58 proc.), Rumunia (49 proc.) i Bułgaria (46 proc.). Jeszcze w ubiegłym roku wyprzedzaliśmy także Litwę, która teraz zostawiła nas w tyle, osiągając 66 proc. średniej.

Zdaniem Jacka Wiśniewskiego, dyrektora Domu Maklerskiego Raiffeisen Bank Polska, do niedawna byliśmy tym krajem w regionie, któremu udawało się najszybciej zbliżać do średniej unijnej. Jednak w tym i przyszłym roku utracimy przewagę nad innymi. – „W 2012 r. wzrost gospodarczy w Polsce mocno siadł i spadliśmy z pozycji lidera. Także w 2013 r. nie będziemy w czołówce. Wprost odwrotnie, jako jeden z nielicznych krajów prawdopodobnie odnotujemy wolniejsze tempo niż w 2012 r.” – stwierdza Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Według prognoz Komisji Europejskiej gorsze wyniki w 2013 r. w stosunku do 2012 r. odnotują oprócz Polski tylko Łotwa i Słowacja.

– „Coraz trudniej będzie nam gonić unijną średnią; co więcej, uciekną nam także kraje bałtyckie, a my zostaniemy na szarym końcu UE” – prognozuje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku.