Do zdrowia wstęp wzbroniony. Leczenie ludzi chorych w sytuacji bezdomności

Zima 2012 |

Wykonanie prześwietlenia rentgenowskiego, diagnostyki laboratoryjnej czy skierowanie do specjalisty osoby „zameldowanej na stałe” w warszawskim kanale, na działce lub nawet w schronisku dla bezdomnych zawsze wymagało długotrwałych i nieoczywistych zabiegów. Było to przedmiotem debat m.in. Komisji Dialogu Społecznego ds. Bezdomności m.st. Warszawa oraz Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Powołano zespół roboczy, który zaczął zbierać podobne sygnały od praktyków obserwujących analogiczną sytuację w kraju. Powstał raport1, którego główne wnioski omawiamy w niniejszym artykule.

W czym problem?

Według Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej (art. 68) każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom niezależnie od ich sytuacji materialnej władze publiczne powinny zapewnić równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Szczegóły określają stosowne ustawy, na mocy których część pieniędzy wpłacanych do budżetu w formie podatków jest przeznaczanych na utrzymanie systemu opieki zdrowotnej i udzielanie stosownych świadczeń obywatelom. Jak wszystkie rozwiązania systemowe, i te w niektórych przypadkach zawodzą, powodując wykluczenie pewnych grup. Taką grupę stanowią ludzie znajdujący się w sytuacji bezdomności w jej najtrudniejszym z możliwych wymiarów: bytujący dosłownie na ulicach, w parkach, na klatkach schodowych, w altankach działkowych, w miejskich zaroślach lub w noclegowniach, schroniskach i różnorodnych instytucjach zapewniających czasowe wsparcie. Wielu bezdomnych nie tylko nie posiada domu w sensie fizycznym. Brakuje im także poczucia sensu życia, korzeni, relacji społecznych i tożsamości. Znajdują się nie tylko poza systemem opieki zdrowotnej, ale ogólnie poza jakimikolwiek systemami regulującymi życie we współczesnym państwie, m.in. nie posiadają dowodów tożsamości ani dokumentów określonych w ustawach i przepisach uprawniających do korzystania z pomocy. Często nie posiadają kompetencji niezbędnych do funkcjonowania w ramach organizmu społecznego. Istotą ich stanu jest nieumiejętność czy też niemożliwość funkcjonowania w ramach systemu.

Bazując na dostępnych danych i przybliżeniach, można stwierdzić, że ludzie znajdujący się w sytuacji bezdomności stanowią około półtora procenta populacji (0,8% do 1,6%)2. Współczesne badania naukowe i obserwacje praktyków każą sądzić, że nie ma wielkiego sensu tworzenie definicji „osoby bezdomnej”, bowiem to nie cechy personalne decydują o tym stanie. Na ulicy lądują ludzie o bardzo różnych historiach życiowych. Są wśród nich np. ojcowie rodzin, którzy po rozwodzie cały dobytek zostawili byłej żonie, aby zabezpieczyć dzieci, ale także „alimenciarze” pracujący na czarno, żeby uniknąć płacenia alimentów. Są osoby o niskim poziomie intelektualnym, które skuszone współczesną ofertą zaciągnęły pożyczki na różne dobra i nie były w stanie ich spłacić. Są też wychowankowie domów dziecka, „przygotowywani do samodzielności” przez opiekunów poświęcających im pół godziny na kwartał, którzy nie załapali się na jedno z kilkunastu mieszkań chronionych łaskawie przeznaczanych na ich potrzeby przez samorządy. Są ofiary przemocy w rodzinie, uciekające z dziećmi przed agresorem. Nie łączą ich cechy charakteru, lecz bardziej lub mniej skomplikowana sytuacja mieszkaniowa, w jakiej się znaleźli.

Dlatego mówimy raczej o „kontinuum sytuacji mieszkaniowych”, w których znalezienie się oznacza bezdomność: od przebywania w przestrzeni publicznej (np. na ławce, w pustostanie, na klatce, na dworcu), mieszkania w placówce „dla bezdomnych”, przebywania w ośrodku dla uchodźców, przez mieszkanie „kątem” u przyjaciół lub znajomych, w podnajmowanym pokoju czy przeludnionym lub substandardowym lokalu (według typologii badaczy europejskich takich sytuacji jest trzynaście3). Trwanie w takich sytuacjach nie jest wieczne – ludzie doświadczają ich zwykle od kilku dni do kilku(nastu) lat. Polskie badania nad bezdomnością wypaczają ten fakt, ponieważ koncentrują się na tworzeniu obrazu bezdomności w jednym konkretnym punkcie w czasie, np. jednej nocy4. Przy takim podejściu uzyskiwany obraz jest bardzo statyczny, tymczasem w istocie wewnętrzna dynamika tej populacji jest ogromna.

Wbrew powszechnemu stereotypowi bezdomność nie jest także wyborem. Takie przekonanie stanowi wyraz głębokiego niezrozumienia sytuacji, w jakiej bytują ludzie na ulicach. Krzywdzącym uproszczeniem jest przyjęcie, iż bezdomność wybiera osoba, która nie chce skorzystać z instrumentów pomocy społecznej przewidzianych dla ludzi w takiej sytuacji życiowej, np. podczas mrozu śpi na parkowej ławce, mimo iż w miejskiej noclegowni są wolne miejsca, czy nie podpisuje indywidualnego programu wychodzenia z bezdomności w miejscowym ośrodku pomocy społecznej, choć dałoby jej to prawo do korzystania ze świadczeń zdrowotnych, finansowanych z budżetu państwa. Pomoc może być odrzucona, ponieważ jest źle zaplanowana i nie rozwiązuje rzeczywistego problemu osoby, a nie dlatego, że osoba ta wybiera bezdomność. Rzetelnie analizując relacje ludzi, którzy znajdowali się lub wciąż znajdują w sytuacji bezdomności, łatwo można dostrzec, iż zawsze wiąże się to z ogromnym cierpieniem. Jedynie przypadkowym obserwatorom może wydawać się inaczej.

Wszystkie wspomniane czynniki znacząco utrudniają, a w wielu przypadkach wręcz uniemożliwiają leczenie w ramach usług NFZ chorych bezdomnych. Prawdopodobnie dlatego większość pomocy jest świadczona przez organizacje pozarządowe. Ludzie wrażliwi na cudzy los nie potrafią przejść obok cierpienia innych, zasłaniając się brakiem przepisów, procedur lub funduszy. Po prostu zatykają nos, czyszczą zaniedbaną ranę z robaków, zakładają opatrunek i podają leki mieszkańcowi śmietnikowej altanki – bez względu na to, czy ma dowód osobisty, czy nie. Namawiają swoich znajomych, np. lekarzy, aby poświęcili pomocy innym kilka godzin społecznej pracy w tygodniu. Organizują się dalej i tworzą np. specjalistyczną poradnię zdrowia czy schronisko, gdzie w przyzwoitych warunkach mogą przebywać pacjenci wypisani ze szpitala, którzy zwyczajnie nie mają się dokąd udać. Poszukują też tańszych lub niepotrzebnych już innym leków. Wszystkiego jednak zrobić nie mogą.

Ponieważ ludzie trafiający do placówek „dla bezdomnych” mają za sobą bardzo różne przeżycia, posiadają też różne potrzeby. Wiele osób ma problemy zdrowotne, bez których rozwiązania nie jest możliwe podjęcie trudnego tzw. wychodzenia z bezdomności. Człowiek z zapaleniem płuc myśli przede wszystkim, jak uśmierzyć ból. Podejmowanie trudnych decyzji dotyczących własnego życia, np. podjęcie terapii uzależnień czy nawiązanie kontaktu z opuszczonym po długotrwałym konflikcie partnerem lub zgłoszenie się do ośrodka pomocy społecznej, będzie absolutnie wtórne. Leczenie jest warunkiem wstępnym.

Bezdomni chorują nie tylko na zapalenie płuc. Warto chyba przytoczyć kilka relacji pracowników próbujących ich wspierać. Pierwsza pochodzi od osoby zarządzającej kilkoma placówkami jednej organizacji w dużym mieście (m.in. miejska noclegownia oraz program streetworkingu):

Do noclegowni przychodzą z wizytą do lekarza i pielęgniarki uliczni bezdomni w celu dezynfekcji, zaopatrzenia ran, wymiany opatrunków itp. Często ich stan zdrowia okazuje się poważny. Jeżeli nie udzielimy im pomocy w tym momencie, mogą nie pojawić się więcej. Nasi pracownicy wyjeżdżają na dworce i w inne miejsca gromadzenia się „ulicznych bezdomnych”, aby proponować im pobyt w placówce. Stan higieniczno-sanitarno-zdrowotny niektórych z nich wymaga natychmiastowej diagnostyki pod kątem m.in. gruźlicy. Niestety nie jest to możliwe, bowiem o ile gruźlicę, jako chorobę społeczną, można leczyć bezpłatnie, to już zdjęcia RTG klatki piersiowej nikt nie zrobi nieubezpieczonemu. Tymczasem skutki przyjęcia do schroniska, w którym przebywa 150 osób, osoby prątkującej są dużo bardziej kosztowne społecznie. Bywa, że wykonanie prześwietlenia jest możliwe dopiero po trzech tygodniach, tyle bowiem trwa procedura uzyskania prawa do ubezpieczenia.

Kolejna ilustracja pochodzi ze specjalistycznego schroniska dla chorych w okolicach dużego miasta. Do schroniska przywożone są osoby z ulicy, pacjenci wypisywani ze szpitali, ogólnie osoby bezdomne, które ze względu na stan zdrowia nie mogą przebywać w tradycyjnym schronisku (nie ma w nich lekarzy ani pielęgniarek). Jest to lista najczęściej spotykanych problemów zdrowotnych mieszkańców, opracowana przez miejscową pielęgniarkę:

  • Niedożywienie, wyniszczenie, anemia: najczęściej dotyczą osób z ulicy, z działek lub dworca, wiele z nich ma padaczkę poalkoholową. Pielęgniarka niezbędna jest do: pobrania podstawowych badań, jeżeli lekarz zaleci przetoczenia płynów dożylnych, systematycznego podawania leków zarówno na padaczkę, jak i leków wzmacniających, aby osoba taka jak najszybciej ,,doszła do siebie”, pilnowania przyjmowania posiłków (z reguły na początku osoby takie nie mają apetytu), odpowiedniego postępowania z chorym podczas ataku padaczki.
  • Owrzodzenia podudzi: zdarzają się bardzo często – również u osób, które przyjechały ze szpitala, ponieważ tam zaproponowano im amputację, na co nie wyrazili zgody i trafili do nas. Owrzodzenia obejmują jedną lub dwie kończyny dolne, trzeba codziennie wykonywać opatrunki, rany są śmierdzące i brudne, ponieważ chodzili na zmianę opatrunku raz w tygodniu albo rzadziej. Czasami zdejmując opatrunek, znajduje się robaki w ranie. Konieczne jest odpowiednie dozowanie i podawanie środków przeciwbólowych (oczywiście po konsultacji z lekarzem).
  • Wszawica/świerzb, zaniedbana łuszczyca: chorzy muszą być na jakiś czas odizolowani. Systematycznie trzeba nie tylko smarować ich środkami przeciwświerzbowymi i przeciw wszawicy, ale wykonywać również zabiegi higieniczne, kąpiele, zmianę bielizny, ubrania. Wszawica zdarza się bardzo często, nawet u osób przyjętych ze szpitala. Jeśli chodzi o łuszczycę, konieczna jest konsultacja z lekarzem i smarowanie odpowiednimi środkami.
  • Chorzy po amputacjach: wymagają przeważnie zmiany opatrunków. Mamy obecnie pacjenta, który jest po amputacji obydwu kończyn i niestety na jednej kończynie rana przez długi czas nie chciała się zagoić, wyciekały z niej ogromne ilości ropy. Wykonano posiew z rany. Pacjent otrzymał odpowiedni antybiotyk, który niestety nie pomógł. W tamtym tygodniu rana otworzyła się głębiej i okazało się, że został w niej gruby szew – około 5 cm długości.
  • Schorzenia psychiczne: zdarzają się często. Tutaj potrzebna jest umiejętność odpowiedniego postępowania z pacjentem i oczywiście regularne podawanie leków oraz pilnowanie, aby pacjent przyjął je przy pielęgniarce.

Instytucje pomocowe starają się dostosować swoją ofertę do pojawiających się potrzeb poprzez specjalizację i podział pracy. Konkretne kształty rozwiązań lokalnych są pochodną nisz, w jakich powstały. Wydaje się, że można mówić o czterech rodzajach pomocy:

Pomoc lekarska udzielana w placówkach przyjmujących ludzi bezdomnych interwencyjnie, w odpowiedzi na natychmiastową potrzebę, np. w noclegowniach, czasem schroniskach. Obejmuje pomoc pielęgniarską i podstawową lekarską oraz zapewnienie leków i środków opatrunkowych.

Placówki stacjonarne z definicji „dla chorych”, czasem nazywane specjalistycznymi (Warszawa), do których są przyjmowane osoby bezdomne w stanie zdrowia uniemożliwiającym im pobyt w tradycyjnej placówce dla bezdomnych. Pomoc pielęgniarki, lekarza internisty, czasem lekarza psychiatry, zapewnienie leków i środków opatrunkowych.

Domy dla osób bezdomnych starszych, chorych i niepełnosprawnych. Pomoc pielęgniarki i lekarzy specjalistów, leki i środki opatrunkowe.

Punkty pomocy medycznej, poradnie zdrowia, czyli instytucje o charakterze niestacjonarnym, zapewniające podstawową i czasem specjalistyczną pomoc lekarską, a także leki i środki opatrunkowe.

Zdarza się, że formy te współwystępują w ramach jednej placówki w zależności od struktury lokalnego sytemu polityki społecznej. Warto zauważyć, że praktycznie w każdym większym polskim mieście, w którym występuje problem bezdomności, wykształciły się placówki adresujące ofertę specyficznie do osób chorych bezdomnych (Warszawa, Kraków, Wrocław, Pomorze).

Warto przytoczyć listę usług świadczonych przez specjalistyczną poradnię zdrowia dla bezdomnych w dużym mieście. W 2011 r. lekarze wolontariusze (internista, kardiolog, chirurg, dermatolog, laryngolog, psychiatra, pulmonolog, stomatolog) przyjęli 8444 wizyt. Pielęgniarki wykonały niemal 15 tysięcy opatrunków. Każdego roku z pomocy poradni korzysta średnio 1100 osób – część z nich kilkakrotnie.

Jeśli stan zdrowia człowieka jest wyraźnie i w oczywisty sposób zły, trafia on do publicznego szpitala. Teoretycznie pomoc ratująca życie jest udzielana bez względu na posiadanie prawa do ubezpieczenia, jednak w wielu przypadkach niezbędne jest dalsze leczenie. Jak mówi pielęgniarka zatrudniona w szpitalu publicznym:

Do naszego szpitala bardzo często przyjmowane są osoby bezdomne nieubezpieczone, przywożone ze schroniska i z ulicy. Najczęściej są hospitalizowani na oddziale wewnętrznym i chirurgicznym ogólnym. Trafiają bardzo zaniedbani higienicznie, w ciężkim lub bardzo ciężkim stanie zdrowia: z zapaleniem płuc, odleżynami, odmrożeniami, ranami. Najczęściej wymagają izolacji z przyczyn epidemiologicznych, a także drogiej terapii lekowej oraz wielokierunkowej diagnostyki. […] Po wypisaniu ze szpitala ze względu na brak środków finansowych nie realizują recept, nie leczą się w POZ i nie korzystają z poradni specjalistycznych, gdyż nikt ich nie przyjmie bez ubezpieczenia. Nie lecząc się, wracają do naszego szpitala.

Poziom skomplikowania, długotrwałość oraz niepełna skuteczność procedury, w ramach której szpitale uzyskują zwrot kosztów poniesionych z tytułu udzielenia pomocy ratującej życie osobie nieubezpieczonej, powodują niechęć do przyjmowania osób o takiej charakterystyce. Nie mówiąc już o tym, co pielęgniarka w relacji wyżej określiła oględnie „zaniedbaniem higienicznym”, czyli smrodzie, wielu warstwach brudu i ubrań, które trzeba rozcinać, oraz o skórze, której doczyszczenie wymaga wielokrotnych kąpieli z użyciem szczotki. Nie jest to praca, którą personel szpitalny – przynajmniej znakomita większość – wykonuje szczególnie chętnie. Wszak nie ma ona wiele wspólnego z leczeniem.

Gdzie jest państwo – sektor publiczny?

Fakt dominacji form pomocy świadczonych przez organizacje pozarządowe w tej sferze nie oznacza, że twórcy polskiego prawa oraz sektor publiczny ignorują problem. Po pierwsze, jak wspomniano, szpitale udzielają pomocy w nagłych przypadkach bez względu na fakt posiadania ubezpieczenia zdrowotnego i mają prawo ubiegać się o zwrot środków poniesionych z tego tytułu. Po drugie, każda osoba po spełnieniu pewnych warunków, m.in. posiadania dowodu osobistego oraz przejścia rodzinnego wywiadu środowiskowego prowadzonego przez pracownika socjalnego, dysponuje możliwością uzyskania czasowego prawa do świadczeń zdrowotnych finansowanych z budżetu państwa poprzez decyzję administracyjną wójta, burmistrza lub prezydenta gminy (art. 64 Ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych). Zazwyczaj prawo to jest przyznawane na 90 dni. Ze względu na organ, który je zatwierdza, nazywane jest potocznie „ubezpieczeniem prezydenckim”.

Z procedury tej korzystają wszystkie instytucje udzielające wsparcia z tytułu bezdomności lub mające chorych bezdomnych wśród swoich klientów. Praktycznie każda placówka (schronisko, dom czy szpital) zatrudnia pracownika socjalnego lub posiada ugruntowaną bieżącą współpracę z pracownikiem socjalnym z lokalnego ośrodka pomocy społecznej. Przeprowadzanie procedury „ubezpieczenia prezydenckiego” to ich podstawowe zajęcie. Przykładowo pracownik socjalny ze specjalistycznej poradni zdrowia w 2011 r. udzielił 1030 konsultacji w tej sprawie. Pracownicy dwóch warszawskich szpitali miejskich, słynących z nieodmawiania pomocy osobom bezdomnym, prowadzą miesięcznie średnio 30 takich spraw.

Przeprowadzenie procedury nie jest łatwe, ponieważ status formalno-prawny ludzi w sytuacji bezdomności najczęściej jest bardzo skomplikowany. Ilustruje to relacja pracownika schroniska specjalistycznego dla chorych, który przechodzi do jej realizacji niezwłocznie po udzieleniu niezbędnej pomocy mieszkańcowi:

Zazwyczaj przy przyjęciu mieszkańcy nie posiadają kompletu dokumentów: dowodów osobistych, ubezpieczeń zdrowotnych, dokumentacji medycznej. Stopień skomplikowania ich spraw wpływa na długość ich rozwiązywania. Standardowo mieszkaniec rozpoczyna procedurę załatwiania ubezpieczenia zdrowotnego, dowodu osobistego, orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, świadczeń socjalnych, a w dalszej kolejności Domu Pomocy Społecznej, Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego (w przypadku postępującej choroby nowotworowej mieszkańca w stanie paliatywnym – hospicjum). Procedury trwają zazwyczaj wiele miesięcy, podczas których osoba wymaga opieki medycznej. […] Gdy mieszkaniec przy przyjęciu jest nieubezpieczony, pracownik przystępuje do przeprowadzenia wywiadu środowiskowego. Dokument potwierdzający ubezpieczenie przychodzi po około miesiącu. W tym czasie mieszkaniec musi korzystać z pomocy lekarskiej i pielęgniarskiej w schronisku i w przychodni dla bezdomnych. Konieczne natychmiastowo wizyty lub badania u specjalistów opłacamy prywatnie, a gdy nastąpi nagłe pogorszenie stanu zdrowia, wzywamy karetkę pogotowia. Niejednokrotnie sprawy mieszkańców przedłużają się nawet o ponad rok z powodu spraw sądowych poszczególnych gmin, które spierają się o to, do której z gmin osoba bezdomna przynależy. Zdarza się, że gmina nie chce ubezpieczyć osoby ze względu na wcześniejszy „brak współpracy” (poza sytuacjami pilnymi, gdy prosi szpital). Niektóre gminy nie chcą realizować świadczeń wobec osób, które od lat nie przebywają na ich terenie, choć są tam zameldowane, twierdząc, że to już nie jest ich mieszkaniec. Próbują przerzucić odpowiedzialność na gminę przebywania.

Podobne problemy dostrzegają pracownicy socjalni zatrudnieni w szpitalach. Przytaczamy relację pracownika dużego szpitala miejskiego, który słynie z tego, że mimo utrudnień regularnie udziela wsparcia ludziom w sytuacji bezdomności:

Pacjenci [bezdomni] w większości przypadków nie mają ubezpieczenia, czasami posiadają decyzję na 90 dni, ponieważ wcześniej byli leczeni w innych szpitalach. Często nie posiadają dowodów osobistych. Jako pracownik socjalny po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego wysyłam wniosek do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w celu potwierdzenia prawa do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, ale czas oczekiwania na otrzymanie decyzji jest bardzo długi, trwa ponad miesiąc, pacjenta już dawno nie ma w szpitalu.

Mimo dobrej znajomości procedury i szerokiego jej stosowania przez pracowników instytucji mających wśród klientów osoby w sytuacji bezdomności, zaproponowana przez ustawodawcę opcja interwencyjnego ubezpieczenia dla osób spoza systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego wciąż pozostawia pewną grupę bez pomocy. Najczęściej spotykane sytuacje, w których obecne rozwiązania zawodzą, to: (1) brak możliwości ustalenia tożsamości osoby, np. brak dokumentów lub brak przytomności?/?świadomości osoby; (2) brak możliwości ustalenia gminy ostatniego zameldowania na pobyt stały; (3) zgon lub samowolne opuszczenie szpitala przez pacjenta przed zakończeniem, a czasem nawet rozpoczęciem procedury. Jakiekolwiek odstępstwo od „normalności”, np. bycie osobą ubezwłasnowolnioną, obcokrajowcem bez karty pobytu lub spoza UE, potęguje trudności w zakończeniu procedury, wydatnie wpływając na jej wydłużenie.

W obecnym porządku prawnym występują sytuacje, w których ludzie wymagają pomocy medycznej, a jednocześnie nie mają szansy na posiadanie prawa do ubezpieczenia w momencie, w którym jest ona niezbędna. Jej nieudzielenie praktycznie likwiduje lub znacząco odkłada w czasie perspektywę jakiejkolwiek pozytywnej zmiany w życiu osoby bezdomnej. Właśnie ludzie w tej szczególnej sytuacji stanowią zasadniczą grupę podopiecznych organizacji pozarządowych.

Organizacjeświadczące pomoc medyczną osobom w sytuacjach opisanych wyżej uzyskują niekiedy dofinansowanie od samorządów lokalnych. Jednak bardzo rzadko zabezpieczenie potrzeb zdrowotnych ludzi trafiających do placówek finansowane jest wprost. Prawie nigdy organizacja nie uzyskuje całkowitego finansowania z jednego źródła. Konkretny sposób finansowania zależy od rozwiązań przyjętych przez poszczególne samorządy w odniesieniu do problemu bezdomności w ogóle. Jest to konsekwencją różnic w lokalnym charakterze zjawiska bezdomności. Na przykład w Warszawie według szacunków od 40% do 60% osób korzystających ze schronisk pochodzi spoza stolicy, podczas gdy w mniejszych miastach odsetek bezdomnych napływowych jest znacznie mniejszy. Wpływa to bezpośrednio na możliwości udzielania pomocy, której istotnym kryterium jest ustalenie „przynależności administracyjnej”, np. gminy ostatniego zameldowania na pobyt stały.

Zdaniem niektórych samorządów lokalnych (m.in. m.st. Warszawa, Wrocław) nie jest możliwe powierzanie lub zlecanie zadań o charakterze medycznym organizacjom pozarządowym wspierającym ludzi w sytuacji bezdomności. Aby nie doprowadzać do upadłości placówek, stosuje się rozwiązania zastępcze, np. pielęgniarki zatrudniane są jako koordynatorki, a poradnia zdrowia otrzymuje nazwę punktu informacyjnego dla bezdomnych.

W wydziałowo-resortowej strukturze polskiej administracji bezdomność jest przypisana do „pomocy społecznej”, a ta, jak wiadomo, nie dotyczy sfery leczenia. Z kolei „zdrowie” nie zajmuje się bezdomnością, ponieważ jest to domena pomocy społecznej. Oczekuje się, iż organizacje zajmujące się bezdomnością będą startować w konkursach jedynie na zadania z zakresu pomocy społecznej.

Krajowe i wojewódzkie programy/konkursy dla organizacji pozarządowych jeśli umożliwiają finansowanie takiej działalności, to nie wprost. Jedynie w ramach funduszu pomocy postpenitencjarnej możliwe jest otwarte aplikowanie o dofinansowanie kosztów leczenia. Fundusz ten jednak nie może być wykorzystywany przez wszystkie organizacje z innych względów. W warunkach pozostałych konkursów figuruje zastrzeżenie o niemożliwości przeznaczenia dotacji na koszty leczenia. Warto zauważyć, iż mimo powszechnie występujących problemów zdrowotnych wśród ludzi bezdomnych, w tym chorób niosących zagrożenie dla zdrowia publicznego (m.in. gruźlica), żaden konkurs prowadzony przez Ministerstwo Zdrowia nie zawiera priorytetu pozwalającego na dofinansowanie działań organizacji tego sektora.

W praktyce ten rodzaj działania organizacje finansują z nielicznych środków własnych, czyli darowizn i dotacji od instytucji prywatnych, i/lub uzupełniają braki wolontariatem albo pracą po godzinach. Zdarza się, że muszą ograniczyć zakres świadczonej pomocy, ponieważ po prostu nie są w stanie pracować więcej.

Podsumowanie

Doświadczenia wskazują, że zawsze występują sytuacje, w których ludzie – zwłaszcza znajdujący się w sytuacji bezdomności – będą potrzebowali pomocy lekarskiej, jednocześnie nie posiadając prawa do niej w świetle aktualnych procedur. Inne doświadczenia każą przypuszczać, że zawsze będą istnieli ludzie, którzy widząc taką sytuację, zechcą udzielić pomocy nie tylko indywidualnej osobie, ale również większej grupie. To ludzie z misją, którzy są dumni ze swojej działalności i nie oczekują, iż państwo w całości ich zastąpi. Mają jednak nadzieję na uzyskanie wsparcia wypracowanego w drodze społecznego dialogu i w myśl zasady pomocniczości, wpisanej do Preambuły Konstytucji RP.

Obecnie na hasło „leczenie bezdomnych” pojawia się w wyszukiwarce internetowej lista artykułów, których autorzy obliczają, ile szpitale „tracą” na leczeniu ludzi nieubezpieczonych. Taka retoryka powinna być uzupełniona relacjami osób, którym uratowano życie dzięki interwencji bez oglądania się na procedury. Niestety dziennikarzom, dyrektorom szpitali i urzędnikom ciężko oceniać efektywność działań miarą inną niż finansowa – uratowane ludzkie życie nie może się przebić jako wskaźnik jakości naszych działań. Trzeba to zmienić.

Przypisy:

  1. Porowska A., Wygnańska J., Leczenie ludzi chorych w sytuacji bezdomności. Raport Zespołu ds. Zdrowia Warszawskiej Rady Opiekuńczej, Warszawa 2012, www.bezdomnosc.edu.pl
  2. Współczesne szacunki dotyczące skali bezdomności w Polsce mieszczą się w przedziale 30–60 tys. osób. Dotyczą one osób, które znalazły się w sytuacji bezpośredniej bezdomności, czyli bez dachu nad głową lub w instytucjach „dla bezdomnych”.
  3. Europejska Typologia Bezdomności i Wykluczenia Mieszkaniowego ETHOS: http://www.bezdomnosc.edu.pl/content/blogcategory/16/71/
  4. Więcej o miarach bezdomności w opracowaniu: Julia Wygnańska, Metodologia badania bezdomności i miary podstawowe a system pomocy ludziom w sytuacji bezdomności i wykluczenia mieszkaniowego: http://www.bezdomnosc.edu.pl/images/PLIKI/Wiadomosci/opracowanie_metodologia-badania-bezdomnosci-miary-podstawowe.pdf

Adriana Porowska, Julia Wygnańska

Adriana Porowska (ur. 1978) – pracując z osobami doświadczającymi bezdomności nabrała przekonania, iż nie ma bezdomności z wyboru, pracuje na rzecz obalenia negatywnego stereotypu osób wykluczonych mieszkaniowo, m.in. kontynuując z mieszkańcami Pensjonatu Socjalnego „Św. Łazarza” po śmierci o. Bogusława Palecznego budowę jachtu pełnomorskiego. Pracownik socjalny, Dyrektor Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, Przewodnicząca Rady Opiekuńczej KDS ds. Bezdomności, członek Rady Społecznej Rzecznika Praw Obywatelskich.

Julia Wygnańska (ur. 1975) – prowadząc badania naukowe wyznaje zasadę, iż nie powinny być one jedynie sztuką dla sztuki, lecz powinny służyć projektowaniu polityki społecznej. Od wielu lat wzmacnia fachową wiedzą trzeci sektor, prezentując światowe dobre praktyki i inicjując nowatorskie programy wspierające osoby doświadczające wykluczenia mieszkaniowego. Członkini Międzynarodowej Sieci Doradców Europejskiego Obserwatorium Bezdomności FEANTSA. Prowadzi polską Stronę o Badaniach Bezdomności i Wykluczenia Mieszkaniowego: bezdomnosc.edu.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>