Nie z nami te patenty

Nie z nami te patenty

Rodzimi przedsiębiorcy solidarnie opowiedzieli się przeciwko podpisanemu przez rząd porozumieniu o jednolitej ochronie patentowej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, jeśli porozumienie wejdzie w życie, Polskę będzie obowiązywać drobiazgowa ochrona każdego patentu, zgodnie z wytycznymi przyjętymi przez Unię Europejską. W praktyce będzie to oznaczać, że każdy polski przedsiębiorca, zanim zacznie wytwarzać dany produkt, będzie musiał dokładnie zbadać całą obcojęzyczną dokumentację (obecnie ok. 90 tys. patentów, a nowych ciągle przybywa) i jeśli nabierze podejrzeń, że może naruszyć jakiś patent, będzie musiał na własny koszt przetłumaczyć stosowne „papiery”. Patenty będą w UE publikowane tylko w trzech językach: angielskim, francuskim i niemieckim.

Duże koszty tłumaczeń i wniosków prawnych poniesie także przedsiębiorca, który będzie chciał zastrzec własny wynalazek czy innowację. Do tej pory mógł to zrobić (ale nie musiał) w języku polskim, w kraju. Gdy porozumienie wejdzie w życie, będzie musiał to uczynić w jednym z trzech ww. języków, w sądzie za granicą. Jeśli naruszy, albo nawet tylko zostanie oskarżony o naruszenie patentu, np. przez zagranicznego konkurenta, będzie odpowiadał przed obcymi sądami gospodarczymi, a linię obrony również będzie musiał przygotować w obcym języku.

Eksperci przyjmują, że polskich przedsiębiorców może to kosztować ponad 50 mld zł w ciągu 20 lat. „Te rozwiązania w uprzywilejowanej sytuacji stawiają niestety państwa wysoko rozwinięte pod względem technologicznym. Dla krajów takich jak Polska – które dopiero budują gospodarkę opartą na wiedzy – okażą się bardzo kosztowne i będą grozić znacznym ryzykiem dla uczestników systemu patentowego” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez przedstawicieli dziewięciu organizacji zrzeszających pracodawców i rzeczników patentowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Solidaryzm od kołyski

Solidaryzm od kołyski

Klub Solidarnej Polski zakończył prace nad projektem ustawy o żłobkach. Proponuje w nim, by żłobki, kluby dziecięce i przedszkola stały się ogólnodostępne i bezpłatne.

Jak informuje Portal Samorządowy, wnioskodawcy uważają, że każde dziecko powinno mieć darmowy dostęp do instytucjonalnej opieki niezależnie od dochodów rodziców czy ich miejsca zamieszkania. Obecnie problem braku dostępności do wspomnianych placówek dotyczy zwłaszcza dzieci mieszkających na wsi czy w małych miejscowościach.

„Na dzień dzisiejszy ciężar utrzymania żłobków i przedszkoli został nałożony na samorządy, które mają obowiązek pokrywania kosztów funkcjonowania tych placówek w ramach zadań własnych. Jedynym dodatkowym źródłem pokrywania kosztów funkcjonowania żłobków i przedszkoli są opłaty, ustanawiane w drodze uchwały przez radę gminy za świadczenia dodatkowe. Opłaty te – zarówno za opiekę nad dziećmi w przedszkolach, jak i w żłobkach (gdzie odpłatność ta jest obligatoryjna) – stanowią duże obciążenie dla budżetu domowego” – czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.

Projektodawcy proponują wprowadzenie nowej subwencji na potrzeby finansowania ze środków budżetu państwa żłobków i klubów dziecięcych. Nowa subwencja opiekuńcza byłaby znacznym odciążeniem zarówno gminnych, jak i rodzinnych budżetów. Obecnie rodzice dzieci przebywających w żłobkach czy klubach dziecięcych dopłacają ok. 30 proc. kosztów utrzymania dziecka w placówce. „Zbyt duże koszty opieki nad dziećmi w placówkach powodują odkładanie decyzji o dziecku na później lub wykluczają rodziców (zwłaszcza matki) z rynku pracy, ponieważ nie decydują się na powrót do pracy, ze względu na brak możliwości znalezienia choćby żłobka lub opiekunki dla dziecka” – podkreśla Solidarna Polska.

Będzie strajk w całej Polsce

Będzie strajk w całej Polsce

W środę wieczorem komitet strajkowy kolejarzy zakończył obrady. Związkowcy podtrzymali decyzję o strajku ostrzegawczym, który ma objąć sieć kolejową na terenie całej Polski.

Jak powiedział Stanisław Kokot, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ „Solidarność”, w piątek ruch pociągów zostanie wstrzymany na dwie godziny, pomiędzy godz. 7.00 a 9.00. Szczegółowe instrukcje są teraz rozsyłane do organizacji związkowych w terenie.

Strajk przeprowadzają związki zawodowe działające w spółkach Grupy PKP: PKP PLK, PKP Cargo, PKP Intercity, PKP Energetyka, SKM w Trójmieście i WKD w Warszawie.

Między związkowcami kolejowymi a Grupą PKP toczy się spór zbiorowy dotyczący ulg przejazdowych. W sierpniu spółki należące do grupy zapowiedziały, że w 2013 roku nie będą wykupywać już praw do zniżek dla emerytowanych pracowników – emeryci będą musieli robić to sami. Powodem miały być oszczędności – Grupa PKP chciała w ten sposób zaoszczędzić ok. 27 mln zł. Związkowcy nie zgodzili się na likwidację ulg.

Prowokacja pracodawców

Mediacje w tej sprawie trwają od kilku tygodni. 15 stycznia pracodawcy poprosili o przerwę w mediacjach do 25 stycznia. Powodem miała być chęć lepszego przygotowania się do spotkania. Sprawy przybrały jednak inny obrót.

– „Od 21 stycznia 2013 roku w poszczególnych zakładach prowadzona jest prowokacja, polegająca na nakłanianiu pracowników do podpisywania oświadczeń dotyczących korzystania ze świadczeń przejazdowych według zasad określonych przez pracodawców, pomimo iż są one przedmiotem sporu zbiorowego” – poinformował Henryk Grymel w komunikacie, pod którym podpisali się również Dariusz Browarek, Wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników PKP oraz Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych.

Zdaniem związkowców, taka sytuacja świadczy o arogancji pracodawców i lekceważeniu strony społecznej.

– „Okazało się, że pracodawcy są na tyle cwani, że w tym czasie wymuszali podpisywanie oświadczeń” – powiedział Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, który w środę rano komentował wydarzenia na kolei na antenie Polsat News. – „Całą winę za tę sytuację ponosi Zarząd PKP i minister Nowak” – ocenił Duda.

W takiej sytuacji związki zawodowe będące stroną sporu podjęły decyzję o strajku ostrzegawczym. Związkowcy kolejowi zwrócili też uwagę, że pełną odpowiedzialność za uruchomienie i koszty strajku ponosi strona pracodawców.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Ofiary dyskryminacji

Ofiary dyskryminacji

Starszym ludziom często odmawiana jest pomoc ratująca życie, a ponadto spada liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach.

„Gazeta Wyborcza” przytacza szereg przykładów lekceważenia przez lekarzy problemów zdrowotnych osób starszych, co często skazuje je na przedwczesną śmierć. – „Trafiają do nas pacjenci, których nikt nie chce leczyć. Ostatnio 80-latek z guzem płuca, któremu odmówiono leczenia w oddziałach chorób płuc” – mówi prof. Barbara Bień, kierownik Kliniki Geriatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Jak relacjonuje z kolei 60-latka z Lublina: „Przyjazd karetki sprowadził się do tego, że gdy podałam wiek mamy – 82 lata – usłyszałam: »A po co mamy zabierać? Niech ona sobie w spokoju już zostanie«”. Pracownik ośrodka opiekuńczego z Tczewa przyznaje, że gdy podopieczni placówki chcą otrzymać skierowanie do lekarza lub gdy ma do nich przyjechać pogotowie, proszą pracowników, by nie mówić, ile mają lat. Obawiają się, że z racji na swój wiek już nie otrzymają pomocy.

Dr Jarosław Derejczyk, szef Szpitala Geriatrycznego w Katowicach uważa, że to kwestia braku wiedzy. – „Mimo trwających lata starań na większości uczelni medycznych nie ma zajęć z geriatrii. Lekarze nie wiedzą, jak można leczyć starszych ludzi. Poza tym boją się starości, uciekają od niej tak samo jak ogromna większość ludzi w świecie, w którym panuje kult młodości” – wyjaśnia. – „Starsi ludzie to modelowe ofiary dyskryminacji, są słabsi fizycznie, często samotni, bo w rodzinach nie ma już międzypokoleniowej więzi” – mówi z kolei dr Jolanta Twardowska-Rajewska, gerontolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zwraca też uwagę, że lekarze nauczeni są dążenia do sukcesu pojętego jako postawienie właściwej diagnozy i wyleczenie pacjenta, a w przypadku chorego w starszym wieku sukces należałoby zdefiniować raczej jako poprawienie ogólnej sprawności, mimo chorób, które i tak będą trwały. Poza tym, szpitale szukają oszczędności, a leczenie seniorów jest droższe. Na ogół cierpią oni nie na jedno, lecz kilka schorzeń; zdarza się także, że samotni i pozbawieni opieki bliskich zajmują szpitalne łóżko miesiącami.

Ze zjawiskiem dyskryminacji ze względu na wiek na Zachodzie walczy się od lat, w Polsce to wciąż sprawa spychana na margines. Tymczasem już za 20 lat aż co czwarty mieszkaniec naszego kraju będzie miał ponad 65 lat! Teraz to 5,2 mln osób. Mimo to liczba łóżek geriatrycznych w szpitalach spada. Obecnie jest ich w całej Polsce niespełna 700, specjalistycznych poradni niecałe 100, a specjalistów tylko 275 – z czego zaledwie połowa pracuje jako geriatrzy, skoro brakuje placówek specjalistycznych. Stawki za leczenie seniorów, jakie płaci NFZ, są niższe od stawek na internie. Porównując losy 2 tys. pacjentów leczonych w 2007 r. na Śląsku na internie i geriatrii, okazuje się jednak, że podwyższenie stawek mogłoby się Funduszowi opłacić. Wśród pacjentów powyżej 60. roku życia odsetek zgonów był wyższy na internie – choć średni koszt hospitalizacji wyniósł tam prawie 7 tys. zł, a na geriatrii tylko 5,1 tys. zł. Okazało się też, że choć geriatrzy mają mniej pieniędzy, wykonują chorym więcej badań, a ich pacjenci opuszczając szpital z lepszymi wynikami przechodzą testy sprawności. Mimo dowodów, że na geriatrii starszych ludzi leczy się skuteczniej i taniej, NFZ nie zmienił stawek, by zachęcić szpitale do tworzenia takich oddziałów, a resort zdrowia nie wprowadził standardów leczenia geriatrycznego (są gotowe od 3 lat).