Niewidzialne zagrożenie

Niewidzialne zagrożenie

Francja – jako pierwszy kraj Unii Europejskiej – zaczyna tropić potencjalnie szkodliwe nanocząsteczki w żywności i innych produktach.

Jak informuje portal LosyZiemi.pl, producenci będą musieli zgłaszać Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Sanitarnego wszystkie dyskretnie dodawane do wyrobów substancje w postaci atomów lub cząsteczek 100 tysięcy razy mniejszych od milimetra. Dotyczy to m.in. dwutlenku tytanu, którego minimalne ilości używane są np. do wybielania miętowych cukierków, gumy do żucia i pasty do zębów; krzemu dodawanego do żywności po to, by nie twardniała; związków srebra, które coraz częściej stosowane są w kosmetykach – m.in. w dezodorantach, które mają dzięki nim skuteczniej przeciwdziałać nieprzyjemnemu zapachowi potu.

Dotychczas producenci nie mieli obowiązku publikowania informacji o tym, jakiego rodzaju nanocząsteczki dodawane są do ich wyrobów. Robili to sporadycznie w celach reklamowych – po to, by podkreślić „innowacyjny” charakter jakiegoś wyrobu. Zazwyczaj dotyczyło to kosmetyków, natomiast prawie nigdy żywności.

Francuskie ministerstwo zdrowia podkreśla, powołując się na naukowców z różnych krajów, że ciągle nie wiadomo, jaki długofalowy wpływ na zdrowie konsumentów mogą mieć nanocząsteczki. Tym bardziej, że niektóre z nich – te, których średnica nie przekracza 30 nanometrów – przenikają bez najmniejszych przeszkód do komórek organizmu, w których mogą się odkładać.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Smog wawelski

Smog wawelski

Mieszkańcy Krakowa apelują do władz samorządowych o interwencję w związku z coraz większym zanieczyszczeniem powietrza w mieście. Pomóż im, podpisując petycję!

Inicjatywa Krakowski Alarm Smogowy zwraca uwagę na dramatyczną jakość powietrza w dawnej stolicy Polski. W sezonie grzewczym jego zanieczyszczenie regularnie i wielokrotnie przekracza dopuszczalne wartości, co zagraża zdrowiu i życiu mieszkańców. Badania naukowe wykazały, że zanieczyszczenia stwierdzone pod Wawelem wywołują zaostrzenia astmy i inne choroby górnych dróg oddechowych, zwiększają ryzyko zawału serca oraz nowotworów; powodują także podwyższone ryzyko zdrowotne dla płodów i rozwoju dzieci. Zła jakość powietrza ma również wymiar finansowy – generuje dodatkowe koszty opieki zdrowotnej, może także znacząco obniżyć atrakcyjność Krakowa dla turystów i inwestorów.

Autorzy petycji zwracają się do władz samorządowych z apelem o rozwiązanie tego problemu, postulując szereg rozwiązań. Pierwszym z nich jest niezwłoczne wprowadzenie w Krakowie zakazu palenia węglem i innymi paliwami stałymi w piecach domowych (to główny powód zanieczyszczenia powietrza), przy uwzględnieniu kilkuletniego okresu przejściowego na dostosowanie instalacji grzewczych. Nalegają przy tym na zapewnienie dofinansowania przyłączeń do miejskiej sieci ciepłowniczej oraz wymiany pieców węglowych na gazowe czy inne źródła ciepła niepowodujące niskiej emisji. Apelują także o system dopłat dla ludzi najuboższych, których nie będzie stać na poniesienie zwiększonych kosztów ogrzewania. Domagają się również zwiększenia skuteczności działań straży miejskiej w zwalczaniu palenia śmieci, m.in. poprzez wprowadzenie wysokich kar.

Ponadto, mieszkańcy proponują ograniczenie ruchu samochodowego przy jednoczesnym dostosowaniu komunikacji publicznej do potrzeb społecznych oraz rozwoju infrastruktury rowerowej (Kraków jest jednym z trzech miast w Polsce, w których zanieczyszczenie powietrza dwutlenkiem azotu pochodzącym ze spalin znacząco przekracza dopuszczalne wartości).

Petycję możesz podpisać tutaj.

Nie z nami te patenty

Nie z nami te patenty

Rodzimi przedsiębiorcy solidarnie opowiedzieli się przeciwko podpisanemu przez rząd porozumieniu o jednolitej ochronie patentowej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, jeśli porozumienie wejdzie w życie, Polskę będzie obowiązywać drobiazgowa ochrona każdego patentu, zgodnie z wytycznymi przyjętymi przez Unię Europejską. W praktyce będzie to oznaczać, że każdy polski przedsiębiorca, zanim zacznie wytwarzać dany produkt, będzie musiał dokładnie zbadać całą obcojęzyczną dokumentację (obecnie ok. 90 tys. patentów, a nowych ciągle przybywa) i jeśli nabierze podejrzeń, że może naruszyć jakiś patent, będzie musiał na własny koszt przetłumaczyć stosowne „papiery”. Patenty będą w UE publikowane tylko w trzech językach: angielskim, francuskim i niemieckim.

Duże koszty tłumaczeń i wniosków prawnych poniesie także przedsiębiorca, który będzie chciał zastrzec własny wynalazek czy innowację. Do tej pory mógł to zrobić (ale nie musiał) w języku polskim, w kraju. Gdy porozumienie wejdzie w życie, będzie musiał to uczynić w jednym z trzech ww. języków, w sądzie za granicą. Jeśli naruszy, albo nawet tylko zostanie oskarżony o naruszenie patentu, np. przez zagranicznego konkurenta, będzie odpowiadał przed obcymi sądami gospodarczymi, a linię obrony również będzie musiał przygotować w obcym języku.

Eksperci przyjmują, że polskich przedsiębiorców może to kosztować ponad 50 mld zł w ciągu 20 lat. „Te rozwiązania w uprzywilejowanej sytuacji stawiają niestety państwa wysoko rozwinięte pod względem technologicznym. Dla krajów takich jak Polska – które dopiero budują gospodarkę opartą na wiedzy – okażą się bardzo kosztowne i będą grozić znacznym ryzykiem dla uczestników systemu patentowego” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez przedstawicieli dziewięciu organizacji zrzeszających pracodawców i rzeczników patentowych.

Solidaryzm od kołyski

Solidaryzm od kołyski

Klub Solidarnej Polski zakończył prace nad projektem ustawy o żłobkach. Proponuje w nim, by żłobki, kluby dziecięce i przedszkola stały się ogólnodostępne i bezpłatne.

Jak informuje Portal Samorządowy, wnioskodawcy uważają, że każde dziecko powinno mieć darmowy dostęp do instytucjonalnej opieki niezależnie od dochodów rodziców czy ich miejsca zamieszkania. Obecnie problem braku dostępności do wspomnianych placówek dotyczy zwłaszcza dzieci mieszkających na wsi czy w małych miejscowościach.

„Na dzień dzisiejszy ciężar utrzymania żłobków i przedszkoli został nałożony na samorządy, które mają obowiązek pokrywania kosztów funkcjonowania tych placówek w ramach zadań własnych. Jedynym dodatkowym źródłem pokrywania kosztów funkcjonowania żłobków i przedszkoli są opłaty, ustanawiane w drodze uchwały przez radę gminy za świadczenia dodatkowe. Opłaty te – zarówno za opiekę nad dziećmi w przedszkolach, jak i w żłobkach (gdzie odpłatność ta jest obligatoryjna) – stanowią duże obciążenie dla budżetu domowego” – czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy.

Projektodawcy proponują wprowadzenie nowej subwencji na potrzeby finansowania ze środków budżetu państwa żłobków i klubów dziecięcych. Nowa subwencja opiekuńcza byłaby znacznym odciążeniem zarówno gminnych, jak i rodzinnych budżetów. Obecnie rodzice dzieci przebywających w żłobkach czy klubach dziecięcych dopłacają ok. 30 proc. kosztów utrzymania dziecka w placówce. „Zbyt duże koszty opieki nad dziećmi w placówkach powodują odkładanie decyzji o dziecku na później lub wykluczają rodziców (zwłaszcza matki) z rynku pracy, ponieważ nie decydują się na powrót do pracy, ze względu na brak możliwości znalezienia choćby żłobka lub opiekunki dla dziecka” – podkreśla Solidarna Polska.