Hiperwyzysk trwa

Hiperwyzysk trwa

Przestrzeganie praw pracowniczych w super- i hipermarketach wciąż jeszcze nie jest zadowalające – wynika z kontroli Państwowej Inspekcji Pracy.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, najczęściej wykrywane przez PIP nadużycia dotyczą czasu pracy. Chodzi m.in. o niewłaściwie prowadzoną ewidencję, a nawet jej fałszowanie, nieudzielanie urlopów wypoczynkowych czy czasu na odpoczynek. Nieprawidłowości dotyczą też zbyt małej liczby osób zatrudnionych w placówkach handlowych w stosunku do liczby dni otwarcia. Jak zwraca uwagę Andrzej Radzikowski z OPZZ, pracownicy są przeciążani, o czym świadczą liczne skargi wpływające do kierownictw związków. – „Ważne jest, by zatrudniać tyle osób, by nie było kłopotu związanego z nieobecnością któregoś z pracowników” – podkreśla.

Przypominamy, iż w ostatnim czasie związkowcy wysłali pismo do zarządu Tesco Polska w sprawie wzrostu zatrudnienia i poprawy warunków pracy, a także podwyżek płac. Pisaliśmy o tym tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółki z bardzo o.o.

Spółki z bardzo o.o.

Prywatne kliniki wybierają sobie najłatwiejszych i najtańszych w leczeniu pacjentów. Ciężej chorych odsyłają do placówek publicznych.

Problem dotyczy całej Polski – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Dariusz Timler, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Mikołaja Kopernika w Łodzi, a jednocześnie ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i dyrektor Centrum Urazowego, mówi, że w przypadku jego szpitala jest on dość dotkliwy. Takie sytuacje bardzo często zdarzają się podczas porodów z komplikacjami. Wystarczy krwotok, a dyrektor prywatnej kliniki dzwoni z prośbą o ratowanie pacjentki. – „I tak heroicznym wysiłkiem i za pomocą dużych nakładów ratujemy człowieka, którym zajmował się ktoś inny” – wzdycha lekarz. Także pacjenci z powikłaniami po zabiegach chirurgicznych przeprowadzonych w prywatnych szpitalach zalewają izby przyjęć. Chory po 1-3 dniach wypisywany jest z prywatnej kliniki do domu, po czym wdaje mu się infekcja. Wówczas, jak mówi dr Timler, po pomoc puka do drzwi publicznej placówki, bo z prywatnej go odesłali, mówiąc, że nie mają miejsca albo możliwości, aby leczyć.

Wielu zarządzających publicznymi placówkami twierdzi, że to wina wadliwego systemu. Prywatne placówki często nie są przygotowane, by pomóc choremu, którego stan radykalnie się pogorszył. Formalne wymogi Narodowego Funduszu Zdrowia spełniają tylko na papierze, np. pewna sieć klinik ma podpisaną umowę z OIOM-em w Poznaniu, żeby przyjmował jej pacjentów.

Druga sprawa to kwestia wyceny poszczególnych procedur. Leczenie pacjenta w nagłej sytuacji, przyjętego na ostry dyżur, jest średnio 1,5 razy droższe niż leczenie, które odbywa się planowo. Większe jest też ryzyko komplikacji i kolejnych wydatków. Jeśli więc placówka musi radzić sobie z dużą liczbą takich pacjentów, jej koszty się zwiększają. Lekarze w publicznych szpitalach przyjmują pacjentów w nagłych przypadkach bez limitów, a potem ich placówka walczy w sądzie z NFZ o pieniądze za tzw. nadwykonania. A prywatna jednostka, pozbywając się „trudnego” pacjenta, tnie wydatki i zwiększa zysk.

Teoretycznie, jeśli dany przypadek wymaga indywidualnej terapii, a jego leczenie jest droższe trzykrotnie, niż przewiduje cennik w systemie DRG (rozliczanie kosztów usług zdrowotnych dla określonych grup pacjentów), można wystąpić do Funduszu o specjalny tryb wyceniania. – „I czasem to robimy, ale bez większej nadziei” – mówi Danuta Tarka, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Płocku. Publiczny płatnik rzadko bowiem uwzględnia argumentację publicznych szpitali.

najnowszym numerze można przeczytać o prospołecznych pomysłach na zmiany systemowe w lecznictwie.

Prawo silniejszego

Prawo silniejszego

Sześć tysięcy osób oszukanych przez sieć Żabka zostało zignorowanych przez polski wymiar sprawiedliwości.

Jak informuje Fundacja LEX NOSTRA, Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła postępowanie karne w sprawie wyłudzenia przez pracowników Żabka Polska S.A. pieniędzy od ajentów prowadzących sklepy sieci w różnych częściach kraju.

Ajenci zostali wprowadzeni w błąd w trakcie szkolenia poświęconego warunkom współpracy, zasadom wzajemnych rozliczeń oraz konieczności podpisania weksla in blanco przez ajenta i jego rodzinę. Następnie na skutek prowadzenia przez spółkę nieuczciwej księgowości, w tym trzykrotnego doliczania podatku VAT od dostarczanych przez centralę towarów, zaczynał się generować rzekomy dług ajentów względem sieci. Oprócz tego spółka fałszowała dokumenty. Oszukała w ten sposób ok. 1500 ajentów i 4500 żyrantów. Część spośród rodzin, które padły ofiarą Żabki, ma obecnie na głowie komornika.

Poszkodowani niejednokrotnie szukali pomocy w instytucjach wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła postępowanie z uwagi na… niską szkodliwość społeczną czynu.

Fundacja LEX NOSTRA zapowiedziała złożenie do Prokuratora Generalnego wniosku o wznowienie postępowania.

W „Nowym Obywatelu” ukazała się obszerna analiza systemu wyzysku stworzonego przez sieć Żabka – można ją znaleźć tutaj.

Dbajmy o zdrowe nawyki!

Dbajmy o zdrowe nawyki!

„Śmieciowe jedzenie” w zasięgu uczniowskich rąk powoduje nasilenie poważnych problemów społecznych.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w rzeszowskim Urzędzie Marszałkowskim odbyła się konferencja „Szkoła ma uczyć, a nie tuczyć”. Poseł Jan Bury z PSL przywołał alarmujące statystyki. – „W Polsce spośród 4,5 mln dzieci i młodzieży od przedszkola po gimnazjum, aż milion ma problemy z wagą. Na 39 krajów z Europy i Ameryki, Polska jest na siódmym miejscu, jeśli chodzi o problemy z nadwagą i otyłością dzieci. Otyłość jest dziś groźniejsza niż AIDS” – podkreślał.

Zwrócił też uwagę, że wiele krajów (m.in. Kanada, Łotwa, Francja, Szwecja, Norwegia) wprowadziło narodowe programy przeciwdziałania otyłości. A Stany Zjednoczone zamierzają wprowadzić federalny zakaz sprzedaży tzw. śmieciowej żywności w szkołach. Podobnego zakazu w polskich placówkach chce PSL. Jesienią ubiegłego roku złożyło w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o żywności i żywieniu, dotyczący tej kwestii (pisaliśmy o tym).

– „Rocznie wydajemy 3 mld zł na leczenie chorób i powikłań, które są konsekwencją otyłości. Państwa nie stać na leczenie otyłości, jej zapobieganie jest 80, a nawet 100 razy tańsze niż leczenie” – przekonywał Bury. I zachęcał, by – zanim zacznie obowiązywać ustawa – już teraz działać na rzecz zmiany nawyków żywieniowych dzieci i młodzieży. Dużą rolę do odegrania mają w tym względzie rodzice, ale także same szkoły. – „Przez ostatnie 30 lat dziesięciokrotnie wzrosła liczba dzieci z otyłością, a mimo to wciąż jest wiele szkół, które nie diagnozują potrzeb zdrowotnych dzieci. Dlatego wszystkie działania związane z propagowaniem zdrowego stylu życia należy intensyfikować” – podkreślił Antoni Wydro, wicekurator oświaty w Rzeszowie.