Znikająca edukacja

Znikająca edukacja

Co roku z mapy kraju znika średnio ponad 300 placówek edukacyjnych. W tym roku zlikwidowanych ma zostać co najmniej dwa razy tyle.

„Dziennik Gazeta Prawna” zebrał informacje na ten temat z 16 kuratoriów. Ze wstępnych szacunków wynika, że w bieżącym roku przeznaczonych do zamknięcia jest 665 placówek, przy czym ta liczba może się jeszcze zwiększyć – decyzje w tej sprawie będą podejmowane do końca lutego.

Likwidowane są wszystkie typy placówek edukacyjnych – przedszkola, szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne, a także internaty. Z sondy DGP wynika, że najwięcej placówek przeznaczonych do zamknięcia lub przekształcenia jest w woj. lubelskim – aż 90, w mazowieckim – 82, a podkarpackim – 60. W przypadku Mazowsza aż 10 z wytypowanych placówek to szkoły podstawowe, tyle samo w woj. świętokrzyskim, w Zachodniopomorskiem – 8, podobnie w woj. warmińsko-mazurskim, w woj. śląskim – 9, a w Małopolsce aż 11.

Wśród zamykanych placówek znaleźć można takie, które od lat nie prowadzą naboru, ale formalnie istnieją, a także szkoły dla dorosłych – np. licea profilowane, które zgodnie ze zmianami w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego mają zostać wygaszone do 2015 r. O likwidacji pozostałych decydują niż demograficzny i wysokie koszty utrzymania. – „Co roku dopłacamy do oświaty dwa miliony. Zdecydowaliśmy, że w dwóch podstawówkach połączymy klasy. W jednej z nich będą klasy I-III, a w drugiej IV-VI” – mówi Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy (woj. lubuskie). Oszczędności uzyskane w ten sposób będą się wiązały, niestety, z ograniczeniem liczby nauczycieli.

Podobnie wygląda sytuacja w innych gminach. – „Likwidujemy jedną szkołę, bo uczy się w niej zaledwie 40 uczniów. W efekcie do jednej złotówki subwencji dokładamy drugie tyle. Uczeń kosztuje nas kilkanaście tysięcy złotych rocznie” – wylicza Jerzy Laskowski, wójt gminy Purda (powiat olsztyński).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ministerstwo, że szkoda gadać

Ministerstwo, że szkoda gadać

Bez ministerialnego dofinansowania z kulturalnej mapy Polski i Europy zniknie najważniejszy (a w Polsce jedyny) festiwal prezentujący sztukę pantomimy.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przyznało dofinansowania na tegoroczną, 13. edycję Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu. Dla organizatorów i artystów oznacza to brak możliwości kontynuacji jednego z najbardziej prestiżowych festiwali tej sztuki na świecie (!). Dyrektor artystyczny imprezy Bartłomiej Ostapczuk napisał w tej sprawie list otwarty do ministra Bogdana Zdrojewskiego.

„Do roku 2012 odbyło się nieprzerwanie 12 edycji Festiwalu Sztuki Mimu. Dzięki wyjątkowemu programowi, Festiwal już dawno przekroczył granice naszego kraju. O MFSM piszą media w Europie i Stanach Zjednoczonych, a w trakcie każdej edycji dużą część widowni wypełnia publiczność międzynarodowa, która przyjeżdża do Polski specjalnie na Festiwal” – czytamy w liście.

„To na naszym festiwalu swoje słynne warsztaty prowadził sam mistrz tej sztuki Marcel Marceau. To tutaj co roku legendarny Wrocławski Teatr Pantomimy ma możliwość prezentowania swoich spektakli. To właśnie na naszym festiwalu pojawia się wiele zespołów wcześniej w Polsce nie znanych. W ramach działań towarzyszących Festiwalowi prowadzona jest jedyna w Europie Międzynarodowa Szkoła Współczesnej Pantomimy, czyli miesięczne działania edukacyjno-artystyczne: otwarte warsztaty, wykłady oraz spotkania z artystami sztuki mimu” – wylicza Ostapczuk. „Przede wszystkim jednak nasz Festiwal jest kontynuacją tradycji pantomimy, sztuki posiadającej w Polsce niezwykle silne korzenie” – podkreśla. Zauważa też, że impreza jest wspaniałą promocją naszego kraju.

Pod listem swoje poparcie zadeklarowało wielu cenionych artystów z całego świata, a także „zwykłych” miłośników kultury. Ty także możesz to zrobić – pod tym adresem.

Pozorny sukces

Pozorny sukces

Chociaż na politykę rolną w latach 2014-2020 otrzymamy z Unii Europejskiej więcej środków względem kończącej się „siedmiolatki”, w praktyce rolnicy dostaną mniejsze wsparcie niż dotychczas.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, mimo że w ramach Wspólnej Polityki Rolnej otrzymamy równowartość 28,5 mld euro, czyli o ponad 1,5 mld euro więcej niż w latach 2007-2013 – realne nakłady na rolnictwo i wieś drastycznie spadną. Marek Zagórski, prezes Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej, przypomina, że według pierwotnego projektu budżetu rolnego UE z 2011 r. na dopłaty bezpośrednie Polska miała otrzymać prawie 22 mld euro, a zgodnie z ostatnimi decyzjami będzie to ok. 20 mld euro. Z kolei na rozwój wsi mieliśmy dostać 13,5 mld euro, a dostaniemy tylko 8 mld. W sumie więc zamiast 35 mld euro mamy 28,5 mld. Jest to nawet o ponad 4 mld euro mniej, niż wynikało z listopadowej propozycji budżetowej, jaką przedstawił szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.

Jak podkreśla Zagórski, szczególnie niepokojący jest aż 40-procentowy spadek funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Tym bardziej, że nie będziemy mogli wydać ich w całości na nowe zadania, ponieważ część pieniędzy już jest praktycznie zagospodarowanych. Państwo ma zobowiązania zaciągnięte wobec rolników, którzy są na rentach strukturalnych (ich wypłata może trwać nawet 10 lat), trzeba też finansować takie programy wieloletnie jak np. zalesianie.

Podobnego zdania jest Bogusław Łukasik, doradca rolny, który podkreśla, że zabraknie pieniędzy na kluczowe zadanie realizowane w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013, tj. na modernizację gospodarstw rolnych. – „Przecież przy każdym naborze wniosków na to działanie okazywało się, że pieniędzy nie wystarczy dla wszystkich. Część rolników musiała czekać na kolejne nabory, a niektórzy do tej pory nie mieli okazji skorzystać z tych dotacji. Liczyli na kolejną perspektywę budżetową i mogą się przeliczyć” – mówi Łukasik i dodaje, że brak funduszy na unowocześnienie gospodarstw, ich rozbudowę i zakup maszyn może pogorszyć konkurencyjność naszego rolnictwa.

Co prawda koalicja PO-PSL obiecuje, że znajdzie dodatkowe środki m.in. z budżetu krajowego czy z funduszy spójności, jednak opozycja w to wątpi. Zbigniew Kuźmiuk (PiS) wskazuje, że aby pokryć straty poniesione na unijnym szczycie, potrzeba by rocznie kilku miliardów złotych. – „A budżet przecież pęka w szwach. Spadają wpływy, rośnie dług publiczny, więc niemożliwe jest, aby minister finansów Jacek Rostowski zgodził się na zwiększenie dotacji dla rolnictwa” – mówi Kuźmiuk i dodaje, że zwiększenie wydatków na WPR jest niemożliwe również z powodu unijnej procedury nadmiernego deficytu, którą objęta jest Polska.

O sytuacji i perspektywach polskiego rolnictwa obszernie piszemy w zbliżającym się „Nowym Obywatelu” z wiosny 2013.

Droga kosztem górników?

Droga kosztem górników?

Ponad 4 tys. osób podpisało się pod listem protestacyjnym w sprawie budowy drogi ekspresowej S1 na terenie pól wydobywczych kopalni Brzeszcze (pow. oświęcimski).

Jak informuje NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, delegacja komitetu protestacyjnego złożyła petycję wraz z podpisami w siedzibie katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W najbliższym czasie petycja trafi również do wojewody śląskiego, wojewody małopolskiego, a także do sejmików obu województw. – „Żaden z mieszkańców Brzeszcz nie jest przeciwko budowie drogi S1. My naprawdę obydwiema rękami podpisujemy się pod rozbudową infrastruktury, ale nowe drogi mają służyć społeczeństwu, a nie szkodzić” – mówi Stanisław Kłysz, członek komitetu protestacyjnego i szef kopalnianej „Solidarności”.

Jesienią 2012 r. GDDKiA przedstawiła cztery warianty budowy liczącego 40 km odcinka drogi ekspresowej S1, który ma połączyć Mysłowice i Bielsko-Białą. Trzy z nich przecinają pola wydobywcze kopalni Brzeszcze, co zdaniem członków komitetu protestacyjnego może oznaczać konieczność zamknięcia tego zakładu i utratę tysięcy miejsc pracy. „Budowa drogi S1 w wariantach przebiegających przez pola wydobywcze, według udokumentowanych analiz przeprowadzonych przez Kompanię Węglową, spowoduje wyeliminowanie z możliwości eksploatacji ponad 15 mln ton węgla, co skutkuje nie tylko skróceniem żywotności kopalni o ok. 15 lat, ale i natychmiastowymi problemami, bo owe 15 mln ton to pokłady wysokoenergetycznego węgla o doskonałej jakości, dającej możliwość wzbogacania pozostałego wydobywanego węgla” – czytamy w petycji.

Obecnie kopalnia Brzeszcze zatrudnia ponad 3 tys. pracowników i jest największym zakładem pracy w okolicy. Złoża znajdujące się obecnie w jej dyspozycji pozwalają na ponad 30 lat prowadzenia eksploatacji.