Nie tak miało być

Nie tak miało być

Związkowcy apelują o podjęcie działań ratujących znajdujące się w upadłości Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury. Przypominają też o niespełnionych obietnicach wobec ponad 600 pracowników, którzy wzięli udział w Programie Dobrowolnych Odejść.

Jak informuje portal Wnp.pl, 6 lutego pełnomocnik zarządcy sądowego poinformował organizacje związkowe w PNI, że zwolnienia grupowe mają objąć od 50 do 80 proc. załogi, czyli 400-640 pracowników. Świadczenia z tytułu zwolnień mają mieć wartość trzech miesięcznych wynagrodzeń (zapisy w Pakiecie Gwarancji Pracowniczych mówią o wypłacie 30 pensji jako odprawy przy zwolnieniach grupowych). NSZZ „Solidarność” stanowczo zaprotestował przeciwko zwolnieniom w kolejowej spółce. Organizacja przypomina też, że wcześniejsze ustalenia, związane z zeszłorocznymi zwolnieniami, nie są przestrzegane.

„W duchu współodpowiedzialności za los Firmy i aby zminimalizować negatywne skutki dla zwalnianych pracowników, 18 maja 2012 roku Organizacje Związkowe i Pracodawca w PNI zawarły Porozumienie w sprawie zasad Programu Dobrowolnych Odejść i zwolnień grupowych. 623 pracowników odeszło z naszego Zakładu i pomimo zobowiązań Pracodawcy i Budimeksu w osobie pana Prezesa Blochera, zobowiązania w stosunku do pracowników, którzy zdecydowali się odejść, nie są regulowane. Pieniądze, które miały zabezpieczyć przekwalifikowanie się, opłatę kursów i szkoleń czy też utrzymanie do momentu znalezienia innej pracy, do tych pracowników nie dotarły” – czytamy w oświadczeniu. Wobec tego, „Solidarność” przestrzega wszystkich pracowników i związki zawodowe w Grupie PKP przed zgodą na prywatyzację, „ponieważ jak widać na naszym przykładzie z trudem wynegocjowane i podpisane w dobrej wierze Pakiety Gwarancji Pracowniczych i tak nie są potem realizowane przez prywatnego właściciela”.

W połowie września 2012 r. Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił upadłość układową PNI, które Budimex kupił od PKP w listopadzie 2011 r. za 225 mln zł. Niedawno koncern poinformował, że wpływ utraty wartości aktywów grupy związanych z PNI na zysk z działalności operacyjnej i zysk brutto grupy Budimex w 2012 r. wyniósł minus 151 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Co za tanio, to niezdrowo

Co za tanio, to niezdrowo

W Ameryce czy Europie Zachodniej żywność nigdy nie była tak tania jak obecnie. Niestety, oznacza to także jej niższą jakość.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, przeciętna rodzina w Stanach Zjednoczonych przeznacza na żywność już tylko 6,9 proc. swojego budżetu – kilka razy mniej niż dwa pokolenia temu. W Europie Zachodniej jedzenie jest nieco droższe, ale i tak stanowi niewielką pozycję w domowych wydatkach– według OECD przeciętny Niemiec poświęca na nie już tylko 11,4 proc. dochodów. Nie oznacza to wcale, że Amerykanie czy Europejczycy jedzą mniej niż dotychczas, wręcz przeciwnie – widać to zwłaszcza w USA, gdzie nadwaga i otyłość stanowią prawdziwą plagę. Niższy udział wydatków na żywność to kwestia coraz niższych cen, na co wpływają techniki jej produkcji oraz pogarszająca się jakość – wyjaśnia Federica Zolla z COPA-COGECA, organizacji zrzeszającej europejskie rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze.

Przykładowo, w ciągu ostatnich 40 lat globalna produkcja kukurydzy potroiła się. Wydajność wzrosła dzięki nowym odmianom ziarna, inżynierii genetycznej, bardziej efektywnym nawozom, intensywnemu nawadnianiu. To samo dzieje się z chowem bydła i produkcją mleka – ostatnie dziesięciolecia to okres stosowania sterydów, wysokoenergetycznych pasz, zdobyczy inżynierii genetycznej. Z kolei w przetwórstwie spożywczym stosuje się na potęgę „sztuczne” składniki. To wszystko ma oczywiście poważne konsekwencje zdrowotne.

Jak zastrzega jednak Andrew Chapple z Institute of Food Research w Londynie, jest to wina nie tylko producentów żywności, nastawionych na maksymalizację zysku, ale i samych ludzi, którzy żyją w pośpiechu i jedzą „byle co”. Przeciętny Amerykanin spędza przy stole łącznie zaledwie 70 minut dziennie – co trzeci ma poważną nadwagę. W Polsce na jedzenie poświęcamy już 90 minut, a otyli stanowią 12 proc. społeczeństwa. Natomiast w Japonii, gdzie na konsumowanie posiłków poświęca się dwie godziny w ciągu doby, otyli stanowią zaledwie 4 proc. ludności.

Kolejna negatywna konsekwencja niskich cen żywności to jej marnotrawienie. Według ekspertów prestiżowej londyńskiej Institution of Mechanical Engineers każdego roku na świecie powstaje ok. 4 mld ton jedzenia, z czego aż jedna trzecia, a może nawet połowa, jest wyrzucana lub niszczona zanim jeszcze trafi do konsumentów. Np. całkowicie przydatne do spożycia owoce w ogóle nie trafiają do handlu, bo nie mają „odpowiedniego” rozmiaru czy wyglądu. – „Dziś w zachodniej Europie rolnicy niszczą od 20 do 40 proc. warzyw i owoców, które są absolutnie zdatne do konsumpcji” – podkreśla Tristian Stuart ze stowarzyszenia „Feeding the 5000”. Organizacja stara się przekonać sieci handlowe, producentów żywności, ale i samych konsumentów do zmiany tych nieracjonalnych obyczajów.

Metody odbudowy w Yorkshire

Metody odbudowy w Yorkshire

Przedstawiciele „Solidarności” oraz angielskich związków zawodowych GMB spotkali się w Yorkshire, żeby omówić najlepsze praktyki służące budowie siły związku.

Wiodącymi tematami były: organizowanie pracowników oraz szkolenia podnoszące kwalifikacje liderów związkowych. Delegacja „Solidarności” poznała wiele ciekawych rozwiązań dotyczących kampanii organizowania pracowników, funkcjonowania organizacji zakładowych, związkowych inicjatyw społecznych czy programów edukacyjnych. Związek reprezentowali: Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej, oraz szefowie działów rozwoju Związku, Kacper Stachowski i szkoleń, Janusz Zabiega.

– „W 1980 roku, kiedy rodziła się »S« nasi partnerzy z GMB mieli podobne problemy jak nasze obecnie, antypracowniczy rząd, zwalczanie związków zawodowych, bierna postawa części związkowców, a w efekcie spadek uzwiązkowienia. Wtedy koledzy z GMB przekonali się, że związek trzeba budować oddolnie. Władze najwyższego szczebla podjęły niezwykle trudne i bolesne decyzje, napotykali na duży opór swoich struktur, ale dziś po dwudziestu latach odnotowują sukces, gdyż nastąpił wzrost uzwiązkowienia o 20%” – wyjaśnia Tadeusz Majchrowicz.

GMB jest związkiem z ponad stuletnią tradycją, który po rządach Margaret Thatcher na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mocno stracił na uzwiązkowieniu. W ostatnich dwudziestu latach organizacja testowała wiele metod odbudowy swojej siły, niejednokrotnie przekonując się, że wiele inicjatyw w żaden sposób nie rozwija związku. Najskuteczniejszym rozwiązaniem okazuje się stałe inwestowanie w organizatorów związkowych, czyli osoby, które spotykając się z pracownikami wspierają ich przy organizowaniu się w związek zawodowy – aktualnie GMB zatrudnia ponad 200 organizatorów (na 600 pracujących tam osób). Do GMB należy obecnie ok. 610 tys. członków.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Zobaczyć niewidzialnych

Zobaczyć niewidzialnych

Po raz pierwszy w Polsce odbył się spis osób bezdomnych. Jego wyniki mają posłużyć opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób dotkniętych tym problemem.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, Ogólnopolskie Badania Ilości Osób Bezdomnych przeprowadzili pracownicy ośrodków pomocy społecznej, policjanci, strażnicy miejscy i wolontariusze. Liczba bezdomnych w kraju nie była znana – nikt wcześniej nie podejmował zorganizowanej akcji mającej na celu ich policzenie. Tymczasem problem jest poważny, według niezweryfikowanych szacunków w całej Polsce może być ok. 40 tys. takich osób (to średniej wielkości miasto).

Spis prowadzono m.in. w ogrzewalniach, noclegowniach, zakładach karnych, pustostanach, domkach i altankach działkowych, szpitalach oraz hospicjach. Podczas badania pytano m.in. o wiek, płeć, wykształcenie i doświadczenie zawodowe osób bezdomnych. Wyniki ankiety mają pokazać rzeczywistą skalę bezdomności w poszczególnych regionach, a także odpowiedzieć na pytanie o jej przyczyny. Ankieterzy ustalili, że do najczęstszych powodów należą: rozpad rodziny, odrzucenie przez najbliższych, uzależnienie od alkoholu.

Jak wynika ze spisu, tylko na Podkarpaciu bezdomnych jest co najmniej 1,1 tys. Najwięcej osób bez adresu i zameldowania żyje w większych miastach regionu. W Rzeszowie spisujący dotarli do ok. dwustu bezdomnych, podobnie w Sanoku i Przemyślu. Wśród bezdomnych na Podkarpaciu mężczyźni stanowią zdecydowaną większość – 914 (kobiety – 147, dzieci – 14). Jednak jak podkreślają osoby zajmujące się tym problemem, faktyczna liczba osób bez dachu nad głową jest znacznie większa, bo mimo różnych form pomocy wielu bezdomnych pozostaje poza systemem opieki.

Wyniki spisu z poszczególnych regionów najpóźniej do 26 kwietnia mają trafić do organizatora akcji – Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Posłużą opracowaniu programu przeciwdziałania bezdomności i wsparcia osób nią dotkniętych. Kolejne badania będą przeprowadzane systematycznie co 2 lata.