Drzewa liczą na nas

Drzewa liczą na nas

Wiosna zbliża się wielkimi krokami, a to oznacza m.in. wycinki drzew przy drogach. Przyrodnicy apelują, by zwracać uwagę, czy nie są one robione nielegalnie.

Klub Przyrodników przypomina, że urzędy mają obowiązek publikować w Internecie, w tzw. publicznie dostępnym wykazie danych o środowisku, informacje o wnioskach na wycinkę drzew i o podjętych decyzjach. Te wnioski i decyzje urząd musi udostępnić każdemu, kto o to pisemnie poprosi, a udostępnienie musi być natychmiastowe – w dniu złożenia prośby. Nawet na wycinkę martwych drzew wymagane jest zezwolenie.

Co istotne, aleje są często domem chronionych gatunków porostów, grzybów lub zwierząt. Przed wydaniem zezwolenia na wycinkę urząd musi zapewnić oględziny pod tym kątem. Jeżeli wykażą zagrożenie dla gatunków chronionych, wymagane jest dodatkowe zezwolenie Regionalnej lub Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Wydanie takiego zezwolenia, przynajmniej według interpretacji GDOŚ wyrażanej w decyzjach odwoławczych, wymaga skrupulatnej analizy, m.in. odniesienia niszczonych części populacji do populacji w całej alei, rozważenia rozwiązań alternatywnych dla poszczególnych drzew itp. Znalezienie gatunku chronionego nie rozważanego wcześniej w postępowaniu może być przesłanką do wstrzymania wycinki, nawet już prowadzonej, i do wznowienia postępowania o zezwolenie. Ponadto – przypomina Klub Przyrodników – nie wolno ogławiać koron starych drzew w alejach.

Organizacja społeczna może wnioskować o status strony w postępowaniach dotyczących wycinki drzew i odstępstw od ochrony gatunkowej. Kompendium przepisów prawnych pomocnych w ochronie alei znajduje się w książce „Aleje. Skarbnice przyrody”, dostępnej do pobrania pod tym adresem. Skrócone kompendium, co możesz zrobić w którym stadium postępowania, znajduje się na stronie http://aleje.org.pl/faq (uwzględnia m.in. działania dostępne dla każdego).

„Brońmy starych alei, ale także sadźmy nowe, to jedyna droga żeby trwale były elementem krajobrazu” – apelują przyrodnicy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Razem, czyli społem

Razem, czyli społem

Bank Polskiej Spółdzielczości SA i SGB-Bank SA podpisały porozumienie mające na celu wspólne promowanie sektora banków spółdzielczych w Polsce.

Jak informuje portal wnp.pl, celem porozumienia jest połączenie pomysłów, aktywności i budżetów przy realizacji działań promocyjnych. Podpisany dokument zakłada też umacnianie pozytywnego wizerunku bankowości spółdzielczej i jej znaczących wyróżników na rynku w środowiskach opiniotwórczych, mediach i wśród szerokiej opinii publicznej.

– „Chcemy działać zgodnie z ideą, że zgoda buduje. Tym bardziej, że Polacy dobrze rozpoznają i pozytywnie kojarzą usługi banków spółdzielczych. Wyróżnia nas całkowicie polski kapitał i to, że u nas są ludzie – nie systemy. A ludziom przestaje odpowiadać masowość, »hurtowa« i zdalna obsługa. Banki spółdzielcze prowadzą wyjątkowy rodzaj działalności. Mamy bliskie, pełne zrozumienia relacje z naszymi klientami. Łącząc siły ze zrzeszeniem SGB możemy szerzej i częściej mówić o tym Polakom. Cel jest wspólny, zadania też – więc podanie rąk to oczywisty gest” – wyjaśnia Tomasz Mironczuk, prezes BPS.

Oba podmioty współpracowały już ze sobą. – „Wracamy do dobrych praktyk sprzed kilku lat” – podkreśla Danuta Kowalczyk, p.o. prezesa SGB-Banku. – „Po przerwie w kontaktach jesteśmy zgodni co do konieczności wspólnego wzmacniania marki, nagłaśniania dobrego imienia i prestiżu banków spółdzielczych. Zatem kierunek już znany, tyle że otoczenie rynkowe jest trudniejsze. Mimo iż nie działamy jedynie po to, by maksymalizować zysk, to jednak silna konkurencja stawia nam coraz większe wyzwania. Mamy świadomość, że bankowość spółdzielcza wymaga większej dynamiki i systematyczności w działaniach promocyjnych. Dlatego łączymy siły, by pokazać, że banki spółdzielcze są liczącym się segmentem rynku bankowości w Polsce” – podsumowuje Kowalczyk.

Korupcja pod tablicą

Korupcja pod tablicą

Wykryto, iż w ramach tzw. umów współpracy dyrektorzy szkół zobowiązują się, że w zamian za np. sprzęt komputerowy podległa im placówka będzie korzystać wyłącznie z podręczników danego wydawnictwa.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, Fundacja Europejska Inicjatywa Obywatelska – Polska Bez Korupcji w kilka miesięcy dotarła do ponad 1 tys. takich umów. Na ich podstawie do szkół lub samych dyrektorów (!) trafiały najczęściej netbooki, laptopy, komputery stacjonarne i tablice interaktywne. W niektórych przypadkach cena przekazywanego przez wydawnictwa sprzętu sięgała kilkunastu tys. zł.

Zebrane materiały fundacja przekazała do resortu edukacji, Najwyższej Izby Kontroli, a w ponad 30 przypadkach najbardziej bulwersujących umów zostały także skierowane zawiadomienia do prokuratury. W 10 przypadkach śledczy podjęli sprawę. Zareagowały też kuratoria oświaty – lubelskie i opolskie wystosowały ostre komunikaty do dyrektorów przestrzegające przed konsekwencjami łapownictwa; śląskie, małopolskie i podkarpackie zapowiedziały, iż przeprowadzą kontrole w szkołach. Z kolei władze Kołobrzegu zakazały szkołom przyjmowania sprzętu elektronicznego od wydawców.

Prof. Antoni Kamiński, były prezes Transparency International Polska, nie pozostawia wątpliwości, że tego typu umowy naruszają zapisy ustawy o systemie oświaty. – „Bez wątpienia dyrektorzy nie mają uprawnień do podpisywania takich umów i wszyscy, którzy je podpisali, powinni ponieść konsekwencje dyscyplinarne. O wyborze podręcznika decyduje nauczyciel na podstawie wartości merytorycznej, a nie korzyści dla szkoły” – podkreśla prof. Kamiński.

Wesołe jest życie… ubezpieczyciela

Wesołe jest życie… ubezpieczyciela

Otwarte Fundusze Emerytalne pobrały w 2012 r. od przyszłych emerytów ponad 1,3 mld zł opłat. Od początku działalności – przeszło 16 mld zł.

O tyle mniej pieniędzy trafiło na konta emerytalne – informuje Wyborcza.biz, przytaczając dane z najnowszego raportu Komisji Nadzoru Finansowego. Po odliczeniu kosztów (m.in. rachunków telefonicznych, wynagrodzeń pracowników i czynszów w biurowcach) w kasie zarządzających OFE w 2012 r. zostało aż 715 mln zł czystego zysku – o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Cała branża od wprowadzenia reformy emerytalnej zarobiła „na czysto” już ponad 6 mld zł.

– „Ubiegłoroczny wynik oznacza, że rentowność tego biznesu przekracza 50 proc. Proszę mi wskazać inną branżę, w której jest taka wysoka” – mówi wysoki urzędnik Ministerstwa Finansów, pragnący zachować anonimowość. – „Dla porównania w przypadku banków rentowność wynosi średnio kilkanaście procent” – wskazuje z kolei Sebastian Buczek z Quercus TFI.

Mimo wysokich zysków towarzystwa emerytalne nie zamierzają obniżyć prowizji pobieranych od przyszłych emerytów. Z każdej wpłacanej przez klientów składki zabierają 3,5 proc. (Polsat i Allianz – 3,4 proc.). Początkowo prowizje sięgały nawet 10 proc., jednak w następstwie długotrwałego nacisku społecznego parlament odgórnie je zmniejszył: w 2004 r. do 7 proc., a w 2010 r. do wspomnianych 3,5 proc. Przy każdej obniżce towarzystwa straszyły przyszłych emerytów groźbą bankructwa. Jak widać, do niczego takiego nie doszło, a instytucje finansowe nadal zarabiają krocie na oszczędnościach Polaków. Z roku na rok dochody firm emerytalnych rosną, m.in. dzięki wzrostowi aktywów, którymi zarządzają. Poza opłatą od składki towarzystwa pobierają bowiem również opłatę za zarządzanie – do 0,54 proc. rocznie od wszystkich zgromadzonych w OFE oszczędności.