Nie udawajcie, że związek nie istnieje

Nie udawajcie, że związek nie istnieje

Kilkunastu związkowców z „Solidarności” protestowało pod jednym z łódzkich marketów sieci Lidl, domagając się lepszych warunków pracy. Związek jest od początku swojego istnienia ignorowany przez władze firmy.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, pod marketem przy ul. Piłsudskiego 151 grupa związkowców rozdawała klientom ulotki informacyjne z napisem „HIPERWYZYSK”. Związek zawodowy w sieci został zarejestrowany 11 stycznia (pisaliśmy o tym tutaj), jednak władze przedsiębiorstwa nie chcą z nim rozmawiać. – „Bezczelność tej firmy jest niespotykana. Do tej pory nie doszło do spotkania w sprawie naszych postulatów. Firma oddelegowała do kontaktów z nami osobę, która nie ma żadnych uprawnień. Poza tym żądają podania listy członków związku. To niezgodne z prawem. W Polsce to nie firmy stanowią prawo” – denerwuje się Waldemar Krenc, szef łódzkiej „Solidarności”.

Pracownicy Lidla domagają się zwiększenia zatrudnienia. Obecnie obciążenie personelu pracą jest nadmierne, a zbyt mała liczba osób obsługujących klientów powoduje kolejki przy kasach i rozdrażnienie kupujących. – „Kiedy cztery lata temu przyjmowałam się do pracy, było nas średnio o trzy osoby więcej na zmianie. Mamy dużo obowiązków. Oprócz pracy na kasie musimy rozładować towar, wypiec pieczywo i robić zamówienia” – wyjaśnia Natalia Bajerska, wiceprzewodnicząca NSZZ „Solidarność” Pracowników Lidla.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Katolicka Nauka (Pro)Społeczna w eterze

Katolicka Nauka (Pro)Społeczna w eterze

najbliższą środę (13 marca 2013 r.) zapraszamy na kolejną audycję z cyklu „Głos Obywatela”. Będzie ona poświęcona Katolickiej Nauce Społecznej, tj. odpowiedziom Kościoła na pytanie o sprawiedliwe stosunki społeczne i gospodarcze.

W internetowym Radiu WNET będziemy gościć od 9:07 do 9:55. Audycję poprowadzi Konrad Malec, redaktor „Nowego Obywatela”. Tym razem do programu zaprosiliśmy dr. hab. Rafała Łętochę z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Ignacego Dudkiewicza, redaktora magazynu KONTAKT, tworzonego przez środowisko lewicowej inteligencji katolickiej. Pierwszy z gości jest naszym stałym współpracownikiem, autorem licznych tekstów poświęconych solidarystycznym nurtom w łonie Kościoła, z kolei drugi opublikował w bieżącym numerze „Nowego Obywatela” artykuł „Kościół (z) ulicy”.

Będziemy rozmawiać o Katolickiej Nauce Społecznej – zarówno o kwestiach związanych z doktryną, jak i praktycznym wymiarem egalitarnej orientacji chrześcijan/katolików. Odniesiemy się zarówno do oficjalnej nauki Kościoła w kwestiach gospodarczych, jak i teologii wyzwolenia, a także opowiemy o chrześcijańskich inicjatywach otwartych na ubogich, spychanych na margines społeczeństwa we współczesnej, kapitalistycznej Polsce.

Zapraszamy do słuchania!

Oszczędności wysokiego ryzyka

Oszczędności wysokiego ryzyka

Prawie połowa wojewodów chce zlikwidować w sanepidach laboratoria. Zdrowie i życie obywateli będzie zagrożone – alarmują specjaliści.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, wojewodowie 7 z 16 województw przesłali do Głównego Inspektoratu Sanitarnego propozycje likwidacji laboratoriów w stacjach sanitarno-epidemiologicznych. Propozycje czekają na akceptację resortu zdrowia. Zadania likwidowanych laboratoriów miałyby przejąć pozostałe. Najbardziej na reformie sanepidów ucierpi Podkarpacie – aż 10 z 14 działających tu laboratoriów ma zostać zlikwidowanych do końca 2015 r. Nie lepiej jest na Dolnym Śląsku, gdzie zniknąć ma również 10, ale z 17. W Małopolsce z 13 mają zostać tylko 4. Planowane cięcia uzasadniane są tym, że koszty badań dwukrotnie przewyższają uzyskiwane przez laboratoria dochody.

Prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych Elżbieta Puacz przestrzega, że likwidacja laboratoriów będzie dotkliwie odczuwalna przez obywateli. – „Co, jeżeli do szpitala przyjedzie dziecko z objawami biegunki, a lekarz nie będzie wiedział, co dokładnie dziecku dolega i jakie leki mu podać. Obecnie lekarz wysyła próbki do laboratorium, dostaje wyniki badań w ciągu pół godziny. Nie chcę nawet myśleć, co będzie, jak przyjdzie próbkę zawieźć do laboratorium 50-60 km dalej i czekać na wyniki kilka dni. Tu chodzi o zdrowie i życie pacjentów!” – alarmuje Puacz. Zagrożenie stanowi również brak lub opóźnienie decyzji w sprawie skażonej wody w stawie czy studni, lub podczas powodzi. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku, który zazwyczaj dotyczy rozległych terenów, jedna wojewódzka stacja nie będzie w stanie dostarczyć wyników badań w odpowiednim czasie – ocenia Leszek Solarz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Leżajsku. Wątpliwości wzbudza też kwestia, czy wobec ograniczonej liczby laboratoriów należycie kontrolowany będzie sektor gastronomiczny.

Zdaniem części specjalistów wojewodowie chcą kosztem zdrowia publicznego dać zarobić prywatnym firmom, które też będą mogły przejmować zadania likwidowanych laboratoriów. „Przekazanie badań laboratoryjnych firmom zewnętrznym przy obecnym braku nadzoru publicznego nad realizacją ww. usług może przyczynić się do zagrożenia zdrowia i życia pacjentów oraz bezpieczeństwa sanitarnego Polski” – ostrzega w stanowisku KIDL. – „Prywaciarzom zależy na zysku. Nikt ich nie kontroluje. Dostajemy skargi od pacjentów i lekarzy, że praca prywatnych laboratoriów jest niskiej jakości” – podkreśla Puacz.

Happening na Dzień Kobiet

Happening na Dzień Kobiet

8 marca handlowa „Solidarność” zorganizowała happening, którego celem było zwrócenie uwagi opinii publicznej na problem zbyt wygórowanych norm pracy w sieciach handlowych.

Na ulicy Stawowej w Katowicach związkowcy ustawili sklepową kasę, przy której przechodnie mogli na własnej skórze przekonać się, jak ciężka jest praca kasjerki.

– „Na taśmie kasy ustawiliśmy zgrzewki wód mineralnych i inne ciężkie produkty. Następnie prosiliśmy przechodniów, aby spróbowali przerzucać je przez czytnik w takim tempie, w jakim muszą to robić kasjerki. Nikomu się ta sztuka nie udała, a pracownice marketów w ciągu jednego dnia przerzucają takich towarów 3 tony” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”. Dodaje, że happening nieprzypadkowo został zorganizowany w Dzień Kobiet, gdyż ponad 70 proc. zatrudnionych w handlu wielkopowierzchniowym to właśnie kobiety.

– „Nie przypuszczałam, że to taka ciężka praca. Ręce bolą już po paru sekundach, nie potrafiłabym tak osiem godzin. Zawsze miałam dużo szacunku do pracy kasjerki, ale myślałam, że to jednak trochę łatwiejsze” – mówi pani Kasia z Mikołowa, która spróbowała swoich sił za kasą przygotowaną przez związkowców.

Jak wskazuje Alfred Bujara, w większości sieci handlowych kasjerki na zeskanowanie jednego produktu mają nieco ponad dwie sekundy. Jeżeli nie wyrobią normy, czeka ich pogadanka z przełożonym, utrata premii, a nawet zwolnienie z pracy. – „W trakcie naszej akcji rozdawaliśmy również ulotki z prośbą, aby klienci będąc w sklepie najpierw pakowali swoje zakupy do toreb, a dopiero później za nie płacili. Wtedy pani siedząca za kasą zyskuje kilka sekund na złapanie oddechu. Jeżeli zapłacimy od razu, kasjerka musi zacząć skanować produkty następnego klienta” – tłumaczy szef handlowej „S”.

Akcje ulotkowe zostały również zorganizowane w kilkunastu innych miastach w Polsce, m.in. w Gdańsku, Łodzi, Warszawie i Bydgoszczy. W Katowicach przed happeningiem na ul. Stawowej związkowcy odwiedzili kilka supermarketów i wręczyli pracownicom tych sklepów kwiaty.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego