Młodzi Europejczycy nie chcą płacić za kryzys

Młodzi Europejczycy nie chcą płacić za kryzys

Razem dla lepszej przyszłości – pod takim hasłem rusza w Brukseli akcja Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych.

Tuż przed szczytem europejskim zaplanowanym na 14-15 marca EKZZ organizuje międzynarodową manifestację przeciwko polityce cięć w gospodarce. Akcja ma podkreślić trudną sytuację ludzi młodych i zwrócić uwagę na potrzebę tworzenia miejsc pracy dla nich.

– „Polityka cięć wpędza gospodarkę w recesję, a najmniej zamożnych obywateli – w biedę” – napisali przedstawiciele EKZZ w komunikacie. – „Potrzebna jest zmiana w zarządzaniu, zarówno pod kątem ekonomicznym, jak i politycznym. Unia Europejska potrzebuje silnego wymiaru społecznego” – zaznaczyli.

Akcja ma zwrócić szczególną uwagę na sytuację młodych Europejczyków. Z danych EKZZ wynika, że pod koniec 2012 roku na terenie Unii Europejskiej było 5,702 mln obywateli poniżej 25. roku życia pozostających bez pracy.  – „Młodzi ludzie narażeni są na bezrobocie bardziej niż jakakolwiek inna grupa wiekowa” – napisano w komunikacie. – „Jego drastyczny wzrost oraz coraz większa niepewność zatrudnienia powodują, że sytuacja młodych Europejczyków jest bardzo niestabilna. Młodzi ludzie płacą za ten kryzys najwyższą cenę”.

W ramach poparcia dla manifestacji przewodniczący NSZZ „Solidarność” przygotował specjalne oświadczenie w tej sprawie, które zostało przesłane do Brukseli. – „Młodzi to przyszłość Polski i Europy, więc cieszę się bardzo, że EKZZ organizuje akcję, by zasygnalizować ich problemy” – powiedział Piotr Duda. – „Młodzi ludzie pracują na umowach śmieciowych, bezrobocie wśród nich sięga w niektórych krajach 30-40%. Dlatego popieramy postulaty EKZZ, by młodzi ludzie nie płacili za obecny kryzys, bo może dojść do tego, że to pokolenie okaże się pokoleniem straconym. Straconym pod względem przyszłości zawodowej i rodzinnej” – podkreślił Duda.

Pełne oświadczenie przewodniczącego można przeczytać tutaj, a krótkie nagranie przygotowane dla EKZZ można obejrzeć tutaj. Akcja EKZZ rozpocznie się w czwartek o godz. 14.00 w brukselskim parku Cinquantenaire, położonym w pobliżu siedziby Komisji Europejskiej oraz Rady UE.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czasem mniej znaczy lepiej

Czasem mniej znaczy lepiej

Za nadzór nad żywnością odpowiada pięć niezależnych służb, których kompetencje się nakładają. Taki system nie chroni konsumentów, nie jest też efektywny pod względem ekonomicznym.

Lepszym rozwiązaniem byłoby zatem stworzenie jednej inspekcji – stwierdza „Dziennik Gazeta Prawna”. Zdaniem głównego lekarza weterynarii Janusza Związka gwarantowałoby to kompleksową kontrolę całego procesu powstawania żywności – od etapu upraw na polu do końcowego produktu. Jego zdaniem większość prac powinien wykonywać lekarz weterynarii, bo to on ma wiedzę z zakresu żywienia i zdrowia zwierząt, stosowania leków, badania mięsa, zagrożeń mikrobiologicznych i chemicznych w żywności. Nadzór powinien być instytucją niezależną, a jego władze powinny mieć możliwość swobodnego działania w zakresie swoich kompetencji. Związek przypomina sytuację, jaka nastąpiła w przypadku ptasiej grypy z końca 2007 r., kiedy po tym, jak zabrakło pieniędzy w jednym województwie, Główna Inspekcja Weterynaryjna w sprawie przesunięcia środków musiała się zwracać do ministra rolnictwa, ten do ministra finansów, a ten dopiero do odpowiedniego wojewody.

Dysponowanie większymi środkami budżetowymi przez jedną instytucję umożliwiłoby także łatwiejsze zarządzanie sytuacjami kryzysowymi, takimi jak obecna afera z koniną. W jej przypadku niektóre inspektoraty z powodu braków kadrowych ograniczyły wykonywanie części działań, aby skupić się na pobieraniu i badaniu próbek DNA w poszukiwaniu koniny.

Nasz tekst o systemie nadzoru nad żywnością przeczytać można tutaj.

Dajcie żyć!

Dajcie żyć!

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych domaga się podwyżki najniższych emerytur i rent. Obecnie zdarza się, że seniorzy otrzymują świadczenia o wysokości poniżej minimum socjalnego.

OPZZ wystosowało w tej sprawie apel do Rządu RP. Zwraca w nim uwagę, że uchwalona 13 stycznia 2012 r. przez Sejm ustawa o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw, dokonała odstępstwa od przyjętych reguł waloryzacji. W konsekwencji od 1 marca 2012 r. świadczeniobiorcy otrzymali podwyżki emerytur i rent w jednakowej wysokości.

Waloryzacja świadczeń przeprowadzana w 2013 r. jest na poziomie 4%. Najniższa emerytura, renta rodzinna i renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wzrosły do ok. 760 zł, zaś renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy do ok. 590 zł netto. Tymczasem z badań prowadzonych przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych wynika, że minimum socjalne w emeryckich gospodarstwach domowych we wrześniu 2012 r. wynosiło w gospodarstwie jednoosobowym 1038 zł netto, zaś w dwuosobowym 856 zł netto na osobę. Oznacza to, że wysokość minimalnych emerytur jest niższa od wysokości minimum socjalnego: niektórzy emeryci po przepracowaniu kilkudziesięciu lat żyją w skrajnej biedzie.

OPZZ zauważa także, że waloryzacja świadczeń od marca 2013 r. jest niższa o kilkaset milionów zł od zakładanej w ustawie budżetowej. W związku z tym apeluje, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na pozawaloryzacyjne podwyższenie najniższych świadczeń poprzez nowelizację art. 85 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. „Zgodnie z argumentacją rządu zeszłoroczna »waloryzacja« wynikała z konieczności poprawy sytuacji materialnej emerytów i rencistów otrzymujących świadczenia w niskiej wysokości. Realizacja powyższego postulatu będzie przekonującym przejawem troski o poziom życia najbiedniejszych i stanowić będzie konsekwentną kontynuację polityki rządu zapoczątkowanej w ubiegłym roku” – podsumowuje OPZZ.

Nie udawajcie, że związek nie istnieje

Nie udawajcie, że związek nie istnieje

Kilkunastu związkowców z „Solidarności” protestowało pod jednym z łódzkich marketów sieci Lidl, domagając się lepszych warunków pracy. Związek jest od początku swojego istnienia ignorowany przez władze firmy.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, pod marketem przy ul. Piłsudskiego 151 grupa związkowców rozdawała klientom ulotki informacyjne z napisem „HIPERWYZYSK”. Związek zawodowy w sieci został zarejestrowany 11 stycznia (pisaliśmy o tym tutaj), jednak władze przedsiębiorstwa nie chcą z nim rozmawiać. – „Bezczelność tej firmy jest niespotykana. Do tej pory nie doszło do spotkania w sprawie naszych postulatów. Firma oddelegowała do kontaktów z nami osobę, która nie ma żadnych uprawnień. Poza tym żądają podania listy członków związku. To niezgodne z prawem. W Polsce to nie firmy stanowią prawo” – denerwuje się Waldemar Krenc, szef łódzkiej „Solidarności”.

Pracownicy Lidla domagają się zwiększenia zatrudnienia. Obecnie obciążenie personelu pracą jest nadmierne, a zbyt mała liczba osób obsługujących klientów powoduje kolejki przy kasach i rozdrażnienie kupujących. – „Kiedy cztery lata temu przyjmowałam się do pracy, było nas średnio o trzy osoby więcej na zmianie. Mamy dużo obowiązków. Oprócz pracy na kasie musimy rozładować towar, wypiec pieczywo i robić zamówienia” – wyjaśnia Natalia Bajerska, wiceprzewodnicząca NSZZ „Solidarność” Pracowników Lidla.