To się może powtórzyć…

To się może powtórzyć…

Związek Zawodowy Dyżurnych Ruchu PKP wydał oświadczenie w sprawie raportu po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami. Z tej sytuacji nie wyciągnięto właściwych wniosków – przekonują związkowcy.

Związek wskazuje w oświadczeniu, że zgodnie z raportem zaniedbania, które doprowadziły do katastrofy, leżą nie tylko po stronie dyżurnych ruchu pracujących na posterunkach Starzyny i Sprowa, lecz w dużej mierze także po stronie pracodawcy i osób odpowiedzialnych za organizację pracy dyżurnych. Związek zauważa przy tym, że wnioski wyciągnięte przez decydentów idą w niewłaściwym kierunku – środki zapobiegawcze wskazane w raporcie, mające w przyszłości zminimalizować prawdopodobieństwo podobnej katastrofy, w dużej mierze skupiają się na kwestiach szkoleń i kontroli pracowników. Choć jest to ważne, Związek zwraca uwagę, że decydujące są inne kwestie, którymi nadal nikt poważnie się nie zajął: związane z czasem pracy, czynnościami dodatkowymi pełnionymi przez dyżurnych, oraz relacją pracodawca – pracownik.

Związkowcy wskazują, że np. zdawanie i przejmowanie dyżuru na posterunku ruchu formalnie ma odbyć się o tej samej godzinie, przy czym wymaga to wypełnienia kilkunastu druków dokumentacji służbowej, pisemnego przekazania stanu kilkudziesięciu liczników oraz ustnego poinformowania o sytuacji ruchowej panującej w nadzorowanym okręgu i na przyległych szlakach. W efekcie dzieje się to dość chaotycznie lub któryś z pracowników musi zostać w pracy dłużej albo przyjść wcześniej. Oto powód, dlaczego pierwsza i ostatnia godzina dyżuru są zawsze newralgiczne, jeśli chodzi o występowanie wszelkiego rodzaju niebezpiecznych zdarzeń. Ponadto, pracownicy często nie mają wymaganych 11 godzin wypoczynku przed dyżurem – czas dojazdu do pracy w wielu przypadkach przekracza 2 godziny w jedną stronę, co w sytuacji dwóch dyżurów następujących po sobie wyklucza możliwość porządnego wypoczynku. Ciągle występują sytuacje, kiedy pracownik nie ma czym dojechać do pracy lub z niej wrócić w przypadkach okresowego zamykania posterunków. Zdarza się, że zmuszony jest wówczas do przebywania na swoim posterunku po godzinach pracy lub nawet nocowania na nim. Nie jest także w żaden sposób unormowania kwestia półgodzinnej przerwy w pracy podczas 12-godzinnego dyżuru – pracownicy posterunków ruchu najczęściej nie mają tej przerwy lub muszą przeznaczać ją na wykonanie innych, dodatkowych czynności. Nagminne jest manipulowanie miesięcznymi grafikami pracy w celu osiągnięcia iluzorycznych oszczędności.

Poza tym, pracownicy posterunków ruchu nadal obarczani są czynnościami dodatkowymi, niewynikającymi bezpośrednio z charakteru wykonywanej pracy (dzieje się tak zwłaszcza w czasie prac modernizacyjnych). Niewłaściwie wyglądają też stosunki na linii pracodawca – pracownik. Pracownicy wzywani są w czasie wolnym do siedzib swoich Sekcji (często oddalonych o kilkaset lub kilkadziesiąt kilometrów) w celu wypełnienia niezbędnej pracodawcy dokumentacji administracyjnej (często także bezpośrednio przed lub po dyżurze) lub do odbycia szkolenia i egzaminu autoryzacyjnego. Na pracownikach przygotowujących się do pracy na danym stanowisku (egzaminu) wywierana jest presja czasowa lub – tak, jak w wypadku Szczekocin – zatrudnia się ich bez wymaganych uprawnień. Ponadto, nieprzychylnie lub wręcz wrogo traktuje się pracownika zgłaszającego nieprawidłowości zwierzchnikom (np. często powtarzające się usterki lub przewlekłe awarie).

Całość znaleźć można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zdrowie za kratkami

Zdrowie za kratkami

Stan techniczny budynków i pomieszczeń, w których leczeni są więźniowie, pozostawia wiele do życzenia. Przestarzały jest też sprzęt diagnostyczny. Jeśli więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Jak informuje Najwyższa Izba Kontroli, niemal połowa skontrolowanych zakładów karnych nie stosowała się do zaleceń nadzoru budowlanego lub inspekcji sanitarnej. Np. Areszt Śledczy w Białymstoku nie przeprowadził przeglądu i nie zmodernizował przeciwpożarowej instalacji hydrantowej, mimo że jej uszkodzenia stanowiły potencjalne zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzi. Kierownicy jednostek karnych wyjaśniali, że stało się tak z powodu ograniczonych środków finansowych. W latach 2010-2011 pula na inwestycje dotyczące podmiotów leczniczych stanowiła zaledwie 0,1 proc. wydatków więziennictwa ogółem (140,6 tys. zł). W 2010 r. w więziennej służbie zdrowia nie zrealizowano żadnej inwestycji, a w 2011 r. rozpoczęto dwa zadania inwestycyjne, które kontynuowano w 2012 r.

W skontrolowanych przez NIK placówkach usługi medyczne świadczone były często w oparciu o zużyty i słaby sprzęt diagnostyczny. Blisko połowa urządzeń została oddana do użytku przed rokiem 2000. W 11 zakładach aparaty rentgenowskie były przestarzałe i nie przechodziły wymaganych przeglądów technicznych. Stanowiły tym samym realne zagrożenie dla zdrowia personelu medycznego oraz pacjentów.

W aż 15 z 17 skontrolowanych zakładów więziennych pomieszczenia, w których udzielano świadczeń zdrowotnych, nie spełniały określonych przepisami wymogów, zarówno pod względem ich stanu sanitarnego, jak i wyposażenia. Np. w przypadku Aresztu Śledczego we Wrocławiu zastrzeżenia dotyczyły 51 pomieszczeń (w tym gabinetu przyjęć, sal chorych i izolatek w szpitalu psychiatrycznym). Koszty dostosowania i wyposażenia tych pomieszczeń oszacowano na 216 tys. zł.

Według wstępnych szacunków Centralnego Zarządu Służby Więziennej dostosowanie wszystkich więziennych zakładów leczniczych do obowiązujących wymagań pochłonie ok. 60 mln zł. Uzasadnione jest przypuszczenie, że kwota ta może być większa. Jeśli jednak więzienne zakłady opieki zdrowotnej nie zostaną dostosowane do nowych przepisów, będą musiały zostać zamknięte.

Ograniczone środki na inwestycje w więziennej służbie zdrowia w latach 2010-2011 oraz brak wykwalifikowanego personelu już przyczyniły się do likwidacji niektórych jednostek leczniczych. W badanym okresie zamknięto 10 placówek radiologicznych, co jest szczególnie niepokojące w kontekście rosnącej zachorowalności na gruźlicę wśród osadzonych. Zgodnie z przepisami każda osoba przyjmowana do zakładu więziennego musi poddać się badaniu RTG klatki piersiowej. Obowiązkowe są też okresowe badania osadzonych. Tymczasem NIK stwierdziła, że badania RTG wykonywane były często z opóźnieniem lub wcale.

Cały raport znaleźć można tutaj.

Niedotrzymana obietnica

Niedotrzymana obietnica

Program dotyczący tzw. schetynówek nie spełnia swojej funkcji, w efekcie zwłaszcza mniejsze gminy nie mają szans na realizację lokalnych inwestycji drogowych – alarmuje wójt Bytnicy.

List w tej sprawie napisał do wojewody lubuskiego – informuje Portal Samorządowy. Leszek Olgrzymek przypomniał w nim m.in., że Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych stał się jedyną możliwością realizacji inwestycji drogowych. Bytnica, podobnie jak inne gminy z woj. lubuskiego, wzięła udział w naborze wniosków do nowej edycji programu, ogłoszonej 1 września 2012 r. Na zatwierdzonej przez wojewodę liście rankingowej widnieją 23 wnioski, a Bytnica znalazła się na 9. miejscu. Kwota przeznaczona na dotacje była wyższa od kwot wnioskowanych o 7,37 mln zł, stąd – jak pisze wójt – należałoby przyjąć, że wszystkie 23 projekty otrzymają wsparcie i będą realizowane. Jednak już po ogłoszeniu wstępnej listy rankingowej na podstawie rozporządzenia ministra została wprowadzona zmiana w programie, przewidująca zwiększenie poziomu dofinansowania z 30 do 50 proc., zmniejszenie środków na dotacje o połowę oraz ogłoszenie naboru uzupełniającego. W rezultacie według uzupełnionej listy rankingowej nastąpiło zwiększenie wnioskowanych dotacji z poziomu 13,93 mln zł do 23,70 mln zł, co przy jednoczesnym zmniejszeniu środków umożliwia uzyskanie wsparcia jedynie pierwszym 8 wnioskodawcom z listy.

„Z uwagi na duże koszty inwestycji drogowych i, co za tym idzie, uzależnienie ich realizacji od możliwości uzyskania dofinansowania, zamiast potencjalnych 23 inwestycji drogowych w woj. lubuskim zostanie zrealizowanych jedynie 8. Gmina Bytnica po naborze uzupełniającym również znalazła się poza alokacją środków, co w kontekście podpisania z Lasami Państwowymi porozumienia o wspólnej wieloetapowej realizacji inwestycji drogowej stawia nas w niezwykle trudnej pozycji ze względu na zobowiązanie do realizacji kolejnego etapu i brak wystarczających środków w budżecie gminy” – czytamy w liście do wojewody.

Ponadto, większość gmin po ogłoszeniu wstępnej listy rankingowej poczyniła pewne kroki polegające m.in. na dokonaniu zmian w budżetach, przygotowaniach do ogłoszenia przetargów czy poinformowaniu społeczności lokalnej o prawdopodobnym otrzymaniu dotacji. „Wynika to z tego, iż przy dofinansowaniu wynoszącym 30 proc. kosztów inwestycji wnioski złożyły jedynie gminy zdeterminowane, gdzie planowane inwestycje drogowe nie są już tylko potrzebne, ale konieczne do wykonania. Zmiana zasad, po zatwierdzeniu listy rankingowej, ujawniła niezwykłą niepewność programu, która naraziła gminy na znaczne koszty finansowe i społeczne. Oczywiście można mówić o pewności dopiero po podpisaniu umowy, jednak do tej pory jasne zasady programu nie pozostawiały wątpliwości co do gwarancji otrzymania dotacji” – argumentuje wójt.

By dało się przeżyć starość

By dało się przeżyć starość

Jak dowiedział się „Dziennik Gazeta Prawna”, rząd zgodzi się na propozycję związkowców, którzy chcą przymusowego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne od wszystkich umów-zleceń. Zdaniem ministra pracy dzięki takiemu rozwiązaniu pracownicy będą mieli wyższe emerytury.

Zespół problemowy ds. ubezpieczeń społecznych Komisji Trójstronnej „wziął na warsztat” przygotowany przez NSZZ „Solidarność” projekt nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Związkowcy postulują oprócz zaostrzenia zasad oskładkowania zleceń m.in. rozszerzenie obowiązkowych ubezpieczeń na umowy o dzieło oraz by członkowie rad nadzorczych otrzymujący za swoją pracę wynagrodzenie przymusowo opłacali składki emerytalne, rentowe i wypadkowe, o ile nie są ubezpieczeni z innego tytułu. Kolejną propozycją jest zniesienie obecnie obowiązującej hierarchii kolejności powstania obowiązku opłacania składek, tak by przypadku zbiegu kilku tytułów danina na rzecz ZUS była odprowadzana od każdej umowy. – „To rozwiązanie zachęci firmy do zatrudniania pracowników na podstawie umowy o pracę. Równocześnie takim osobom ułatwi to odłożenie pieniędzy na przyszłe świadczenia” – wyjaśnia Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ.

Obecnie ponieważ oskładkowana jest pierwsza umowa, zazwyczaj jest ona podpisywana na niewielką kwotę, a dopiero kolejne odpowiadają prawdziwym zarobkom zleceniobiorcy. – „Zmiana spowoduje, że osoby wykonujące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych uzyskają w przyszłości wyższe wypłaty z ZUS” – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej. Dodaje, że zmiany ograniczą ponadto możliwość manipulowania umowami przez pracodawców w taki sposób, aby wysokość należności na rzecz Funduszu Ubezpieczeń Społecznych była jak najniższa.