Takim to dobrze

Takim to dobrze

Firma Fiat Auto Poland, największa polska spółka włoskiego koncernu motoryzacyjnego, pierwszy raz od 20 lat zapłaciła podatek dochodowy.

W komunikacie spółka ogłosiła, że w 2012 r. jej przychody wyniosły 14 mld 113,7 mln zł, natomiast zysk netto osiągnął prawie 106,8 mln zł. Dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się dowiedzieć, że firma zarobiła ponad 107,5 mln zł brutto, zatem zysk przed opodatkowaniem był o niespełna 800 tys. zł wyższy od swojej wartości po odprowadzeniu podatku. A ponieważ od powstania w 1992 r. spółka korzystała z ulgi w podatku dochodowym i wykazywała przez te lata zysk brutto równy zyskowi netto, stąd wniosek, iż rok 2012 był pierwszym, kiedy FAP zapłacił tę daninę publiczną – symboliczną jak na 14 mld zł przychodów.

Warto zwrócić przy tym uwagę, iż zysk netto spółki Fiata w 2012 r. był o niemal 23 mln zł wyższy niż rok wcześniej mimo spadku produkcji samochodów (o jedną czwartą) i przychodów (o ponad 2 mld zł). Kontrowersyjnie w tym kontekście przedstawia się decyzja firmy z końca 2012 r. o zwolnieniach grupowych obejmujących prawie jedną trzecią zatrudnionych, głównie pracowników fabryki w Tychach. Zaplanowano je na pierwszy kwartał tego roku.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

(Nie)prosto od rolnika

(Nie)prosto od rolnika

Bariery dla sprzedaży bezpośredniej produktów wytwarzanych w gospodarstwach wciąż utrudniają rolnikom i mieszkańcom wsi uzyskanie dodatkowego zarobku.

Jak informuje portal Farmer.pl, posłowie i zaproszeni goście debatowali na ten temat podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W wielu państwach na Zachodzie można sprzedawać przetworzone produkty bezpośrednio z gospodarstwa, np. sery, dżemy czy alkohole. W Polsce nie jest to dozwolone. W prawie roi się od absurdów, np. rolnikom wolno sprzedawać kiszone i suszone produkty, ale wystarczy dodać podczas kiszenia ogórków liść laurowy, aby ta możliwość przestała ich dotyczyć. Można też sprzedać sałatę, ale już umycie jej i zapakowanie jest niedozwolone.

Od lat zainteresowani problemem zwracają uwagę, że możliwość bezpośredniej sprzedaży przetworzonych produktów przyniosłaby znaczący wzrost dochodów rolników i mieszkańców wsi. – „Krótki łańcuch między producentem a konsumentem jest ze wszech miar korzystny” – mówił podczas obrad poseł Jan Krzysztof Ardanowski. Z kolei Bożena Pietras-Goc, przedstawicielka działającej w Małopolsce fundacji Partnerstwo dla Środowiska, sugerowała, że w Polsce do sprzedaży bezpośredniej powinny być dopuszczone przynajmniej proste przetwory powstające sezonowo, np. masło.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke stwierdził, że choć „są pewne bariery, których się nie przeskoczy”, to on chętnie „pochyli się nad problemem”. Współpracę – z uwzględnieniem rozwiązań przyjętych w innych krajach europejskich – zapowiedział też resort zdrowia.

Zainteresowała Cię powyższa notka? Koniecznie kup zbliżającego się „Nowego Obywatela” (wiosna 2013).

Czwarta władza schodzi na psy

Czwarta władza schodzi na psy

Amerykańskie media zatrudniają coraz mniej pracowników, a jakość ich materiałów jest coraz gorsza – wynika z badania poświęconego kondycji dziennikarstwa w Stanach Zjednoczonych.

Jak informują WirtualneMedia.pl, przytaczając dane z opublikowanego przez Pew Research Center raportu „State of the News Media 2013”, w działach informacyjnych amerykańskich gazet w 2012 r. liczba zatrudnionych spadła poniżej 40 tysięcy. Tak niski wynik ostatni raz został odnotowany w 1978 r. Oznacza to też, że obecnie pracowników w tych działach jest o 30 proc. mniej niż w szczytowym okresie, czyli w roku 2000. Magazyn „Time” na początku br. zwolnił 5 proc. załogi. „Forbes” natomiast korzysta z technologii, która umożliwia tworzenie treści na podstawie algorytmów, bez udziału człowieka.

Nie najlepiej wygląda też sytuacja telewizji. Według raportu, 40 proc. treści tworzonych przez lokalne stacje dotyczy sportu, pogody i ruchu drogowego, a dłuższych form produkuje się coraz mniej. CNN w latach 2007-2012 zmniejszyło liczbę reportaży o połowę. W informacyjnych telewizjach kablowych w tym samym okresie o 30 proc. spadła liczba wydarzeń pokazywanych na żywo, ponieważ wymagają one licznej siły roboczej i dużego nakładu pracy. O 31 proc. natomiast zwiększyła się liczba o wiele łatwiejszych w realizacji wywiadów.

Spadek zatrudnienia w mediach informacyjnych wyraźnie wpływa na jakość i popularność tworzonych przez nie materiałów. Raport wykazał, że aż 31 proc. dorosłych Amerykanów zrezygnowało z przeglądania wiadomości w wybranym tytule, bo przestał on spełniać ich oczekiwania. Wśród nich dominują odbiorcy zamożni i dobrze wykształceni. Jako główny powód odwracania się od danego medium ankietowani podają spadający poziom materiałów (tak odpowiedziało 60,7 proc. badanych). Dla 23,5 proc. przyczyną była mniejsza ilość treści, a dla 5,5 proc. równie istotne były oba czynniki – ilościowy i jakościowy.

Autorzy raportu stwierdzają, że media przestały odkrywać i dogłębnie analizować informacje. Zdaniem Pew Research Center najbardziej widoczne było to w ubiegłym roku podczas amerykańskiej kampanii prezydenckiej, kiedy dziennikarze przyjęli rolę megafonów dla sztabów wyborczych, bezrefleksyjnie przekazując odbiorcom uzyskane informacje, zamiast je interpretować i osadzać w odpowiednim kontekście.

Zdecydowanie kolej na kolej

Zdecydowanie kolej na kolej

Przewozy intermodalne, czyli łączące różne środki transportu, mogą do 2020 r. obniżyć koszty ponoszone przez polskie społeczeństwo niemal o 3 mld zł. Niezbędne są jednak zmiany, m.in. w kosztach dostępu do infrastruktury.

Urząd Transportu Kolejowego zakłada, że do 2020 r. przewozy intermodalne kolejowe będą stanowiły w skali kraju 10 proc. zakresu pracy przewozowej (dziś jest to niecałe 5 proc.) – informuje portal Newseria.pl. Transport kolejowy pod względem generowanych tzw. kosztów zewnętrznych (m.in. zanieczyszczenia, hałas, liczba wypadków i ofiar) jest najkorzystniejszy, dlatego społeczne oszczędności z jego rozwoju mogą wynieść nawet 2,7 mld zł – uważa Daniel Ryczek, dyrektor zarządzający i pełnomocnik zarządu ds. międzynarodowych PKP Cargo.

Jak podkreśla Ryczek, w tym celu konieczne są jednak spore zmiany, przede wszystkim zmodernizowanie sieci kolejowej, co wiąże się z dużymi utrudnieniami dla przewoźników. – „Żeby osiągnąć docelowy efekt zmodernizowanej sieci, musimy mieć kilka lat stanu przejściowego, który w sposób bardzo dramatyczny pogarsza jakość naszego serwisu. Mówię tu o wydłużaniu czasu przejazdu na poszczególnych odcinkach, o konieczności jechania objazdami. A klienta, z którym mamy do czynienia na co dzień, nie interesuje, że jest to efekt prac modernizacyjnych prowadzonych przez Polskie Linie Kolejowe” – mówi Ryczek.

Według niego obecnie spółki przewozowe w całości ponoszą dodatkowe koszty związane z modernizacją infrastruktury. Dlatego przewoźnikom przydałby się mechanizm kompensujący utrudnienia. Jeśli takie instrumenty nie zostaną wprowadzone, część spółek na rynku może nie przetrwać – ostrzega Ryczek. Apeluje również o zróżnicowanie stawek za dostęp do infrastruktury, które obecnie należą do najwyższych w Europie. – „Mam na myśli chociażby konkretne zastosowanie tzw. reguły Ramsey’a, czyli różnicowania wysokości poziomu stawek dostępu do infrastruktury w oparciu o to, jaka grupa towarowa jest transportowana” – wyjaśnia. Dodaje, że niektóre towary, np. kontenery, mogą być łatwo przenoszone pomiędzy różnymi środkami transportu, dlatego stawki za ich przewóz koleją powinny być obniżone. Z kolei przy tych towarach, które zawsze są przewożone pociągami, PKP PLK może naliczać wyższe marże. Jak podkreśla Ryczek, grupy towarowe są bardzo zróżnicowane pod względem popytu na transport kolejowy, a zróżnicowane ceny wcale nie muszą oznaczać spadku dochodów PLK – europejskie przykłady wskazują na wprost odwrotny trend.