Portugalski Buzek po wieczorynce?

Portugalski Buzek po wieczorynce?

Portugalczycy protestują przeciw obecności byłego premiera w telewizji. Nie chcą, aby człowiek odpowiedzialny za pogrążenie ich w biedzie prowadził w publicznych mediach własny program.

Jak informuje Wyborcza.biz, były premier Portugalii José Socrates ma prowadzić w telewizji RTP autorski cotygodniowy program publicystyczny. Przeciw tej decyzji zaprotestowało 100 tys. obywateli, którzy w tym celu wysłali specjalną petycję do zarządu stacji. Ich zdaniem nie powinno się promować człowieka, który przyczynił się do wybuchu i eskalacji kryzysu w ojczyźnie. „My, obywatele i podatnicy, oświadczamy, że sprzeciwiamy się obecności byłego premiera José Socratesa w jakimkolwiek programie w publicznej telewizji RTP, która jest finansowana z publicznych pieniędzy podatników, którzy mocno ucierpieli z powodu fatalnego zarządzania krajem przez tego pana” – czytamy w dokumencie.

Jednocześnie w Internecie pojawiła się alternatywna petycja, której autorzy domagają się z kolei, by program Socratesa jak najszybciej pojawił się na antenie. Cieszyła się jednak dużo mniejszym poparciem – do 22 marca podpisało ją jedynie 5,3 tys. osób. Ponieważ obie petycje uzyskały powyżej 4 tys. „głosów”, zgodnie z portugalskim prawem zajmie się nimi tamtejszy parlament.

Rząd Socratesa upadł dwa lata temu z powodu poważnego kryzysu gospodarczego. Jedną z ostatnich decyzji premiera była prośba o ratunkową pożyczkę do Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Portugalia otrzymała w jej ramach kwotę 78 mld euro, jednak w zamian rząd musiał wprowadzić drastyczne oszczędności.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tęsknimy do Szwecji

Tęsknimy do Szwecji

Polacy chcieliby, aby państwo aktywnie tworzyło miejsca pracy oraz organizowało darmową opiekę zdrowotną i dostęp do przedszkola. Oczekują też, że rząd będzie sprawował pieczę nad kluczowymi sektorami gospodarki.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przytaczając wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie Akademii Leona Koźmińskiego przez CBOS, tylko jedna trzecia Polaków (33,4 proc.) sądzi, że wolny rynek jest zdecydowanie lepszy niż gospodarka planowa. Nie znaczy to jednak, że myślimy o powrocie do systemu sprzed transformacji – zastrzega autor badań prof. Krzysztof Zagórski. Jak wskazuje, wiele wcześniejszych badań potwierdziło, że Polacy zdecydowanie akceptują jego zmianę. Niewątpliwie widzą jednak, że jest gorzej, niż oczekiwali, i chcieliby korekty obecnego funkcjonowania kraju. Oczekują przede wszystkim bezpieczeństwa socjalnego i tego, by państwo spełniało opiekuńczą rolę. Z badań wynika m.in., że 93 proc. Polaków chciałoby, żeby rząd tworzył miejsca pracy, 85 proc. oczekuje od państwa zapewnienia publicznej opieki zdrowotnej, a 95 proc. – bezpłatnego dostępu do przedszkola. Ponadto, ponad 61 proc. mając wybór między pracą w państwowej firmie oraz prywatnej, wybiera tę pierwszą. Można się domyślać, że kluczową motywacją jest tutaj nadzieja na bardziej cywilizowane standardy zatrudnienia.

Z badań wynika również, że zdaniem Polaków państwo powinno mieć kontrolę nad najważniejszymi dziedzinami gospodarki. – „Rola państwa jako gwaranta bezpieczeństwa jest w opinii społecznej niepodważalna” – wnioskuje prof. Krzysztof Opolski z Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Elektrownie powinny pozostawać w rękach państwowych według 82 proc. respondentów, transport kolejowy – według 73 proc., kopalnie – zdaniem 77 proc., lasy – w opinii 80 proc., banki – według 61 proc. Zwłaszcza to ostatnie oczekiwanie boleśnie rozmija się z rzeczywistością. Polski sektor bankowy jest bowiem zdominowany przez prywatne zagraniczne grupy kapitałowe, które posiadają dwie trzecie naszych zasobów w tej dziedzinie.

Tato, co to jest etat?

Tato, co to jest etat?

Ponad milion osób pracuje tylko w oparciu o umowy o dzieło lub zlecenia. Między rokiem 2010 a 2011 liczba ta wzrosła niemal dwukrotnie. Bez etatu pracuje też prawie 1,3 mln samozatrudnionych.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, po raz pierwszy Państwowa Inspekcja Pracy podała konkretne liczby, a nie – jak dotąd – szacunki na podstawie danych z PIT-ów, kontroli inspekcji pracy, badań GUS czy Komisji Europejskiej. Uporządkowane dane GUS zostały przedstawione sejmowej komisji ds. kontroli państwowej przez głównego inspektora pracy Iwonę Hickiewicz. Wynika z nich, że w 2010 r. 546,7 tys. Polaków wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli umów-zleceń i umów o dzieło. W 2011 r. takich osób było już 1 mln 12,9 tys. Informacja jest niekompletna, ponieważ obejmuje tylko pracowników średnich i dużych firm. Poza tym, dane kończą się na 2011 r., zatem nie dotyczą okresu, w którym sytuacja na rynku pracy dodatkowo się pogorszyła (w lutym 2013 r. Bezrobocie osiągnęło najwyższą od lat wartość – 14,4 proc.).

Wielu pracodawców z powodu spowolnienia gospodarczego zwalniało pracowników albo „proponowało” im przejście na umowy pozakodeksowe. Coraz częściej zdarza się też, że nowo zatrudnionym od razu oferuje się umowy cywilne, mimo iż mają oni pracować jak na etacie – codziennie, w wyznaczonych godzinach i miejscu, słuchając poleceń przełożonego. Zgodnie z Kodeksem pracy, powinni mieć stałą umowę, czyli etat. Według PIP w ub.r. taka sytuacja dotyczyła co szóstej osoby – bezprawnie zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych było w sumie o 36 proc. więcej niż w 2011 r. Najczęściej zdarza się to w branżach budowlanej i ochroniarskiej oraz w sprzedaży detalicznej.

Pracodawcy niechętnie zatrudniają na etat, bo przy umowie o dzieło nie płacą składek na ubezpieczenie społeczne ani zdrowotne pracowników. Z tego samego powodu zmuszają podwładnych do prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej (samozatrudnionych jest już ok. 1,3 mln) – wówczas obowiązek odprowadzania składek spada na świeżo upieczonych „przedsiębiorców”. W przypadku umowy-zlecenia, jeśli jest to jedyne źródło dochodu pracownika, firma musi opłacić za niego składki, jednak zatrudniony w taki sposób – podobnie jak w przypadku umowy o dzieło – nie ma m.in. prawa do płatnego urlopu, minimalnego wynagrodzenia, szerokiej ochrony przed zwolnieniem czy odprawy. Ponadto, obowiązują wówczas krótsze okresy wypowiedzenia, a gdy szef łamie zapisy umowy, pracujący może zwrócić się jedynie do sądu cywilnego, a nie sądu pracy.

– „Nadużywanie umów cywilnoprawnych jest największą patologią polskiego rynku pracy” – stwierdził po wysłuchaniu sprawozdania GIP Janusz Śniadek, były szef „Solidarności”, dziś poseł PiS. Wszystkich pracujących poza etatem ma bronić powołana niedawno przez obecnego szefa „S” Piotra Dudę Platforma Oburzonych. Związkowcy chcą rozprawić się z „umowami śmieciowymi”, do których zaliczają te o dzieło, zlecenia, a także o pracę zawarte na czas określony.

Światło na świetlice

Światło na świetlice

Należy zbadać, czy świetlice szkolne zaspokajają potrzeby uczniów oraz skontrolować pod kątem bezpieczeństwa i higieny te, które połączono ze stołówkami – rekomenduje Związek Nauczycielstwa Polskiego w specjalnym opracowaniu.

Jak informuje Portal Samorządowy, Komisja Pedagogiczna Zarządu Głównego ZNP przeprowadziła na przełomie lat 2012/2013 badanie ankietowe dotyczące funkcjonowania świetlic szkolnych, w którym wzięło udział 676 oddziałów Związku z 15 okręgów (dodatkowo, wyniki z regionalnego badania z pierwszej połowy 2012 r. przekazał do wykorzystania okręg podkarpacki). Na 6657 szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych objętych badaniem świetlice działają w 4496 placówkach, co stanowi 67,54 proc.

Według ZNP społeczne zapotrzebowanie na opiekę w świetlicach będzie rosło, co wynika z przemian gospodarczych, m.in. wydłużającego się czasu pracy rodziców. Tymczasem ponad 21 proc. szkół podstawowych i niemal 31 proc. gimnazjów nie zapewnia opieki świetlicowej swoim uczniom. Szkoły ponadgimnazjalne sporadycznie organizują świetlice (18,83 proc.). Na 1681 zbadanych zespołów szkół jedynie 1255 (74,66 proc.) prowadzi świetlice szkolne.

Badania wykazały również, że częstym problemem jest łączenie świetlic ze stołówkami w jednym pomieszczeniu. Dzieje się tak w 32,33 proc. szkół podstawowych, 31,63 proc. gimnazjów, 11,29 proc. szkół ponadgimnazjalnych oraz 34,74 proc. zespołów szkół. „Umiejscowienie świetlicy szkolnej razem ze stołówką w znacznym stopniu ogranicza jej działalność. Na czas wydawania obiadów przerywa się pracę świetlicy – z praktyki wiemy, że najczęściej to nauczyciele świetlicy pełnią dyżury w stołówkach podczas spożywania przez uczniów obiadów” – czytamy w opracowaniu.

Z badań wynika, że na 28 175 grup wychowawczych w świetlicach szkolnych, 5685 (20,18 proc.) przekracza przepisową liczebność. W badanych zespołach szkół takich zbyt liczebnych grup funkcjonuje 25,69 proc., w szkołach podstawowych – około 17 proc, a w gimnazjach 28 proc. Największy odsetek, bo aż 71 proc., jest ich w szkolnictwie ponadgimnazjalnym.

Respondenci wskazują również, że grupy świetlicowe organizowane są doraźnie. Nie są to grupy ewidencjonowane w dzienniku pracy świetlicy. Ponadto, „proporcje wykorzystania czasu pracy świetlicy w poszczególnych przedziałach czasowych wydają się nieprawidłowe. Wątpliwości budzi niski wskaźnik wykorzystania świetlic szkolnych po zajęciach lekcyjnych, a stosunkowo wysoki w czasie ich trwania. Zagadnienie to powinno zostać poddane szczegółowej analizie w kontekście faktycznych potrzeb objęcia uczniów opieką świetlicową w poszczególnych szkołach” – wynika z opracowania. ZNP rekomenduje także m.in. konieczność zbadania, czy funkcjonujące świetlice szkolne zaspokajają potrzeby uczniów oraz wzmocnienie nadzoru nad funkcjonowaniem świetlic połączonych ze stołówkami pod kątem bezpieczeństwa i higieny pracy. W zakresie zmian w przepisach, według Komisji należy wykreślić z Karty nauczyciela możliwość realizowania tzw. godziny karcianej w świetlicy szkolnej. Komisja domaga się też doprecyzowania przepisu o liczebności grup poprzez dodanie zapisu, że pod opieką jednego nauczyciela nie może pozostawać jednocześnie więcej niż jedna grupa wychowawcza.

Opracowanie dostępne jest pod tym adresem.