Będzie lepiej, ale tylko na papierze

Będzie lepiej, ale tylko na papierze

Jeśli rządowy projekt nowelizacji ustawy zatrudnieniowej wejdzie w życie, urzędy pracy będą mogły wykreślić bezrobotnego z ewidencji od razu na 9 miesięcy.

Skutkiem planowanej reformy pośrednictwa pracy będzie zafałszowanie obrazu bezrobocia – ostrzega „Dziennik Gazeta Prawna”. Zmiany spowodują, że bezrobotni, którzy odmówią współpracy z urzędem na jego warunkach, zostaną wykreśleni z rejestru aż na 270 dni, a nie, jak obecnie, na 120 dni. Wydłużenie tego okresu spowoduje, że oficjalne statystyki się poprawią. – „Rzeczywiste bezrobocie będzie prezentowane już tylko przez GUS w ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. Ostatnie dane z tego badania z IV kw. 2012 r. wskazują, że oficjalną liczbę bezrobotnych należałoby zwiększyć o ponad 450 tys. osób nierejestrowanych. A będzie jeszcze gorzej” – tłumaczy Bogdan Grzybowski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Wskazuje również, że przez to nowe rozwiązanie wiele osób nie będzie mogło liczyć na pomoc państwa. A już teraz zasiłku dla bezrobotnych nie otrzymuje prawie 85 proc. zarejestrowanych w pośredniakach.

Na 9 miesięcy z ewidencji wypadną osoby długotrwale bezrobotne, którymi zajmowanie się jest dla „pośredniaków” najtrudniejsze. Dzięki temu odnotowana zostanie także wyższa skuteczność aktywizacji. A od niej zależy wysokość wynagrodzeń urzędników – 7 proc. środków z Funduszu Pracy przeznacza się na nagrody dla nich i, zgodnie z propozycjami zawartymi w projekcie założeń do nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, sytuacja w tym względzie nie ulegnie zmianie. Podczas konsultacji społecznych tego projektu OPZZ przypomniało, że taki sposób pozyskiwania środków na wypłaty miał się zakończyć w 2013 r. – „Ten model finansowania służb zatrudnienia miał obowiązywać przez ograniczony okres trzech lat. Nie mamy nic przeciwko odpowiedniemu wynagradzaniu urzędników, ale nie ze środków Funduszu” – przekonuje Grzybowski. Przypomina, że finansowany przez pracodawców Fundusz Pracy został utworzony w innym celu. – „Ma zabezpieczać byt pracowników, którzy tracą zatrudnienie, a nie dotować nagrody dla kadry urzędniczej” – podkreśla.

Rząd zamierza jednak w dalszym ciągu pieniądze z Funduszu Pracy przekazywać na urzędnicze premie. Większość, bo aż 5 z 7 proc. przeznaczonych na wynagrodzenia, trafi do wszystkich urzędów pracy, bez względu na jakość ich pracy (jako stałe dofinansowanie wynagrodzeń tzw. doradców klienta).

„DGP” przypomina, iż liczba osób bez pracy w Polsce osiągnęła 2 mln 315 tys., a w marcu odnotowano jedynie nieznaczny spadek bezrobocia, z 14,4 do 14,3 proc. Część ekspertów prognozuje, że na koniec 2013 r. nastąpi wzrost bezrobocia do 15 proc.

Bogdan Grzybowski jest „ministrem pracy” w ankiecie „Nowego Obywatela”, którą przeczytać będzie można w numerze 1/2013 (premiera jeszcze w kwietniu).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

PGE wycofuje się z wartej 11,6 mld zł inwestycji w Opolu. Przekreślenie planów budowy dwóch nowych bloków energetycznych, opalanych węglem kamiennym, to nie tylko cios dla regionu, ale i zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju.

Jak informuje Wyborcza.biz, inwestycję w Opolu miało realizować konsorcjum firm Rafako, Polimex Mostostal i Mostostal Warszawa. Decyzja zarządu PGE o wycofaniu się z projektu czyni go niewykonalnym. „Zmiany na rynku energetycznym oraz w otoczeniu makroekonomicznym ograniczyły efektywność ekonomiczną tej inwestycji dla PGE (…). Przeprowadzone analizy wskazują, że ze względu na portfel wytwórczy PGE, oparty głównie na węglu brunatnym, oraz inne projekty inwestycyjne prowadzone w Grupie PGE, kontynuowanie Projektu Opole II nie przyniosłoby wzrostu wartości dla akcjonariuszy” – wyjaśnia spółka w komunikacie.

Jeszcze niedawno minister skarbu Mikołaj Budzanowski przekonywał, że to strategiczna inwestycja w energetykę konwencjonalną zwłaszcza dla południowo-zachodniej części kraju. W podobnym tonie wypowiadał się wicepremier Janusz Piechociński. – „Nowe bloki w Opolu są bardzo istotne, bo do 2020 roku będziemy wyłączać blisko 6,5 tys. MW, przede wszystkim ze źródeł węglowych, stąd w oparciu także o węgiel musi być podtrzymywany pewien potencjał” – mówił w rozmowie ze stacją TVN CNBC.

Zdaniem komentatorów, decyzja nie jest do końca zaskoczeniem – o skasowaniu opolskiej inwestycji spekulowano już wtedy, gdy prezes PGE Krzysztof Kilian zapowiedział, że spółka chce się zajmować jedynie dochodowymi projektami.

W wywiadzie dla portalu Wnp.pl prof. Władysław Mielczarski, wybitny światowy ekspert w dziedzinie elektroenergetyki i rynków energii, zwraca uwagę, że decyzja PGE może zaważyć na bezpieczeństwie energetycznym kraju i prowadzić do ujemnego bilansu mocy w Polsce. Negatywnie komentuje również stanowisko rządu w tej sprawie. – „Mnie to wygląda na brak polityki właścicielskiej w stosunku do energetyki. Oczekiwałbym, że skoro państwo dysponuje nadal kontrolą nad PGE czy Tauronem oraz pozostałymi dwoma firmami energetycznymi, to powinno nakreślić program funkcjonowania energetyki, firmy energetyczne będące pod kontrolą państwa powinny go realizować” – przekonuje. – „To co się dzieje w inwestycjach w energetyce to swoista szamotanina, a odpowiedzialność za to spada moim zdaniem na aparat państwowy, a nie na firmy, bo przyczyną tego stanu rzeczy jest brak klarownej polityki państwa” – dodaje profesor.

Cóż, specjalnie zdziwieni nie jesteśmy – tak się zazwyczaj kończy urynkowienie branży strategicznej i wprowadzenie logiki maksymalizacji zysku do działań firm publicznych. Ciekawe, o czym w dalszej kolejności będzie decydować „dobro akcjonariuszy”. Może o tym, czy zamiast zbudować „niedochodowy” szpital geriatryczny nie lepiej wypłacić dywidendy?

Zwycięstwo zza grobu?

Zwycięstwo zza grobu?

Od 1 kwietnia w Wielkiej Brytanii obowiązuje nowy, urynkowiony model finansowania narodowej służby zdrowia. Państwowe fundusze będą kierowane na leczenie w obu sektorach medycyny – społecznym i prywatnym.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, fundusze przeznaczone na opiekę medyczną zostały w Wielkiej Brytanii zdecentralizowane i oddane do dyspozycji lekarzy rodzinnych, od których zależeć będzie, jak i na co je wydadzą. Będą odtąd mogli zamawiać takie terapie, jakie uznają za najbardziej skuteczne, ale także wybierać według kryterium najniższej ceny wśród konkurujących ze sobą specjalistów, klinik i szpitali – państwowych i prywatnych. Najtańszych ofert będą dla lekarzy poszukiwać wyspecjalizowane, prywatne komisje medyczne, pracujące na zlecenie.

Krytycy nowego rozwiązania alarmują, że to demontaż publicznej opieki zdrowotnej, bo reforma zrodzi konflikty interesów, a tańsze usługi prywatne w wybranych, najbardziej opłacalnych dziedzinach podkopią rację bytu wielkich szpitali. Pacjentem zajmować się będą coraz to inni lekarze i instytucje, zrywając ciągłość opieki. Ponadto, nowy system uaktywnia konkurencję i wprowadza element zysku, który czerpać będą z państwowej kasy udziałowcy prywatnych firm medycznych.

O tym, jakie „pożytki” płyną z urynkowiania i prywatyzacji lecznictwa, mających mu jakoby zagwarantować efektywność, przeczytać można choćby w naszym wywiadzie z Markiem Balickim, opublikowanym w numerze 49.

Kredyt na bilet do rozwoju

Kredyt na bilet do rozwoju

11. edycja raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu zawiera tekst jednego z naszych stałych autorów.

W publikacji, poświęconej tzw. dobrym praktykom z zakresu społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, znalazło się także kilka artykułów analitycznych, w tym zatytułowany „Kredyt na bilet do rozwoju”. Głos w imieniu „Nowego Obywatela” zabrał w ten sposób ekonomista Krzysztof Mroczkowski, znany z łamów naszego kwartalnika oraz felietonów publikowanych na nowyobywatel.pl. Jedyną szansą na załapanie się na pociąg rozwoju gospodarczego jest przekształcenie obecnego modelu kapitalizmu dzięki kredytowi – pisze Krzysztof.

Cały raport można pobrać tutaj.

Przypomnijmy, że zostaliśmy poproszeni o wypowiedź także do jednej z poprzednich edycji opracowania.