Zdrowie poza kontrolą

Zdrowie poza kontrolą

Według raportu Najwyższej Izby Kontroli, Narodowy Fundusz Zdrowia zbyt rzadko sprawdza dostępność i jakość świadczeń medycznych. Łamie w ten sposób własne regulacje oraz naraża zdrowie pacjentów.

Kontrolerzy NIK wyliczyli, że Fundusz kontroluje placówki, z którymi zawarł umowy o wykonywanie świadczeń medycznych, średnio co… 12-13 lat. Jednostki podstawowej opieki zdrowotnej, które sprawują kontrolę nad zdrowiem ludności całego kraju (obejmują m.in. lekarzy pierwszego kontaktu, przychodnie, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną) mogą spodziewać się kontroli przeciętnie co 24 lata, a przychodnie stomatologiczne raz na 18 lat.

Zarazem wiele dużych jednostek, szczególnie szpitali, sprawdzanych jest po kilka razy w roku. Kontrole te jednak pomijają aspekt jakościowy, koncentrując się na rozliczeniach dużych kwot kontraktów. Ta nierównowaga sprawia, że większość jednostek służby zdrowia jest poza nadzorem NFZ. Zbyt rzadko prowadzone kontrole oznaczają łamanie zasady działania Funduszu, która nakazuje oddziałom nadzorować pod względem jakości i dostępności świadczeń medycznych każdą jednostkę co najmniej raz na pięć lat.

Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest zbyt mała ilość środków finansowych przeznaczanych przez prezesa Funduszu na działalność kontrolną – zaledwie 0,05 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez NFZ. W efekcie brakuje pieniędzy na kontrole oraz zatrudnianie w komórkach kontrolnych wysoko kwalifikowanych kadr. Brak kontrolerów z medycznym wykształceniem uniemożliwia ocenę jakości i prawidłowości świadczeń medycznych.

W odpowiedzi na uwagi NIK prezes NFZ planuje… wykreślenie wymogu kontrolowania każdej jednostki przynajmniej co pięć lat. Według Izby to złe rozwiązanie, i to zarówno ze względu na zdrowie pacjentów, jak i interes budżetu państwa. Świadczą o tym efekty tych nielicznych kontroli, które NFZ udało się przeprowadzić. Wynikające z nich korzyści finansowe były w latach 2010-2011 ponad trzykrotnie wyższe niż koszty przeprowadzenia kontroli. NIK docenia sprawność oddziałów NFZ w egzekwowaniu kar i nienależnie przekazanych kwot.

Izba zwraca ponadto uwagę na nierzetelność Centralnego Wykazu Ubezpieczonych, którym dysponują oddziały NFZ. Dane w nim zawarte są często błędne lub nieaktualne. Nie są więc wiarygodną informacją o statusie osób ubezpieczonych. Nie mogą być także podstawą do sprawnej weryfikacji rozliczeń z jednostkami służby zdrowia. NIK wnioskuje do instytucji przekazujących dane (MSW, ZUS, KRUS) o poprawę sposobu ich gromadzenia i weryfikacji.

Pełny raport przeczytać można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

Wszystko dla dobra akcjonariuszy

PGE wycofuje się z wartej 11,6 mld zł inwestycji w Opolu. Przekreślenie planów budowy dwóch nowych bloków energetycznych, opalanych węglem kamiennym, to nie tylko cios dla regionu, ale i zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju.

Jak informuje Wyborcza.biz, inwestycję w Opolu miało realizować konsorcjum firm Rafako, Polimex Mostostal i Mostostal Warszawa. Decyzja zarządu PGE o wycofaniu się z projektu czyni go niewykonalnym. „Zmiany na rynku energetycznym oraz w otoczeniu makroekonomicznym ograniczyły efektywność ekonomiczną tej inwestycji dla PGE (…). Przeprowadzone analizy wskazują, że ze względu na portfel wytwórczy PGE, oparty głównie na węglu brunatnym, oraz inne projekty inwestycyjne prowadzone w Grupie PGE, kontynuowanie Projektu Opole II nie przyniosłoby wzrostu wartości dla akcjonariuszy” – wyjaśnia spółka w komunikacie.

Jeszcze niedawno minister skarbu Mikołaj Budzanowski przekonywał, że to strategiczna inwestycja w energetykę konwencjonalną zwłaszcza dla południowo-zachodniej części kraju. W podobnym tonie wypowiadał się wicepremier Janusz Piechociński. – „Nowe bloki w Opolu są bardzo istotne, bo do 2020 roku będziemy wyłączać blisko 6,5 tys. MW, przede wszystkim ze źródeł węglowych, stąd w oparciu także o węgiel musi być podtrzymywany pewien potencjał” – mówił w rozmowie ze stacją TVN CNBC.

Zdaniem komentatorów, decyzja nie jest do końca zaskoczeniem – o skasowaniu opolskiej inwestycji spekulowano już wtedy, gdy prezes PGE Krzysztof Kilian zapowiedział, że spółka chce się zajmować jedynie dochodowymi projektami.

W wywiadzie dla portalu Wnp.pl prof. Władysław Mielczarski, wybitny światowy ekspert w dziedzinie elektroenergetyki i rynków energii, zwraca uwagę, że decyzja PGE może zaważyć na bezpieczeństwie energetycznym kraju i prowadzić do ujemnego bilansu mocy w Polsce. Negatywnie komentuje również stanowisko rządu w tej sprawie. – „Mnie to wygląda na brak polityki właścicielskiej w stosunku do energetyki. Oczekiwałbym, że skoro państwo dysponuje nadal kontrolą nad PGE czy Tauronem oraz pozostałymi dwoma firmami energetycznymi, to powinno nakreślić program funkcjonowania energetyki, firmy energetyczne będące pod kontrolą państwa powinny go realizować” – przekonuje. – „To co się dzieje w inwestycjach w energetyce to swoista szamotanina, a odpowiedzialność za to spada moim zdaniem na aparat państwowy, a nie na firmy, bo przyczyną tego stanu rzeczy jest brak klarownej polityki państwa” – dodaje profesor.

Cóż, specjalnie zdziwieni nie jesteśmy – tak się zazwyczaj kończy urynkowienie branży strategicznej i wprowadzenie logiki maksymalizacji zysku do działań firm publicznych. Ciekawe, o czym w dalszej kolejności będzie decydować „dobro akcjonariuszy”. Może o tym, czy zamiast zbudować „niedochodowy” szpital geriatryczny nie lepiej wypłacić dywidendy?

Zwycięstwo zza grobu?

Zwycięstwo zza grobu?

Od 1 kwietnia w Wielkiej Brytanii obowiązuje nowy, urynkowiony model finansowania narodowej służby zdrowia. Państwowe fundusze będą kierowane na leczenie w obu sektorach medycyny – społecznym i prywatnym.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, fundusze przeznaczone na opiekę medyczną zostały w Wielkiej Brytanii zdecentralizowane i oddane do dyspozycji lekarzy rodzinnych, od których zależeć będzie, jak i na co je wydadzą. Będą odtąd mogli zamawiać takie terapie, jakie uznają za najbardziej skuteczne, ale także wybierać według kryterium najniższej ceny wśród konkurujących ze sobą specjalistów, klinik i szpitali – państwowych i prywatnych. Najtańszych ofert będą dla lekarzy poszukiwać wyspecjalizowane, prywatne komisje medyczne, pracujące na zlecenie.

Krytycy nowego rozwiązania alarmują, że to demontaż publicznej opieki zdrowotnej, bo reforma zrodzi konflikty interesów, a tańsze usługi prywatne w wybranych, najbardziej opłacalnych dziedzinach podkopią rację bytu wielkich szpitali. Pacjentem zajmować się będą coraz to inni lekarze i instytucje, zrywając ciągłość opieki. Ponadto, nowy system uaktywnia konkurencję i wprowadza element zysku, który czerpać będą z państwowej kasy udziałowcy prywatnych firm medycznych.

O tym, jakie „pożytki” płyną z urynkowiania i prywatyzacji lecznictwa, mających mu jakoby zagwarantować efektywność, przeczytać można choćby w naszym wywiadzie z Markiem Balickim, opublikowanym w numerze 49.

Kredyt na bilet do rozwoju

Kredyt na bilet do rozwoju

11. edycja raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu zawiera tekst jednego z naszych stałych autorów.

W publikacji, poświęconej tzw. dobrym praktykom z zakresu społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw, znalazło się także kilka artykułów analitycznych, w tym zatytułowany „Kredyt na bilet do rozwoju”. Głos w imieniu „Nowego Obywatela” zabrał w ten sposób ekonomista Krzysztof Mroczkowski, znany z łamów naszego kwartalnika oraz felietonów publikowanych na nowyobywatel.pl. Jedyną szansą na załapanie się na pociąg rozwoju gospodarczego jest przekształcenie obecnego modelu kapitalizmu dzięki kredytowi – pisze Krzysztof.

Cały raport można pobrać tutaj.

Przypomnijmy, że zostaliśmy poproszeni o wypowiedź także do jednej z poprzednich edycji opracowania.