Mniej państwa = więcej draństwa

Wiosna 2013 |

Niemal ćwierć wieku po upadku PRL-u rodzimi liberałowie bohatersko walczą z socjalizmem. W ich nowomowie oznacza to zwalczanie państwa. Tyle że u nas jest go mniej niż w większości nieodległych krajów, gdzie realsocjalizmu nigdy nie było.

Liberałowie miewają rację, gdy wskazują, że państwa bywało za dużo w reżimach, które wtrącały się w każdy aspekt rzeczywistości i kontrolowały go. Miewają też rację, gdy przypominają, że państwo nierzadko służy sprytnym wybrańcom, nie ogółowi obywateli, a dobro wspólne to parawan dla grupowych interesów. Ale przecież liberalne głuptasy nie oburzają się, gdy Kulczyk, Krauze czy Czarnecki otrzymują ulgi podatkowe, dotacje lub korzystne regulacje albo gdy budżet finansuje takie elementy infrastruktury, dzięki którym biznes przynosi właścicielom większe zyski. Oni rozdzierają szaty, gdy „roszczeniowe nieroby” – czyli np. osoby chore, samotne matki czy zwolnieni z pracy w wieku 60 lat – dostają kilkudziesięciozłotową podwyżkę kilkusetzłotowego zasiłku. Na takie dolce vita nie może być przecież zgody!

Nowoczesny transport publiczny dla mniej zamożnych? Przecież każdy powinien mieć samochód! Chyba że młodzież postanowi wracać z imprezy w środku nocy – wówczas należą się metro, autobus, tramwaj i ochrona osobista. A kogo obchodzi, że samochody jeżdżą po drogach budowanych za miliardy z budżetu? Nie będziemy płacić na „roszczeniową hołotę”, ale autostrady „powinni już dawno zbudować” wszędzie tam, gdzie zapragniemy się wybrać. Albo leczenie. Tylko prywatne, bo przecież NFZ to złodziejstwo i zdzierstwo, choć składki zdrowotne w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. Liberałowie twierdzą, że gdyby nie „haracz” na publiczną służbę zdrowia, każdy korzystałby z prywatnych usług medycznych na lepszym poziomie. Ciekawe, ilu z nich stać na komercyjne leczenie białaczki, przeszczep nerki czy ciąg operacji po wypadku samochodowym.

Komentowanie tych głupstw można ciągnąć w nieskończoność. Jest to łatwe, ale przypomina walenie głową w mur. Dzisiaj już nawet mainstreamowe media stosunkowo często publikują zestawienia, z których wynika, że podatki, koszty pracy, składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne są w Polsce niższe nie tylko na tle państw wysokorozwiniętych i zamożnych, lecz również w porównaniu z wieloma krajami byłego bloku wschodniego. A „socjal” jest tam zazwyczaj większy. Czy to coś pomaga? Skądże: teksty prasowe, wywody radiowe i telewizyjne, internetowy słowotok – wszystko to roi się od wezwań, żeby było jeszcze mniej państwa.

W takie bzdury wierzą nawet ludzie, dla których „raj” bez podatków – czyli bez usług publicznych – oznaczałby wegetację pariasów. Nie wiedząc o tym, wysługują się możnym, są ich użytecznymi idiotami. I nie ma w tym niczego dziwnego – niemodni dzisiaj Marks i Engels ponad półtora wieku temu zauważyli, że Ideami panującymi każdego okresu były zawsze tylko idee klasy panującej. Choć stroi się w piórka a to „zdrowego rozsądku”, a to „obrony podatnika”, liberalizm wyraża interesy wyłącznie bogatych i wpływowych.

Polska ma złe doświadczenia z „dużym państwem” w okresie PRL. Ma też złe doświadczenia dzisiaj, gdy wiele publicznych instytucji nie działa sprawnie, uczciwie i rzetelnie, lecz pogrąża się w arogancji i bylejakości lub wprost służy wpływowym warstwom i klikom. Ale po pierwsze demokracja to system, który potrafi je zmusić do działania lepszego. Po drugie natomiast alternatywą wobec państwa jest rynkowa dżungla, w której przetrwają tylko najsilniejsi. Tam, gdzie było „mało państwa”, tam zazwyczaj było też niewiele cywilizacji, dobrobytu i stabilizacji. „Mało państwa” nie oznacza też „więcej społeczeństwa”. Oznacza społeczeństwo słabe i bezbronne wobec bossów biznesu, mafiosów, medialnych hochsztaplerów i innych grup interesu, które bynajmniej nie są zainteresowane godnym życiem zwykłego człowieka.

W tym numerze „Nowego Obywatela” akcentujemy właśnie rolę państwa. Czy to w kwestii „wewnątrzsterowności” i realizowania interesów wspólnoty narodowej, o czym mówi prof. Krasnodębski. Czy to w sferze wychodzenia z kryzysu gospodarczego, o której traktuje artykuł poświęcony niedawnym dziejom Islandii. Czy to w odniesieniu do walki z biedą i wykluczeniem obywateli, o czym opowiada tekst o Filipinach. Czy to w kwestii rozwoju cywilizacyjnego, której to tematyce poświęcone są arcyciekawe rozważania Filipa Białka na temat nowych technologii w USA. Czy to w artykule szwedzkiego biznesmena (sic!), wychwalającego model skandynawski za stworzenie warunków dogodnych dla aktywności gospodarczej.

„Mniej państwa” jest korzystne dla silnych i bogatych. Cała reszta zazwyczaj na tym traci – tym więcej traci, im mniej państwa istnieje na starcie wezwań do jego dalszego zmniejszania. We własnym interesie powinniśmy powiedzieć zatem: ani kroku dalej w zmniejszaniu polskiego państwa.

Remigiusz Okraska

(ur. 1976) – w roku 2000 współzałożyciel, a następnie redaktor naczelny „Obywatela”/„Nowego Obywatela”. Twórca koncepcji i redaktor portalu www.lewicowo.pl, funkcjonującego od roku 2009. W latach 2001-2005 redaktor naczelny ekologicznego miesięcznika „Dzikie Życie”, do dzisiaj jego stały współpracownik. Socjolog, społecznik. Od roku 1997 publicysta, autor kilkuset tekstów prasowych. Redaktor i pomysłodawca około 20 książek, w tym polskich przekładów prac Aldo Leopolda, Davida C. Kortena i Dave’a Foremana, a także wyborów tekstów zapomnianych lub mało znanych polskich myślicieli społeczno-politycznych, m.in. Edwarda Abramowskiego, Romualda Mielczarskiego, Jana Wolskiego, Jana Gwalberta Pawlikowskiego. Od 17. roku życia związany z działalnością społeczną. W wolnych chwilach pije wino (i pisze o nim na blogu http://literkibutelkikilometry.blogspot.com/), zbiera zioła i włóczy się po węgierskiej, czeskiej i słowackiej prowincji.

8 odpowiedzi na „Mniej państwa = więcej draństwa

  1. Wojciech Sztukowski pisze:

    „Ale przecież liberalne głuptasy nie oburzają się, gdy Kulczyk, Krauze czy Czarnecki otrzymują ulgi podatkowe, dotacje lub korzystne regulacje” – przeciwnie, każdy normalny liberał oburzy się, jeżeli te ulgi, dotacje i korzystne regulacje będą służyć trzem panom, a reszta nie będzie miała możliwości skorzystania z nich nie dlatego, że nie miała dobrego pomysłu na funkcjonowania na wolnym rynku, a dlatego, że zostały przyznane arbitralnie przez urzędnika trzem panom, a reszcie nie.

  2. Wojciech Sztukowski pisze:

    Moim zdaniem państwo powinny wymuszać stosowanie określonych standardów wobec tych, którzy nie są się w stanie sami obronić, ale tylko tyle – np. masz obowiązek edukować dziecko, ale nie masz obowiązku powierzać tego obowiązku sektorowi publicznemu. Największym rakiem każdego państwa jest arbitralność decyzji urzędników i to ją trzeba przede wszystkim eliminować, a nie państwo. Urzędnik nigdy nie może mieć dowolności działania przeciwko obywatelowi – to ta dowolność jest chorobą, a nie istnienie lub nieistnienie urzędnika. Rolą urzędnika może być co najwyżej bezwzględne kontrolowanie jasno określonych, przejrzystych i jednakowych dla każdego standardów – i zgłaszanie spraw do sądu w przypadku ich nieprzestrzegania. Obecnie w Polsce absolutnie bezwzględną władzę sprawuje tak zwany USTAWODAWCA, czyli teoretycznie parlament, a praktycznie grupa kilkuset osób, z których połowa to piszący projekty ustaw i rozporządzeń urzędnicy ministerstwa, a druga połowa to niewiadomokto, ale na pewno nie my, utrzymujący się z uczciwej pracy i jawnego prowadzenia działalności gospodarczej Polacy. Na wzrost roli takiego państwa się nie zgadzam, przykro mi.

  3. Wojciech Sztukowski pisze:

    „W takie bzdury wierzą nawet ludzie, dla których „raj” bez podatków – czyli bez usług publicznych – oznaczałby wegetację pariasów.”

    NIKOMU nie są potrzebne usługi publiczne. Potrzebna jest co najwyżej redystrybucja dostępu do usług, które przy jej braku byłyby niedostępne dla najbiedniejszych. Do tego służą bony (zdrowotne, edukacyjne, na rehablitację, opiekę) i delegowanie władzy wyboru usługodawcy na obywateli, a nie na struktury państwowe.

  4. uosho pisze:

    „Ale przecież liberalne głuptasy nie oburzają się, gdy Kulczyk, Krauze czy Czarnecki otrzymują ulgi podatkowe, dotacje lub korzystne regulacje albo gdy budżet finansuje takie elementy infrastruktury, dzięki którym biznes przynosi właścicielom większe zyski.”

    No żesz k**wa, jak można tak mieszać rzeczy dobre ze złymi? Na dotacje zawsze liberałowie się oburzali, więc autor nie wie o czym pisze. Z kolei ulgi podatkowe to zawsze coś dobrego i oburzać można się jedynie na to, że dotyczą one niektórych, a nie wszystkich. Jeśli ktoś okradał dwie osoby i nagle rezygnuje z okradania jednej, to mamy postulować kontynuowanie jej okradania, czy raczej zaprzestanie okradania też tej drugiej?

    Podobnie z „korzystnymi regulacjami”, które de facto są zwykle deregulacjami i jedyny problem również w tym, że dotyczą wybranych, a nie wszystkich, ale ja tam nikomu nie zazdroszczę, bo więcej kasy w kieszeni przedsiębiorcy niemal zawsze prędzej czy później przedkłada się na korzyść dla klienta, czyli każdego z nas, czego nie można powiedzieć o kasie trafiającej do budżetu państwa.

  5. Kamil pisze:

    Zdenerwowałem się, ten teks pozbawiony jest źródeł (odnośników do potwierdzenia faktów) wszystko jest wyssane z palca. Proszę tu link pokazujący gdzie jest wolności gospodarczej najwięcej a gdzie najmniej. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wska%C5%BAnik_Wolno%C5%9Bci_Gospodarczej a teraz pomyśl gdzie byś chciał mieszkać, w górze tabeli czy na dnie.

  6. Mariusz pisze:

    Więcej władzy Państwa = Więcej władzy urzędników.
    Państwo to nie jest jakiś mityczny twór ucieleśniający dobroć i sprawiedliwość – to jest zbiór urzędników państwowych,
    Nie rozumiem ludzi którym tej władzy urzędników jest wciąż za mało.
    A to właśnie Ci urzędnicy (a więc Państwo) rozdają dotacje / koncesje itp – i to ci urzędnicy (Państwo) często ulega korupcji i daje te przywileje różnym wymienionym w artykule oligarchom.

  7. V-2 pisze:

    „A kogo obchodzi, że samochody jeżdżą po drogach budowanych za miliardy z budżetu?” – w którym akcyza od paliwa ma, tak się składa, niemały udział…
    „Polska ma złe doświadczenia z „dużym państwem” w okresie PRL.” – zatrudnienie w administracji publicznej było wówczas 3 do 4 razy niższe niż obecnie.

  8. korab pisze:

    Gdzieś słyszałem takie powiedzenie: każdy liberał jest durniem, każdy dureń jest liberałem. Nie wiem, kto je powiedział pierwszy, ale miał rację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>