Przepis na lepszy świat

Wiosna 2013 |

Niewielu dwudziestowiecznych ekonomistów krytycznych wobec wolnorynkowej ortodoksji cieszyło się tak wielkim poważaniem jak John Kenneth Galbraith (1908–2006). Ten ekonomiczny obrazoburca, jak nazwał go „New York Times” w pożegnaniu, był postacią niezwykłą. Ekonomista, dyplomata, aktywista, społecznik, nowelista, myśliciel – to tylko wybrane jego role, przy czym wszystkie pozostawały ze sobą w harmonii. Galbraith całym życiem pracował na rzecz lepszej przyszłości, której wizję nakreślił we właśnie wznowionej rozprawie „Godne społeczeństwo. Program troski o ludzkość” (książkę wydano pierwotnie w roku 1996, a pierwszy raz polski przekład opublikowano w 1999 r.). Ta wizja, jednocześnie wzniosła i twardo osadzona w realiach, jest warta uważnej analizy.

Urodził się w Kanadzie, lecz dorosłe życie związał ze Stanami Zjednoczonymi – tam studiował, a od roku 1934 nauczał na uniwersytecie Harvarda, z którą to uczelnią związany był do śmierci. Podczas II wojny światowej pracował w administracji Franklina Delano Roosevelta, gdzie był odpowiedzialny za wyznaczanie poziomów cen. Wymiernym wskaźnikiem sukcesu jego pracy był fakt, że już po uwolnieniu cen wzrost inflacji okazał się niewielki. Po wojnie wraz z prezydentową Eleanor Roosevelt zaangażował się w prace stowarzyszenia Americans for Democratic Action, działającego na rzecz sprawiedliwości społeczno-ekonomicznej. W 1961 r. prezydent USA John F. Kennedy mianował go ambasadorem w Indiach, co odzwierciedliło się w obecnej w pracach ekonomicznych Galbraitha krytyce polityki kolonialnej i nawoływaniu do pomocy krajom rozwijającym się.

Był także zdolnym nowelistą, potrafiącym w okraszonych humorem historiach dokonywać celnych spostrzeżeń społeczno-politycznych. W jednym z jego opowiadań Stany Zjednoczone obalają lewicujący południowoamerykański rząd i osadzają na stanowisku prezydenta mieszkańca tego kraju, studiującego w USA. Ku ich zdumieniu okazuje się, iż w trakcie pobytu na amerykańskim kampusie student ów stał się… komunistą. W innym tekście kreśli historię uniwersyteckiego profesora, który po godzinach stara się zdobyć na giełdzie fortunę, aby przeznaczyć ją na kampanię na rzecz sprawiedliwości społecznej. Dochodzi do krachu, który pociąga za sobą wiele ofiar, lecz profesor się na tym bogaci i ku zdumieniu wszystkich zaczyna realizować swój plan.

Był wreszcie Galbraith popularnym myślicielem i edukatorem, łączącym w swych przemyśleniach wiedzę z zakresu historii, ekonomii, stosunków międzynarodowych, filozofii i psychologii. Swój talent wykorzystał m.in. realizując w 1977 r. dla brytyjskiej telewizji BBC wielki serial popularnonaukowy „Czas Niepewności” („Age of Uncertainty”) i odpowiadając w nim na kluczowe pytania o historię i przyszłość.

Białe plamy teorii

Profesor Galbraith był jednak przede wszystkim ekonomistą jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata, a jego przemyślenia do dziś zajmują ważne miejsce w historii tej dyscypliny. W sprawach nauki nie kierował się doktrynerstwem, aczkolwiek najczęściej jest przypisywany do dwóch szkół: instytucjonalnej ekonomii oraz keynesowskiej (tę tradycję kontynuuje równie niepokorny ekonomista – jego syn James K. Galbraith). W latach 30. poznał na uniwersytecie w Cambridge samego Keynesa, którego spostrzeżenia co do wagi wydatków państwa w przypadku słabego popytu zostawiły trwały ślad w myśleniu Galbraitha. Kolejną ważną inspiracją był Thorstein Veblen z jego teorią „klasy próżniaczej” i ostentacyjnej konsumpcji dóbr luksusowych.

W swoich pracach rozprawia się z różnymi dominującymi w opinii publicznej pozornymi mądrościami. Do opisania tego zjawiska użył terminu conventional wisdom, który w mowie potocznej funkcjonuje do dziś. Jednym z mitów, który poddaje krytyce, jest rzekome istnienie klasycznej wolnej konkurencji na rynku. Jak wyjaśnia, w istocie taka modelowa konkurencja istnieje tylko między małymi przedsiębiorstwami. Sposób funkcjonowania wielkich korporacji jest zgoła inny. Po pierwsze wielkość przedsiębiorstw przekłada się na akumulowanie coraz bardziej im sprzyjającej siły politycznej. Po drugie świat potężnych molochów znacznie mniej przypomina reakcję modelowej firmy na zmianę preferencji konsumenta, a bardziej system centralnego planowania, gdzie strategia opracowywana jest na lata naprzód. W przypadku wielkich korporacji to nie maksymalizacja zysków jest celem numer jeden (jak to się dzieje w ramach działalności małych firm walczących o klienta), lecz powiększanie siły politycznej i zwiększanie udziału w rynku. Tego podręcznikowa ekonomia nie przewiduje.

Galbraith był jednym z nielicznych ekonomistów swego czasu, którzy odważyli się poruszać właśnie kwestie siły politycznej wielkich korporacji. Poszedł on jednak dalej: nie tylko wskazał na istniejący w rzeczywistości problem, ale i zaoferował jego rozwiązanie, częściowo bazując na obserwacji naturalnie zachodzących procesów. Według jego koncepcji wpływ wielkiego biznesu musi być równoważony przez uważną politykę regulacyjną państwa, silniejsze związki zawodowe oraz organizacje konsumenckie.

Wizja

„Godne społeczeństwo” (tytuł oryginału należałoby przełożyć na polski raczej jako „Dobre społeczeństwo”) jest pracą, którą niezwykle trudno zaklasyfikować. To esej, który spełnia wymogi pracy naukowej z dziedziny ekonomii, a jednocześnie jest łatwo zrozumiały dla osób bez wiedzy fachowej z tego zakresu. To również praca o ludziach, ich zachowaniach, wartościach i powinnościach. Całość stanowi próbę skonstruowania recepty na godne społeczeństwo. Po przeczytaniu książki, gdzie na zaledwie stu stronach, w jednocześnie lekkim i poważnym stylu, Galbraith porusza wiele tematów: od edukacji, przez nierówności, po wojskowość i pomoc międzynarodową, ze zdumieniem należy stwierdzić, iż jest to próba niezwykle udana.

Autor rozpoczyna rozważania od postawienia pytania: Jakie właściwie powinno być godne społeczeństwo? Odpowiedź na pytanie o słuszne i sprawiedliwe urządzenie spraw społecznych będzie celem tej koncepcyjnej podróży, jednak w pogoni za nim autor nie zatraci się w odrealnionym idealizmie. Dlatego wskazane i opisane zostanie to, co słuszne, a nie to, co doskonałe. Jako weteran życia publicznego i uczestnik procesów politycznych jest on świadom ograniczeń stawianych przez zastane urządzenie świata. Wie, że dążenie do celu stworzenia godnego społeczeństwa musi uwzględniać strukturę instytucjonalną oraz naturę ludzką. Przy zmierzaniu do zrealizowania wielkiego celu, wyznaczanego przez nasz system wartości, nie możemy zapominać o tak przyziemnych faktach jak istnienie silnej motywacji pieniężnej. Istnienie rozbieżnych grup interesów i ich nie zawsze wzniosłe intencje przeszkadzają w realizacji społecznie użytecznego kształtu stosunków ekonomicznych. Oligarchia wpływa na bieg wydarzeń i kierunki myślenia społeczeństwa tak, aby ten kształt był jak najbardziej po jej myśli: W samej naturze uprzywilejowanej grupy leży to, że tworzy ona polityczne uzasadnienie swojego istnienia, a często też doktrynę społeczno-ekonomiczną, która tej grupie najlepiej służy.

Galbraith jest bardzo krytyczny wobec tych uprzywilejowanych, którzy nie czują potrzeby lepszego zorganizowania spraw publicznych. Nie kryje swojej niechęci wobec nich, pozwalając sobie na lekki przytyk: Grupa powiązana z wielkimi pulami pieniędzy jest uważana za wyjątkowo inteligentną, jak żadna inna. Dopiero bezpośrednie doświadczenie kontaktu z ludźmi tak sytuowanymi rozwiewa ten mit.

Mimo to myliłby się ten, kto uważałby autora „Godnego społeczeństwa” za zwolennika radykalnych doktryn. Wręcz przeciwnie – wedle niego upolitycznienie i zideologizowanie spraw społecznych to groźna pomyłka. Uważa, iż powinna nastać era praktycznego osądu, gdyż decyzje należy podejmować na podstawie zalet społecznych i gospodarczych danego rozwiązania. Tak jak błędna była sowiecka koncepcja dostarczania dóbr konsumpcyjnych przez państwo, podobnie błędna jest doktryna maksymalnej prywatyzacji wszystkiego. Państwowa interwencja może być korzystna w niektórych dziedzinach, np. państwowe szkolnictwo rolnicze przyniosło wydatny wzrost produktywności farmerskiej w USA, a japońskie doświadczenia przy wspieraniu badań i innowacji przez państwo pokazują, iż miarą trafności rozwiązania jest jego skuteczność, nie zaś dopasowanie do doktryny. Profesor bardzo mocno akcentuje tę myśl: Nie ma w dzisiejszych czasach błędu większego ani gorliwiej uzasadnianego. We współczesnym systemie gospodarczym i politycznym identyfikacja ideologiczna oznacza ucieczkę od niepożądanej myśli – zastąpienie konkretnej decyzji podejmowanej w określonym przypadku ogólną i banalną formułą.

W dobie gorliwie praktykowanego ideologicznego sekciarstwa Galbraith opowiada się po stronie zdrowego rozsądku. Duszy społecznika i naukowca nie cieszy zaślepienie i „kibolstwo” w sprawach publicznych – jego obowiązkiem jest iść pod prąd i dawać świadectwo praktycznego osądu. W negacji doktrynerstwa Galbraith posuwa się bardzo (zbyt?) daleko, krytykując ideologizację ex post procesów historycznych. Jego zdaniem to nie polityczna wola i przesunięcie politycznego wahadła spowodowały większą rolę państwa, lecz procesy takie jak wydłużenie czasu życia, migracje do miast, globalizacja polityki międzynarodowej itd. Państwo musiało się poszerzać i zapewniać coraz więcej dóbr publicznych ze względu na rozwój interakcji gospodarczych. Nowe role przypadły państwu dopiero jako konsekwencja tego rozwoju. Tym samym doktrynerzy przypisujący zwiększenie roli państwa politycznemu wpływowi jednej ze stron ideologicznego sporu – nie mają racji. Co więcej, jedna ze stron, ta będąca zwolennikiem ograniczania funkcji państwa, zajmuje pozycje nie tyle polityczne, co ahistoryczne – nawet o tym nie wiedząc.

Czy jednak idąc tak daleko, Galbraith nie neguje roli wartości i idei w ludzkim działaniu na rzecz pozytywnej zmiany? W świetle szczytnej intencji, która przebija przez karty „Godnego społeczeństwa”, wydaje się, że bardziej prawidłowe byłoby inne wyjaśnienie. Otóż początkowy cel dobra wspólnego zachwyca ludzi o różnych poglądach. Z biegiem czasu jednak święte przekonanie co do słuszności określonej drogi realizacji tego celu staje się coraz bardziej istotne dla zideologizowanych. W pewnym momencie doktrynerom pozostaje już tylko fetyszyzacja wybranej drogi – czy to mniejszej ingerencji państwa, osobistej odpowiedzialności i niższych podatków, czy też redystrybucji i zwiększenia roli instytucji publicznych. W skrajnym przypadku początkowy cel całkowicie zanika, zaś droga staje się celem.

Dobrobyt fundamentem społeczeństwa

Rola ekonomii w godnym społeczeństwie ma podstawowe znaczenie – twierdzi Galbraith, wykazując, iż koniecznością w takim społeczeństwie jest szybki i trwały rozwój gospodarczy, wzrost produkcji i zatrudnienia. Stagnacja jest wrogiem rozwoju społecznego, zaś ci, którzy za nią optują, podzielają w istocie skrywane preferencje lepiej sytuowanych obywateli. Niedostatek powoduje wzrost patologii i frustracji. Dlatego autor wskazuje, iż najlepszą metodą walki m.in. z narkotykami i przestępczością byłaby walka z główną przyczyną tych zjawisk – ubóstwem.

Autor „Godnego społeczeństwa” nie jest przeciwnikiem materialnych motywacji i zysków, zaznacza jednak, iż wzbogacanie się jednych nie może odbywać się kosztem społeczeństwa, przywołując za przykład oszustów finansowych i skrajnie wysoko zarabiających menedżerów. Bogactwo powinno być, jego zdaniem, stosownie opodatkowane. Ponieważ ubodzy wydają to, co zarobią, napędzając gospodarkę, zaś utrata krańcowych dochodów bogatych przywraca pieniądze gospodarce, Galbraith jest zwolennikiem opodatkowania mocno progresywnego. Takie opodatkowanie nie szkodziłoby, wbrew obawom niektórych, wzrostowi gospodarczemu, czego przykładem były lata szybkiego wzrostu gospodarczego USA po drugiej wojnie światowej, gdy opodatkowanie najlepiej zarabiających było niezwykle wysokie jak na dzisiejsze standardy.

Jak przekonuje autor w rozdziale „Gospodarka godnego społeczeństwa”, ustrój dobrobytu wymaga stałej ekspansji gospodarczej. Tej jednak zagrażają naturalne tendencje cykliczne, powodujące polepszanie i pogarszanie koniunktury. Recepty Galbraitha zasługują na szczególną uwagę w okresach takich jak obecny, gdy gospodarka odnotowuje niski poziom dynamiki wzrostowej. Gospodarka nie może zbliżać się do pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych i pełnego zatrudnienia w sytuacji słabnącego popytu. Ten zaś składa się z konsumpcji, inwestycji i wydatków rządowych. Przy słabnięciu popytu mamy do wyboru trzy środki zaradcze.

Pierwszym jest obniżka podatków, która teoretycznie może spowodować wzrost konsumpcji. Autor zauważa jednak, iż w warunkach dekoniunktury i niepewności to rozwiązanie może nie być wystarczającą zachętą do inwestycji i konsumpcji. Obniżka podatków może się przerodzić w zwiększenie poziomu oszczędności bez zwiększenia akcji kredytowej i aktywności gospodarczej. Szczególnie osoby o wysokim poziomie dochodów nie wydają zazwyczaj całości dochodu po odjęciu podatku. Drugie rozwiązanie to cięcie stóp procentowych, preferowane przez ekonomiczny mainstream. Galbraith wspiera to rozwiązanie, jednak wskazuje, że w warunkach dekoniunktury wzrost inwestycji i konsumpcji nie jest pewny. Dopiero trzecie rozwiązanie – wzrost wydatków rządowych – zapewnia, jego zdaniem, zwiększenie popytu. Wiąże się to oczywiście z większym deficytem budżetowym, ten jest jednak konieczny przy działaniach antycyklicznych (prowzrostowych).

Kolejnym spostrzeżeniem Galbraitha, będącym niezwykle „na czasie” także w Polsce roku 2013, jest tendencja do zrzucania winy za pogorszenie sytuacji pracowników na nich samych. Gdy dziś słyszymy o oczekiwaniach względem mobilności i elastyczności pracowników, słowa Galbraitha brzmią szczególnie donośnie: Wołanie o lepsze przygotowanie pracowników jako lekarstwo na spowodowane przez recesję bezrobocie jest ostatnią deską ratunku dla pustej liberalnej głowy.

Równe społeczeństwo, sprawne państwo

Wiele miejsca poświęca autor problemom nierówności i struktury klasowej, a także edukacji, której rolę uważa za kluczową. Oświata jest w godnym społeczeństwie narzędziem, dzięki któremu można osiągnąć wiele celów. Jest niezwykle ważna dla gospodarki, wyposażając absolwentów w kapitał intelektualny potrzebny dla rozwoju w tej dziedzinie. Jednak jej rola na tym się nie kończy. Edukacja wzbudza w ludności, szczególnie tej uboższej, nadzieje i szanse na lepsze życie w przyszłości, rozładowuje frustracje związane z hierarchią społeczną i niskim statusem. Jest szansą dla każdego, lecz szczególnie ważną dla grup upośledzonych. Przeciwdziałanie dyskryminacji społecznej, jaką jest w istocie edukacja gorszej jakości, to jedno z głównych zadań godnego społeczeństwa.

System oświaty pełni także ważną rolę dla funkcjonowania demokracji. Wykształcona ludność to po prostu bardziej kompetentny elektorat, zdolny do rozumnego współkształtowania spraw publicznych. W istocie, konkluduje Galbraith, demokracja to rezultat edukacji i rozwoju gospodarczego – nie mogłaby owocnie istnieć bez któregoś z tych czynników.

Motyw wyrównywania szans jest niezwykle ważny, jednak Galbraith podkreśla, że uważa istnienie materialnych nierówności za nieuchronne i do pewnego stopnia pożyteczne. Ale wielki rozziew między bogatymi a biednymi jest szkodliwy, dlatego państwo powinno interweniować, tworząc „siatkę bezpieczeństwa” dla ubogich – chroniąc ich przed skrajną nędzą, wspierając wyrównywanie szans, dbając o dobra publiczne i angażując się w działania łagodzące żywioł wolnego rynku: Kapitalizm w swej pierwotnej, XVIII- i XIX-wiecznej formie był systemem okrutnym, który nie przetrwałby wywoływanych przez siebie społecznych napięć i rewolucyjnych postaw, gdyby nie tonująca, łagodząca reakcja państwa.

Poza tym państwo w ocenie Galbraitha powinno, zgodnie z historycznym procesem rozwoju i występowaniem nowych zjawisk, regulować gospodarkę i przestrzeń publiczną. Chodzi tu nie tylko o środowisko naturalne, któremu autor poświęca osobny rozdział, ale także o ubezpieczenia zdrowotne, standardy ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i higieny pracy czy choćby działalności monopolistycznej prywatnych przedsiębiorstw.

Godne społeczeństwo powinno dbać o przestrzeń publiczną, ale także kierować się imperatywem moralnym w stosunku do krajów słabo rozwiniętych. Bieda jest dla godnego społeczeństwa wyzwaniem moralnym, nawet jeżeli występuje poza granicami kraju.

W swoim zaledwie stustronicowym eseju Galbraith podnosi tak wiele istotnych aspektów życia społeczno-gospodarczego, iż nie sposób ich wszystkich omówić. Książka podzielona jest na osiemnaście kilkustronicowych rozdziałów, z których każdy jest błyskotliwym omówieniem wybranego zagadnienia, nawiązującym jednocześnie do innych. Galbraith w swoim pisaniu łączy wiele cech, które zazwyczaj są niemal nie do pogodzenia, szczególnie dla zawodowego naukowca. Książka jest lekka, niepozbawiona ironii i humoru, a jednocześnie dotyka spraw najważniejszych. Jest „kompaktowa”, a równocześnie omawia projekt budowy godnego społeczeństwa dość szczegółowo i nie pomijając chyba niczego ważnego. Stanowi publikację „stuprocentowo” ekonomiczną, będąc zarazem książką o społeczeństwie. Jest to w końcu tekst głęboki, wymagający zadumy, lecz łatwy w odbiorze. Jak na „Program troski o ludzkość” przystało, autor włożył wiele wysiłku w jasne wyłożenie swojej wizji. Galbraith-dydaktyk był wydatnym wsparciem dla Galbraitha-naukowca.

Nieprzypadkowo ostatni rozdział zatytułowany jest „Kontekst polityczny”. Zmiana w kierunku godnego społeczeństwa nie jest prosta, zaś procesy polityczne nie ułatwiają wyrażenia interesów wszystkich obywateli. Galbraith jednak wierzy w to, co jest słuszne, i apeluje: Niech powstanie koalicja zatroskanych i współczujących oraz tych, którzy obecnie znajdują się poza systemem politycznym, a przed godnym społeczeństwem otworzą się jasne i całkiem realne widoki. Zamożni nadal będą zamożni, dobrze sytuowani – nadal dobrze sytuowani, lecz ubodzy staną się częścią systemu politycznego. Ich potrzeby będą słyszane – podobnie jak inne cele godnego społeczeństwa. Nietuzinkowy myśliciel rzuca więc nam wszystkim wyzwanie wejścia na drogę walki o godne społeczeństwo. Droga ta nie jest usłana różami – tego Galbraith nie obiecuje, jednak swym „praktycznym osądem” kreśli tak plastyczną, niemal dotykalną wizję lepszego świata, iż trudno jej się oprzeć.

John Kenneth Galbraith, Godne społeczeństwo: Program troski o ludzkość, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2012, przełożył Adam Szeworski.

Krzysztof Mroczkowski

(ur. 1987) – publicysta, ekonomista i historyk. Propagator zapomnianej
historii myśli ekonomicznej i teorii rozwoju. Stały współpracownik
„Nowego Obywatela”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>