Wielki powrót choroby biednych

Wielki powrót choroby biednych

W Polsce aż 22,2 na 100 tys. osób cierpi z powodu gruźlicy. To dużo więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Problem jest tym poważniejszy, że coraz częściej diagnozowane są przypadki gruźlicy lekoopornej.

Jak informują „Dziennik Polski” i RynekZdrowia.pl, w Niemczech współczynnik zachorowań wynosi 5,3, w Czechach 5,7, a na Słowacji 7,3. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w 2011 r. na świecie na gruźlicę zachorowało 8,7 mln osób, w tym 64 tys. dzieci. W Polsce w tym samym czasie zdiagnozowano 8,4 tys. takich przypadków. Od dwóch lat zachorowalność na tę chorobę w miastach jest większa niż na wsi.

Gruźlica jest chorobą zakaźną. Nieleczony chory zaraża w ciągu roku średnio od 10 do 15 osób. Prątki gruźlicy zwykle pozostają w organizmie w stanie uśpionym, jednak u człowieka zakażonego ryzyko zachorowania trwa przez całe życie. Lekarze podkreślają, że najtrudniejszym problemem jest mutowanie gruźlicy, która dzięki temu staje się odporna na stosowane dotychczas leki.

W opinii specjalistów zachorowań może być dużo więcej, niż wskazują statystyki. Badania diagnostyczne są drogie, zatem nie wszyscy pracodawcy zlecają badania okresowe. Część chorych nie podejmuje leczenia, bo wstydzi się przyznać do choroby. W efekcie wykrywalność gruźlicy maleje. – „Nadzór nad chorobami zakaźnymi i śledzenie procesu narastania oporności mikroorganizmów odgrywa obecnie bardzo ważną rolę. Szczególnie istotne jest to w przypadku gruźlicy, która rozprzestrzeniania się trudną do ograniczenia drogą kropelkową. W kraju mamy jednak obecnie poważny problem z diagnostyką, a to wpływa na możliwości walki z tą chorobą” – mówi prof. Zofia Zwolska z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Problemem jest także to, że w ciągu ostatnich lat w wielu regionach zamknięto ośrodki zajmujące się leczeniem chorych na gruźlicę. – „Jedyną możliwością przerwania łańcucha transmisji jest wczesne wykrycie choroby i jej prawidłowe leczenie. Przeważnie jednak chory zostaje zdiagnozowany już w zaawansowanym stadium. Niekiedy następuje to po kilku miesiącach od zakażenia, niekiedy po kilku latach. W tym czasie taka osoba zakaża prątkami gruźlicy kolejnych ludzi” – podkreśla pani profesor. Eksperci oceniają, że istotnym problemem w walce z chorobą są też pacjenci wypisujący się ze szpitala na własne życzenie lub niestosujący się do zaleceń leczenia farmakologicznego. To właśnie u nich często dochodzi do uruchomienia mechanizmów lekoopornych.

Polska zajmuje ostatnie miejsca w rankingach społecznych (odsetek ubogich, dostęp do służby zdrowia itd.), natomiast przoduje np. właśnie pod względem zachorowań na gruźlicę. Przypadek?

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koparki precz od Białki!

Koparki precz od Białki!

Pod koniec kwietnia odbędzie się akcja artystyczno-społeczna, mająca na celu uratowanie przed dewastacją rzeki Białki. Przedsięwzięcie ma również zwrócić uwagę na podobne zagrożenia dla innych małopolskich rzek.

Warkocze Białki to inicjatywa podjęta w celu ratowania rzeki przed regulacją i pogłębieniem. Projekt rozpoczął się w trakcie wystawy Cecylii Malik „Rezerwat Miasto” w Galerii „Bunkier Sztuki” w Krakowie. Do współpracy artystka zaprosiła ekspertów z zakresu ochrony środowiska – prof. Romana Żurka i Pawła Augustynka Halnego. W ramach wystawy zaprezentowali oni opracowaną przez siebie fotograficzną dokumentację procesów dewastacji rzek w Małopolsce.

Logo Akcji - Warkocze Bialki

Białka powstaje wysoko w Tatrach z połączenia Rybiego Potoku i Białej Wody. To jedyna w Polsce tak dzika rzeka górska. Każdego roku zmienia swoje koryto poprzez gwałtowne wezbrania. Jest odzwierciedleniem charakteru gór i symbolem Podhala. W regionie znaleźli się lobbyści, a w Małopolsce urzędnicy i tzw. eksperci, którzy uważają, że to natura musi ustąpić interesom człowieka. Rzucone po raz kolejny hasło dotyczące potrzeby „ochrony przeciwpowodziowej poprzez ujarzmianie rzek” zostało podchwycone i jest powtarzane przez okolicznych wójtów i posłów związanych z regionem.

Kampania w obronie rzeki angażuje coraz więcej organizacji i osób prywatnych z całej Polski. W przygotowania do happeningu włączyli się m.in. „Bunkier Sztuki”, Klub Przyjaciół Dunajca, Klub Przyjaciół Raby, Małgorzata Nieciecka i Martyna Biernacka (założycielki Wodnej Masy Krytycznej), Monika Kotulak (ekspertka Klubu Przyrodników), Sylvie i Krzysztof Derdaccy (Fundacja Europejskie Centrum Ziemi) oraz Koło Naukowe Studentów Historii Sztuki UJ.

Akcja, polegająca na wspólnym zaplataniu ogromnego warkocza, odbędzie się 27 kwietnia (sobota) o godz. 12:00. Miejsce: przełom Białki przy Nowej Białej (okolice Nowego Targu). „Uplećmy razem warkocz długości rzeki Białki i obrońmy ją przed regulacją! Niech wspólna praca nad warkoczem połączy nas tak, jak łączą nas rzeki, woda i wspólna odpowiedzialność” – apeluje Cecylia Malik.

Wcześniej, w ramach przygotowań do akcji odbędzie się podobny performance, ale na krakowskim Rynku (przed Ratuszem) – w sobotę 20 kwietnia o godz. 12:00. Pół godziny później na schodach Ratusza rozpocznie się konferencja prasowa dotycząca inicjatywy.

Więcej informacji: www.warkoczebialki.blogspot.com oraz na Facebooku.

O problemie dewastacji polskich rzek pisaliśmy niedawno tutaj. Koniecznie zajrzyj też tutaj.

„Nowy Obywatel” 7(58) / Zima 2012 na czytniki ebooków

Cztery tysiące uratowane

Cztery tysiące uratowane

Po protestach samorządowców kolejarze wycofują się z zamykania lokalnych połączeń. Wyłączone z użytku zostanie prawdopodobnie tysiąc kilometrów torów, a nie aż pięć tysięcy, jak zakładano początkowo.

Jak przypomina „Metro”, raport z propozycją zamknięcia ok. 5 tys. kilometrów torów w Polsce wyciekł z resortu transportu jesienią ubiegłego roku. Gdy samorządowcy podnieśli larum, kolejarze spuścili z tonu i zaproponowali już „tylko” 2 tys. km tras do „czasowego wstrzymania”, głównie na wschodzie kraju. Tym razem zareagowały nie tylko władze małych miast, ale też marszałkowie większości województw oraz firmy przewożące towary koleją. Protesty poskutkowały. Polskie Linie Kolejowe – państwowa spółka zarządzająca torami, powiązana z PKP – ogłosiły, że wycofują się z radykalnych cięć. Zachowano m.in. połączenie na Mazury do Rucianego-Nidy, dwa połączenia do Ostrołęki, z Zamościa do Hrubieszowa, z Łodzi do Dębicy (o walce o to połączenie pisaliśmy tutaj), z Kalwarii Zebrzydowskiej do Bielska-Białej. – „Dostaliśmy deklaracje przewoźników o utrzymaniu ruchu towarowego i pasażerskiego na tych liniach. Samorządy obiecują też, że dołożą się do remontów torów, z funduszy unijnych na lata 2014-2020” – mówi Robert Kuczyński z PLK.

PLK nadal jednak planują zamknąć tysiąc kilometrów linii, ale niewykluczone, że jeśli samorządy dorzucą się do ich utrzymania, to one też ocaleją.

POlityka antyrodzinna

POlityka antyrodzinna

Minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas potwierdziła, iż zapowiadane przez rząd na ten rok obniżenie opłat za przedszkola nie dojdzie do skutku. Premier obiecywał 320 mln zł na ten cel.

Szumilas poinformowała, że obecnie przygotowywany jest projekt przepisów o zmniejszeniu rodzicom kosztów pobytu dzieci w przedszkolach, które miałyby obowiązywać dopiero od września przyszłego roku – podaje „Nasz Dziennik”.

Gazeta przypomina, że 320 mln zł w ramach subwencji na przedszkola w 2013 r. premier zapowiadał już podczas „drugiego exposé”, a potem kwota taka została zapisana w budżecie państwa. Po informacji o zmianie planów rządu w tym względzie, politycy PiS zaapelowali, aby – skoro już te 320 mln w rezerwie celowej zapisano – zostały one jednak przeznaczone na edukację, np. na realizację pomysłu opozycji dotyczącego bonu rodzinnego. – „To kwota 300 zł miesięcznie, z których to rodzice decydowaliby, a nie rząd, na co chcą przeznaczyć pieniądze – czy na żłobek, czy na przedszkole. Skoro dzisiaj wiemy, że w budżecie zabezpieczone są pieniądze, które miały być wykorzystane na rzecz polskiej rodziny, to szkoda, żeby te pieniądze zostały zmarnowane, a przede wszystkim nieprzeznaczone na rodzinę, tak jak miało to być w założeniu pierwotnym” – mówił Adam Rogacki (PiS).

Zwrócił przy tym uwagę, że mimo iż Donald Tusk ogłosił bieżący rok rokiem rodziny, to jednak rząd PO-PSL podjął wiele działań, które raczej pogarszają los polskich rodzin. – „W zeszłym roku pozbawiono część rodzin świadczenia po urodzeniu dziecka, w nowym roku mamy kolejne rozwiązania antyrodzinne, czyli pozbawienie części rodzin posiadających choćby jedno dziecko ulgi podatkowej, a z drugiej strony wygaszenie programu »Rodzina na swoim«, z którego wiele rodzin korzystało” – wyliczał Rogacki.