Sprawiedliwości nie stało się zadość

Sprawiedliwości nie stało się zadość

Sąd Apelacyjny uznał, iż nie ma związku pomiędzy katorżniczą pracą Anety Glińskiej w sieci Biedronka a śmiercią kobiety.

Sprawę relacjonuje „Gazeta Wyborcza”. Aneta w 2003 r., mając 21 lat, samotnie wychowywała 10-miesięcznego syna. W Biedronce w Ustce pracowała od pół roku, oficjalnie na 3/4 etatu przy kasie. Do jej obowiązków należało jednak również wypakowywanie towarów.

Kilka dni przed śmiercią dziewczyna skarżyła się matce, że z wysiłku bardzo boli ją głowa. Poszła do lekarza, przyjęła leki i położyła się spać. Wtedy zadzwonili ze sklepu, że ma wieczorem stawić się w pracy. Na zapleczu zemdlała. Następnego dnia stan zdrowia dziewczyny znacznie się pogorszył. Trafiła do szpitala w Słupsku, a stamtąd pogotowie zabrało ją do Akademii Medycznej w Gdańsku. Przeszła dwie operacje, ale lekarzom nie udało się jej uratować.

Zdaniem Stowarzyszenia Poszkodowanych przez JMD – Biedronka, Aneta Glińska zmarła na skutek wykonywania pracy ponad siły. – „Jednego dnia potrafiła rozładować nawet kilka 20-tonowych ciężarówek” – mówi Edward Gollent, przewodniczący stowarzyszenia. – „Naszym zdaniem skrajnie ciężka praca Anety, która nie była poddana właściwym badaniom lekarskim, była powodem jej śmierci” – dodaje. Tego samego zdania jest rodzina dziewczyny. – „Córka dźwigała ciężary bez wymaganych specjalistycznych badań lekarskich. Skarżyła się, że jedyny sprzęt do transportu ważących ponad tonę palet to ręczny wózek, który na dodatek często był zepsuty. Z tego powodu ciężarówki rozładowywała z koleżankami ręcznie. Były dni, że nawet trzy tiry” – tłumaczyła w 2008 r. matka zmarłej pracownicy.

Pięć lat temu przed Sądem Okręgowym w Słupsku zaczął się proces cywilny przeciwko JMD. Powództwo wytoczyło Stowarzyszenie Poszkodowanych przez JMD – Biedronka. Domagano się odszkodowania dla 6-letniego syna zmarłej i dla jej matki – w sumie ponad 140 tys. zł, a także zasądzenia na rzecz dziecka renty w wysokości 400 zł miesięcznie. W 2011 r. sąd oddalił powództwo stowarzyszenia, uznając, że nie było związku pomiędzy śmiercią Anety Glińskiej a warunkami, w których pracowała. Stowarzyszenie odwołało się jednak od tego postanowienia. Teraz Sąd Apelacyjny w Gdańsku oddalił apelację. – „Strona powodowa wykazała, że zachowanie pozwanego naruszało przepisy prawa, jednak do śmierci pani Anety Glińskiej doszło wskutek jej samoistnej choroby, a nie zachowania pozwanego” – uzasadniał wyrok sędzia Artur Lesiak. – „Nie można stwierdzić, że zachowanie pozwanego pozostawało w adekwatnym związku przyczynowym ze śmiercią Anety Glińskiej. Pani Aneta odczuwała ból przed rozpoczęciem pracy, co wskazuje na to, że pęknięcie tętniaka nie było wynikiem nadmiernego wysiłku, gdyż takowego wówczas nie było” – wyjaśniał.

Edward Gollent nie kryje oburzenia wyrokiem – „Myślę, że udowodniliśmy, że Biedronka, kiedy dawała skierowania na badania lekarskie, nie wskazała, jaką faktycznie pracę będzie wykonywała pani Aneta. Gdyby taka informacja była, żaden lekarz nie wydałby pozwolenia na pracę. Czy sędziowie uważają, że jeśli kieruje się kobietę do ciężkiej pracy, ponad jej siły, to to naprawdę nie ma wpływu na jej zdrowie?” – pyta retorycznie.

Mecenas Lech Obara, adwokat stowarzyszenia, będzie walczył dalej. – „Wniesiemy o kasację. Dopiszemy też mamę pani Anety do pozwu zbiorowego, który aktualnie przygotowujemy przeciwko Biedronce. Prawdopodobnie również złożymy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu” – zapowiedział.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Dobry przykład

Dobry przykład

Doświadczenia „Solidarności” w organizowaniu pracowników zostaną wykorzystane jako wzorzec w tworzeniu programu szkoleniowego dla związków zawodowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Reprezentanci Paneuropejskiej Rady Regionalnej Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (PERC ITUC – Pan European Regional Council of International Trade Union Confederation) spotkali się z Ewą Zydorek, sekretarzem prezydium Komisji Krajowej oraz pracownikami Działu Rozwoju Związku KK.

Goście zapoznali się z doświadczeniami „Solidarności” w obszarze organizowania pracowników w związek zawodowy. Spotkanie to rezultat wcześniejszych ustaleń pomiędzy MKZZ a Prezydium KK.

– „Tworzymy program szkolenia dotyczący kampanii organizowania pracowników, które będzie realizowane przez MKZZ a skierowane do konfederacji i związków zawodowych z Europy Środkowo-Wschodniej. Przyjechaliśmy do Gdańska, aby dowiedzieć się od kolegów z Działu Rozwoju Związku z centrali „S”, jak przeprowadzić z sukcesem działania na rzecz rozwoju reprezentacji pracowników” – mówi Grigor Gradev, sekretarz wykonawczy PERC ITUC.

O metodach pozyskiwania nowych członków, poszczególnych etapach działań na rzecz rozwoju „S” i planach opowiadał gościom Kacper Stachowski, kierownik DRZ KK.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Wielki Brat spojrzy?

Wielki Brat spojrzy?

Zgodnie z propozycją zmian w prawie pracy, firmy będą mogły zabiegać o informację nt. karalności osób starających się o posadę. Pracodawcy chcieliby także mieć dostęp do historii kredytowej kandydatów.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, przy okazji prac nad zmianami przepisów o czasie pracy posłowie zgłoszą poprawkę odnośnie do poszerzenia katalogu informacji, jakie pracodawca może uzyskać od osoby starającej się o zatrudnienie, o dane dotyczące tego, czy kandydat jest notowany w Krajowym Rejestrze Karnym. Dziś informacje o karalności są dostępne jedynie w sytuacjach określonych ustawami i dotyczą szczególnych zawodów: sędziów, prokuratorów, pracowników ochrony czy nauczycieli.

O zmianę prawa i większy dostęp do danych osobowych pracowników zabiegają pracodawcy zrzeszeni w Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych. Ich zdaniem zdobycie dodatkowych danych o karalności i historii kredytowej zapobiegnie zatrudnianiu osób, które mogą stanowić potencjalne źródło nadużyć finansowych. Innego zdania jest Paweł Śmigielski, ekspert OPZZ. – „Nie ma potrzeby, by każdy pracodawca poznawał nawet niechlubną kryminalną przeszłość kandydata do pracy czy jego historię kredytową. Człowiek ma różne słabości, a firma, by nie paść ich ofiarą, powinna stosować odpowiedni nadzór, właściwie organizować pracę, wdrażać systemy zabezpieczeń, które ograniczą ryzyko nadużyć ze strony załogi” – zauważa Śmigielski. Związkowcy dodają, że w ostatnich latach pracodawcy przesadzają z „prześwietlaniem” prywatnego życia swoich podwładnych oraz z nadzorowaniem ich, np. stosując w pracy wariografy czy nawet skanując linie papilarne i tęczówki.

Swoich obaw względem proponowanego rozwiązania nie kryje również prof. Łukasz Pisarczyk z Uniwersytetu Warszawskiego. – „Rozszerzenie katalogu danych, jakie może pozyskiwać pracodawca, wymaga precyzji i ostrożności. Czy jest uzasadnione wprowadzenie rozwiązania, zgodnie z którym każde skazanie ma być ujawnione w informacji dla pracodawcy? Może należałoby doprecyzować, czy chodzi o przestępstwa z winy umyślnej, a może tylko przestępstwa przeciwko mieniu” – zastanawia się prof. Pisarczyk.

Wątpliwości ma też generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórski. Nie popiera pomysłu wprowadzenia wspomnianego rozwiązania jako głównej zasady wynikającej z Kodeksu pracy. Jego zdaniem mogłoby to podważyć sens resocjalizacji skazanych, zwłaszcza że nie chodzi tu tylko o osoby opuszczające więzienie, lecz także o te z wyrokiem w zawieszeniu czy ukarane grzywną. Wiewiórski uznaje, że można rozważyć wprowadzenie proponowanego przepisu w odniesieniu do rynku finansowego, gdzie chodzi o duże przepływy pieniędzy, jednak nie powinien on obejmować kasjerki w hipermarkecie czy stróża na parkingu, mimo iż osoby te również odpowiadają za powierzone im mienie i środki finansowe.

Biała Czarna Księga

Biała Czarna Księga

Kolej z roku na rok traci udział w rynku na rzecz innych gałęzi transportu, spada liczba przewożonych pasażerów i towarów… Konieczne są zmiany – apeluje Instytut Jagielloński.

Jak zauważa portal wnp.pl, przytaczając wyniki analizy pt. „Biała Księga Kolei” (zostanie opublikowana pod koniec miesiąca), kolej zaczęła tracić udział w rynku na rzecz transportu samochodowego w latach 90., kiedy nastąpiło zahamowanie inwestycji kolejowych. Zdaniem Instytutu, w tej chwili jesteśmy w przełomowym momencie: konieczne staje się m.in. uporządkowanie sytuacji przewoźników kolejowych Grupy PKP, stawek za dostęp do infrastruktury, optymalizacja sieci połączeń kolejowych.

Autorzy analizy określają stan polskiej kolei jako zły. Zwracają uwagę na fatalną jakość infrastruktury (zaledwie ok. 40 proc. torów jest w dobrym stanie technicznym), zaawansowany wiek taboru (wagony mają średnio po ok. 26 lat), niską średnią prędkość handlową pociągów towarowych (25 km/h). – „Z powodu niskiego poziomu zadowolenia systematycznie spada liczba pasażerów (w latach 2009-2011 o ok. 30 proc.), a wysokie i niestabilne stawki dostępu do infrastruktury znacznie utrudniają przewoźnikom kolejowym konkurencję z transportem samochodowym i długookresowe planowanie inwestycji” – wylicza Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Zdaniem autorów opracowania naglące wyzwania stojące przed branżą to przede wszystkim: zadłużenie Grupy PKP, brak kontroli nad stawkami dostępu do infrastruktury i brak odpowiedniej kontroli nad inwestycjami, szczególnie istotne w obliczu nowego rozdania funduszy unijnych. – „Dodatkowo rynek stoi przed perspektywą zapowiadanej na rok 2019 liberalizacji” – przypomina Roszkowski. Według założeń tzw. czwartego pakietu kolejowego (opracowywanego przez Komisję Europejską) każdy przewoźnik uzyska prawo do świadczenia usług na liniach wewnętrznych innych państw Wspólnoty. – „W ten sposób przedsiębiorstwa kolejowe będą mogły oferować usługi i brać udział w przetargach na równych prawach. Do tego czasu polska kolej musi się zrestrukturyzować i zacząć działać zgodnie ze standardami europejskimi, w przeciwnym razie przegra definitywnie z konkurencją” – przestrzega Roszkowski.

O tym, dlaczego kolej jest tak ważna dla dobrobytu, pisaliśmy m.in. w numerze 51.