Zamienieni miejscami

Zamienieni miejscami

Dziś o godz. 12:00 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia rozpocznie się proces przeciwko działaczom NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańskiej oraz zakładów Cegielskiego z Poznania.

„Pięć dni po hańbiącym wyroku na oskarżonych w procesie w sprawie Grudnia’70 polski wymiar sprawiedliwości zajmie się związkowcami z »Solidarności«”– pisze gdańska „S”. Karolowi Guzikiewiczowi, Zbigniewowi Stefańskiemu oraz Robertowi Puszczowi prokuratura postawiła zarzut czynnej napaści na 79 policjantów podczas manifestacji w obronie stoczni, która miała miejsce 29 kwietnia 2009 r. w Warszawie.

Komitet Obrony Stoczni w swoim komunikacie zaapelował o udział w pikiecie przed sądem. Napisał także, że na ławy oskarżonych trafiają ponownie ci, którzy bronili i dalej bronią ideałów „Solidarności”, a w tym samym czasie uniewinnieni zostali Stanisław Kociołek i Wojciech Jaruzelski, którzy strzelali do robotników.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wyprawka do zwrotu

Wyprawka do zwrotu

Część środków przeznaczonych w zeszłym roku na realizację programu „Wyprawka szkolna” znów nie zostało wykorzystanych, m.in. z powodu niskiego kryterium dochodowego oraz różnej interpretacji przepisów.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w 2012 r. do gmin trafiło 79,7 mln zł z przeznaczeniem na refundację opiekunom zakupu podręczników. Samorządy nie wykorzystały aż 13 proc. środków – 10,3 mln zł zostało zwróconych wojewodom. Zdarza się to nie pierwszy raz. Według NIK, w 2009 r. gminy oddały 30 proc. przekazanej im kwoty, a w 2010 aż 38 proc. – „Taka sytuacja jest spowodowana głównie niskim poziomem kryterium dochodowego, od którego zależy przyznanie dofinansowania” – uważa Marian Grygier, dyrektor Pszczyńskiego Zarządu Edukacji. W poprzednich latach jako kryterium uprawniające do dopłat przepisy określały bowiem to obowiązujące w pomocy społecznej – 351 zł na osobę w rodzinie – która to kwota od 2006 r. aż do października 2012 r. była zamrożona. Aby zwiększyć liczbę uprawnionych, rząd zdecydował się w ub.r. na wprowadzenie dla uczniów klasy pierwszej szkoły podstawowej wyższego progu, wynoszącego 504 zł. Od takiej samej kwoty zależało wtedy uzyskanie zasiłku rodzinnego. Co więcej, w związku z przeprowadzaną wówczas weryfikacją progów, gminy mogły akceptować wnioski również od rodziców spełniających podwyższone kryteria (456 zł oraz 539 zł). Jednak nawet mimo takiej zmiany, gminy zwróciły część pieniędzy.

Problemem jest też niewykorzystywanie przez dyrektorów możliwości przyznania dofinansowania dla uczniów z rodzin osiągających dochody przekraczające kryterium, ale w których występują okoliczności wymienione w art. 7 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej: niepełnosprawność, bezrobocie czy długotrwała choroba. W 2012 r. mogło to być ok. 5 proc. łącznej liczby uczniów zakwalifikowanej do programu z danej gminy.

Ponadto, to rodzice często nie dopełniają formalności związanych z uzyskaniem dotacji, a dyrektor szkoły lub pedagog bez ich pisemnej zgody nie może sam złożyć wniosku o wyprawkę – wskazuje Anna Wietrzyk, rzecznik Kuratorium Oświaty w Katowicach. Zdarza się, że rodzina odmawia przyjęcia pomocy, ponieważ nie chce przedstawiać swojej szczególnej, trudnej sytuacji życiowej.

W ub.r. część gmin miała też problem związany z koniecznością zagwarantowania 20-procentowego wkładu własnego do programu. Interpretację co do wymogu jego posiadania przedstawił m.in. wojewoda wielkopolski, który powoływał się przy tym na art. 128 ust. 2 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych. Inne stanowisko w tej sprawie przedstawiły resort edukacji oraz Ministerstwo Finansów. To ostatnie wskazało, że ustawa o systemie oświaty przewiduje różne sposoby udzielania pomocy materialnej uczniom przy użyciu środków z budżetu państwa: zarówno takie, w których wkład własny gminy jest wymagany, jak i takie, gdy nie jest on konieczny. Wyprawka szkolna zalicza się do drugiej kategorii. – „Kwestia dofinansowania z budżetu państwa realizacji zadań własnych określonych w ustawie o systemie oświaty była przedmiotem wielu pism i interpretacji. Stanowiska przywołanych resortów ewoluowały. Jednak ze względu na przedstawioną w grudniu 2012 r. opinię MF wojewoda wielkopolski odstąpił od wymagania od samorządów wniesienia 20-proc. wkładu własnego” – wyjaśnia jego rzecznik Tomasz Stube.

Sprawiedliwości nie stało się zadość

Sprawiedliwości nie stało się zadość

Sąd Apelacyjny uznał, iż nie ma związku pomiędzy katorżniczą pracą Anety Glińskiej w sieci Biedronka a śmiercią kobiety.

Sprawę relacjonuje „Gazeta Wyborcza”. Aneta w 2003 r., mając 21 lat, samotnie wychowywała 10-miesięcznego syna. W Biedronce w Ustce pracowała od pół roku, oficjalnie na 3/4 etatu przy kasie. Do jej obowiązków należało jednak również wypakowywanie towarów.

Kilka dni przed śmiercią dziewczyna skarżyła się matce, że z wysiłku bardzo boli ją głowa. Poszła do lekarza, przyjęła leki i położyła się spać. Wtedy zadzwonili ze sklepu, że ma wieczorem stawić się w pracy. Na zapleczu zemdlała. Następnego dnia stan zdrowia dziewczyny znacznie się pogorszył. Trafiła do szpitala w Słupsku, a stamtąd pogotowie zabrało ją do Akademii Medycznej w Gdańsku. Przeszła dwie operacje, ale lekarzom nie udało się jej uratować.

Zdaniem Stowarzyszenia Poszkodowanych przez JMD – Biedronka, Aneta Glińska zmarła na skutek wykonywania pracy ponad siły. – „Jednego dnia potrafiła rozładować nawet kilka 20-tonowych ciężarówek” – mówi Edward Gollent, przewodniczący stowarzyszenia. – „Naszym zdaniem skrajnie ciężka praca Anety, która nie była poddana właściwym badaniom lekarskim, była powodem jej śmierci” – dodaje. Tego samego zdania jest rodzina dziewczyny. – „Córka dźwigała ciężary bez wymaganych specjalistycznych badań lekarskich. Skarżyła się, że jedyny sprzęt do transportu ważących ponad tonę palet to ręczny wózek, który na dodatek często był zepsuty. Z tego powodu ciężarówki rozładowywała z koleżankami ręcznie. Były dni, że nawet trzy tiry” – tłumaczyła w 2008 r. matka zmarłej pracownicy.

Pięć lat temu przed Sądem Okręgowym w Słupsku zaczął się proces cywilny przeciwko JMD. Powództwo wytoczyło Stowarzyszenie Poszkodowanych przez JMD – Biedronka. Domagano się odszkodowania dla 6-letniego syna zmarłej i dla jej matki – w sumie ponad 140 tys. zł, a także zasądzenia na rzecz dziecka renty w wysokości 400 zł miesięcznie. W 2011 r. sąd oddalił powództwo stowarzyszenia, uznając, że nie było związku pomiędzy śmiercią Anety Glińskiej a warunkami, w których pracowała. Stowarzyszenie odwołało się jednak od tego postanowienia. Teraz Sąd Apelacyjny w Gdańsku oddalił apelację. – „Strona powodowa wykazała, że zachowanie pozwanego naruszało przepisy prawa, jednak do śmierci pani Anety Glińskiej doszło wskutek jej samoistnej choroby, a nie zachowania pozwanego” – uzasadniał wyrok sędzia Artur Lesiak. – „Nie można stwierdzić, że zachowanie pozwanego pozostawało w adekwatnym związku przyczynowym ze śmiercią Anety Glińskiej. Pani Aneta odczuwała ból przed rozpoczęciem pracy, co wskazuje na to, że pęknięcie tętniaka nie było wynikiem nadmiernego wysiłku, gdyż takowego wówczas nie było” – wyjaśniał.

Edward Gollent nie kryje oburzenia wyrokiem – „Myślę, że udowodniliśmy, że Biedronka, kiedy dawała skierowania na badania lekarskie, nie wskazała, jaką faktycznie pracę będzie wykonywała pani Aneta. Gdyby taka informacja była, żaden lekarz nie wydałby pozwolenia na pracę. Czy sędziowie uważają, że jeśli kieruje się kobietę do ciężkiej pracy, ponad jej siły, to to naprawdę nie ma wpływu na jej zdrowie?” – pyta retorycznie.

Mecenas Lech Obara, adwokat stowarzyszenia, będzie walczył dalej. – „Wniesiemy o kasację. Dopiszemy też mamę pani Anety do pozwu zbiorowego, który aktualnie przygotowujemy przeciwko Biedronce. Prawdopodobnie również złożymy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu” – zapowiedział.

Dobry przykład

Dobry przykład

Doświadczenia „Solidarności” w organizowaniu pracowników zostaną wykorzystane jako wzorzec w tworzeniu programu szkoleniowego dla związków zawodowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Reprezentanci Paneuropejskiej Rady Regionalnej Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (PERC ITUC – Pan European Regional Council of International Trade Union Confederation) spotkali się z Ewą Zydorek, sekretarzem prezydium Komisji Krajowej oraz pracownikami Działu Rozwoju Związku KK.

Goście zapoznali się z doświadczeniami „Solidarności” w obszarze organizowania pracowników w związek zawodowy. Spotkanie to rezultat wcześniejszych ustaleń pomiędzy MKZZ a Prezydium KK.

– „Tworzymy program szkolenia dotyczący kampanii organizowania pracowników, które będzie realizowane przez MKZZ a skierowane do konfederacji i związków zawodowych z Europy Środkowo-Wschodniej. Przyjechaliśmy do Gdańska, aby dowiedzieć się od kolegów z Działu Rozwoju Związku z centrali „S”, jak przeprowadzić z sukcesem działania na rzecz rozwoju reprezentacji pracowników” – mówi Grigor Gradev, sekretarz wykonawczy PERC ITUC.

O metodach pozyskiwania nowych członków, poszczególnych etapach działań na rzecz rozwoju „S” i planach opowiadał gościom Kacper Stachowski, kierownik DRZ KK.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”