Młodzi mówią „dosyć!”

Młodzi mówią „dosyć!”

Sekretariat Krajowy Młodych Socjalistów wystosował list otwarty do ministra pracy. Aktywiści sprzeciwiają się w nim rosnącej skali zjawiska pseudostaży.

List, za stroną organizacji, publikujemy poniżej.

* * *

Szanowny Panie Ministrze,
zwracamy się do Pana o interwencję w sprawie alarmującego wzrostu popularności „pseudostaży”. W ostatnich tygodniach opinię publiczną zbulwersowały informacje o próbach wyłudzania w ten sposób bezpłatnej pracy przez hipermarket TESCO.

Doniesienia medialne to jednak tylko czubek góry lodowej – skala tego zjawiska narasta. Całe pokolenie młodych Polaków i Polek ma za sobą doświadczenie pseudostaży, które niczego nie uczą, a są tylko kolejnym – po umowach śmieciowych – sposobem na maksymalizację zysków kosztem pracowników. Młodym ludziom wmawia się, że ich wynagrodzeniem jest „doświadczenie” i „szansa na zdobycie etatu”. W rzeczywistości, pracując za darmo, młodzi ludzie pośrednio odbierają sobie szansę na prawdziwy etat. Mechanizm jest prosty – im więcej zadań firmy zlecają bezpłatnym stażystom, tym mniej miejsc pracy potrzebują stworzyć.

Problem pseudostaży wymaga zdecydowanej interwencji państwa. Dlatego zwracamy się do Pana z apelem o uregulowanie tej kluczowej dla młodych pracowników sprawy:

– bezpłatne staże i praktyki absolwenckie muszą zostać zakazane. Stażyści powinni otrzymywać minimalne wynagrodzenie godzinowe, proporcjonalnie do przepracowanej liczby godzin. Dzięki temu przedsiębiorstwa zyskają motywację do szybszego wdrażania pracowników do obowiązków zawodowych i zatrudniania, zamiast wielomiesięcznego przetrzymywania na stażach;

– studenci odbywający obowiązkowe praktyki zawodowe powinni otrzymywać godzinowe wynagrodzenie z funduszy przekazywanych przez ministerstwo uczelniom na finansowanie toku studiów. Państwo ma obowiązek uczyć wchodzących na rynek młodych ludzi fundamentalnej zasady, że za pracę należy się wynagrodzenie;

– należy istotnie ograniczyć liczbę stażystów w firmach. Sytuacja, w której firma przyjmuje tylu stażystów, ilu ma pracowników, to nadużywanie instytucji szkolenia zawodowego. Prawo powinno też w przypadku wszystkich staży nakładać obowiązek wyznaczenia pracownika odpowiedzialnego za szkolenie stażystów. Nagminna sytuacja, w której stażysta, zamiast uczyć się zawodu, podaje kawę, nie służy w żadnym stopniu podniesieniu kompetencji przyszłych pracowników;

– ministerstwo powinno wspierać finansowo wyłącznie programy rzeczywistego szkolenia zawodowego w miejscu pracy. Prawo do współfinansowania staży z funduszy publicznych powinny mieć tylko te przedsiębiorstwa, które wykażą, że przeszkolonych stażystów zatrudniają następnie na umowy o pracę, a nie traktują jako tymczasową, półdarmową siłę roboczą.

Bezpłatne pseudostaże to – obok umów śmieciowych – jedna z poważniejszych patologii polskiego rynku pracy. Budowanie konkurencyjności gospodarki na wyzysku i wykorzystywaniu bezpłatnej pracy to droga donikąd. Przedsiębiorcy nie będą tworzyć nowych miejsc pracy, skoro – zamiast płacić pracownikom – mogą wysługiwać się XXI-wiecznym odpowiednikiem pańszczyzny.

Z poważaniem,
Sekretariat Krajowy Młodych Socjalistów

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Trudne powroty ze szkół

Trudne powroty ze szkół

Powroty uczniów z liceów, techników i szkół zawodowych stają się coraz poważniejszym problemem. W niektórych szkołach uczniowie, by dojechać do swoich miejscowości, zmuszeni są nawet do opuszczania lekcji. W kozienickim Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Czarnieckiego problem dotyczy kilkunastu uczniów. Mowa przede wszystkim o licealistach wracających w kierunku Policznej, a także Warki, do której ostatni autobus z Kozienic odjeżdża już o godz. 14.30. Dyrekcja szkoły zgłaszała władzom samorządowym problem braku połączeń kozienickiego PKS-u realizowanych późniejszym popołudniem. – Przewoźnik twierdzi, że kursy zawieszono ze względu na nierentowność – rozkłada ręce Ewa Malec, dyrektor „Czarnieckiego”.

Również z Sokołowa Podlaskiego ostatnie autobusy w niektórych kierunkach wyruszają przed końcem zajęć w szkołach średnich. Jak powiedział nam Grzegorz Gil z sekretariatu I Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie, w tej szkole problem dotyczy uczniów z kilkunastu okolicznych miejscowości. Zanim o godz. 16.00 zabrzmi dzwonek kończący lekcje, rozjeżdżają się ostatnie autobusy PKS Sokołów między innymi do wsi Sągole (o godz. 14.25), Węże (o godz. 15.30), Rogów i Kanabród (o godz. 15.40), a także Włodki oraz Szkopy (o godz. 15.45). Jak dowiedzieliśmy się w sokołowskim liceum, w tej sytuacji uczniowie starają się dojechać do tych miejscowości na własną rękę.

Próbę załatwienia sprawy autobusów odjeżdżających przed ostatnim dzwonkiem podjęto w Białobrzegach, gdzie do Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Stanisława Staszica uczęszcza 845 uczniów, z czego aż 70% to osoby dojeżdżające z innych miejscowości. – Problem związany z kursowaniem autobusów komunikacji publicznej pojawia się w każdym nowym roku szkolnym – nie ukrywa dyrektor zespołu Iwona Matysiak. Po interwencji dyrekcji szkoły w starostwie powiatu białobrzeskiego, obsługujący ten teren PKS Grójec owszem dokonał zmian w rozkładzie, nie uruchamiając jednak żadnych nowych połączeń. – Większość autobusów została przesunięta na późniejsze godziny, jednakże wzbudziło to niezadowolenie tych, którzy muszą dłużej czekać w związku z wcześniejszym zakończeniem lekcji – mówi Iwona Matysiak. I dodaje: – Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie nowych kursów. Nie zostało ono jednak uwzględnione.

Problem konieczności długiego oczekiwania na autobusy powrotne pojawia się również w Gostyninie. Anna Banach-Latoszek, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica, poinformowała, że jej uczniowie nie narzekają na zupełny brak możliwości powrotu po zakończeniu ostatniej lekcji, ale dodaje: – Ewentualnie kłopot może sprawiać uczniom konieczność trochę dłuższego oczekiwania na połączenie, dlatego też wprowadziliśmy zasadę, iż uczeń, który musiałby zbyt długo czekać na autobus, może być zwolniony na 5-10 min. przed końcem siódmej lub ósmej godziny lekcyjnej.

Takie rozwiązanie coraz częściej uwzględniane jest w szkolnych przepisach. W Zespole Szkół im. rtm. Witolda Pileckiego w Ostrowi Mazowieckiej regulamin usprawiedliwiania nieobecności przewiduje możliwość zwalniania uczniów z ostatniej lekcji kilkanaście minut przed dzwonkiem, tak by mogli zdążyć na autobusy do swoich miejscowości. Podobna procedura obowiązuje w ostrowskim „Ekonomiku”, czyli Zespole Szkół nr 2.

Uwagę na inny aspekt problemu zwraca Anna Górecka z administracji Liceum Ogólnokształcącego im. mjr. Henryka Sucharskiego w Sierpcu. W przypadku tej szkoły problemy transportowe zwykle boleśnie dają o sobie znać na etapie rekrutacji: – Uczniowie po przyjęciu ich do szkoły z wysoką punktacją, ostatecznie wycofują dokumenty z powodu braku możliwości dojazdu z małych miejscowości. Uczniowie i ich rodzice bardzo żałują, że jedynym powodem rezygnacji jest brak połączeń. Tak tracimy potencjalnych dobrze rokujących uczniów.

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 64, marzec-kwiecień 2013; http://www.zbs.net.pl

Nie dajmy mu uciec z naszej pamięci

Nie dajmy mu uciec z naszej pamięci

Minęła 70. rocznica ucieczki rotmistrza Witolda Pileckiego z KL Auschwitz. Spędził w obozie 947 dni, jako jedyny dobrowolny więzień.

Losy bohatera przypomina „Nasz Dziennik”. Dzięki poświęceniu i aktywności Pileckiego polska konspiracja wojskowa w obozie stała się faktem – ocenia gazeta. To z jego inicjatywy utworzony został tam Związek Organizacji Wojskowej, który we współpracy z przyobozowym ruchem oporu wysyłał raporty do Komendy Głównej ZWZ/AK w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby otworzyć oczy świata na zbrodnie popełniane przez Niemców. Zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, Pilecki zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r., wspólnie z dwoma innymi śmiałkami: Janem Redzejem i Edmundem Ciesielskim. Po ucieczce Pilecki kontynuował pracę w konspiracji, m.in. zasłynął jako jeden z najlepszych liniowych dowódców w Powstaniu Warszawskim. Wyzwolony z obozu jenieckiego trafił do Armii Polskiej we Włoszech, a następnie na rozkaz gen. Andersa wrócił do kraju.

5 lub 8 maja 1947 r. „Witold” został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Wraz z nim zatrzymano 23 osoby, z których tylko kilka później zwolniono. Po wielomiesięcznych torturach, 25 maja 1948 r. dokonano egzekucji rtm. Pileckiego przez rozstrzelanie. Ciała nie wydano rodzinie, ale złożono w jednym z miejsc zbiorowych pochówków więźniów mokotowskich.

Przypominamy, iż „Nowy Obywatel” od wielu lat jest partnerem apolitycznej ogólnopolskiej akcji społecznej „Przypomnijmy o Rotmistrzu”.

Jednostka chorobowa „starość”?

Jednostka chorobowa „starość”?

W całej Polsce jest tylko 300 geriatrów, czyli lekarzy specjalistów w zakresie schorzeń wieku podeszłego. W ciągu 5 lat przybędzie ich zaledwie 40.

To bardzo mało, tym bardziej, że społeczeństwo się starzeje – alarmuje „Dziennik Polski”. Jak podkreśla krajowy konsultant z dziedziny geriatrii prof. Tomasz Grodzicki, system profesjonalnej opieki nad starszymi ludźmi w Polsce nie istnieje i wszystkie związane z tym wskaźniki stawiają nas w ogonie Europy. Jego zdaniem konieczne jest utworzenie w szpitalach tzw. oddziałów przejściowych dla najstarszych pacjentów, nastawionych przede wszystkim na szeroko rozumianą rehabilitację. Niezbędne jest także usprawnienie pielęgniarskiej opieki domowej. Choć w tej dziedzinie nastąpiła w ostatnich latach widoczna poprawa, to nadal, w ocenie profesora, pozostaje wiele do zrobienia.

Najczęstszymi schorzeniami u osób starszych są nadciśnienie tętnicze i niewydolność serca. Zazwyczaj mają one jednak więcej niż jedną chorobę: 30 proc. ma 4 lub więcej schorzeń i przyjmuje ok. 5 leków. Tymczasem świadomość, że pacjent 80-letni musi być leczony inaczej niż 50-latek, nie jest powszechna nie tylko wśród decydentów czy urzędników Narodowego Funduszu Zdrowia, ale nawet w środowisku medycznym. – „Często słyszę, że taka czy inna dolegliwość wynika ze starości. I na tym koniec, żadnego konkretnego leczenia. A to kompletna bzdura: nie ma jednostki chorobowej »starość«. Każdego, nawet najbardziej sędziwego pacjenta można zdiagnozować i zaproponować terapię” – podkreśla dr Urszula Grabiec, geriatra i psychiatra z Myślenic. Zaznacza, że starszemu człowiekowi lekarz powinien poświęcić znacznie więcej czasu niż młodemu. Najpierw musi go dokładnie wysłuchać, przebadać, spokojnie wszystko wytłumaczyć i zapisać na kartce. Niestety, NFZ w swych wycenach procedur medycznych tego oczywistego faktu nie uwzględnia. Najgorzej wygląda sytuacja w małych miejscowościach i wioskach, gdzie specjalistów od leczenia starszych ludzi praktycznie nie ma.