Widmo dużych prędkości krąży nad Polską

Widmo dużych prędkości krąży nad Polską

Rzekomo wstrzymane prace nad koleją dużych prędkości trwają w najlepsze.

Projekt kolei dużych prędkości jest projektem wizjonerskim i bardzo kosztownym i dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć racjonalnie kosztów tej inwestycji. Ale pierwsze szacunki mówią o około 25-30 mld zł – to jest ponad nasze siły w dającej się przewidzieć przyszłości – powiedział w grudniu 2011 r. Sławomir Nowak, w pierwszych tygodniach swojego urzędowania w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Tymi słowami minister Nowak ogłosił zamrożenie prac nad koleją dużych prędkości, która w 2020 r. miała połączyć Warszawę, Łódź, Poznań i Wrocław.

Półtora roku po deklaracji Sławomira Nowaka o zawieszeniu prac nad polskim TGV okazuje się, że prace nad koleją dużych prędkości trwają w najlepsze, a mieszkańcy kolejnych terenów nagle dowiadują się, że ich miejscowości mają zostać przecięte infrastrukturą dla pociągów mknących z prędkością 350 km/h.

Linia pojawia się nagle

Władze wielkopolskiej gminy Krzykosy 28 lutego 2013 r. zamieściły na swojej stronie internetowej komunikat informujący, iż „trwają prace przy projektowaniu linii kolejowej dużych prędkości”, dokładnie przy tym wskazując planowany przebieg linii przez gminę. W tym samym czasie listy mówiące o „realizowanym projekcie kolei dużych prędkości” otrzymali od lokalnych władz mieszkańcy położonej na zachód od Łodzi gminy Wodzierady. Z korespondencji wynika, że „zostały ukończone prace nad raportem o oddziaływaniu na środowisko tej inwestycji i obecnie przystąpiono do prac nad studium wykonalności”.

Gmina zawiadomiła jedynie właścicieli nieruchomości zagrożonych wywłaszczeniem. Zainteresowani sprawą z innych względów, na przykład właściciele nieruchomości sąsiadujących z planowaną linią dużych prędkości, w ogóle nie zostali powiadomieni – mówi Beata Ularowska z Międzygminnego Społecznego Komitetu Ochrony Zasobów Naturalnych i Ludności. Utworzony na początku marca 2013 r. komitet skupia mieszkańców sprzeciwiających się wytyczeniu kolei dużych prędkości przez gminy Wodzierady, Lutomiersk i Pabianice. W gminie Pabianice kolej dużych prędkości pojawiła się w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, uchwalonym 31 stycznia 2013 r. – Studium było wyłożone od września ubiegłego roku bez jakiejkolwiek wiadomości na temat przebiegu linii kolei dużych prędkości. Linia pojawiła się nagle po zatwierdzeniu studium – mówi Ularowska.

W kwietniu ubiegłego roku rada podwarszawskiej gminy Ożarów Mazowiecki podjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego dla wsi Duchnice i Ołtarzew. Choć uchwałę podjęto niemal pół roku po słowach ministra Nowaka o zawieszeniu prac nad koleją dużych prędkości, to decyzję o sporządzeniu planu uzasadniono koniecznością „wyznaczenia rezerwy terenu pod planowaną linię kolejową dużych prędkości”.

Przez wsie, parki i pałace

Według aktualnych planów, pociągi pędzące 350 km/h mają pomknąć przez gminę Łyszkowice koło Łowicza. – PKP Polskie Linie Kolejowe tworząc plany przebiegu szybkiej kolei, nie liczą się nie tylko z planami i opinią pojedynczych osób, ale też całych wsi i gmin – uważa Małgorzata Reczulska z działającego na terenie gminy Łyszkowice komitetu protestacyjnego „Nie dla KDP przez Czatolin”.

Czatolin najpierw został przecięty otwartą w 2012 r. autostradą A2, a teraz znalazł się na planowanym przebiegu kolei dużych prędkości. – Tak bliskie sąsiedztwo autostrady i jednocześnie linii kolejowej dużych prędkości to hałas, drgania, możliwość naruszenia stabilności budynków – mówi Reczulska. – To kolejny podział naszej wsi, kolejne przecięcie pól uprawnych. Tereny te staną się bezużyteczne zarówno dla nas, jak i dla potencjalnych inwestorów.

W podobnej sytuacji znalazł się słynący z zespołu pałacowo-ogrodowego Nieborów. 22 lutego 2013 r. władze tej gminy zostały oficjalnie poinformowane o wytyczeniu kolei dużych prędkości. „Jej przebieg wyznaczony jest przez teren Bolimowskiego Parku Krajobrazowego i jego otuliny, który po raz kolejny po autostradzie A2 zostaje rozczłonkowany” – czytamy w piśmie wójta gminy Nieborów Andrzeja Werle do PKP PLK, okolicznych samorządów i firmy konsultingowej Atkins, wspierającej proces planowania szybkiej kolei. – „Przebiega ona w bezpośredniej odległości od Pałacu Radziwiłłów. W związku z czym konstrukcja pałacu będzie zagrożona zarówno w okresie budowy, jak też eksploatacji kolei”.

Spółki odpowiedzialne za planowanie kolei dużych prędkości prawdopodobnie nie wzięły pod uwagę obecności w Nieborowie unikalnego w skali europejskiej zespołu pałacowo-ogrodowego – mówi kurator Muzeum w Nieborowie i Arkadii Anna Ewa Czerwińska, zwracając uwagę, że planowana linia przebiec ma na południe od pałacu i ogrodu w Nieborowie, przecinając główną oś kompozycyjną założenia.

Sprzeciw dużych prędkości

Jeszcze niedawno sprzeciw wobec kolei dużych prędkości zwykle sprowadzał się do zasady NIMBY (not in my backyard / nie w moim ogródku), opartej na ogólnym poparciu dla inwestycji, byle tylko była ona realizowana gdzie indziej. Obecnie aktywiści z różnych terenów zaczynają łączyć siły. – Mamy w planach spotkania z pozostałymi komitetami protestacyjnymi i wspólne działania – zapowiada Beata Ularowska z Międzygminnego Społecznego Komitetu Ochrony Zasobów Naturalnych i Ludności.

Już w zeszłym roku mieszkańcy Parczewa, Sadowa, Westrzy oraz Wtórku – położonych pod Ostrowem Wielkopolskim wsi, w pobliżu których linia dużych prędkości ma się rozgałęziać na Wrocław i Poznań – zwrócili się do burmistrza oddalonych o 50 km Błaszek z poparciem dla jego sprzeciwu wobec planowanego przebiegu kolei dużych prędkości oraz propozycją wymiany informacji. Dodajmy, że władze gminy Błaszki w piśmie do PKP Polskich Linii Kolejowych z początku marca 2013 r. podtrzymały swoje negatywne stanowisko.

Małgorzata Reczulska z komitetu „Nie dla KDP przez Czatolin” podkreśla, że dla niej sprawa nie zamyka się na kwestii odsunięcia kolei dużych prędkości od swojej miejscowości: – Problemem nie jest ta czy inna wieś. Problemem jest idiotyzm samego projektu szybkiej kolei. W Polsce linii kolejowych jest dostatecznie dużo. Wystarczy je doprowadzić do stanu używalności.

Karol Trammer

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 65, maj-czerwiec 2013; http://www.zbs.net.pl.

Uwaga: obszerna krytyka idei KDP ukazała się w „Obywatelu” nr 42.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Szkoły to nie puszki, dzieci to nie sardynki!

Szkoły to nie puszki, dzieci to nie sardynki!

Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna” przekazała wczoraj (7 maja) przedstawicielom Biura Edukacji m.st. Warszawy 11,5 tys. podpisów pod protestem przeciwko cięciom w tamtejszej edukacji.

Rodzice podopiecznych warszawskich szkół i przedszkoli, pracownice i pracownicy oświaty oraz mieszkańcy i mieszkanki Warszawy w liście protestacyjnym podkreślają, że postanowienia zawarte w dokumencie „Zasady organizacji pracy przedszkoli i szkół prowadzonych przez m.st. Warszawę w roku szkolnym 2013/2014” nie tylko obniżają standardy opieki nad dziećmi, ale wręcz uniemożliwiają bezpieczne funkcjonowanie placówek. W związku z ustanowieniem minimum liczebności oddziałów na poziomie 26 uczniów w szkołach podstawowych i wyższym w szkołach kolejnych szczebli, przypominają, iż np. w Finlandii klasy liczą po 16 osób, a fińscy uczniowie w międzynarodowych testach kompetencji osiągają jedne z najwyższych wyników. W mniejszych oddziałach nauczyciel może bowiem poświęcić więcej czasu na indywidualną pracę z uczniem i ma zdecydowanie większe możliwości zauważenia dziecka mającego problemy z nauką lub w kontaktach z rówieśnikami.

Zdaniem autorów listu, uzasadnienia nie znajduje również pomysł cięć w etatach woźnych. „Bo jak zrozumieć ograniczanie zatrudnienia przy tej samej ilości pracy?” – pytają. „Masowe zwolnienia w szkołach i przedszkolach, cięcia w dodatkach motywacyjnych nauczycieli stanowiących podstawowy składnik ich pensji i zwiększanie liczby godzin pracy szkolnych logopedów bez zwiększania ich wynagrodzeń – to, w jakich warunkach pracują pracownice i pracownicy oświaty, ma wpływ na jakość pobieranej przez uczniów edukacji” – czytamy w dokumencie.

Z kolei łączenie grup dzieci trzy-, cztero- i pięcioletnich stanowi, według protestujących, wyraz niedopuszczalnego oszczędzania na bezpieczeństwie warszawskich dzieci oraz wstęp do rezygnacji z funkcji opiekuńczej edukacji przedszkolnej. Ich sprzeciw budzi również ograniczanie liczby godzin zajęć specjalistycznych przeznaczonych dla przedszkolaków z orzeczeniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych. „Na bezpieczeństwie i standardzie opieki nad dziećmi nie można oszczędzać. Deficytów rozwojowych, które powstaną i utrwalą się w dzieciństwie, nie da się w przyszłości tak po prostu wyrównać” – zwracają uwagę warszawianie.

„Domagamy się wycofania się z planów szukania oszczędności w miejscu, w którym nie powinno się o nich nawet pomyśleć. Rolą władzy – Prezydent m.st. Warszawy i podległych Jej urzędników, Rady Miasta, Burmistrzów i Rad Dzielnic – jest słuchanie głosu obywateli. Jeśli tego nie robi, mieszkańcom pozostaje rozwiązanie ostateczne – doprowadzenie do jej odwołania w drodze referendum. Panie i Panowie, Przedstawicielki i Przedstawiciele władz m.st. Warszawy, pamiętajcie, że szkoły i przedszkola to nie puszki, a dzieci to nie sardynki. Nie można ich tak po prostu upychać” – podsumowują autorzy listu.

Czytaj także tutaj.

Młodzi, wykształceni, bezrobotni

Młodzi, wykształceni, bezrobotni

Pod koniec marca w urzędach pracy zarejestrowanych było 266,6 tys. bezrobotnych po studiach – wynika z najnowszych danych resortu pracy. To o 13,1 proc. więcej niż przed rokiem.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, nigdy wcześniej w Polsce nie było tak dużo osób z dyplomem wyższej uczelni, które nie mają zajęcia. Co gorsze, ich liczba rośnie najszybciej. Bezrobotnych z wykształceniem zasadniczym zawodowym przybyło w ostatnim roku o 8,6 proc., liczba tych z policealnym i średnim zawodowym wzrosła o 7,7 proc., a tych ze średnim ogólnokształcącym – o 6 proc.

Zdaniem ekspertów, wynika to po części z szybkiego przyrostu osób z wyższym wykształceniem. Według danych GUS, ma je już 28 proc. aktywnych zawodowo Polaków. Na rynku pracy jest więc już stosunkowo dużo osób po studiach i nastąpiło nasycenie go różnymi specjalistami. – „Nie mamy ofert pracy m.in. dla absolwentów filologii, historii, pedagogiki, zarządzania czy marketingu. I prawdopodobnie długo ich nie będzie” – twierdzi Jerzy Bartnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie. Dodaje, iż kurczy się liczba etatów w oświacie ze względu na ujemny przyrost naturalny. Administracja również na ogół nie przyjmuje nowych pracowników – wydłużenie wieku emerytalnego sprawiło, że etaty w niej są zablokowane na długie lata. Już dziś wśród osób bez pracy z dyplomem uczelni wyższej ponad 75 tys. szuka zajęcia ponad rok, a ponad 51 tys. nie ma go od sześciu miesięcy do roku.

Problemem jest również to, że młodym osobom po studiach brakuje często praktycznego doświadczenia zawodowego, a ich wiedza jest głównie teoretyczna. Tymczasem w obecnej sytuacji na rynku pracodawcy mogą przebierać wśród kandydatów z długą karierą zawodową.

Oficjalne statystyki nie oddają w pełni sytuacji, w jakiej znajdują się obecnie bezrobotne osoby z wyższym wykształceniem. Część posiadaczy tytułu magistra nie rejestruje się bowiem w urzędach pracy – nie wierzą w ich skuteczność, nie pozwala im na to ambicja lub wyjeżdżają za granicę z nadzieją, że tam znajdą zatrudnienie.

O co chodzi z tym 1 Maja?

O co chodzi z tym 1 Maja?

Już jutro (8 maja) odbędzie się kolejna audycja z cyklu „Głos Obywatela”. Jej tematem będzie tradycja i współczesny sens Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy, czyli 1 Maja.

Naszym pierwszym gościem będzie Cezary Miżejewski, działacz społeczny i państwowy, z zamiłowania historyk lewicy. Cezary, będący członkiem Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” (wydawca „Nowego Obywatela”) opowie o pochodzeniu święta i jego obchodach pod zaborami i w okresie międzywojennym. Dowiemy się także, jak lewicowa opozycja świętowała pracownicze święto w PRL.

Drugim gościem będzie prof. Włodzimierz Pańków, socjolog z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, który opowie o współczesnej klasie pracowniczej i wadze Dnia dla walczących o jej prawa. Przypominamy, że prof. Pańków jest jednym z ministrów w naszym „prospołecznym gabinecie cieni” (zob. numer z wiosny 2013).

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania audycji, która odbędzie się między 9.0010.00.

A zainteresowanych historycznym aspektem 1 Maja zapraszamy do odwiedzenia zaprzyjaźnionego portalu Lewicowo.pl, na którym redaktor naczelny „Nowego Obywatela” Remigiusz Okraska zgromadził wiele archiwalnych (choć nierzadko nadal aktualnych) materiałów poświęconych temu szczególnemu dniu.