Stres kosztuje – wszystkich

Stres kosztuje – wszystkich

Badania przeprowadzone przez ekspertów jasno wskazują, że stres coraz mocniej dosięga polskich zatrudnionych. Ma to poważne skutki nie tylko indywidualne.

„Tygodnik Solidarność” relacjonuje wyniki projektu badawczego „Wpływ poprawy psychospołecznych warunków pracy na ograniczenie kosztów ekonomicznych w firmach przechodzących procesy modernizacyjne i adaptacyjne” (w Warszawie odbyła się konferencja na ten temat). W badaniu, dotyczącym poziomu stresu polskich pracowników i czynników go wywołujących, a wykonanym przez specjalistów z Instytutu Medycyny Pracy im. Nofera, wzięło udział 7623 osób z 15 branż, odpowiadających sekcjom wydzielonym w strukturach NSZZ „Solidarność”.

Badanie wykazało, że jeśli chodzi o satysfakcję z pracy, to najgorzej jest z wynagrodzeniem (razem ze świadczeniami socjalnymi), możliwością rozwoju zawodowego i warunkami wykonywania pracy. Pytano także o czynniki stresogenne, których wyodrębniono 12 – jeśli występowały, stresowały one przynajmniej 85 proc. respondentów. Wiodące wśród nich to: ryzyko utraty zdrowia/życia, obawa przed zwolnieniem i zbyt duża biurokracja. Obecność tych trzech czynników wskazało ponad 65 proc. respondentów i ponad 90 proc. odpowiedziało, że odczuwa z ich powodu stres.

Średni poziom stresu wyniósł 65,63 pkt. (w skali od 1 do 162) i był różny w poszczególnych branżach. Najwyższy wskaźnik odnotowano w metalowej (75,07 pkt.), bankowej (74,13), komunikacyjnej (73,74) i chemicznej (72,71). Najmniej stresują się pracownicy nauki (38,4), kultury (42,54) i turystyki (51,71).

Z przeprowadzonych badań wynika, że pracownicy, którzy wskazywali na powtarzające się u nich w pracy czynniki stresogenne, częściej korzystali ze zwolnień lekarskich i dłużej na nich przebywali, ich stan zdrowia jest gorszy niż ich rówieśników tej samej płci, są mniej zaangażowani w pracę. Ich główną motywacją jest konieczność posiadania jakiegokolwiek zatrudnienia. Gdyby tylko mogli, zmieniliby pracę.

Wszystkie te zależności dość jasno pokazują, że stres w pracy przekłada się na koszty ponoszone zarówno przez pracowników, jak i pracodawców. Wobec tego, NSZZ „Solidarność” proponuje przede wszystkim wznowienie dwustronnych rozmów (między związkami zawodowymi a organizacjami pracodawców) dotyczących wdrożenia europejskiego porozumienia w sprawie stresu związanego z pracą. Zdaniem związkowców, punktem odniesienia rozmów powinna być ocena Komisji Europejskiej, która zaliczyła Polskę do państw, w których nie doszło do prawidłowej i efektywnej implementacji porozumienia „stresowego”. Eksperci „Solidarności” uważają, że istnieje potrzeba wspólnej walki o wprowadzenie zmian w obowiązujących przepisach prawnych. Przyczyniłoby się to do zwiększenia świadomości społecznej, dzięki czemu więcej Polaków mogłoby się dowiedzieć o stresie związanym z pracą i o tym, jak z nim walczyć. „S” proponuje zmiany w Kodeksie pracy, dzięki którym pojawiłby się zapis wskazujący na konieczność redukowania stresu związanego z pracą, a także wprowadzenie tematu stresu do szkoleń wstępnych i okresowych BHP (o czym decyduje minister pracy) oraz do szkół (już dziś Kodeks pracy nakazuje ministrowi edukacji zapewnienie obecności problematyki BHP i ergonomii pracy w programach nauczania).

Więcej informacji o projekcie można znaleźć na www.psychostreswpracy.pl.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Sieroty emigracji

Sieroty emigracji

Emigracja zarobkowa niesie ze sobą powszechne już zjawisko tzw. eurosieroctwa. Badania prowadzone w 25 państwach wskazują, że dzieci dotkniętych tym problemem jest już ponad pół miliona.

Jak informuje „Nasz Dziennik” za tygodnikiem „Avvenire”, zjawisku nadawane są różne terminy („Avvenire” stosuje określenie left behind, co tłumaczone bywa jako „białe sieroty”), jednak dotyczą one zawsze sytuacji tymczasowego (czasem dłuższego) opuszczenia dzieci, które są pozostawiane pod opieką krewnych czy przyjaciół, podczas gdy ich rodzice emigrują za granicę w poszukiwaniu pracy. Rodzice coraz częściej decydują się na taki krok z powodu niekorzystnych warunków w ich macierzystym kraju: pogłębiającego się bezrobocia oraz braku polityki prorodzinnej i aktywnego wspierania ludzi wkraczających w samodzielne życie. Ostatnie badania prowadzone w 25 państwach z inicjatywy Komisji Europejskiej wskazują, że aż 500 tys. dzieci jest pozostawianych przez rodziców w państwach ojczystych – wszystkie w Europie Wschodniej: Rumunii, Polsce, Republikach Bałtyckich. Problem jest powszechny, dlatego też dyskutowano o nim podczas okrągłego stołu „Left Behind” zorganizowanego w Brukseli przez Fundację Drzewo Życia, we współpracy z Unią Europejską, Alternatywą Społeczną i EuroChild. Prelegenci rozmawiali na temat konieczności monitorowania tego problemu oraz zwrócenia na niego uwagi instytucji europejskich.

„Avvenire” zauważa, iż wyjazd rodziców, a w szczególności matek, negatywnie wpływa na rozwój psychologiczny i społeczny dzieci. Objawia się to takimi zjawiskami jak: słabsze wyniki w nauce, wzrost przestępczości młodzieży, agresywne zachowania, przemoc i spożywanie alkoholu przez nieletnich. Mimo że materialny standard życia większości dzieci, których rodzice wyjechali za granicę, poprawia się, nie zawsze bilans jest pozytywny. Najmłodsi, pozbawieni więzi emocjonalnej z rodzicami, zaczynają ich identyfikować wyłącznie z prezentami – ostrzega Marzia Tiberti, wolontariuszka Caritas w małej wiejskiej miejscowości w Mołdawii, szczególnie naznaczonej przez emigrację.

Kryzys ekonomiczny nie sprzyja zmianie tej sytuacji. Badania UNICEF mówią o 25 mln dzieci narażonych na ubóstwo i wykluczenie społeczne z powodu wzrostu wskaźnika bezrobocia rodziców. Warunki życia pogarszają się z powodu ciągłego spadku wydatków w sektorze publicznym, a najbardziej cierpią na tym właśnie dzieci – podsumowuje „Avvenire”.

Nadgodziny bez zmian

Nadgodziny bez zmian

Posłowie nie zgodzili się, aby wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych w nocy i dni świąteczne zostało zmniejszone o 20 proc.

Nie będzie też dłuższych niż 60-minutowe przerw na załatwienie spraw osobistych – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Najważniejszymi zmianami we wspomnianych przepisach będą rządowe propozycje ograniczające się głównie do wprowadzenia 12-miesięcznych okresów rozliczeniowych i ruchomego czasu pracy.

– „Wprowadzenie 12-miesięcznych okresów rozliczeniowych sprawi, że wiele osób i tak nie dostanie dodatków do nadgodzin, bo formalnie ich nie będzie. Dziś w wielu firmach pracownicy tworzą komitety kolejkowe, by pracować w godzinach nadliczbowych, bo to oznacza dodatkowe dochody” – mówi Janusz Łaznowski, członek Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych z ramienia NSZZ „Solidarność”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Czytaj także tutaj.

Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

Cyrankiewicz udaje Daszyńskiego

Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści celnie podsumowało żenującą broszurę postkomunistów z SLD, rzekomo prezentującą dorobek polskiej lewicy.

Stanowisko w tej sprawie przedrukowujemy za stroną organizacji.

* * *

SLD oblało egzamin dojrzałości z historii

Za kilka dni maturzyści podejdą do egzaminu z historii. Dzisiaj swoją wizję historii Polski przedstawiło SLD – i wiemy już, że egzamin ten oblało. Autorzy zatytułowanej szumnie „Niezbędnikiem Historycznym Lewicy” książeczki zapewniają we wstępie, że ma ona na celu zapoznanie młodego pokolenia z pięknymi kartami z historii polskiej lewicy. W rzeczywistości historii lewicy demokratycznej jest w niej niewiele. Książeczka, pełna kłamstw, półprawd i przemilczeń, poświęcona jest przede wszystkim wybielaniu tradycji PZPR, do której najbliżej inspiratorom tego „dzieła” – liderom SLD, którzy swoje kariery polityczne rozpoczynali jeszcze w poprzednim ustroju.

Przepisując z PRL-owskich bryków do historii autorzy „Niezbędnika” popełniają kuriozalne pomyłki. Twierdzą na przykład, że „najważniejszą” lewicową formacją wojskową w Powstaniu Warszawskim była komunistyczna Armia Ludowa (choć przewyższał ją liczebnie niejeden dzielnicowy oddział wojskowy PPS).

W największe zdumienie wprowadzają jednak fragmenty dotyczące powojennej historii Polski. Rozbudowane wywody o realnych lub wątpliwych sukcesach PRL-u otwiera nieprawdziwa informacja, jakoby PZPR „powstała z połączenia PPR i PPS”. Jest to jedno z naczelnych kłamstw propagandy komunistycznej, przywłaszczającej szyld przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej celem legitymizacji PZPR. Nie doszło bowiem do żadnego „połączenia” – struktury PPS zostały siłą wcielone do nowego tworu, zaś jej dawnych liderów mordowano, skazywano w pokazowych procesach i szykanowano.

Poza mijaniem się z faktami w tym i innych punktach „Niezbędnika”, jego autorzy postanowili również zwyczajnie wyciąć niewygodne dla PZPR-owskiej tradycji wydarzenia z historii PRL. Czytelnik nie dowie się więc niczego na temat haniebnych zdarzeń Marca 1968 i Grudnia 1970. Dla autorów ważniejsze od pamięci o łamaniu praw człowieka i pacyfikowaniu przez PRL-owskie władze strajków robotniczych jest kreowanie wizerunku spadkobierców tradycji PZPR – Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Oburzające jest pominięcie w wykładzie historii polskiej lewicy przywódcy państwa podziemnego, lidera PPS Kazimierza Pużaka (zamęczonego po wojnie w stalinowskim więzieniu), ostatniego niezależnego posła-socjalisty, Zygmunta Żuławskiego, czy wreszcie liderów emigracyjnej PPS, Zygmunta Zaremby oraz Adama i Lidii Ciołkoszów. Te cenzorskie metody mają wywołać wrażenie, że lewica w Polsce po 1945 roku równa się komunistom i ich SLD-owskim dziedzicom. To bezczelne kłamstwo. Autorzy „Niezbędnika” nie mają już jednak narzędzi, by wymazać z kart historii strajki z lat 40., ruch rad robotniczych z 1956 roku, „List Otwarty do Partii” Kuronia i Modzelewskiego, nielegalne Wolne Związki Zawodowe, współtworzony przez działaczy przedwojennej PPS Komitet Obrony Robotników, protestujących z Międzynarodówką na ustach gdańskich stoczniowców z Grudnia 1970, program I Zjazdu „Solidarności”, wzywający do budowy gospodarki opartej o samorząd pracowniczy, działaczy emigracyjnej i podziemnej PPS… To tradycje, których demokratyczna lewica nie musi się wstydzić i do których powinna nawiązywać.

Nie podejrzewamy autorów „Niezbędnika” o brak podstawowej znajomości historii polskiej lewicy. Przypuszczamy, że celowo manipulują faktami, aby stworzyć korzystny dla swoich zleceniodawców obraz. Sponsor płaci, sponsor wymaga… Mamy zapamiętać, że polska lewica wywodzi się z PPR i KPP, zaś PPS i jej wychowankowie trochę „pobłądzili”, ale na szczęście za pomocą Bieruta się „zjednoczyli”, PRL się udał, transformacja (dokonana w dużym stopniu rękami SLD, ale o tym także cisza) niekoniecznie, ale Sojusz naprawił to, co zostało zniszczone. Tylko co ma z tym wspólnego Ignacy Daszyński, który chyba tylko przez pomyłkę został patronem autorów „Niezbędnika”? Skoro najwyraźniej bliżsi są im Bierut, Gomułka i Gierek, to dobrze byłoby, by to na nich powoływali się w nazwie swojego „think-tanku”.

Sekretariat Krajowy Młodych Socjalistów