Bronią edukacji

Bronią edukacji

Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna” wytrwale walczy o jakość edukacji w stolicy. Członkowie organizacji ostrzegają, że jeśli nie będzie innego wyjścia, doprowadzą do odwołania lokalnych władz.

„Warszawa Społeczna” w ciągu czterech dni poprzedzających długi weekend majowy zebrała ponad 11 tys. podpisów pod sprzeciwem wobec głównych założeń „Zasad organizacji pracy przedszkoli i szkół prowadzonych przez m.st. Warszawę w roku szkolnym 2013/2014”, zakładających m.in. obcinanie etatów pracowników administracyjnych oraz zwiększanie liczebności klas (pisaliśmy o tym tutaj). Na tym nie koniec – informuje „Polityka Warszawska”. Członkowie organizacji zapowiadają, że jeśli nikt nie potraktuje poważnie ich uwag, to w ciągu dwóch miesięcy bez problemu zbiorą 130 tys. podpisów potrzebnych do złożenia wniosku o referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy.

Impulsem do działania dla członków „Warszawy Społecznej” była – jak sami przyznają – jedna z zeszłorocznych sesji Rady, na której przegłosowano likwidację kilku szkół i przedszkoli. – „Nigdy nie zapomnę radnych Platformy Obywatelskiej bezrefleksyjnie głosujących za likwidacją placówek, nie wiedząc nawet, którą konkretnie zamykają, czy trzeba powiedzieć »za« czy »przeciw«. Wielu radnych nawet nie słuchało tłumnie przybyłych na obrady rodziców, tylko grało na telefonach komórkowych, przeglądało wiadomości sportowe w Internecie, zwyczajnie rozmawiało ze sobą lub wychodziło z obrad” – mówi Natalia Jungrav, wiceprezeska organizacji.

Działacze podkreślają, że postanowienia zawarte w „Zasadach” to kolejny, po prywatyzacji lub likwidacji szkolnych stołówek, etap niszczenia stołecznej edukacji. – „Bezpieczeństwo dzieci zostanie zagrożone, a jakość edukacji po raz kolejny spadnie. Natomiast zwiększanie godzin pracy bez podnoszenia płacy to zwykły wyzysk. Warszawska PO chce, aby dzieci w Warszawie uczyli zmęczeni nauczyciele, w przepełnionych klasach, bez indywidualnego podejścia i możliwości specjalistycznej opieki nad rozwojem dzieci” – tak proponowane rozwiązania ocenia Jungrav. – „Już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że hasło Platformy Obywatelskiej »gospodarka oparta na wiedzy« jest gorzką ironią, pustym frazesem” – dodaje.

Dyrektorka stołecznego Biura Edukacji Joanna Gospodarczyk twierdzi, że Warszawa nie przeprowadza żadnych oszczędności, a jedynie racjonalizację wydatków. Według Natalii Jungrav, tak rozumiana „racjonalizacja” w oświacie przynosi więcej szkody niż pożytku. Za przykład podaje likwidację gimnazjum nr 26 im. Jana Kochanowskiego na Grochowie. – „Zlikwidowanie tej placówki i przeniesienie dzieci do odległej szkoły na Witolinie (Gimnazjum nr 23) spowodowało, że olbrzymi teren Grochowa pozostał bez gimnazjum. Urzędnicy wyliczyli, że odległość między obecną szkołą, a »nową« wynosi w linii prostej 1,5 km. Zapomnieli, że dzieci nie mieszkają w szkole, lecz muszą do niej dojść lub dojechać. Dojazd, niekiedy z przesiadkami, jest dla rodziców niektórych uczniów dużym kosztem”.

Twierdzi przy tym, że różnica zdań pomiędzy „Warszawą Społeczną” a miejskimi urzędnikami bierze się z innego sposobu patrzenia na oświatę. – „Według nas edukacja jest samospłacającą się inwestycją w przyszłość. Nie wolno na niej oszczędzać, bo pogarsza się jej jakość, należy w nią cały czas inwestować. Władze Warszawy tego nie rozumieją i traktują edukację bardzo instrumentalnie, jako męczący koszt, który należy minimalizować”. Organizacja zwraca uwagę również na to, iż władze stolicy instrumentalnie traktują konsultacje społeczne. – „PO ich nie respektuje. Zgodnie z ich logiką w końcu rządzą. Mają prezydenta, większość w Radzie Warszawy i przez to są bezkarni. Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych wyborach Warszawiacy odpowiednio podziękują warszawskiej PO za ich »zarządzanie« miastem” – przewiduje Jungrav.

Więcej na temat wspomnianej inicjatywy społecznej: kliknij tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielcza noc w stolicy

Spółdzielcza noc w stolicy

Już w najbliższą sobotę (18 maja) w Warszawie odbędzie się, współorganizowana przez nas, ciekawa impreza przypominająca tradycje ruchu spółdzielczego. Już dziś natomiast można się zapoznać z nagraniem audycji radiowej poświęconej tej tematyce.

Krajowa Rada Spółdzielcza, Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” (wydawca „Nowego Obywatela” i książek o tematyce spółdzielczej) oraz Ogólnopolski Związek Rewizyjny Spółdzielni Socjalnych zapraszają na trzecią już edycję Nocy Kooperatystów, organizowanej w ramach corocznej Nocy Muzeów. W programie imprezy m.in. zwiedzanie Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce, wystawy okolicznościowe, stoiska różnych branż spółdzielczych i gości, prelekcje, warsztaty, koncerty oraz inne atrakcje dla dorosłych oraz dzieci. Początek o godz. 19:00, ul. Jasna 1 („Dom pod Orłami”). Wstęp wolny.

Więcej informacji na temat programu imprezy można znaleźć tutaj, natomiast poświęcone jej wydarzenie na Facebooku – pod tym adresem.

Z kolei aby odsłuchać wspomnianą audycję radiową, z udziałem Konrada Malca z redakcji „Nowego Obywatela”, dr Adama Piechowskiego ze Spółdzielczego Instytutu Badawczego oraz Leszka Lachowieckiego (autor książki o Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej) – kliknij tutaj.

Przy okazji polecamy stworzony przez nas portal Kooperatyzm.pl, będący bazą unikalnych tekstów o tematyce spółdzielczej (kolejne aktualizacje już wkrótce).

„Solidarność” chce kontroli

„Solidarność” chce kontroli

Wniosek o skontrolowanie „Solidarności” przez Państwową Inspekcję Pracy złożyli wczoraj w Gdańsku Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej oraz Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego. To reakcja na publikowane w ostatnich dniach pomówienia sugerujące, że Związek zatrudnia pracowników na tzw. umowy śmieciowe.

piśmie, które zostało złożone na ręce Okręgowego Inspektora Pracy, przewodniczący KK zwrócił się o sprawdzenie „przede wszystkim w zakresie stosunków pracy, legalności zatrudnienia, jak i zgodności z prawem pracy zawartych umów cywilnoprawnych, czy też wypełnianiem postanowień Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy dla Pracowników Komisji Krajowej NSZZ »Solidarność«”.

Jak zapowiedział Duda, podobne wnioski mają złożyć szefowie regionów „S” w całej Polsce.

– „Oprócz tego, że jesteśmy działaczami związkowymi, jesteśmy też kierownikami zakładów pracy, w których przestrzegane jest prawo pracy. Dlatego chcemy poddać się kontroli, żeby tym samym zakończyć złośliwe komentarze, które sugerują, że Związek walczy z umowami śmieciowymi, a sam zatrudnia na tej zasadzie” – powiedział Duda.

Podczas krótkiej konferencji prasowej przed złożeniem wniosku szef „Solidarności” i przewodniczący ZR Gdańskiego zachęcali, żeby takiej kontroli poddały się również instytucje kierowane przez premiera, ministra pracy i parlamentarzystów, a także media publiczne i komercyjne.

Piotr Duda odniósł się też do krążącego po sieci listu od instruktora pływania z sanatorium w Kołobrzegu, który wywołał medialną dyskusję na temat warunków pracy w Związku. – „Przed kilkoma dniami zostaliśmy pomówieni, że w zależnej od Związku spółce Dekom w Kołobrzegu zatrudniamy pracowników na umowy śmieciowe. To nieprawda” – zapewnił przewodniczący. – „Co więcej, osoba podpisana pod listem nie istnieje. Sprawdziliśmy – nie ma takiego pracownika, nie ma takiego działacza WOPR w Kołobrzegu” – dodał.

Duda podkreślił, że przeprowadzona niedawno w spółce Dekom kontrola PIP wykazała, że nie ma tam nieprawidłowości w zatrudnieniu. W związku z tym „Solidarność” skieruje na drogę sądową skargę przeciwko Związkowi Przedsiębiorców i Pracodawców, który rozpowszechniał niesprawdzone informacje.

Oświadczenie w sprawie sytuacji w Kołobrzegu można przeczytać tutaj.

Nagranie z konferencji można obejrzeć tutaj.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Fach w ręku, pieniądze w kieszeni

Fach w ręku, pieniądze w kieszeni

Najmniej osób bez pracy jest w tych województwach, w których najwięcej ludzi ma wykształcenie zasadnicze zawodowe. Widać to chociażby w Wielkopolsce i na Śląsku.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, przytaczając wstępne dane resortu pracy, w kwietniu w woj. wielkopolskim stopa bezrobocia wyniosła 10,5 proc. i była najniższa w kraju, a na Śląsku osiągnęła niewiele gorszy poziom – 11,9 proc. Równocześnie z danych ostatniego spisu powszechnego ludności wynika, że w tych regionach jest najwięcej osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym wśród osób w wieku 13 lat i starszych – w Wielkopolsce 26 proc., a na Śląsku 25,2 proc.

Analitycy zastrzegają, że nie ma prostej zależności między poziomem wykształcenia ludności i wielkością bezrobocia. Przyznają jednak, że ma on wpływ na lokalny rynek pracy. Zdaniem prof. Urszuli Sztanderskiej z Uniwersytetu Warszawskiego, popyt na określonego rodzaju pracę w Wielkopolsce i na Śląsku mógł sprawić, że proporcje między kształceniem na poziomie zawodowym i np. wyższym uległy dopasowaniu do realiów rynku. To efekt m.in. uwarunkowań historycznych. Jak zauważa dr Krzysztof Bondyra z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, w Wielkopolsce tradycyjnie ceni się posiadanie fachu w ręku, a środowiska rzemieślnicze w regionie są silne. – „Nawet przy niżu demograficznym liczba uczniów praktycznej nauki rzemiosła w Poznaniu rośnie” – podkreśla. Część z nich w przyszłości otworzy własne warsztaty, które zapewnią im w miarę stabilne zajęcie.

Na Śląsku o wyborze zawodówki w dużej mierze decyduje czynnik kulturowy. – „Wysoki jest szacunek do pracy. Nawet prostej” – ocenia prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Dodaje, że na Śląsku ceni się samodzielność – dlatego młodzi ludzie starają się jak najszybciej zdobyć posadę. Mają przy tym większe możliwości. Popyt na osoby do nieskomplikowanych, ale ciężkich prac – w budownictwie, górnictwie czy przemyśle – jest tam większy niż w innych województwach. – „Skoro jest praca, to nie spieszą się do tego, żeby studiować. Część robi to, ale po pewnym czasie, np. w trybie zaocznym” – mówi prof. Kabaj.

W innych regionach zawodówki traktowane są po macoszemu. – „Bolączką systemu edukacji jest odejście od kształcenia zawodowego” – twierdzi prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego. Potwierdzają to dane, z których wynika, iż w ciągu ostatnich dziesięciu lat zlikwidowano niemal 600 zasadniczych szkół zawodowych.