Rodzice bez wsparcia

Rodzice bez wsparcia

Z powodu zbyt ostrych kryteriów i niewielkiej puli środków, aż w 6 z 16 województw żaden powiatowy urząd pracy nie dostał pieniędzy na wsparcie dla osób wychowujących dziecko.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z danych resortu pracy wynika, że od początku roku z rezerwy ministra na wsparcie dla bezrobotnych rodziców urzędy otrzymały niecałe 9,3 mln zł, podczas gdy np. na aktywizację bezrobotnych do 30. roku życia „pośredniaki” dostały 89 mln zł. Z kolei na umożliwienie powrotu do pracy osobom powyżej 50. roku życia mogą wydać kolejne 52 mln zł.

Urzędy mogły występować o dodatkowe wsparcie dla rodziców w formie powszechnych dotacji lub programów specjalnych. W ramach pierwszego rodzaju pomocy żaden „pośredniak” nie starał się o wsparcie. – „Grupa docelowa, czyli bezrobotni rodzice z dzieckiem do 6. roku życia, została źle sprofilowana, a kryteria określone za ostro” – tłumaczy Marcin Flaczyński, kierownik Centrum Aktywizacji Zawodowej z Powiatowego Urzędu Pracy w Będzinie (woj. śląskie). Dodaje, że urzędy, przewidując, iż na ten cel nie dostaną zbyt wiele środków, postanowiły występować raczej o wsparcie dla młodych i starszych bezrobotnych.

Niewielkim zainteresowaniem PUP-ów cieszyły się również programy specjalne. Na 16 województw aż w sześciu żaden powiatowy urząd pracy nie otrzymał pieniędzy na programy dla rodziców wychowujących dziecko, a w kolejnych sześciu – udało się tylko jednemu lub dwóm powiatom. Barierą okazały się przepisy, które jako warunek otrzymania środków wymagają wkładu własnego. – „Jednostka może napisać program specjalny, ale by dostać dodatkowe pieniądze z rezerwy, musi przeznaczyć na ten cel 10 proc. środków przyznanych z Funduszu Pracy na podstawie algorytmu” – tłumaczy Urszula Puławska-Krzystanek, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Sieradzu. Jej zdaniem, obecnie nie wszystkie urzędy pracy mają takie fundusze.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

PIH popiera ograniczenie handlu w niedzielę

PIH popiera ograniczenie handlu w niedzielę

Polska Izba Handlu, reprezentująca m.in. sieci Stokrotka oraz Piotr i Paweł, pozytywnie odniosła się do pomysłu zamykania sklepów w niedziele. Co więcej, PIH podkreśliła, że tygodniowe obroty wcale nie muszą być z tego powodu dużo mniejsze.

„Polska Izba Handlu popiera projekt wprowadzenia ograniczenia handlu w niedzielę, zważywszy na rolę społeczną, promowanego przez Izbę, nowoczesnego handlu z tradycjami” – napisano w wydanym w poniedziałek komunikacie.

Handlowcy z PIH zwrócili uwagę, że podobne przepisy funkcjonują m.in. w Niemczech, Belgii, Finlandii, Norwegii czy Szwajcarii i nie są tam dużym utrudnieniem. „Również w Polsce mija czas, gdy przebywanie w placówce handlowej było atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu” – stwierdzili, wyjaśniając, że kiedyś niedziela przynosiła wysokie obroty, ale obecnie jest to dzień najniższych zysków i tendencja jest malejąca. „Dlatego praca w niedzielę staje się coraz bardziej nieopłacalna – klientów jest mniej, a koszty utrzymania sklepów wzrastają” – podsumowali handlowcy z Izby.

– „Dni wolne od handlu, które funkcjonują już teraz, jednoznacznie pokazują, jakie są zachowania konsumentów – dokonują oni większych zakupów przed czasem świątecznym” – powiedział Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu. – „W przypadku wejścia w życie wspomnianego zakazu zakupy zostaną rozłożone na sześć dni, a ludzie przecież nie przestaną jeść o jeden dzień mniej” – dodał.

Według danych zebranych przez PIH obrót tygodniowy z niedzielą wolną nie jest odczuwalnie niższy niż ten z niedzielą pracującą, bo zyski w małych i średnich sklepach to tylko ok. 10% przychodów z dni powszednich.

Handlowcy z PIH zwrócili też uwagę na inny problem, jakim są trudności w znalezieniu osób zainteresowanych pracą w handlu. Powodem niechęci potencjalnych pracowników jest m.in. właśnie praca w niedziele. „W większości pracownikami sklepów są kobiety (70%), a znaczenia ich nieobecności w domu w tym dniu nie da się przeliczyć na żadne wskaźniki ekonomiczne” – napisano w komunikacie.

Polska Izba Handlu zrzesza ponad 30 tys. podmiotów handlowych; są to zarówno pojedyncze sklepy, jak i ogólnopolskie sieci franczyzowe i dystrybucyjne, m.in. Piotr i Paweł, Stokrotka, Groszek, abc i Społem.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Demokracja kontra oligarchia

Demokracja kontra oligarchia

Szwajcarzy będą głosować nad kwestią zarobków kadry zarządzającej. Listopadowe referendum może oznaczać koniec horrendalnych pensji menedżerów w tym kraju.

Jak przypomina radio TOK FM, w Szwajcarii płace i premie prezesów oraz członków zarządów należą do najwyższych w Europie. Odprawa w wysokości 72 mln fr. (58 mln euro) dla ustępującego prezesa koncernu farmaceutycznego Novartis Daniela Vasella poruszyła opinię publiczną do tego stopnia, że pod nawałem krytyki musiał on zrezygnować z tych pieniędzy. Szwajcarzy uznali jednocześnie, że aby do takich sytuacji więcej nie dochodziło, trzeba tę sprawę rozwiązać raz na zawsze. Oddolna inicjatywa obywatelska wymogła przeprowadzenie w całym kraju referendum (odbyło się na początku br.), w którym aż 68 proc. głosujących opowiedziało się za ustalaniem wysokości płac członków zarządów spółek giełdowych nie przez nich samych, za zamkniętymi drzwiami, tylko przez akcjonariuszy. Wykluczono ponadto przyznawanie menedżerom wysokich odpraw, bajońskich sum związanych z objęciem stanowiska oraz innych znaczących premii. Wykroczenia przeciwko tym postanowieniom zagrożone są karą do 3 lat pozbawienia wolności i wysoką karą grzywny, stanowiącą sześciokrotność rocznego dochodu sprawcy.

Wiele środowisk, w tym socjaldemokraci, młodzi socjaliści, Zieloni, związki zawodowe i wyznaniowe, zinterpretowało wyniki referendum jako radykalną zmianę nastrojów w kraju bankierów, dlatego na listopad przygotowano kolejne referendum: „1 do 12 – inicjatywę na rzecz sprawiedliwych płac”. Oznacza to, że menedżerowie wysokiego szczebla mogliby osiągać maksymalny dochód miesięczny stanowiący dwunastokrotność najniższej płacy w swojej firmie. Inaczej mówiąc, nikt nie mógłby zarabiać rocznie mniej niż szef w miesiącu. Dotychczasowa relacja płac najniższych do najwyższych wynosi średnio 1 do 56, przy czym w niektórych szwajcarskich koncernach stosunek ten jest znacznie wyższy i wynosi np. 1 do 720 (wspomniany Novartis). Reguła „1 do 12” miałaby zostać zapisana w helweckiej konstytucji.

Według ostatnich badań sondażowych, ponad połowa Szwajcarów popiera inicjatywę. Do jej zwolenników należy nawet jedna trzecia członków konserwatywno-liberalnej partii narodowej (SVP).

Inicjatywa odbiła się już echem m.in. w Niemczech – popiera ją tam 88 proc. obywateli. W Brukseli komisarz Michel Barnier do końca roku ma przygotować odpowiednie rozwiązania tego problemu. Jeśli podobny do szwajcarskiego model wdrożą inne kraje UE – może to oznaczać nieoczekiwany sukces w walce z patologią pieniądza.

O poprzednim referendum pisaliśmy tutaj.

Bugaj i Oręziak: głośno (i źle) o OFE

Bugaj i Oręziak: głośno (i źle) o OFE

najbliższą środę (5 czerwca 2013 r.) zapraszamy na kolejną audycję „Głosu Obywatela”. Poświęcona będzie Otwartym Funduszom Emerytalnym, ich genezie i fatalnym skutkom dla polskiego społeczeństwa.

W internetowym Radiu WNET będziemy gościć od 9:07 do 9:55. Audycję poprowadzi Konrad Malec, a w charakterze gości zaprosiliśmy prof. Leokadię Oręziak, ekonomistkę znaną z krytycznych analiz systemu emerytalnego i dr. hab. Ryszarda Bugaja, ekonomistę i socjaldemokratycznego publicystę, członka Rady Honorowej naszego pisma.

Przybliżymy naszym słuchaczom zarówno wielowymiarowe, społeczno-gospodarcze, niebezpieczne skutki funkcjonowania OFE, jak i polityczne kulisy wprowadzenia systemu emerytur kapitałowych w Polsce. Zachęcamy także do lektury wywiadu z prof. Oręziak: „OFE i inne plagi polskie”.

Zapraszamy do słuchania!