Komercjalizacja Szpitala Grochowskiego nie wyjdzie warszawiakom na zdrowie

Komercjalizacja Szpitala Grochowskiego nie wyjdzie warszawiakom na zdrowie

„Warszawa Społeczna” stanowczo sprzeciwia się planom komercjalizacji Szpitala Grochowskiego.

Stołeczny Ratusz nie poradził sobie z kolejnym zadaniem własnym samorządu, czyli zarządzaniem placówkami ochrony zdrowia. Przekształcenie placówki w spółkę prawa handlowego rodzi poważne zagrożenie całkowitej likwidacji szpitala, w wypadku dalszego braku rentowności. Dlatego stowarzyszenie apeluje do Rady m.st. Warszawy i Prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz o odstąpienie od powyższych zamierzeń, pokrycie ujemnego wyniku szpitala i wycofanie się z kolejnych pomysłów uderzających w mieszkańców i mieszkanki Warszawy.

Do zadań m.st. Warszawy należy organizacja placówek ochrony zdrowia. Zadłużenie Szpitala Grochowskiego to dowód na złe zarządzanie, niewywiązywanie się samorządu ze swoich ustawowych obowiązków i rażące niedofinansowanie warszawskiej służby zdrowia. Prezydent Warszawy wraz z podległą sobie administracją bezpośrednio odpowiadają za złe zarządzanie finansami miasta. Obowiązkiem władz miasta jest pokrycie powstałego zadłużenia.

Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej, jeżeli SPZOZ posiada ujemny wynik finansowy w 2012 roku, samorząd musi zdecydować o dalszych losach placówki. Miasto ma wybór – może zlikwidować placówkę, poddać ją komercjalizacji, ale może również pokryć zadłużenie.

Komercjalizacja to nie tylko ułatwienie prywatyzacji szpitala, ale przede wszystkim poważne zagrożenie dla równości w dostępie do ochrony zdrowia. Dodatkowym zagrożeniem jest zupełna likwidacja placówki, jeżeli po przekształceniu w spółkę prawa handlowego nie zacznie być szybko rentowna. Tego właśnie obawiają się mieszkańcy Warszawy.

Z kolei w uzasadnieniu do projektu uchwały Rady m.st. Warszawy w sprawie wyrażenia zgody na przekształcenie Szpitala Grochowskiego w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością czytamy: „Szpital Grochowski (…) nie ma perspektyw na samodzielne uregulowanie zobowiązań narosłych w związku z wieloletnim brakiem rentowności”.

Likwidacja i prywatyzacja są częścią szerszego procesu wycofywania się warszawskiego samorządu z odpowiedzialności za usługi publiczne, oraz jednym z przejawów prywatyzacji dóbr wspólnych – placówek oświatowych, szkolnych stołówek i szpitali – w imię interesów wąskich i wpływowych grup i lobby. Tak jak ostatnie cięcia w warszawskiej edukacji prowadzą do zagrożenia bezpieczeństwa dzieci, tak komercjalizacja służby zdrowia prowadzi do jej prywatyzacji i ograniczania dostępności usług leczniczych dla mieszkańców i mieszkanek stolicy.

Stolica pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz spycha zadania własne samorządu terytorialnego na barki sektora prywatnego i pozarządowego, oszczędza na warszawiakach i warszawiankach, jednocześnie wydając coraz więcej pieniędzy na stołeczną administrację. Podczas gdy mieszkańcom i mieszkankom Warszawy każe się zaciskać pasa, wydatki na wynagrodzenia dla urzędników miejskich rosną – w latach 2007–2013 aż o 170 mln zł, czyli o 38 proc. Liczba pracowników wzrosła o ponad 1/3, takiego wzrostu nie odnotowano w żadnym innym polskim mieście.

Komercjalizacja szpitala wiąże się również ze zwolnieniami i outsourcingiem takich zadań jak catering, sprzątanie czy diagnostyka, a także ze sprzedażą części majątku i zmianą struktury usług medycznych. To wszystko ma prowadzić do osiągnięcia „lepszego wyniku finansowego” placówki. Wyniku finansowego, a nie polepszenia zdrowia mieszkańców i mieszkanek Warszawy. Szpital ma stać się firmą, której głównym zadaniem ma być zarabianie pieniędzy, a nie leczenie ludzi. Przekształcenie szpitala w spółkę sprawi, że pacjenci stracą dostęp do wielu usług medycznych, bo szpital ma prawo uznać je za nieopłacalne.

Przekształcenie bez osiągnięcia trwałej rentowności szpitala jest procesem groźnym (może się skończyć upadkiem szpitala) dla lokalnej społeczności – pacjentów, których zdrowie dla warszawskiego samorządu powinno być priorytetem. Mając na uwadze długotrwały brak rentowności Szpitala Grochowskiego jego przyszłość po komercjalizacji rysuje się w ponurych barwach. Eksperyment na żywym organizmie – zdrowiu mieszkanek i mieszkańców Warszawy – w tym wypadku może skończyć się fatalnie.

Inicjatywa Mieszkańców „Warszawa Społeczna”

Deloitte nt. komercjalizacji szpitali

Petycja w obronie placówki

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Modlitwa o demokrację z wisienką

Modlitwa o demokrację z wisienką

Modlitwa o demokrację z wisienkąUkazał się zbiór felietonów Anny Mieszczanek, publikowanych m.in. na naszych łamach. Książka została objęta patronatem „Nowego Obywatela”.

„Modlitwa o demokrację z wisienką” to zebrane w jeden tom teksty publicystyczne Anny Mieszczanek z lat 2003-2010. Ukazywały się one w „Obywatelu” i na jego stronie internetowej, na blogu www.pojedyncze.salon24.pl oraz w portalu www.tekstowisko.com. Książkę wydała oficyna Erida.

Publikację tak rekomendują światowej sławy socjolog oraz lider środowiska „Nowego Obywatela”:

Duch niewidzialnej ręki rynku tańczy walca z poczuciem sprawiedliwości społecznej, a pod ścianą czeka też na swoje pas jakaś resztka nie do końca czystego sumienia… Jak to się stało, że „świat” tak oddzielił się od człowieka, a raczej człowiek od „świata”? Jak przywrócić naszą ludzką łączność ze światem? – spyta Autorka w naszym imieniu. I pomaga nam znaleźć odpowiedź, jakiej wielu z nas szuka ale niewielu znajduje. (…) Ta książka odsłania nam prawdę. Może i niewygodną, ale zbawienną. A wybór, jak Anna Mieszczanek co parę stron czytelnikowi przypomina, „należy do Ciebie”!
Zygmunt Bauman

Nie zawsze zgadzałem się z wymową tekstów czy poszczególnymi spostrzeżeniami, ale prawie zawsze miałem poczucie, że szare komórki Czytelnika mogły dzięki nim otworzyć jakąś „klapkę” i zobaczyć więcej niż widziały uprzednio. Inny świat, warto go poznać. Czytajcie.
Remigiusz Okraska

Sama autorka zaś – dziennikarka i redaktorka, uczestniczka opozycji demokratycznej, aktywistka ekologiczna i kobieca (m.in. zainicjowała w Polsce dyskusję nad kwestią dowartościowania nieopłacanej pracy w gospodarstwach domowych na rzecz rodziny), a obecnie mediatorka i coach rodzinny – tak podsumowuje zawartość publikacji: Zebrane razem, pokazują te teksty rzeczywistość lat 2003-2010 z trochę niecodziennej perspektywy. „Pięćdziesiąt plus patrzy na Polskę” – taki mógłby być podtytuł zbioru. Dojrzała kobieta, zawiedziona kształtem polskich przemian, zafascynowana jednak możliwościami tworzenia świata, jakie ma każdy z nas – opowiada o tym, co dostrzega na co dzień: pracując, chorując, czytając gazety. Tropi stereotypy i nowe mantry, którymi dajemy się na co dzień mamić. Żali się, czasem naśmiewa, projektuje konieczne zmiany. Wydaje się, że ma do rzeczywistości dystans, który z jednej strony wciąż każe się z nią mierzyć i nie zgadzać na to, co zastane. Z drugiej – pozwala pamiętać o priorytetach, o tym, że pojedyncze jest ważne.

Książkę w wersji papierowej można kupić klikając tutaj.

Książkę w jednym z formatów cyfrowych (e-book) można kupić klikając tutaj.

Podpisz się pod wnioskiem o wolną niedzielę

Podpisz się pod wnioskiem o wolną niedzielę

Trwa zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy „Wolna Niedziela”.

Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ustawy „Wolna Niedziela” o zmianie Ustawy – Kodeks pracy musi zebrać 100 tys. podpisów pod projektem wprowadzającym zakaz pracy w placówkach handlowych w każdą niedzielę. – „Nad sytuacją, w której niedziela stała się kolejnym dniem powszednim, ubolewamy chyba wszyscy” – uważa Krzysztof Steckiewicz, pełnomocnik komitetu. – „Tysiące pracowników handlu zmuszanych jest do rozłąki z rodzinami i spędzania tego świątecznego dnia w pracy. Dlatego postanowiliśmy powołać inicjatywę ustawodawczą, by podjąć próbę uregulowania prawnego tego niekorzystnego stanu rzeczy” – dodaje.

Akcję poparł również przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „S” Piotr Duda. – „Wolne niedziele w handlu to od lat twardy postulat »Solidarności«” – przypomina przewodniczący. – „Trzeba wspierać każdą taką inicjatywę, aby jak najwięcej pracowników niedzielę spędzało z rodziną”.

Komitet został oficjalnie zarejestrowany pod koniec kwietnia przez Ewę Kopacz, Marszałka Sejmu RP. Patronem akcji została Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług. Organizatorzy nie mają nic wspólnego z projektem poselskim, który pojawił się później, liczą jednak, że zaangażowani w walkę o wolną niedzielę posłowie mogą pomóc im w zbieraniu podpisów.

Szczegóły projektu, w tym informację, gdzie można się pod nim podpisać, można znaleźć na www.wolnaniedziela.org.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Badania kontra propaganda

Badania kontra propaganda

Instytut Badań Edukacyjnych przedstawił wyniki wielkiego badania realiów zawodu nauczyciela. Zgodnie z nimi średni tydzień pracy pedagoga wynosi prawie 47 godzin.

Jak przypomina „Gazeta Wyborcza”, wiosną 2011 r. badacze spytali o pracę prawie 7,5 tys. nauczycieli z ok. 1300 szkół. Obowiązkowe 18 godzin lekcji i 2 godziny zajęć dodatkowych stanowią bowiem zaledwie połowę 40-godzinnego tygodnia pracy, a z pozostałych 20 godzin, poświęconych m.in. na przygotowanie do lekcji czy doszkalanie, pracownicy oświaty nie są rozliczani. Celem badaczy było sprawdzenie, ile naprawdę czasu poświęcają nauczyciele na uprawianie swojej profesji.

Część nauczycieli wypełniała internetowe ankiety, 2,6 tys. – dzienniczki dnia pracy, pod okiem badaczy. Okazało się, że przeciętny nauczyciel pracuje więcej, niż przewiduje Karta nauczyciela oraz Kodeks pracy – prawie 47 godz. w tygodniu (mowa o pełnych tygodniach pracy szkoły – z badań wyłączone były okresy świąteczne i między świętami oraz ferie i wakacje). Średnio 20 godz. lekcyjnych zajmuje prowadzenie lekcji, drugie tyle zajmują przygotowania do nich oraz sprawdzanie uczniowskich prac, a jest jeszcze np. szkolna biurokracja (ok. 3 godz. w tygodniu) oraz indywidualna praca z uczniami. Bardzo mało czasu zostaje m.in. na samokształcenie (ok. 2 godzin) czy zawodowe spotkania z innymi pedagogami, a zwłaszcza rozmowy z rodzicami uczniów – „statystyczny nauczyciel” poświęca na te ostatnie zaledwie 35 min. tygodniowo.

Samorządy od lat zarzucają nauczycielom, że w rzeczywistości pracują zaledwie po 4 godz. dziennie; dążą do dołożenia im godzin lekcyjnych, dzięki czemu mogłyby zwolnić część ich koleżanek i kolegów. Z kolei minister edukacji Krystyna Szumilas oczekuje od zatrudnionych w szkołach, że będą częściej spotykać się z rodzicami swoich podopiecznych. Badania pokazują jednak, że rzekome dolce vita pracowników oświaty istnieje wyłącznie w antynauczycielskiej propagandzie. – „Ci nauczyciele, którzy pracują więcej, niż zapisano w Karcie, powinni domagać się od dyrektorów wypłacenia nadgodzin” – komentuje Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Instytut Badań Edukacyjnych informuje ponadto, że nauczyciele różnych specjalności są niejednakowo obciążeni wysiłkiem – np. polonista pracuje średnio 15 godz. w tygodniu więcej niż wuefista.