Oświadczenie OPZZ ws. ataków na związki zawodowe

Oświadczenie OPZZ ws. ataków na związki zawodowe

W dniu 30 czerwca 2013 r. Platforma Obywatelska, ustami senatora Jana Filipa Libickiego, przypomniała swoje prawdziwe, antypracownicze, antyzwiązkowe i autokratyczne oblicze.

Platforma Obywatelska toleruje finansowanie z budżetu państwa drogich ubrań, bankietów i alkoholi dla swoich działaczy, również finansowanie działalności organizacji pracodawców.

W zamian za to Platforma Obywatelska atakuje finansowanie związków zawodowych:
• osób, które na co dzień w zakładach pracy informują pracowników o ich prawach, zabiegają o poprawę warunków pracy i płacy, przeciwstawiają się wykorzystywaniu i mobbingowaniu pracowników;
• osób, które pokazują rozwarstwienie dochodowe między milionowymi zarobkami kadry kierowniczej a płacami wielu pracowników, które nie wystarczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Porażające jest, że w demokratycznym państwie prawa działalność związków zawodowych wywołuje tak wściekłe reakcje polityków. W ostatnich dniach walka z pracowniczą reprezentacją przybiera wręcz absurdalne i kuriozalne formy.

Zawieszenie udziału strony związkowej w pracach Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych podyktowane długotrwałym lekceważeniem naszych wniosków wywołało kompromitujące wypowiedzi polityków.

Jeśli oceny pracy instytucji rządowych, wynikające z podstawowych wolności obywatelskich, są sprzeczne z oczekiwaniami rządzących, to związki zawodowe nazywa się gangami.

Koalicja PO-PSL kontynuuje swoją linię „nieomylnego”, autokratycznego rządzenia. Do poważnych negocjacji nie skłania polityków tych partii nawet ogromne bezrobocie i pozostawanie Polski jednym z najuboższych krajów Unii Europejskiej. Nadal forsowane są tylko propozycje korzystne dla biznesu i niestety najczęściej odbywa się to kosztem pracowników.

OPZZ i jego organizacje członkowskie nie dadzą się zastraszyć i konsekwentnie będą realizowały działania w obronie podstawowych praw pracowników.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych

Warszawa, 2 lipca 2013 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Najskuteczniejsza antykoncepcja? Tusk i Rostowski

Zlikwidowanie choćby części barier o charakterze ekonomicznym spowodowałoby, że na świat przychodziłoby 100 tys. dzieci więcej niż obecnie – wynika z największych w Polsce badań socjologicznych.

Jak wynika z „Diagnozy Społecznej”, na którą powołuje się „Rzeczpospolita”, aż 3 mln bezdzietnych Polaków między 16. a 34. rokiem życia deklaruje, że chciałoby mieć choć jedno dziecko. Co piąty z nich zapewnia, że od jakiegoś czasu stara się o potomstwo, ale bez skutku – zaś pozostali świadomie rezygnują z rodzicielstwa.

Wśród powodów na pierwsze miejsce wysuwają się problemy materialne. Aż 45 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn przekonuje, że nie może mieć dziecka ze względu na brak pracy i pieniędzy. Co trzeci ankietowany jako na przyczynę wskazuje na niepewność swojej przyszłości, co piąty – na złe warunki mieszkaniowe.

Z badania wynika ponadto, że Polacy nie decydują się na potomstwo ze względu na wysokie koszty jego wychowania i wykształcenia. Niska płodność to problem dopiero co piątej pary.

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Pracodawców niewiele obchodzi płaca minimalna

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień – wynika z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP dla firmy Randstad. Na dodatek wysokość najniższej krajowej pensji niewiele obchodzi pracodawców.

Ponad 70 proc. badanych pracodawców uważa, że płaca minimalna powinna wzrosnąć w przyszłym roku, a prawie połowa z nich sądzi, że płaca minimalna powinna wzrosnąć bardziej niż planuje rząd. Dwie trzecie uważa, że płaca minimalna w zestawieniu z płacą średnią jest zdecydowanie za niska.

Wśród badanych przez TNS firm aż 55 proc. nie miało pracowników zatrudnionych za minimalne wynagrodzenie.

Prawie 90 proc. pracodawców twierdzi, że podwyżka płacy minimalnej planowana przez rząd nie zmusi ich do zwolnień. Podwyżkę o 10 proc. bez redukcji etatów przełknęłoby ponad 70 proc. firm. Połowa byłaby w stanie nawet utrzymać stan zatrudnienia przy podwyżce o 20 proc, jednak 1/3 badanych pracodawców musiałaby w takiej sytuacji zwolnić część załogi.

Przypominamy, że stałym argumentem rządu przy próbach ustalania wysokości płacy minimalnej na Komisji Trójstronnej było ostrzeżenie przed zwolnieniami, których będą musieli dokonywać pracodawcy w razie podniesienia najniższej krajowej pensji.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność”

TO są niezasłużone renty

TO są niezasłużone renty

System ekonomiczny USA jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów – dowodzą dwaj tamtejsi naukowcy.

Wyborcza.biz przywołuje niezwykle ciekawy, niedawno opublikowany tekst dwóch ekonomistów z Economic Policy Institute w Waszyngtonie. Josh Bivens i Lawrence Mishel brutalnie rozprawiają się z mitem, w który kiedyś wierzyli niemal wszyscy Amerykanie, mówiącym, że bogactwo jest zazwyczaj nagrodą za ciężką, konsekwentną, wieloletnią pracę. Autorzy artykułu przytaczają dane, z których wynika, że w latach 1947-1979 dochody niemal wszystkich mieszkańców USA rosły w podobnym tempie, wynoszącym ok. 2 proc. rocznie. Tymczasem w latach 1979-2007 dochody jednego procenta najbogatszych rosły w tempie około 6 proc., a 90 proc. społeczeństwa w tempie mniejszym aż o pięć punktów procentowych. W efekcie o ile w latach 70. jeden procent najbogatszych miał mniej więcej dziesięcioprocentowy udział we wszystkich dochodach Amerykanów, to dzisiaj jest on już dwa razy większy.

Główna teza artykułu brzmi, że dynamiczny wzrost dochodów najbogatszych nie jest pochodną ich ciężkiej i wyjątkowej pracy, ale faktu, że przez minionych 30 lat w Stanach zmieniono obowiązujące i stworzono nowe renty ekonomiczne. Jak wyjaśnia portal, renta ekonomiczna to, upraszczając, nadwyżka ceny ponad koszty produkcji. Produkcji szeroko rozumianej, gdyż mowa tutaj także o kreowaniu usług finansowych czy wykonywaniu utworów muzycznych. Od tego, jak duża jest dana renta, zależy, ile kto zarabia. W USA zmodyfikowano decyzjami politycznymi cały system rent ekonomicznych i w efekcie zaczęto bardzo wysoko wynagradzać niektóre zawody, np. w branży finansowej, rozrywkowej i sportowej.

Niektóre nowe lub zmienione renty są bardzo wysokie. Wymownym przykładem jest tutaj praca prezesów spółek giełdowych, którym Amerykanie płacą mniej więcej dwa razy więcej niż reszta świata. Prezes w Stanach zarabia 44 razy więcej niż jego pracownik, poza tym krajem musi się zadowolić pensją większą od pensji podwładnego „tylko” 19,9 raza. Nie ulega zatem wątpliwości, że w nowym systemie rent ciężka praca przynosi zdecydowanie gorsze rezultaty niż w pierwszym czterdziestoleciu po II wojnie światowej. „Nieważne, jak ciężko i wydajnie będzie pracował np. inżynier-specjalista od drewna. Jego status finansowy zmieni się znacząco dopiero, jak wejdzie do nielicznej i coraz bardziej zamkniętej nowej, finansowej arystokracji. Musi zostać szefem spółki giełdowej, partnerem w kancelarii prawnej lub znanym twórcą muzyki pop – inaczej o naprawdę dużych pieniądzach może sobie co najwyżej pomarzyć” – pisze Wyborcza.biz. Aktualny system rent pogłębia i tworzy nowe nierówności, a ponadto jest skrajnie niemoralny, gdyż słabo nagradza ciężką pracę, uczciwość czy nawet większość talentów.

Ekonomiści zwracają jednocześnie uwagę, że każdy system rent ekonomicznych można zmodyfikować, skoro ten aktualny wynika bezpośrednio z przyjętych regulacji prawnych. Spółki farmaceutyczne czy piosenkarze zarabiają tak dużo z powodu bardziej restrykcyjnego niż kiedyś prawa własności intelektualnej, bankowcy – dzięki zliberalizowanym regulacjom dotyczącym swojego sektora. Szefowie spółek giełdowych są tak bogaci, gdyż rząd USA pozwolił ich wynagradzać np. opcjami na akcje, a jednocześnie zmniejszył podatki od wysokich dochodów.

Drogą do większej sprawiedliwości społecznej jest zatem m.in. zmiana prawa bankowego tak, by przestało preferować ryzykowne inwestycje, liberalizacja prawa własności intelektualnej oraz podniesienie pensji minimalnej i podatków dla najbogatszych.