Rząd chroni matki wybiórczo

Rząd chroni matki wybiórczo

Proponowane przez rząd zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych dyskryminują osoby pracujące na czas określony, traktując je tak, jakby nigdy nie opłacały składek. Najbardziej stracą na tym młode matki.

Obowiązujące obecnie uprawnienia związane z rodzicielstwem i opieką nad dziećmi określone zostały w Kodeksie pracy. Przyjmowane były w czasie, gdy normą było zatrudnienie na umowę na czas nieokreślony, natomiast umowy na czas określony, samozatrudnienie czy umowy cywilnoprawne były zjawiskami marginalnymi i najczęściej zależnymi od decyzji pracownika.

W konsekwencji obecne rozwiązania dają pracownikom zatrudnionym na umowę na czas nieokreślony pełne prawo do urlopu macierzyńskiego i wychowawczego i związanych z tym uprawnień emerytalnych. Rodzice zatrudnieni na umowie na czas określony mają prawo do takich samych uprawnień jedynie w okresie trwania umowy. Po jej wygaśnięciu utrzymane jest prawo do zasiłku macierzyńskiego, ale już nie do urlopu wychowawczego i związanych z nim uprawnień emerytalnych. Osoby samozatrudnione i zleceniobiorcy nie mogą obecnie korzystać z urlopu wychowawczego.

W ostatnich latach sytuacja na rynku pracy zmieniła się zasadniczo, np. obecnie ok. 55% młodych osób pracuje na umowę na czas określony – większość z nich to młode kobiety. Pracodawcy nie ukrywają, że zatrudniają młode kobiety w tej formie w celu uniknięcia problemów z organizacją pracy powstałych w wyniku ewentualnej ciąży i korzystania przez pracownice z urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Zjawisko to przybrało rozmiary niepokojące nawet Unię Europejską. W Zaleceniach Rady Europejskiej w sprawie krajowego programu reform Polski czytamy: „Państwo to znajduje się na trzecim miejscu w UE pod względem odsetka wymuszonego zatrudnienia na czas określony, w szczególności wśród osób w wieku 15–24 lat. (…) Wydaje się (…), że rozpowszechnienie takich umów niekorzystnie wpływa na jakość kapitału ludzkiego i jego wydajność, (…) prowadzi do jednego z najwyższych w UE odsetków ubóstwa pracujących. Powszechne jest także stosowanie przedłużanych umów cywilnoprawnych przewidujących dużo mniejsze prawa w zakresie ochrony socjalnej”.

Przez ostatnie lata związki zawodowe zwracały uwagę na rosnące nierówne szanse osób pracujących w dostępie do uprawnień związanych z rodzicielstwem i opieką nad dziećmi. Dopiero jednak wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w pełni obnażyło niedostosowanie obecnych rozwiązań i zmusiło rząd do zajęcia się tym problemem.

Rząd zaproponował wprowadzenie zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych. Projekt nowej ustawy przewiduje, że bez względu na rodzaj zatrudnienia osoby, które będą sprawować bezpośrednią opiekę nad dzieckiem przez okres odpowiadający urlopowi wychowawczemu będą miały równe prawa z tego tytułu. Ten czas zostanie zaliczony do stażu ubezpieczeniowego i na konto rodzica odprowadzane będą przez budżet państwa składki. Wysokość składek zależeć będzie od wcześniejszej aktywności na rynku pracy.

Osoby, które przed podjęciem opieki nad dzieckiem opłacały składki przez okres co najmniej 6 miesięcy, mają prawo do składek naliczanych od podstawy w wysokości ok. 2220 zł (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia). Osoby bez stażu ubezpieczeniowego będą miały odprowadzaną składkę od niższej podstawy – ok. 1200 zł (75% kwoty minimalnego wynagrodzenia). Jedynym kryterium różnicującym uprawnienia, a co za tym idzie wysokość przyszłej emerytury ma być odprowadzanie składek przez co najmniej 6 miesięcy przed rozpoczęciem opieki nad dzieckiem.

Z pozoru wydaje się, że zaproponowany mechanizm i przyjęte kryterium rozwiązuje wcześniej przedstawione problemy rodziców zatrudnionych na umowach na czas określony. Niestety, obecny projekt nie uwzględnia ich specyficznej sytuacji. Zgodnie z propozycjami rządu, jeśli umowa o pracę wygaśnie w czasie ciąży, urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego lub wychowawczego, to składki będą liczone od niższej podstawy. Nawet jeśli wcześniej składki płacone były dużo dłużej niż przez 6 miesięcy – ci pracownicy będą traktowani jak osoby bez żadnego stażu ubezpieczeniowego. Pojawia się więc uzasadnione pytanie, czy rzeczywiście rząd chce „promować aktywność zawodową”, jak to ujęto w uzasadnieniu do projektu. Jeśli tak, to dlaczego składki płacone przez pracowników zatrudnionych na czas określony dają mniejsze uprawnienia niż składki innych osób aktywnych na rynku pracy; czyżby w oczach rządu miały mniejszą wartość.

Podczas całego okresu prac nad projektem NSZZ „Solidarność” zwracała uwagę projektodawcom na tę niekonsekwencję i nierówne traktowanie osób sprawujących osobistą opiekę nad dzieckiem. Przygotowaliśmy i zaproponowaliśmy poprawki, które rozwiązałyby problem nierównego traktowania przy naliczaniu wysokości świadczeń; niestety nasze propozycje zostały odrzucone przez projektodawców.

Przedstawiciele rządu nie negują tego, że osoby zatrudnione na czas określony, których umowa wygaśnie w czasie ciąży, urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego lub wychowawczego, będą zrównane w prawach z bezrobotnymi, a nie z samozatrudnionymi czy zleceniobiorcami. Argumentują jednak, przecząc samym sobie, że po wygaśnięciu umowy taka osoba de facto jest bezrobotna i wcześniejsze opłacanie składek nie ma znaczenia. Poza tym, „na pewno” będzie wolała zarejestrować się jako bezrobotna i pobierać zasiłek. Fakt, że taka osoba nie będzie w stanie podjąć pracy, ponieważ będzie opiekować się dzieckiem, umyka Ministerstwu Pracy. Dodają też, że do tej pory te grupy nie miały żadnych uprawnień związanych z urlopem wychowawczym, tak więc lepiej mieć jakiekolwiek świadczenia, niż żadne. Argumenty te, niestety, przekonały posłów.

Projekt zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych zostanie przedstawiony na posiedzeniu plenarnym Senatu w dniu 11 lipca. To ostatnia okazja, by domagać się od rządu jasnej odpowiedzi, czy pracownicy zatrudnieni na czas określony, o ile będą opłacać przed wygaśnięciem umowy składki przez co najmniej 6 miesięcy, zostaną potraktowani na równi z samozatrudnionymi i zleceniobiorcami. Jeśli tak, to która z proponowanych zmian daje im te uprawnienia? Jeśli nie, to czym uzasadnione jest przyznanie tej grupie niższych świadczeń, mimo spełnienia tego samego kryterium.

Danuta Wojdat, pełnomocnik Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ds. kobiet

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Posłuchaj „Głosu Obywatela”

Posłuchaj „Głosu Obywatela”

Można już słuchać i pobierać kolejny podcast „Głosu Obywatela” – w Internecie pojawiła się audycja o raporcie Polskiego Lobby Przemysłowego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego na temat kryzysu i o sposobach wyjścia z niego.

Zapraszamy do pobierania i słuchania.

 

Nie chcą płacić za nie swój kryzys

Nie chcą płacić za nie swój kryzys

Kilka tysięcy pracowników służb miejskich i nauczycieli protestowało w Atenach przeciwko zwolnieniom w sektorze publicznym, które rząd przyrzekł międzynarodowym wierzycielom w zamian za pomoc finansową.

Ministrowie finansów strefy euro wypłacają kolejne transze pomocy dla Grecji, jednocześnie wymagając wprowadzenia niepopularnych, restrykcyjnych cięć w wydatkach – przypomina Reuters. Dlatego ponad 6 tys. pracowników lokalnej administracji, w tym strażacy i policja municypalna na motocyklach, przemieszczało się w poniedziałek w stronę siedziby ministerstwa ds. reformy administracyjnej wymachując czarnymi flagami, naciskając na klaksony i uruchamiając syreny.

„Zabierajcie swoje memorandum i wynoście się stąd” – wykrzykiwali uczestnicy pierwszego protestu od zakończenia w niedzielę przez wierzycieli przeglądu redukcji wydatków Grecji. W poniedziałek przedstawiciel tzw. trojki (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) powiedział, że jej eksperci opowiedzieli się za odblokowaniem wypłaty pomocy dla Aten. Największe związki sektora publicznego ADEDY zapowiedziały kolejną akcję protestacyjną na wtorek.

Gabinet premiera Antonisa Samarasa chce do końca września wysłać 12,5 tys. pracowników sektora publicznego na przymusowy urlop. W tym czasie osoby te będą otrzymywać 75 proc. wynagrodzenia, a jeśli w ciągu ośmiu miesięcy nie znajdą zatrudnienia w jednej z pozostałych instytucji państwowych, zostaną zwolnione.

Kryzys w InterRegio

Kryzys w InterRegio

W ciągu dwóch lat liczba podróżujących pociągami InterRegio spadła o ponad 60%.

Jak informuje raport roczny spółki Przewozy Regionalne za 2012 r., w ubiegłym roku z pociągów kategorii InterRegio skorzystało 6,68 mln pasażerów. To zaledwie jedna trzecia liczby pasażerów z 2010 r., gdy podróż składami InterRegio odbyło w sumie 18,22 mln osób.

Spadek liczby pasażerów dalekobieżnych pociągów spółki Przewozy Regionalne wiązać należy z pogarszającą się ofertą przewozową. O ile bowiem liczba kilometrów zrealizowanych przez pociągi InterRegio w 2010 r. wyniosła w sumie 11,14 mln, to w 2012 r. było to już tylko 8,14 mln. Jak widać, zmniejszenie pracy eksploatacyjnej o 26,9% pociągnęło za sobą spadek liczby podróżnych aż o 63,3%.

Zmniejszenie pracy eksploatacyjnej o jedną czwartą oznaczało istotne cięcia w sieci połączeń InterRegio. Przykładowo w 2010 r. z Warszawy do Krakowa kursowało pięć pociągów InterRegio dziennie, podczas gdy w 2012 r. już tylko dwa. Z pociągów InterRegio w 2010 r. kursujących co 2 godz. na trasie Wrocław – Opole – Gliwice – Katowice – Kraków – Tarnów – Rzeszów w 2012 r. ostało się zaledwie jedno połączenie na dobę.

Na odpływ pasażerów wpływ miało również to, że na niektórych trasach, które wcześniej obsługiwane były codziennie, w 2012 r. pociągi pojawiały się tylko w wybrane dni tygodnia (mowa między innymi o relacji Warszawa – Wrocław przez Łódź i Kalisz obsługiwanej tylko w piątki i niedziele). Czynnikiem dodatkowo zniechęcającym podróżnych była nieprzewidywalność oferty InterRegio. W połowie 2012 r. – w trakcie obowiązywania rozkładu jazdy – niektórym pociągom InterRegio niespodziewanie ograniczono terminy kursowania, zaprzestając realizacji przewozów między innymi w wakacje czy poza weekendami.

Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 66, lipiec-sierpień 2013; http://www.zbs.net.pl.