Katastrofa budowlana

Katastrofa budowlana

Zatrudnienie w budownictwie było w pierwszych pięciu miesiącach tego roku o 7,9 proc. mniejsze niż przed rokiem, natomiast produkcja budowlana zmalała w tym czasie o 21,5 proc. Spadły nawet zarobki w przedsiębiorstwach tego sektora.

Wszystko to wynika z danych GUS, przytoczonych przez „Dziennik Gazetę Prawną”. Pisze on, że średnie wynagrodzenie w budownictwie było o 1,1 proc. niższe niż przed rokiem, a jego siłę nabywczą obniżyła dodatkowo inflacja, która wyniosła w tym czasie 1 proc – w rezultacie realne pensje w branży skurczyły się o ponad 2 proc.

To średnia dla całego kraju. Znacznie gorzej jest w wielu regionach Polski. W woj. łódzkim nominalne przeciętne wynagrodzenia pracowników budowlanych obcięte zostały o 5,6 proc., w woj. opolskim o 4,4 proc., a w woj. dolnośląskim i mazowieckim o 4,3 proc. Tymczasem w przedsiębiorstwach przemysłowych, gdzie produkcja spadła tylko o 1 proc., przeciętne zarobki były o 2,6 proc. wyższe niż przed rokiem. Powiększył się zatem dystans dzielący zarobki w firmach obu sektorów: „budowlańcy” zarabiają średnio o 232 zł mniej, choć jeszcze przed rokiem różnica w przeciętnych wynagrodzeniach wynosiła 96 zł.

Równocześnie pogarszają się wyniki finansowe zakładów budowlanych. Według danych firmy Coface w pierwszym półroczu upadło 106 takich przedsiębiorstw. – „Firmy, które funkcjonują, tną koszty, aby utrzymać się na rynku. W wielu z nich nie ma już premii czy różnego rodzaju dodatków do pensji. Drożsi pracownicy są wymieniani na tańszych” – mówi Jarosław Strzeszyński z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Pracownicy godzą się także na obniżki płac, byle tylko zachować pracę. Perspektywy nie są dobre, także dlatego, że samorządy zaciskają pasa.

Również w kolejnych miesiącach wynagrodzenia i zatrudnienie w budownictwie mogą się kurczyć, co zdaniem dziennika będzie skłaniać wielu pracowników do poszukiwania zajęcia za granicą.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Słuchajcie, to do Was

Słuchajcie, to do Was

Zapraszamy do wysłuchania naszej audycji o Otwartych Funduszach Emerytalnych, której zapis właśnie ukazał się na stronach Radia WNET. W programie wzięli udział profesorowie Leokadia OręziakRyszard Bugaj.

Prof. Oręziak wskazywała na patologie, jakie generują Fundusze, w tym pogłębianie długu publicznego i związane z tym cięcia na wydatki społeczne (szkolnictwo, lecznictwo) i inwestycyjne (np. elektroenergetyka, ochrona przeciwpowodziowa). Z kolei prof. Ryszard Bugaj, będący swojego czasu jednym z ostatnich przedstawicieli klasycznej socjaldemokracji w polskim parlamencie, wspominał o kulisach narzucenia naszemu krajowi obecnego systemu emerytalnego.

Zapraszamy do wysłuchania audycji z cyklu „Głos Obywatela”, będącego radiowym „przedłużeniem” naszego czasopisma, a także do „zaprzyjaźnienia się” z profilem programu na Facebooku.

Nowelizacja Kodeksu już u prezydenta

Nowelizacja Kodeksu już u prezydenta

W piątek Sejm uchwalił senacką poprawkę do nowelizacji. Teraz ustawa z 12 lipca 2013 r. o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz ustawy o związkach zawodowych czeka na podpis prezydenta.

– „Mamy nadzieję, że prezydent nie podpisze tej krzywdzącej pracowników ustawy” – mówili podczas czwartkowej konferencji prasowej szefowie trzech central związkowych – Piotr Duda z NSZZ „Solidarność”, Tadeusz Chwałka z FZZ i Jan Guz z OPZZ.

Najwięcej kontrowersji w nowej ustawie wzbudza wydłużenie okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy.

– „To robienie z pracownika niewolnika, pracownika na rozkaz” – uważa przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda i podkreśla, że poza konsekwencjami finansowymi takie rozwiązania spowodują dezorganizację życia prywatnego i rodzinnego pracowników, którzy nie będą mogli zaplanować np. kiedy odebrać dzieci z przedszkola.

A jak dowodzi ekspert „S”, prof. Marcin Zieleniecki z Uniwersytetu Gdańskiego, rząd powołuje się na dyrektywę unijną w sprawie niektórych aspektów organizacji czasu pracy, gdy tymczasem przewiduje ona już liczne ograniczenia przy wydłużaniu okresów rozliczeniowych do sześciu miesięcy. Dopuszcza się to jedynie w stosunku do wybranych grup zawodowych z wyłączeniem pracowników chronionych, np. rodziców czy zatrudnionych w szczególnych warunkach. Rząd PO–PSL zdaniem prof. Zielenieckiego czyta wybiórczo przepisy unijne i uznaje, iż nie ma żadnych ograniczeń w wydłużaniu okresów rozliczeniowych do 12 miesięcy.

Liderzy związkowi liczą, że jeśli Prezydent RP nie zawetuje ustawy, skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli tego nie zrobi, z pewnością nowe przepisy będą skarżyć związki zawodowe.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Noworodki traktowane po macoszemu

Noworodki traktowane po macoszemu

Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza na porodówkach oraz oddziałach dla noworodków limity, w których lekarze nie są w stanie się zmieścić.

„Super Express” przypomina, że na porodówkach nielimitowane zabiegi to wszystkie przyjęcia zakończone porodem, ale na toczenia krwi po porodzie, wszelkie patologie ciąż czy krótkoterminowe przyjęcia jest przypisany określony budżet, oczywiście niewystarczający. Lekarze, chcąc przestrzegać ograniczeń, musieliby odmawiać opieki kobietom z zagrożoną ciążą.

Limitowana jest także opieka noworodków po porodzie. –„Na przykład żywienie pozajelitowe wcześniaków, a takiego malucha trzeba nakarmić nawet 12 razy na dobę” – mgr Ewa Peńsko ze szpitala przy ul. Madalińskiego w Warszawie. I dodaje, że gdyby jej placówka chciała zmieścić się w kontrakcie, musiałaby co drugiej mamie odmawiać pomocy. NFZ gwarantuje szpitalom zwrot kosztów tylko za świadczenia wykonane w przypadku ratowania życia – według instytucji, karmienie pozajelitowe taką procedurą nie jest.

Dramatyczna sytuacja jest też na oddziałach pediatrycznych. Szpitale mają aż kilkadziesiąt procent nadwykonań, za które płacą same, gdyż Fundusz nie chce zwracać kosztów świadczeń wykonanych ponad limit. –„Przychodzi taki moment, że przestaje się płacić za prąd czy wodę albo leki, tylko po to, by móc ratować pacjentów, bo przecież od tego jesteśmy” – wyjaśnia mgr Peńsko.