Dwa młoty na liberalne czarownice

Lato 2013 |

Najlepszy przewodnik po tym, co stało się w Wielkiej Brytanii w zeszłym tygodniu, został wydany w 1944 r. Jego autorem był polski ekonomista – w taki sposób Aditya Chakrabortty, główne pióro ekonomiczne angielskiego dziennika „Guardian”, złożył w styczniu na łamach tej gazety hołd jednemu z najbardziej oryginalnych myślicieli ekonomicznych XX w., Michałowi Kaleckiemu. Chakrabortty pisał te słowa z myślą o ataku rządu torysów na osłony socjalne i prawa pracownicze, którego intencją jest obniżenie kosztów siły roboczej.

Myśli Kaleckiego oraz Johna Maynarda Keynesa wracają do świadomości ekspertów w obliczu kolejnej fali kryzysu. Wydane przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne dwie książki – „Rozwiązanie Keynesa” autorstwa Paula Davidsona oraz „Michał Kalecki” Julio G. Lópeza i Michaëla Assousa – dobitnie ilustrują przyczyny tej nowej fali. Kalecki i Keynes, pracując rozłącznie i w nieco inny sposób, sformułowali podobne teorie dotyczące wyjścia z kryzysu – a rzeczywistość zdawała się je potwierdzać. W niektórych aspektach ich spostrzeżenia pokrywały się całkowicie, choć byli ich niezależnym twórcami. Dla Kaleckiego lektura „Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza”, opublikowanej przez Keynesa w 1936 r., była początkowo szokiem – książka opisywała dokładnie jego własne przemyślenia.

Kalecki przyznał: [Po przeczytaniu „Ogólnej teorii…”] byłem chory. Przez trzy dni leżałem w łóżku. Potem pomyślałem sobie – Keynes jest bardziej znany ode mnie. Te idee rozejdą się o wiele szybciej, kiedy pochodzą od niego […]. To mnie podniosło na duchu.

O jakich ideach myślał Kalecki? W latach 30., podobnie jak dzisiaj, wielką przeszkodą w wyjściu z kryzysu była doktryna szkodliwości państwowej interwencji w procesy gospodarcze. Davidson oraz López i Assous wskazują, iż w czasie niepewnej koniunktury rośnie ryzyko, co przyczynia się do wstrzymania inwestycji przez przedsiębiorstwa. Kluczowym problemem jest wówczas niepewność, która nie pozwala rozwijać mocy produkcyjnych przy ryzyku niedostatecznej chęci i zdolności do zakupu nowych towarów przez konsumentów. Konwencjonalna liberalna teoria ekonomiczna nie chce tego przyjąć do wiadomości. Jak pisze Davidson: W typowym stylu obwiniania ofiar za problemy, teoria klasyczna zawsze sugerowała, że za trwałe bezrobocie odpowiada wojowniczość robotników odrzucających rynkową stawkę płacy, która pozwoliłaby na osiągnięcie pełnego zatrudnienia. Kalecki i Keynes wykazali, dlaczego w warunkach silnej dekoniunktury polityka braku interwencji państwa w gospodarkę jest strategią powolnego samobójstwa.

Droga ekonomisty

Obaj mieli ze sobą styczność przed i w trakcie wojny. To Keynesowi w głównej mierze zawdzięcza Kalecki zatrudnienie w Cambridge i Oxfordzie. Te dwie wielkie postaci wiele różniło. Kalecki był cudzoziemcem, ekonomistą-samoukiem, znacznie mniej znanym niż Keynes – szanowana postać angielskiej socjety i bohemy, członek artystyczno-towarzyskiej grupy Bloomsbury, do której należała m.in. Virginia Woolf.

Kalecki zmagał się z problemami materialnymi i nie mógł zdobyć formalnego wykształcenia. Początkowo chciał zostać inżynierem, jednak musiał przerwać studia i podjąć pracę. W 1929 r. został zatrudniony w Instytucie Badania Koniunktur i Cen w Warszawie i pracował tam przez większość lat 30. Miał więc wtedy – podobnie jak później, pracując w Oksfordzkim Instytucie Statystycznym – dostęp do twardych danych statystycznych, co z pewnością wpłynęło na rzetelność stawianych przez niego hipotez.

Do Anglii przybył w roku 1936, pozostając na wyspie również w czasie wojny. Był wtedy zaliczany do ekonomistów z grupy „rewolucji keynesowskiej”, intensywnie publikując prace związane z tym nurtem. Stosunek Keynesa do Kaleckiego był ambiwalentny. Z jednej strony doceniał wagę jego przemyśleń, pomógł mu również znaleźć zatrudnienie, z drugiej – miał jednak sporo zastrzeżeń do jego metody badawczej, która wydawała mu się niejasna. Gdy wybuchła wojna, to jednak koncepcja Kaleckiego dotycząca jej finansowania (zwiększenie deficytu budżetowego) przeważyła nad pomysłem, który starał się wprowadzić Keynes (przymusowe oszczędności obywateli).

Keynes zmarł krótko po II wojnie światowej, zaś Kalecki po dekadzie spędzonej za Atlantykiem w biurze Organizacji Narodów Zjednoczonych powrócił w połowie lat 50. do kraju. Początkowo pracował w PAN oraz przy planowaniu gospodarczym, jednak krytyka jego zaleceń przez komunistycznych ekonomistów spowodowała odsunięcie go od wpływu na kształtowanie polityki gospodarczej. Znalazł za to miejsce w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, gdzie jego wykłady cieszyły się ogromną popularnością. Będący samoukiem Kalecki przedstawiał podczas nich niemal wyłącznie własne teorie i przemyślenia, nie czując potrzeby posiłkowania się wkładem innych ekonomistów. Cytowany przez Lópeza i Assousa noblista Robert Solow napisał: Wydaje się, jakby Michał Kalecki wyłonił się sam z siebie, w pełni rozwinięty, a jego ważne dzieło z dziedziny makroekonomii jest napisane nie w opozycji wobec ortodoksji owego czasu, lecz całkowicie niezależnie od niej.

Niestety niewielu ekonomistów wykształconych w erze dominacji neoliberalizmu miało okazję zaznajomić się z tymi dziełami. Sam Kalecki, nie wykładający na uczelni po marcu 1968, zmarł w roku 1970, zaś jego myśl praktycznie zniknęła ze światowego obiegu. Jak pokazuje cytat z dziennika „Guardian”, kryzys daje szansę na zmianę tego stanu rzeczy. W książce „End This Depression Now” noblista Paul Krugman obok Johna Maynarda Keynesa i Hymana Minsky’ego wymienia właśnie Polaka jako ekonomistę, który najlepiej opisał mechanizmy kryzysu i ożywienia gospodarczego. Oczywiście pierwsze miejsce wśród inspiracji dla przeciwników polityki cięć oszczędnościowych zajmuje słynny Anglik. Sława Keynesa, jego pozycja społeczna za życia, jak również miejsce pochodzenia z pewnością miały na to duży wpływ. Warto również dodać, iż prace Keynesa w swej wymowie mniej radykalnie odchodziły od ortodoksji wolnorynkowej. Różniły ich także nieobecna u Keynesa teoria podziału dochodu narodowego czy wyznaczanie przez Kaleckiego „stopnia monopolizacji”, powiązanego z płacami robotników.

Grosz wydany to grosz zarobiony

Łączyło ich jednak przekonanie, iż dla wyjścia z kryzysu potrzebne jest zwiększenie efektywnego popytu (tj. chęci zakupu popartej siłą nabywczą) dzięki wydatkom rządowym. Kalecki i Keynes wykazali fundamentalne znaczenie efektywnego popytu w fazie dekoniunktury gospodarczej w celu przezwyciężania jej i wyjścia z kryzysu. Efektywny popyt wyznacza wielkość zamówień w przemyśle i handlu, zatem im mniejsza chęć i zdolność wydawania pieniądza w procesie gospodarczym, tym mniej będzie produkowanych i dostarczanych nowych dóbr i usług. W czasie kryzysu popyt ten maleje: przedsiębiorstwa nie inwestują (nie składają zamówień u podwykonawców) w obawie przed zbyt niską siłą nabywczą konsumentów. A ta spada w okresie dekoniunktury, bo pracownicy otrzymują niższe płace lub są zwalniani. Nie są w stanie kupować większej ilości dóbr i usług, starając się oszczędzać. To jeszcze bardziej zwalnia proces obiegu pieniądza – koło recesji jest zamknięte. Z tego zaklętego kręgu można wyjść niemal wyłącznie dzięki państwowej interwencji: zwiększeniu wydatków rządowych.

W obecnej fali kryzysu, po roku 2008, podjęto nieśmiałe próby interwencji, jednak głównie w dziedzinie polityki pieniężnej. Jak przewidział Kalecki (różniąc się nieco od Keynesa), rozluźnienie polityki pieniężnej w okresie dekoniunktury może mieć tylko nikłe znaczenie. Zwiększenie bazy monetarnej i niższe stopy procentowe nie pomogły dźwignąć się transatlantyckim gospodarkom na przedkryzysowe poziomy wzrostów. Słaba akcja kredytowa, spowodowana niechęcią do ryzyka, spowodowała, iż pieniężny impuls nie był odczuwalny. Jedyną naprawdę pewną metodą zwiększenia popytu jest stymulacja fiskalna: państwowe wydatki (zamówienia) uruchamiające proces inwestycyjny w prywatnych przedsiębiorstwach, zwiększające zatrudnienie i produkcję. Wzrost wydatków państwa ma zatem w tych warunkach pozytywny wymiar gospodarczy i ogólnospołeczny. Jak to ujął Davidson: grosz wydany to grosz zarobiony. Emitując papiery dłużne, rząd ściąga zamrożony, nieskłonny do ryzyka kapitał i wpuszcza go do gospodarki, dając zarobić krajowym przedsiębiorstwom i pracownikom.

Kalecki miał jeszcze inne spostrzeżenie dotyczące popytu i podaży: pracownicy wydają tyle, ile zarabiają, kapitaliści zarabiają tyle, ile wydają. Tym samym wielkość popytu oraz wielkość produkcji i zatrudnienia są ze sobą w oczywisty sposób związane. Zmniejszenie produkcji w warunkach dekoniunktury wydaje się być naturalne i racjonalne dla przedsiębiorstw, jednak skutkiem takich działań jest pogłębienie recesji. López i Assous wyjaśniają, iż według Kaleckiego fluktuacje wynikają głównie z fal optymizmu i pesymizmu, co opisał w swej książce z 1943 r. („Studies in Economic Dynamics”), chociaż zarys teorii cyklu koniunkturalnego przedstawił już w 1933 r. Modele Kaleckiego opisywane (również wzorami) przez Lópeza i Assousa uwzględniały przesunięcia czasowe: […] decyzje inwestycyjne są przyczyną opóźnień relacji w dwóch kierunkach: jeżeli inwestycje rosną, to pociągają za sobą wzrost zarówno zysków, jak i kapitału; większe inwestycje zwiększają popyt i zyski oraz będą pobudzać do podejmowania dalszych decyzji inwestycyjnych, ale rosnący zasób kapitału wywoła tendencję do obniżki stopy zysku i będzie wywierał ujemny wpływ na decyzje inwestycyjne. To właśnie wzajemna zależność tych dwóch przeciwstawnych tendencji wywołuje ruch cykliczny. Wcześniej czy później stopa wzrostu jednej z nich weźmie górę nad drugą i zostanie osiągnięty punkt zwrotny. Innymi słowy coraz lepsza koniunktura pozwala na większe zyski, czym zachęcone przedsiębiorstwa przeinwestowują, gdyż z czasem dodatkowe zyski okazują się być mniejsze. Wtedy przedsiębiorstwa ograniczają inwestycje.

Takiego ujęcia problemu cykliczności nie znajdziemy u Keynesa, podobnie jak teorii podziału dochodu. Według niej udział płac w wartości tworzonej przez dany sektor jest wyznaczany przez „stopień monopolizacji” (będący relacją między cenami a kosztami) oraz relację między udziałem płac a kosztami zmiennymi materiałów. Dzięki tej teorii widoczna jest siła kapitalistów i robotników, co z kolei w czasie dekoniunktury ma swoje przełożenie na efektywny popyt, rozmiary produkcji i zatrudnienia.

Kalecki pokazuje znaczenie swej teorii, odnosząc się do hipotetycznej sytuacji, w której jakimś sposobem zadziałają rozwiązania postulowane przez zwolenników „cięć”. Twierdzą oni, że wskutek redukcji płac robotników i urzędników oraz obniżenia podatków produkcja rusza pełną parą, zwiększając maksymalnie zatrudnienie. Kalecki ripostuje: Czy kryzys został w ten sposób już przezwyciężony? Nie, gdyż wyprodukowane towary trzeba jeszcze sprzedać. Otóż ogólna produkcja znacznie wzrosła, a wskutek podniesienia się cen w stosunku do płac jeszcze silniej wzrosła część produkcji stanowiąca ekwiwalent zysków (wraz z amortyzacją) kapitalistów (przedsiębiorców i rentierów). Na tym nowym wyższym poziomie równowaga może być utrzymana tylko wtedy, gdy ta ostatnia część wyprodukowanych towarów, nie skonsumowana przez robotników i urzędników, zostanie w całości zakupiona przez kapitalistów za ich zwiększone zyski pieniężne, słowem – gdy kapitaliści wszystkie swe nowo osiągnięte zyski wydadzą niezwłocznie na konsumpcję albo na inwestycje. Tak się jednak nie dzieje.

Konsumpcja kapitalistów nie jest tak bardzo uzależniona od ich dochodu – w przeciwieństwie do konsumpcji robotników, którzy wydają tyle, ile zarabiają. Zatem popyt konsumpcyjny nie rośnie wystarczająco, aby zrównoważyć nowy poziom produkcji (podaży). Ewentualne decyzje inwestycyjne zaś są poddane przesunięciom czasowym (decyzja → zamówienie → produkcja → dostarczenie). Tym samym dodatkowe zyski kapitalistów zmieniają się w oszczędności – pieniądz nie pracuje. Dodatkowy produkt jest niesprzedany, a ceny spadają, przekreślając znaczenie zmniejszania kosztów pracowniczych. Powraca bezrobocie i spada produkcja. Raz jeszcze widzimy znaczenie efektywnego popytu, bez którego gospodarka popada w stagnację. Obniżanie płac robotników to pułapka, przestrzega Kalecki. Realny dochód kapitalistów nie wzrasta, ale realny dochód robotników spada – podsumowuje. W tym punkcie różnił się nieco od Keynesa.

Państwo i ład ekonomiczny

Skoro jednak w czasie kryzysu najważniejszy jest problem efektywnego popytu, a jego rozwiązaniem jest zwiększenie wydatków rządowych, to jak państwo i gospodarka mogą sobie poradzić z przyrostem długu?

Davidson przypomina, iż od powstania Stanów Zjednoczonych państwo to, poza krótkim okresem w latach 30. XIX w., było permanentnie zadłużone. Nie przeszkodziło to jednak obywatelom odczuwać z pokolenia na pokolenie coraz wyższego standardu życia. W roku 1929, gdy nastąpił krach finansowy na Wall Street, relacja długu do PKB wynosiła zaledwie 16%. To niewielkie zadłużenie państwa nie zatrzymało spirali dekoniunktury spowodowanej załamaniem zaufania, spadkiem produkcji i wzrostem bezrobocia. Polityka nieinterwencji spowodowała, iż przychody podatkowe spadły aż o połowę między rokiem 1930 a 1932. Kiedy w 1936 r., w czasie Nowego Ładu prezydenta Franklina D. Roosevelta, dług publiczny wynosił 40% PKB, podniósł się alarm ze strony środowisk wielkiego biznesu, w efekcie którego prezydent zmienił politykę na oszczędnościową. Rezultaty były fatalne: rok 1937 był rokiem potężnego nawrotu kryzysu. W jego wyniku Roosevelt powrócił do działań i wizji z pierwszej kadencji.

Po II wojnie światowej zadłużenie państwa dochodziło do niemal 120% PKB, jednak, pisze Davidson, zamiast doprowadzić naród do bankructwa, ten wysoki dług publiczny łączył się z rozkwitem gospodarki. Chociaż społeczeństwu żyło się znacznie lepiej, to iluzja długu pieniężnego jako czynnika jednoznacznie negatywnego oddziaływała na część opinii publicznej w zaskakująco znajomy dla nas sposób. Autor wspomina, iż w latach powojennych pomimo gospodarczego sukcesu USA zdarzało się nawet z ust jego własnego ojca słyszeć, iż on i przyszłe pokolenia będą musiały spłacać „długi Roosevelta”.

Davidson ukazuje, dlaczego grosz zaoszczędzony nie jest groszem zarobionym w przypadku gospodarki w skali makro. Warto jednak poczynić zastrzeżenie, iż Stany Zjednoczone są krajem szczególnym, w którym bank centralny w ostatnich latach nie boi się skupywać części obligacji państwowych, tym samym finansując dług państwa. Wbrew oczekiwaniom monetarystów („jastrzębi”), a zgodnie z prawami gospodarczymi, większy dodruk pieniądza wcale nie spowodował inflacji ani utraty zaufania do obligacji, które cieszą się popularnością wśród inwestorów. Również w Polsce widzimy, iż koszt obsługi zadłużenia jest wyjątkowo niski. Oba zjawiska wynikają z faktu, że w warunkach niepewności „dodruk pieniądza” nie musi wyradzać się w inflację pieniężną przy zastoju inwestycyjnym i kredytowym oraz niewykorzystanych zdolnościach wytwórczych. Obligacje, nawet dające niski procent, stają się bezpieczną przystanią na niepewne czasy.

López i Assous przypominają, że Kalecki przed Keynesem wskazywał, iż to właśnie z deficytu budżetowego powinien pochodzić impuls do zwiększenia popytu. W swej teorii natychmiast przyznał wydatkom państwa ważne miejsce jako dodatkowemu źródłu popytu, podkreślając dodatkową zaletę deficytu budżetowego w roli, jaką odgrywa w określaniu łącznych zysków. Co więcej, uważał on, że deficyty budżetowe mogą być niezbędne jako stała cecha kapitalizmu z pełnym zatrudnieniem, a nie tylko jako ostateczny środek stosowany jedynie w okolicznościach kryzysowych.

Kalecki, zgodnie ze swą manierą odpierania potencjalnych kontrargumentów przedstawionej tezy, udowodnił, iż wzrost deficytu nie musi przekładać się na wzrost stopy procentowej. Główna jednak wątpliwość wyrażana względem teorii Kaleckiego zawierała się w założeniu, iż rosnący dług spowoduje nadmierne obciążenia spowodowane koniecznością jego obsługi i w ten sposób ograniczy pole manewru polityki fiskalnej. Co na to Kalecki? Zauważył, że równocześnie ze wzrostem długu rośnie w wyniku postępu technicznego i wyższego zatrudnienia także dochód narodowy. To sprawia, iż finansowanie długu nie musi stać się powodem do wyrzeczeń. Kalecki proponował również bezbolesny dla gospodarki i nieuszczuplający dochodu mechanizm podatku majątkowego lub też formę modyfikacji podatku dochodowego, który to pomysł pochwalił w liście do niego Keynes.

López i Assous podsumowują argument Kaleckiego: […] kiedy istnieją niewykorzystane zdolności wytwórcze, a polityka pieniężna jest odpowiednia, wzrost deficytu budżetowego wywołuje wzrost zysków i poziomu aktywności gospodarczej w krótkim okresie, co pobudza również wzrost gospodarki w średnim i długim okresie. Po wojnie to rozumowanie zostało przyjęte przez sterników spraw gospodarczych USA i Europy. Dwadzieścia lat później gospodarki krajów rozwiniętych rozwijały się naprawdę szybko, unikając dramatycznych spowolnień. Działo się to pomimo niespełnienia warunków rzekomych antykryzysowych polityk postulowanych przez ekonomię klasyczną (czyli braku płacy minimalnej i związków, przy konkurencji doskonałej). Zatrudnienie w krajach Zachodu było w zasadzie pełne, zaś gazety drukowały wiele stron ogłoszeń z ofertami pracy. Państwa złotej ery powojennego obszaru transatlantyckiego uosabiały dążenie do ideału harmonii interesów społecznych, oddalając się mentalnie i materialnie od scenariusza „walki klas”. Davidson pokazuje przykład USA w latach 1961–1968, gdy społeczny konsensus pozwolił na de facto eliminację bezrobocia i podwyższający się standard życia, chociaż analogiczne procesy miały miejsce również w Europie Zachodniej: […] ceny były utrzymywane w ryzach za pomocą płacowo-cenowej polityki „wytycznych”, która wymagała, aby podwyżki płac były powiązane ze wzrostami produktywności. Wskazówki te były całkowicie dobrowolne. Nie istniały żadne pieniężne nagrody lub kary, aby wymusić odpowiednie zachowania robotników i kadry zarządzającej. […] Te dobrowolne wskazówki działały przez prawie 8 lat. Realny [po odliczeniu inflacji – przyp. K.M.] PKB wzrósł o 34%, a indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych o niespełna 13%.

Polityka liberalizacji zaczęła niszczyć te trwałe fundamenty wzrostu. Dla nowej polityki gospodarczej potrzebna była nowa-stara myśl ekonomiczna, neutralizująca idee, które rządziły złotym ćwierćwieczem.

Zbękarcona spuścizna

Po II wojnie światowej wydawało się, że myśl ekonomiczna tych dwu osobowości (z naturalnym wskazaniem na Keynesa) będzie panowała jeszcze bardzo długo. Tak się jednak nie stało. W dość niezwykły sposób doszło do tego, co współpracowniczka Keynesa i Kaleckiego, prof. Joan Robinson, nazwała „zbękarceniem” myśli keynesowskiej. Na końcu tej długiej drogi doszliśmy do czasów obecnych, gdy tzw. neokeynesiści zgadzają się w większości ze swoimi liberalnymi kolegami-ekonomistami, wspólnie okupując stanowiska naukowo-dydaktyczne na uczelniach. Tymczasem wierni myśli Keynesa i Kaleckiego postkeynesiści wraz z ekonomistami ewolucyjnymi i innym „drobiazgiem” tworzą grupę ekonomistów heterodoksyjnych, nie licząc na granty, stanowiska i miejsca w „prestiżowych” publikacjach, trwając pokątnie na niewielkiej liczbie uczelni. Oczywiście „heterodoksi” mogą się pochwalić przewidzeniem kryzysu i jego sumienną interpretacją – to jednak w niewielkim stopniu przesuwa ich z marginesu, na jakim ustawił ich ekonomiczny establishment.

Historia myśli ekonomicznej po wojnie to historia unieszkodliwienia keynesowskich idei przez działania zarówno ich przeciwników, jak i „zwolenników”. Paul Davidson podaje za przykład tego proces metamorfozy doktryny keynesowskiej poddanej niezwykłym zabiegom przez pierwszych mainstreamowych zwolenników jego myśli. Usunęli oni założenia Keynesa z „Ogólnej teorii…”, w zamian przyjmując założenia klasyczne (np. sztywność cen i płac). Oczywiście model keynesowski po przeróbce liberalnej nie ma sensu i tym łatwiej padł ofiarą krytyki. Niezwykle wpływowy „keynesista” Paul Samuelson sam przyznał, iż analizy z „Ogólnej teorii…” były dla niego nie do przełknięcia, zaś z przyjęcia klasycznych założeń czynił wręcz powód do dumy. Co więcej, swą pierwszą wiedzę na temat keynesizmu czerpał od kanadyjskiego ekonomisty Roberta Bryce’a, który uczęszczał na wykłady Keynesa. Problem w tym, że gdy Bryce zaczął rozpowszechniać wśród amerykańskich ekonomistów myśl Keynesa, sam nie przeczytał „Ogólnej teorii…”. Ta praca, stwierdza Davidson, nigdy nie została przyswojona przez ekonomię głównego nurtu.

Wkrótce nadszedł upadek zbękarconego keynesizmu, gdy w latach 70. Milton Friedman i inni ekonomiści klasyczni pokonali go, słusznie wytykając logiczną niekonsekwencję między klasycznymi podstawami tego „keynesizmu” a receptami w zakresie polityki gospodarczej. Model klasyczny-liberalny można bowiem przyjąć tylko z całym dobrodziejstwem inwentarza: od nierealistycznych założeń po mylne i szkodliwe, lecz spójne z założeniami recepty. Od tego momentu rozpoczyna się nowe podejście w formułowaniu polityk gospodarczych przez państwa. W latach 80. kolejna gałąź „keynesizmu” – nowa teoria keynesowska – znowu przyjmowała założenia klasyczne, co poddało ją miażdżącej krytyce neoklasycznego ekonomisty noblisty Roberta Lucasa.

Zbękarcone wersje keynesizmu nie miały odpowiedzi na nowe zjawiska takie jak stagflacja lat 70. i powoli oddały pola staro-nowej ekonomii liberalnej, w której rynki są racjonalne i znajdują się w stanie równowagi, zaś jedyną receptą z zakresu polityki gospodarczej państwa jest: nie mieszać się do rynku. Brak wiary w jakąkolwiek możliwość trwałego efektu działań fiskalnych spowodowała, że nawet zwolennicy obniżenia podatków przez pewien czas byli traktowani w mainstreamie ekonomii z podejrzliwością. Dopiero kryzys w XXI w. i konieczność stymulacji fiskalnej m.in. w USA i Niemczech w 2009 r. sprowadziły w obliczu zagrażającej katastrofy politykę gospodarczą nieco bliżej ziemi. Był to jednak tylko moment: już wkrótce obszar transatlantycki opanowała psychoza strachu przed zadłużeniem i działaniami wciąż nieuregulowanego sektora finansowego. Kryzys wciąż ma się dobrze, a nauki Kaleckiego i Keynesa odeszły do lamusa. Nie wiadomo na jak długo.

Wstęp i kurs zaawansowany

Książki Davidsona oraz Lópeza i Assousa stawiają przed czytelnikiem dwa różne wyzwania. „Rozwiązanie Keynesa” jest, pomimo ekonomicznego żargonu, książką stosunkowo łatwą do zrozumienia bez głębszej znajomości ekonomii. Jest to z pewnością zasługa wieloletniej praktyki Davidsona w niesieniu kaganka keynesowskiej oświaty w niesprzyjających okolicznościach. Jego argumentacja jest logiczna, gęsto okraszona porównaniami i przykładami, co pozwala czytelnikom przyswoić naprawdę sporą dawkę ważnej wiedzy ekonomicznej bez odczucia bólu głowy. Na zaledwie 174 stronach Davidson zawarł wszystko to, co naprawdę warto wiedzieć o problemach gospodarki i sposobach wyjścia z kryzysu. Jednocześnie „Rozwiązanie…” jest bardzo aktualne, równie zanurzone w odniesieniach do przeszłości, jak i w konkretnych wydarzeniach i wyzwaniach naszych czasów. W tym sensie jest to ciekawy przewodnik po rzeczywiście keynesowskiej odpowiedzi na kryzys.

Jak zauważa uczeń Kaleckiego, prof. Jerzy Osiatyński, autor słów wstępnych do obu książek, autorzy „Michała Kaleckiego” dołożyli starań, aby nie zaprezentować polskiego uczonego wyłącznie jako wynalazcy keynesizmu przed Keynesem, jak jest on często przedstawiany. López i Assous prezentują większość głównych teorii Kaleckiego, m.in. teorię podziału dochodu narodowego i teorię efektywnego popytu. Są one omawiane nie bardzo rozlegle, lecz dość szczegółowo. Dla czytelnika nie-ekonomisty dość hermetyczny, pozbawiony (w przeciwieństwie do Davidsona) publicystycznego zacięcia język może okazać się zbyt skomplikowany. Z drugiej strony trudno byłoby autorom zawrzeć choć skrótowe ujęcie modeli Kaleckiego na mniejszej liczbie stron. W pracy Lópeza i Assousa pojawiają się matematyczne wzory i wykresy, co czyni pracę bardziej atrakcyjną dla ekonomistów, lecz nieco mniej przejrzystą w odbiorze niż „Rozwiązanie Keynesa”.

Obie książki są jednak godne polecenia, przy czym Paul Davidson jest dobrym i wystarczającym wstępem dla bardziej zaawansowanego kursu, jaki oferują nam autorzy „Michała Kaleckiego”. W obu pracach poruszanych jest o wiele więcej ważnych zagadnień poza wspomnianymi w niniejszym omówieniu. Chodzi m.in. o rynki finansowe, handel międzynarodowy czy też rozwój krajów ubogich. Są to zagadnienia niemal równie istotne dla globalnego dobrobytu co refleksje dotyczące zatrudnienia, płac i produkcji w trakcie recesji. W głównym nurcie ekonomii z pewnością powinno się znaleźć miejsce na przemyślenia Michała Kaleckiego i Johna M. Keynesa dotyczące kryzysu. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne po raz kolejny wydaje pozycje niezwykle wartościowe i aktualne, choć niezgodne z głównym nurtem. Miejmy nadzieję, iż za kilka lat nie będzie już śladu po smutnym okresie zapaści myśli ekonomicznej i że rola efektywnego popytu będzie oczywista dla kierujących polityką gospodarczą.

Julio López G., Michaël Assous, Michał Kalecki, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2012, przełożył Adam Szeworski.

Paul Davidson,Rozwiązanie Keynesa. Droga do globalnej koniunktury gospodarczej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2012, przełożyli Paweł Kliber i Agata Kliber.

Obie książki można nabyć w internetowej księgarni wydawcy: www.ksiazkiekonomiczne.pl

Krzysztof Mroczkowski

(ur. 1987) – publicysta, ekonomista i historyk. Propagator zapomnianej
historii myśli ekonomicznej i teorii rozwoju. Stały współpracownik
„Nowego Obywatela”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>