Nie marnujmy wiedzy i doświadczenia

Nie marnujmy wiedzy i doświadczenia

Związek Nauczycielstwa Polskiego zaapelowało do posłów, by wymogli na rządzie nie tyle program osłonowy dla zwalnianych nauczycieli czy program ich przekwalifikowania, lecz właściwe zagospodarowanie ich potencjału.

Portal Samorządowy pisze, że zdaniem związkowców nauczyciele powinni zostać w szkołach. – „To są przecież osoby z bardzo wysokimi kwalifikacjami i proponowanie im pracy w opiece społecznej czy innych dziedzinach gospodarki jest nieporozumieniem” – uważa wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński, który zwrócił się ze stosownym apelem do posłów Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Jego zdaniem dobre rozwiązania to zmniejszanie liczebności klas oraz zatrudnianie nauczycieli do prowadzenia szkolnych zajęć wyrównawczych i opiekuńczych. Dodaje, że dwa miesiące temu Związek zwrócił się do premiera z wnioskiem o to, by wzorem wielu krajów europejskich finansować z budżetu państwa także nauczyciela, a nie tylko stosować zasadę: pieniądz idzie za uczniem.

Baszczyński dodał, że oficjalną statystykę zwolnień należy uzupełnić m.in. o ponad 2 tys. nauczycieli i wychowawców w pogotowiach opiekuńczych i domach dziecka, którzy od 1 stycznia 2014 r. stracą status nauczyciela, co wynika z ustawy o pieczy zastępczej. – „Natomiast do roku 2015 status nauczyciela stracą pracujący w kolegiach nauczycielskich – dokładnie 797 osób, w tym 611 na pełnym etacie” – wylicza.

Według oficjalnej statystyki resortu edukacji obecnie w szkołach, przedszkolach i placówkach prowadzonych przez samorządy pracuje 567 218 nauczycieli. W ubiegłym roku wypowiedzenia otrzymało 7,3 tys. pedagogów zatrudnionych w placówkach samorządowych, w tym roku przewiduje się skalę ok. 6,8 tys. nauczycieli – informuje wiceminister edukacji Przemysław Krzyżanowski. Dodaje, że nie wszyscy będą bezrobotni: część przejdzie na emeryturę, inni znajdą pracę w szkołach niepublicznych lub wrócą do placówek po zakończeniu naboru uczniów, gdy okaże się, że klas będzie więcej niż pierwotnie zakładano.

Zgodnie z przedstawionymi przez wiceministra danymi, wśród wyznaczonych do zwolnienia: 997 osób to nauczyciele uczący w gimnazjach, w szkołach ponadgimnazjalnych pracę straci 516 nauczycieli, w przedszkolach – 105, w podstawówkach – 1640, w zespołach szkół i placówek oświatowych – 3247, w zakładach kształcenia nauczycieli i kolegiach – 164 osoby, w pozostałych typach placówek – 204. Największa grupa zwalnianych uczy w miastach – liczy ona 5121 zatrudnionych, a na wsi – 1751. – „Nauczyciel to zawód wyjątkowy, dlatego resortowi edukacji zależy na tym, aby skala zwolnień była jak najmniejsza. Pracujemy z ministrem pracy nad programem osłonowym finansowanym z Funduszu Pracy. Chcemy też wykorzystać środki z programu Kapitał Ludzki na aktywizację zawodową” – zapewnia Krzyżanowski.

Z prognoz klubu parlamentarnego PiS wynika, że pracę może w tym roku stracić ok. 10 tys. nauczycieli, a drugie tyle będzie miało zmniejszone etaty. Posłanka Marzena Machałek zgłosiła wniosek, by prezydia obu wspomnianych komisji przygotowały dezyderat, wzywający MEN do działań zapobiegających tak drastycznej skali zwolnień.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jest co czytać!

Jest co czytać!

Dziś w południe z drukarni trafił do nas letni numer „Nowego Obywatela”. Paczki dla prenumeratorów są już w drodze, a w salonach prasowych pismo pojawi się w najbliższych dniach.

Zachętą do lektury niech będzie fragment wstępniaka, autorstwa Remigiusza Okraski: Niniejszy numer „Nowego Obywatela” poświęciliśmy w dużej mierze refleksjom o tym, co i jak robić. Są w nim teksty o tym, że „małe jest piękne”, oraz wskazujące, iż „małe jest słabe”. Obszernie przedstawiamy nordycki model prospołeczny, bazujący na silnej roli państwa i instytucji publicznych. Pokazujemy też jednak, że w państwie słabym i liberalnym, czyli m.in. w Polsce, niekiedy lepiej sprawdzają się inicjatywy samorządowe, pozarządowe, charytatywne, a nawet funkcjonujące w swoistej szarej strefie, jak alternatywne systemy ekonomiczne. Na przykładzie Szkocji i Quebecu wskazujemy, że decentralizacja może służyć wartościom egalitarnym. Natomiast analiza rządów brytyjskich liberałów świadczy, iż za hasłami „lokalizmu” skrywa się kolejna ofensywa urynkowienia oraz wycofanie państwa z odpowiedzialności za godne życie obywateli. W artykule o studenckich protestach w Kanadzie mowa jest o wartościach demokracji bezpośredniej i „płynnej”. Z kolei tekst o mediach społecznościowych pokazuje słabości inicjatyw pozbawionych jasnej struktury i hierarchii decyzyjnej.

Wspomniany edytorial, spis treści oraz artykuły dostępne za darmo w Internecie znaleźć można tutaj (wersja HTML) oraz tutaj (wersja PDF).

Wszystkich, którzy nie mają jeszcze wykupionej prenumeraty – która jest najkorzystniejszym dla Czytelników oraz wydawcy sposobem nabywania naszego pisma – zachęcamy do jej zamówienia począwszy od najnowszego numeru, tj. 9 (60). Pismo można ponadto nabyć w naszym sklepie internetowym, w e-prenumeracie (istnieje ponadto możliwość nabycia pojedynczej e-wersji) oraz w salonach sieci Empik i RUCH.

Z budżetu w błoto

Z budżetu w błoto

Przed Euro 2012 Polskę ogarnęła gorączka remontów dworców. Pośpiech i bezmyślność sprawiły jednak, że duża część pieniędzy została zmarnowana.

NaTemat.pl pisze, że ponad rok po ukończeniu remontu  Wrocław Główny, dawniej tętniący życiem, świeci pustkami i przynosi rocznie ponad 1,25 mln zł straty. Jak wykazał reporter „Wiadomości” TVP Kamil Dziubka, tylko część jego powierzchni komercyjnych została zagospodarowana: ze względu na poziom cen i błędy popełnione na etapie modernizacji budynku, brakuje po prostu chętnych do prowadzenia dworcowych kawiarni, kiosków czy barów. – „Prawie identyczne problemy są na dworcu w Gdyni. I efekt jest ten sam – wiele lokali stoi pustych, a pasażerowie narzekają” – dodaje.

– „Przeprowadzona kontrola wewnętrzna ujawniła, że przed rokiem 2012 modernizacja dworców nie zawsze przebiegała właściwie. Wiele rzeczy można było zrobić lepiej, ale niestety często brakowało odpowiednich kompetencji: co prawda były pieniądze na remonty, ale nie było pomysłu, jak dobrze je wydać. Chodziło m.in. o właściwe planowanie wydatków inwestycyjnych” – przyznaje Mirosław Kuk z PKP. Dobitniej komentuje sprawę Karol Trammer, redaktor naczelny branżowego dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” i stały współpracownik „Nowego Obywatela”. – „Mechanizm działania był prosty: »są duże i łatwe pieniądze z budżetu, to remontujmy«. Nikt nie zastanawiał się za bardzo, co mają nam dać te dworce, jak mają się utrzymać i jak przyciągnąć kogoś więcej, niż tylko pasażerów” – mówi. Jego zdaniem wydanie pieniędzy – a łącznie na modernizacje poszło już ok. 1 mld zł – było celem samym w sobie.

W efekcie na 12 największych, wyremontowanych dworcach kolejowych użytkowników znalazło dotychczas zaledwie 55 proc. powierzchni handlowej. Co więcej, nawet wyremontowane dworce często nie są np. przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami; problemem są m.in. zbyt wąskie przejścia i za dużo schodów. Na warszawskim Centralnym liczne ruchome schody od kilku miesięcy są… nieruchome, a hala poczekalni nie jest wystarczająco ocieplona, więc potencjalni najemcy nie chcą otwierać tam swoich punktów. Na dworcach jest nieraz za mało gniazdek elektrycznych, nie przewidziano miejsca na instalację wentylacyjną lub odpowiedniej mocy linii zasilających w prąd itd.

Mirosław Kuk przekonuje, że spółka ma świadomość skali problemu i robi wiele, by wyciągnąć z niego wnioski, m.in. przeorganizowała sposób prowadzenia inwestycji i zarządzania nieruchomościami. Podkreśla, że od 1 stycznia 2013 r. w PKP działa specjalny pion zajmujący się nieruchomościami, w ramach którego departament inwestycji współpracuje blisko z departamentem komercjalizacji. – „Tak jest np. w przypadku Krakowa, gdzie modernizując dworzec bierze się pod uwagę wymagania najemców dotyczące np. mediów czy powierzchni” – przekonuje. Innym z podjętych przez spółkę działań było powołanie od początku roku w całej Polsce kilkunastu menedżerów dworców.

Trammer pozostaje sceptyczny. – „Weźmy owych menedżerów dworców. Przecież ci ludzie nie są cudotwórcami. Z bagażem popełnionych już wcześniej zaniedbań nawet najzdolniejsi z nich nie będą w stanie wiele zrobić. Polska kolej wymaga zmian na poziomie systemowym” – podsumowuje.

Lokatorskie piekło

Lokatorskie piekło

Tylko w 14 największych miastach do wykonania jest ponad 20 tys. orzeczonych przez sąd eksmisji zadłużonych lokatorów. Część z nich może trafić na bruk.

„Metro” podaje, że w Łodzi komornik zapuka do prawie 6 tys. mieszkań, w 400-tysięcznym Szczecinie do wykonania są 3754 eksmisje, w Warszawie – o tysiąc mniej. Ich liczba znacząco wzrośnie w miastach, które do tej pory oszczędzały lokatorów, np. w Poznaniu, gdzie w ciągu pięciu ostatnich lat było tylko 161 eksmisji.

W centrach dużych miast atrakcyjne budynki opróżniają właściciele kamienic, ale postrachem lokatorów są też spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, a także samorządy – jak w Gdańsku, który żąda wyrzucenia 1,5 tys. lokatorów, czy Warszawie (1885; dla porównania kamienicznicy – 352, a spółdzielnie – 511).

Przyczyną eksmisji są zwykle długi, na które składają się niezapłacone czynsze, odsetki oraz kary. – „W Warszawie wielu osób nie stać na opłaty, bo podwyżki robią nie tylko kamienicznicy, ale też miasto [w 2009 r. podwyżka wyniosła 200 proc.]. Lokatorzy komunalni to raczej ubożsi i starsi ludzie. Nie mają pracy, bo pozamykali w Warszawie fabryki, a praca jest tylko dla młodych i wykształconych” – mówi Marek Jasiński z Komitetu Obrony Lokatorów.

To, że takie osoby będą masowo tracić dach nad głową, wynika także z ubiegłorocznej nowelizacji prawa. Teraz nawet w okresie ochronnym od listopada do końca marca można eksmitować m.in. tych, którzy bezprawnie zajmują mieszkanie. Ponadto sądy coraz częściej nie przyznają prawa do mieszkania socjalnego. Zamiast tego przydzielają na koszt miasta tzw. pomieszczenia tymczasowe: najczęściej wynajęty minimalnie na miesiąc pokój w hotelu robotniczym lub mieszkanie w suterenie. Dzięki temu łatwiej można wyeksmitować lokatora.

Gazeta przypomina, że w Polsce nie ma wyrażonego wprost zakazu eksmisji na bruk, zaś przepisy otwierają do niej furtkę. Większość lokatorów dostaje od sądów prawo do niewielkiego mieszkania socjalnego; to najczęściej mało zarabiający, emeryci, bezrobotni i kobiety w ciąży. Problem w tym, że miasta mają za mało takich lokali, np. w Gdańsku na mieszkanie socjalne czeka ponad 1,1 tys. osób z zasądzoną eksmisją, miasto posiada ich jednak tylko 700 i wszystkie są zajęte. Komornicy czekają więc z eksmisją, a w tym czasie lokator popada w jeszcze większe zadłużenie (kamienicznik może się za to domagać od miasta odszkodowania). – „Ci, którzy mogą pracować i są zdrowi, nie mają szans na socjalne. Jak kogoś nie stać na komercyjny wynajem, to trafia na miesiąc do hotelu, a potem na bruk” – mówi Jasiński. – „Jeśli miasto przez pół roku nie wskaże pomieszczenia tymczasowego, to takie osoby możemy wywieźć do schroniska dla bezdomnych. Czyli faktycznie trafiają na bruk” – przyznaje warszawski komornik Michał Leszczyński.

W Gdańsku prawa do mieszkań socjalnych nie dostało 600 eksmitowanych osób, w Łodzi 1804, w Szczecinie 1272. W Poznaniu tylko w 2012 r. sądy odmówiły go 522 osobom.

Nasz artykuł o zapaści mieszkalnictwa komunalnego i socjalnego, niestety wciąż aktualny, przeczytać można tutaj.