Polska odwrócona tyłem do morza

Polska odwrócona tyłem do morza

Stosunek Polski do morza jest dziś kompromitujący. Polska, zamiast zwrócić się twarzą do morza, odwraca się do niego inną częścią ciała – uważa Andrzej Kościk, przewodniczący Krajowej Sekcji Morskiej Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarność” oraz inspektor Międzynarodowej Federacji Transportowców (ITF) w Gdyni.

W rozmowie z „Polską. Dziennikiem Bałtyckim” Andrzej Kościk jako przykład lekceważenia kilkudziesięciu tysięcy polskich marynarzy i członków ich rodzin podał niedawną decyzję ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka, który z opóźnieniem podpisał rozporządzenie do nowej ustawy o bezpieczeństwie morskim. Zgodnie z nowymi przepisami już od 25 lipca marynarze, aby mieć formalne prawo do wykonywania swojego zawodu, powinni posiadać nowe ministerialne uprawnienia. Tymczasem przez kilkanaście dni musieli posługiwać się dotychczasowymi dokumentami.

– „Marynarze byli skazani na niepotrzebne składanie wyjaśnień o ich prawdziwości – przed armatorem lub inspektorami kontrolującymi statki za granicą. Krótko mówiąc – mamy do czynienia z żenującym lekceważeniem wielotysięcznego środowiska” – powiedział w rozmowie z „Polską. Dziennikiem Bałtyckim” Kościk.

Szef marynarskiej „S” uznał całą sytuację za zaniechanie ze strony polskiej administracji morskiej. Ocenił również, że przed kilkudziesięcioma laty Polska, mimo że posiadała nieporównanie krótszą linię brzegową, prowadziła lepszą i bardziej poważną politykę morską.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego

najnowszym „Nowym Obywatelu” tematyce (braku) polskiej polityki morskiej poświęciliśmy obszerny wywiad.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Hańba polska

Hańba polska

Ponad 790 tys. dzieci w wieku do 18 lat żyje w gospodarstwach domowych, w których nikt nie pracuje, nawet w szarej strefie – wynika z szacunków „Dziennika Gazety Prawnej”.

Ostatnie oficjalne dane na ten temat odnoszą się do 2011 r. Z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS wyszło, że w gospodarstwach domowych bez osób pracujących było 8,7 proc. (626 tys.) nieletnich. Jednak od tego czasu bezrobocie wyraźnie wzrosło i pod koniec roku może osiągnąć poziom 14,5 proc., tj. tylko nieco mniejszy niż w 2006 r. „Prawdopodobne jest więc, że tak jak przed siedmioma laty aż 11 proc. dzieci żyje obecnie w rodzinach, w których nikt nie ma płatnego zajęcia” – wnioskuje gazeta.

Bezrobotne rodziny najpierw wykorzystują oszczędności, później sprzedają różne sprzęty, zadłużają się u krewnych i znajomych, a gdy to nie wystarcza skazane są na skromne wsparcie opieki społecznej. Jeśli przez dłuższy czas dorosłym nie udaje się znaleźć zatrudnienia, rodziny takie popadają w biedę. – „Dzieci z takich rodzin nie mają dostępu do wielu dóbr. Nie uczestniczą w wycieczkach klasowych i w zajęciach pozalekcyjnych, które w większości szkół są płatne. Najczęściej nie wyjeżdżają też na wakacje i mają utrudniony dostęp do kultury i osiągnięć cywilizacyjnych” – wylicza Waldemar Urbanik z Wyższej Szkoły Humanistycznej TWP w Szczecinie.

– „Brak doświadczeń związanych z pracą rodziców może być groźny dla przyszłych postaw dzieci, bo nie widzą one wzorów zachowań związanych z pracą” – przekonuje prof. Stanisława Golinowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej zdaniem dzieci takie uczą się za to często specyficznej zaradności. – „Niestety jej część ma charakter przestępczy, na przykład wtedy gdy zbieranie złomu polega na rozmontowywaniu torów kolejowych” – ocenia.

Nasz wywiad z prof. Golinowska przeczytać można tutaj, natomiast pod tym adresem znajduje się pochodzący z najnowszego numeru „Nowego Obywatela” tekst, który polemizuje z tezą, że bezrobotni „demoralizują” swoje dzieci.

Jak nie wiadomo, o co chodzi…

Jak nie wiadomo, o co chodzi…

Krakowski, wielozadaniowy ośrodek „Zielony Dół” był unikalnym miejsce pracy i terapii osób po długotrwałym leczeniu w placówkach psychiatrycznych. Wszystko wskazuje na to, że jego miejsce zajmą apartamentowce.

O problemie pisał niedawno Krzysztof Wołodźko. Poniżej zaś przedrukowujemy świeże informacje w tej sprawie, za lokalnym portalem Krowoderska.pl.

* * *

Mieszkaniówka w miejsce „Zielonego Dołu”

Był „Zielony Dół” będzie… gratka dla dewelopera? W nowym studium teren, na którym znajduje się ośrodek, który wojewoda Jerzy Miller postanowił wyrzucić z budynku (czyt. nie przedłużyć najmu) , jest oznaczony jako teren pod zabudowę mieszkaniową. Miejsce rzeczywiście doskonałe, bo prawie w Lasku Wolskim.

Ośrodek „Zielony Dół” należy do sektora usług, w związku z czym powinien być oznaczony na mapie jako „U” (jak usługi), jak jednak widzicie na załączonym wycinku studium CAŁY obszar pomiędzy ul. Królowej Jadwigi a Lasem Wolskim przeznaczony jest na zabudowę mieszkaniową (kod „MN”) – napisali autorzy facebookowego profilu Ratujemy Zielony Dół.

Dodali do tego dwa pytania:
– Po co wojewoda rozpisuje przetarg dla organizacji pożytku publicznego na terenach zarezerwowanych pod „mieszkaniówkę”?
– Komu tak naprawdę obiecany jest Zielony Dół?

I zachęcili do głośnego stawiania tych pytań zaangażowanym podmiotom – wojewodzie, urzędowi miasta Kraków, radnym, dzielnicowemu Woli Justowskiej. Przypominamy również, że każda uwaga do Studium Zagospodarowania Przestrzennego ma obowiązek być rozpatrzona!

A nam pozostaje jedynie zapytać… czy właśnie okazuje się, że jak zwykle, gdy nie wiadomo o co chodzi, to doskonale wiadomo, o co chodzi?

Tak się nie da!

Tak się nie da!

Już siedem na jedenaście podległych samorządowi województwa dolnośląskiego szpitali psychiatrycznych (lub posiadających oddziały psychiatryczne) zerwało kontrakty z NFZ.

Jak ocenia w rozmowie z portalem RynekZdrowia.pl Maria Borzyszka, dyrektor wydziału restrukturyzacji ochrony zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, jest to gest rozpaczy lecznic. – „Płatnik nie mógł spodziewać się innej decyzji w sytuacji, gdy świadczeniodawcy doszli już do ściany” – podkreśla. – „Nasze szpitale nie mogą już działać bardziej restrykcyjnie. Wszelkie możliwe oszczędności zostały wprowadzone. Na skutek tak niskiego finansowania nasze szpitale mają za ostatnie pół roku 2 mln zł straty i ponad 30 mln zł zobowiązań, w tym wymagalnych około 6 mln zł. Organ założycielski z kolei nie ma możliwości aby dalej dokładać pieniądze” – dodaje Borzyszka.

Dyrektor zapewnia, że za stawkę wynoszącą 10 zł za punkt nie da się leczyć. – „Szpitale mają takie straty, że części z nich zagrażają zajęcia komornicze i – być może – zaprzestanie udzielania świadczeń. Satysfakcjonuje nas każde rozwiązanie, które zwiększy stawkę za punkt. Nawet jeśli wielkościowo kontrakt się nie zmieni. Wówczas jednak trzeba się liczyć z nadwykonaniami i utrudnionym dostępem do świadczeń. Jesteśmy otwarci na rozmowę, ale nie wyobrażamy sobie dalszego finansowania na takim poziomie” – powiedziała urzędniczka. Zaznacza jednocześnie, że UMWD już kilka lat temu podjął działania wspierające psychiatrię na swoim terenie, mając świadomość, że choroby psychiczne są schorzeniami cywilizacyjnymi, a psychiatria w Polsce była bardzo zaniedbana. Jednym z przejawów troski o tę dziedzinę zdrowia publicznego było stworzenie przez region, wyprzedzając Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego, własnego programu modernizacji stacjonarnej opieki psychiatrycznej, który jest realizowany od 2009 r.

– „W wyniku realizacji tego programu udało nam się zrobić wiele dobrego w tej dziedzinie. Przekazywaliśmy środki na inwestycje wspomagając w ten sposób środki unijne i inne, które pomogły gruntownie zmodernizować wszystkie nasze szpitale psychiatryczne. Przenieśliśmy oddziały do szpitali wielospecjalistycznych, co jest zgodne z obecnym światowym trendem, zlikwidowaliśmy duże szpitale powyżej 300 łóżek. Ale potem okazało się, że stawka 10 zł za punkt dla szpitali psychiatrycznych jest jedną z najniższych w Polsce i nie została zrewaloryzowana od 2009 r. To spowodowało, że nasze szpitale zaczęły się zadłużać, w związku z czym musimy skupić się na pokrywaniu ujemnego wyniku finansowego, zamiast przeznaczać środki finansowe na inwestycje rozwojowe. A tak dłużej być nie może” – zaznacza dyr. Borzyszka.

Podkreśla jednocześnie, że pacjenci nie zostaną bez opieki. Okres wypowiedzenia umowy z NFZ trwa trzy miesiące i przez ten czas wszystkie świadczenia będą realizowane na dotychczasowych zasadach.

O dramatycznej sytuacji polskiego lecznictwa psychiatrycznego poczytać można w „Nowym Obywatelu” z zimy 2012 r.