Stocznia Gdańsk nadal w grze

Stocznia Gdańsk nadal w grze

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Stoczni Gdańsk zamknęło dziś posiedzenie – wspólny komunikat o takiej treści wydały 8 sierpnia Agencja Rozwoju Przemysłu oraz Shipyard Group. Strony deklarują, że nadal rozmawiają nad rozwiązaniem problemów finansowych Stoczni Gdańsk.

Większościowym udziałowcem Stoczni Gdańsk (75 proc.) jest kontrolowana przez ukraińskiego inwestora Sergieja Taruta spółka Gdańsk Shipyard Group, pozostałe akcje są w rękach państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu.

„Gdańsk Shipyard Group i Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. prowadzą rozmowy nad rozwiązaniem aktualnych problemów finansowych Stoczni Gdańsk S.A. Do czasu wypracowania i uzgodnienia stanowiska Akcjonariusze nie będą podejmować kluczowych dla spółki decyzji, dlatego postanowili zamknąć obecne ZWZ [Zwyczajne Walne Zgromadzenie]” – napisano we wspólnym komunikacie.

Nieoficjalnie wiadomo, że przedmiotem rozmowy były przyszłe operacje finansowe, które zamierza podjąć ukraiński właściciel. Taruta zamierza zaangażować w zakład ok. 180 mln zł. Pieniądze te miałyby pomóc stoczni wyjść na prostą. Nic zatem dziwnego, iż ukraiński właściciel oczekuje, by w razie niesprzyjającego scenariusza nie stracić zainwestowanych kolejnych pieniędzy.

Spotkanie właścicieli pozytywnie ocenia „Solidarność” Stoczni Gdańskiej.

– „Właściciel stoczni mocno angażuje się w działania mające pozwolić wyjść stoczni z kłopotów. To pozytywny sygnał” – mówi Roman Gałęzewski, przewodniczący „S” Stoczni Gdańskiej. – „Nie mamy niepokojących informacji, że właściciel chciałby zwalniać pracowników czy zmieniać im umowy na śmieciowe. Nie mamy wiec powodów do niepokoju, a wręcz przeciwnie”.

Do kolejnego WZA Stoczni Gdańsk dojdzie prawdopodobnie we wrześniu.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mówisz i masz… wyzysk

Mówisz i masz… wyzysk

Brak zabezpieczeń odpowiednich dla pracy na wysokościach, brak wody w upały, umowy na… 50 groszy – taka wygląda rzeczywistość zatrudnianych przy rozbudowie Terminala 1 na Lotnisku Okęcie. Pracownik, który nagłośnił nieprawidłowości, został zwolniony z pracy.

Portal NaTemat.pl podkreśla, że praca przy wspomnianej inwestycji jest ciężka nawet jak na realia „budowlanki”. Układanie dachu latem staje się nadludzkim wysiłkiem, gdy trwa 10 godzin bez możliwości napicia się wody. Dodajmy do tego wykonywanie przez pracowników zadań przewidzianych dla znacznie większej liczby osób oraz totalne lekceważenie zasad bezpieczeństwa, a tragedia wydaje się niemal pewna. – „Zapewniano nas, że wszystko będzie zgodnie z zasadami BHP. Dostaliśmy jakieś ubrania, buty, które niezbyt nadają się do chodzenia po dachu, bo się ślizgają, do tego kaski, które są przystosowane do temperatury od -40 do +40 stopni, a na dachu jest cieplej. Poza tym uprząż, którą ja dostałem, jest zepsuta, więc nie ma sensu jej zakładać i pracuję bez asekuracji” – relacjonował portalowi Michał, jeden z robotników wynajętych przez agencję Work Wonders (marka firmy Mówisz i Masz sp. z o.o.).

Firma oszczędza nie tylko na bezpieczeństwie. – „Mam dwie umowy-zlecenia. Jedna na 50 groszy za godzinę – od niej odprowadza się składki, i druga normalna. Ale od niej już składek nie muszą odprowadzać. Osoba, która zajmuje się nami z ramienia agencji Work Wonders zapewniała, że za na godzinę zarobimy około 10 złotych netto i rzeczywiście tyle dostajemy. Ale dzień pracy to 10,5 godziny. Pracujemy od 7 do 18, mamy dwie przerwy po 30 minut, ale tylko jedna jest liczona do czasu pracy” – opowiadał Michał. W odpowiedzi internauci masowo donosili o innych winach agencji – zapewniając, że nagminne jest wprowadzanie przez nią w błąd pracowników podczas rekrutacji, opóźnione wypłaty czy zaleganie ze składkami do ZUS.

Jedyną konkretną reakcją firmy na tekst NaTemat.pl było zwolnienie z pracy informatora portalu. Agencja przesłała ponadto wyjaśnienia, w których obarcza odpowiedzialnością za część nieprawidłowości z zakresu BHP przedsiębiorstwo Schuengel Polska, na rzecz którego pracowała.

Polska odwrócona tyłem do morza

Polska odwrócona tyłem do morza

Stosunek Polski do morza jest dziś kompromitujący. Polska, zamiast zwrócić się twarzą do morza, odwraca się do niego inną częścią ciała – uważa Andrzej Kościk, przewodniczący Krajowej Sekcji Morskiej Marynarzy i Rybaków NSZZ „Solidarność” oraz inspektor Międzynarodowej Federacji Transportowców (ITF) w Gdyni.

W rozmowie z „Polską. Dziennikiem Bałtyckim” Andrzej Kościk jako przykład lekceważenia kilkudziesięciu tysięcy polskich marynarzy i członków ich rodzin podał niedawną decyzję ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka, który z opóźnieniem podpisał rozporządzenie do nowej ustawy o bezpieczeństwie morskim. Zgodnie z nowymi przepisami już od 25 lipca marynarze, aby mieć formalne prawo do wykonywania swojego zawodu, powinni posiadać nowe ministerialne uprawnienia. Tymczasem przez kilkanaście dni musieli posługiwać się dotychczasowymi dokumentami.

– „Marynarze byli skazani na niepotrzebne składanie wyjaśnień o ich prawdziwości – przed armatorem lub inspektorami kontrolującymi statki za granicą. Krótko mówiąc – mamy do czynienia z żenującym lekceważeniem wielotysięcznego środowiska” – powiedział w rozmowie z „Polską. Dziennikiem Bałtyckim” Kościk.

Szef marynarskiej „S” uznał całą sytuację za zaniechanie ze strony polskiej administracji morskiej. Ocenił również, że przed kilkudziesięcioma laty Polska, mimo że posiadała nieporównanie krótszą linię brzegową, prowadziła lepszą i bardziej poważną politykę morską.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego

najnowszym „Nowym Obywatelu” tematyce (braku) polskiej polityki morskiej poświęciliśmy obszerny wywiad.

Hańba polska

Hańba polska

Ponad 790 tys. dzieci w wieku do 18 lat żyje w gospodarstwach domowych, w których nikt nie pracuje, nawet w szarej strefie – wynika z szacunków „Dziennika Gazety Prawnej”.

Ostatnie oficjalne dane na ten temat odnoszą się do 2011 r. Z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS wyszło, że w gospodarstwach domowych bez osób pracujących było 8,7 proc. (626 tys.) nieletnich. Jednak od tego czasu bezrobocie wyraźnie wzrosło i pod koniec roku może osiągnąć poziom 14,5 proc., tj. tylko nieco mniejszy niż w 2006 r. „Prawdopodobne jest więc, że tak jak przed siedmioma laty aż 11 proc. dzieci żyje obecnie w rodzinach, w których nikt nie ma płatnego zajęcia” – wnioskuje gazeta.

Bezrobotne rodziny najpierw wykorzystują oszczędności, później sprzedają różne sprzęty, zadłużają się u krewnych i znajomych, a gdy to nie wystarcza skazane są na skromne wsparcie opieki społecznej. Jeśli przez dłuższy czas dorosłym nie udaje się znaleźć zatrudnienia, rodziny takie popadają w biedę. – „Dzieci z takich rodzin nie mają dostępu do wielu dóbr. Nie uczestniczą w wycieczkach klasowych i w zajęciach pozalekcyjnych, które w większości szkół są płatne. Najczęściej nie wyjeżdżają też na wakacje i mają utrudniony dostęp do kultury i osiągnięć cywilizacyjnych” – wylicza Waldemar Urbanik z Wyższej Szkoły Humanistycznej TWP w Szczecinie.

– „Brak doświadczeń związanych z pracą rodziców może być groźny dla przyszłych postaw dzieci, bo nie widzą one wzorów zachowań związanych z pracą” – przekonuje prof. Stanisława Golinowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jej zdaniem dzieci takie uczą się za to często specyficznej zaradności. – „Niestety jej część ma charakter przestępczy, na przykład wtedy gdy zbieranie złomu polega na rozmontowywaniu torów kolejowych” – ocenia.

Nasz wywiad z prof. Golinowska przeczytać można tutaj, natomiast pod tym adresem znajduje się pochodzący z najnowszego numeru „Nowego Obywatela” tekst, który polemizuje z tezą, że bezrobotni „demoralizują” swoje dzieci.