No i co z tą pracą?

No i co z tą pracą?

Po dwóch latach od ostatniej kontroli NIK urzędy są lepiej przygotowane na przyjęcie do pracy osób niepełnosprawnych. Jednak wskaźnik ich zatrudnienia w większości instytucji administracji rządowej nadal nie osiąga ustawowego progu 6 procent. Niewiele pomogła zmiana przepisów, zakładająca większe przywileje dla niepełnosprawnych w procesie rekrutacji.

W 2011 r. wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w ministerstwach i urzędach centralnych wyniósł prawie tyle samo co w 2010 r, czyli zaledwie 1,3 proc. Aby zmienić tę sytuację, jeszcze w 2011 r. Sejm RP znowelizował tryb i zasady rekrutacji w urzędach administracji państwowej i samorządowej [1]. Nowe przepisy zapewniały osobom niepełnosprawnym pierwszeństwo w podjęciu pracy pod warunkiem, że wskaźnik zatrudnienia takich osób w danej instytucji będzie niższy niż 6 proc. (a tak było w większości skontrolowanych podmiotów), a osoba niepełnosprawna znajdzie się w piątce najlepszych kandydatów.

Wyniki kontroli pokazują, że wprowadzone w 2011 r. zmiany nie miały większego wpływu na wzrost zatrudnienia niepełnosprawnych w urzędach administracji rządowej. Co prawda w 2012 r. poziom zatrudnienia tych osób wzrósł nieznacznie (o 0,26 punktu procentowego w stosunku do końca 2011 r.), jednak w wielu przypadkach wynikało to ze spadku zatrudnienia ogółem i z większej niż dotychczas liczby niepełnosprawności orzekanych wobec już zatrudnionych pracowników.

Niski wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w dużej mierze wynikał z niewielkiego zainteresowania podjęciem pracy przez te osoby, a także z ich niewystarczającego przygotowania i doświadczenia zawodowego. Np. na 1580 osób ubiegających się o pracę w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zaledwie 33 (2 proc.) przedłożyły orzeczenia o niepełnosprawności (z czego wymogi formalne spełniło 21 kandydatów), jednak żaden z nich nie znalazł się w pierwszej piątce. Zdarzało się też, że osoby niepełnosprawne rezygnowały z podjęcia pracy ze względu na oferowane warunki finansowe (np. w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej).

Czynnikiem mającym istotny wpływ na wzrost zatrudnienia niepełnosprawnych w badanych jednostkach jest aktywna postawa ich kierownictw. Jako pozytywny przykład Izba podaje działania kierownictwa Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, które organizowało m.in. staże i praktyki dla osób niepełnosprawnych, a także podejmowało inicjatywy na rzecz stworzenia przyjaznego środowiska pracy. W rezultacie PFRON mógł pochwalić się najwyższym spośród skontrolowanych jednostek wskaźnikiem zatrudnienia osób niepełnosprawnych. W grudniu 2012 r. przekroczył on 12 proc., podczas gdy w  wielu innych skontrolowanych instytucjach wskaźnik ten był niższy niż 1 proc.

Większość budynków, w których mieściły się skontrolowane instytucje, była przystosowana do potrzeb niepełnosprawnych pracowników. Drogi prowadzące do wejścia miały obniżone krawężniki i podjazdy, a przed budynkami były oznakowane miejsca parkingowe. Natomiast 6 z 15 skontrolowanych siedzib znajdowało się w rejestrze zabytków, co oznaczało, że najmniejsza ingerencja w architekturę budynku wymagała zgody konserwatora zabytków. Było tak m.in. w przypadku Centrali KRUS, Ministerstwa Zdrowia i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes KRUS złożył wniosek o nieobejmowanie budynku ochroną, który został jednak odrzucony przez Prezydenta m.st. Warszawy (kontrola wykazała, że żaden z budynków KRUS nie był przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych).

Z drugiej strony przykład Ministerstwa Skarbu Państwa, MZ oraz UOKiK pokazuje, że nawet w przypadku zabytków możliwe jest częściowe dostosowanie budynku. MZ np. wybudowało toalety dla niepełnosprawnych, zainstalowało powierzchnie antypoślizgowe i przenośne transportery, natomiast UOKiK zrobił m.in. podjazd do budynku, wyposażył toaletę dla niepełnosprawnych i zainstalował schodołaz. MSP dodatkowo zapewniło sygnalizację dźwiękową w windach, a przy wejściach do budynku wybudowało pochylnię.

Wyniki kontroli pokazują, że kluczowa dla wzrostu zatrudnienia osób niepełnosprawnych jest inicjatywa kierownictw poszczególnych instytucji administracji publicznej, wychodząca poza zwykłe wypełnianie przepisów. Zdaniem Izby powinny one:

  • w większym stopniu informować osoby niepełnosprawne o ich przywilejach w procesie rekrutacji;
  • współpracować z organizacjami niepełnosprawnych oraz urzędami pracy;
  • dbać o to, by pracownicy odpowiedzialni za rekrutację wiedzieli, jakie możliwości i korzyści wiążą się z zatrudnieniem osób niepełnosprawnych;
  • organizować więcej staży i praktyk dla osób niepełnosprawnych;
  • wprowadzać formy świadczenia pracy przyjazne dla osób niepełnosprawnych (np. telepraca).

NIK podkreśla, że angażowanie osób niepełnosprawnych jest opłacalne zarówno dla pracodawcy, jak i budżetu państwa. Pracodawca płaci wtedy mniejszą składkę na PFRON, a finanse publiczne przestają być obciążane świadczeniami, które dotychczas pobierała osoba niepełnosprawna. Izba wskazuje też na korzyści społeczne i gospodarcze płynące z zatrudniania takich osób.
=============
[1] Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw

Sytuacja niepełnosprawnych na polskim rynku pracy – informacje szczegółowe (plik PDF)
_____
Przedruk za stroną Najwyższej Izby Kontroli. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Gorzkie realia

Gorzkie realia

Polscy chorzy na cukrzycę ukrywają chorobę przed pracodawcami ze strachu przed zwolnieniem.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że niekomfortową sytuację cukrzyków potwierdza raport z badań przeprowadzonych przez Międzynarodową Federację Diabetologiczną i firmę Novo Nordisk w 17 wybranych państwach. Wynika z niego m.in., że blisko 25 proc. polskich diabetyków czuje się prześladowanych z powodu choroby. Z badania wynika również, że blisko 60 proc. nadwiślańskich cukrzyków odczuwa silny stres z powodu choroby. Polska zajęła ponadto niechlubne drugie miejsce pod względem odsetka cukrzyków z depresją – przyznaje się do niej ponad 19 proc. chorych. Zdaniem ekspertów to przede wszystkim efekt trudności, z którymi spotykają się na drodze zawodowej. Potwierdzają to badania prof. Jana Tatonia, który ustalił, że prawie 80 proc. lekarzy zetknęło się z pacjentami dyskryminowanymi zawodowo z powodu cukrzycy.

Z opowieści chorych wynika, że za wszelką cenę unikają informowania pracodawców o swoim schorzeniu, np. biorą insulinę tuż przed badaniem okresowym, by uzyskać prawidłowe wyniki. Gazeta pisze, że pracodawcy wolą nie mieć cukrzyka w zespole, obawiając się, że nie będzie wystarczająco efektywny; często też utrudniają zatrudnionym powrót do pracy, gdy choroba się zaostrza. Prof. Leszek Czupryniak, szef Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, przyznaje, że ukrywanie choroby jest dość częste, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie pokutuje postrzeganie cukrzycy jako choroby uniemożliwiającej zarobkowanie. Tymczasem lekarze przekonują, że dobrze leczony pacjent może pracować (poza pracami na wysokości czy na trzy zmiany).

Prof. Czupryniak dodaje, że zaczynają się pojawiać pracodawcy rozumiejący problem. Podaje znany mu przykład pacjenta zatrudnionego w elektrociepłowni na stanowisku wymagającym pracy na wysokości. Kiedy cukrzyca mu się zaostrzyła, przełożony znalazł mu zajęcie na parterze.

W Polsce z powodu cukrzycy typu II nie pracuje 75 proc. chorych. Szacuje się, że bezrobocie wśród diabetyków jest dwukrotnie wyższe niż wśród osób zdrowych.

Na saksy po wyzysk

Na saksy po wyzysk

240 godzin pracy miesięcznie za głodowe stawki – takie warunki stwarza swoim pracownikom w Niemczech polski Budimex.

Deutsche Welle, za „Neues Deutschland”, informuje, że jeszcze do 2005 r. przedsiębiorstwo budowlane BKM Bau, producent betonowych półfabrykatów, zatrudniało 30 pracowników. Reklamuje się ono jako kompetentny wykonawca, z „wysoko zmotywowaną” kadrą. Tyle, że jego załoga to dzisiaj 20 pracowników polskiego podwykonawcy, warszawskiego Budimexu. Według Gianpaolo Mosca ze związku zawodowego IG BAU, pracują oni 240 godzin miesięcznie, także w soboty i niedziele, zarabiając niespełna 4 euro 50 centów za godzinę. Tymczasem najniższa stawka w tej branży wynosi w Niemczech 10,71 euro.

Na sprawę zwrócił uwagę jeden z pracowników. „Kiedy Polak w połowie lipca zapytał związki zawodowe, czy i w jaki sposób zostaną opłacone jego liczne nadgodziny w BKM, zamiast odpowiedzi otrzymał wypowiedzenie – i żądanie, by w ciągu pięciu dni opuścił swoją kwaterę” – pisze dziennik. Mosca potwierdza, że „kto grymasi, wylatuje”. Dodaje, że irytuje go bezczynność lokalnych władz, które mimo ujawnienia zarzutów nie kiwnęły palcem.

W oficjalnym stanowisku polskie przedsiębiorstwo oświadczyło, że „informacje pochodzące z IG BAU o rzekomo głodowych płacach pracowników firmy Budimex SA w Niemczech są nieprawdziwe”.

Portret Polaka w tarapatach

Portret Polaka w tarapatach

Statystyczny polski dłużnik to mężczyzna w wieku ok. 45 lat, zadłużony na ponad 5 tys. zł.

Tak wynika z najnowszego raportu „Windykacja”, opracowanego przez Grupę KRUK, największą firmę obsługującą zadłużenia w Polsce – informuje wGospodarce.pl. Raport dotyczy długów obsługiwanych przez firmę w pierwszej połowie 2013 r. Według danych, statystyczny Polak zadłużony w KRUK-u ma nieuregulowane zaległości finansowe o wartości ok. 5,3 tys. zł, przy czym rekordzistą jest mieszkaniec woj. mazowieckiego, którego niespłacone zobowiązania sięgają 10 mln zł. W przypadku zadłużonych firm średnia wysokość długu sięga 25 tys. zł. Na szczycie listy najbardziej zadłużonych znajdziemy firmę z Mazowsza, której zobowiązania wynoszą prawie 83 mln zł.

Portal informuje, że zadłużeni mieszkańcy Mazowsza mają przeciętnie do spłacenia aż 5,8 tys. zł – najwięcej w Polsce. Niewiele lepiej jest w woj. pomorskim (ponad 5,7 tys. zł), małopolskim (ponad 5,4 tys. zł) oraz śląskim (ok. 5 tys. zł). Stosunkowo najmniej uciążliwe kłopoty tego rodzaju mają natomiast mieszkańcy województw świętokrzyskiego i podlaskiego, gdzie przeciętny dłużnik jest winien odpowiednio 4,5 tys. zł oraz niecałe 4 tys. zł.

– „Niezależnie od tego, czy podmiotem zadłużonym jest osoba fizyczna czy firma i jakiej kwoty sięga zadłużenie, warto zdecydować się na dialog i ugodę z wierzycielem lub firmą obsługującą daną należność” – przekonuje Piotr Krupa, prezes zarządu KRUK S.A. – „Pozwoli to uniknąć stale rosnących odsetek, dodatkowych opłat i niepotrzebnego stresu” – dodaje.