Kulejący „socjal”

Kulejący „socjal”

Rencistów mamy najmniej od początku transformacji ustrojowej, a zdobycie renty zaczyna graniczyć z cudem.

W rekordowym roku 1998 w Polsce było 2,7 mln rencistów, w czerwcu tego roku – zaledwie 1 mln 75 tys., a przewidywany jest dalszy spadek. Wyborcza.biz pisze, że ZUS zanim przyzna komuś rentę, sprawdza wszystkie dokumenty trzy razy. Ponadto, na bieżąco weryfikowane są wcześniej przyznane świadczenia. Jak potrafi wyglądać ta ostatnia procedura, obrazuje przykład pana Marka, który jako dziecko został wywieziony na Syberię i wrócił jako wrak człowieka. W styczniu 1998 r. komisja orzeczników ZUS po specjalnych badaniach i przedstawieniu historii chorób przyznała mu 800 zł miesięcznie. Po kilku latach od przyznania renty p. Marek został wezwany do Zakładu, gdzie komisja po obejrzeniu dokumentacji i kilku minutach rozmowy odebrała mu świadczenie.

Portal przypomina, że obecnie żeby dostać rentę nie wystarczy chory kręgosłup, dwa zawały czy nawet brak ręki i nogi. ZUS każdy przypadek odmowy tłumaczy krótko: „nie badamy, czy ktoś jest zdrowy albo chory, ale czy choroba uniemożliwia mu wykonywanie jakiejkolwiek pracy”.

Inny powód zmniejszenia liczby rencistów to wprowadzenie zasady, że rencista, który osiąga wiek emerytalny, staje się automatycznie emerytem i znika z listy rencistów. Wcześniej tak nie było: ktoś, kto dostał rentę, pobierał ją do końca życia.

Obecnie renty nie są specjalnie atrakcyjne, co zdaniem portalu stanowi kolejny powód, dlaczego rencistów nie przybywa. Średnia renta to 1453 zł brutto. Dla porównania przeciętna emerytura to 1930 zł brutto.

Spadająca liczba rencistów, podobnie jak skala wypłacania zasiłków – W Polsce tylko co szósty bezrobotny dostaje pieniądze z urzędu pracy – dobrze obrazują „rozbuchany nadwiślański socjal”, utrzymywany przez zdrową, bo przedsiębiorczą część narodu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Po co nam przemysł, skoro jest Motorola?

Po co nam przemysł, skoro jest Motorola?

Silnie zadłużony Unimor Radiocom, którego większościowym udziałowcem jest Skarb Państwa, został pozostawiony samemu sobie – i to pomimo tego, że mógłby być atrakcyjnym partnerem w procesie modernizacji polskiej armii.

Gdańska spółka, związana z Trójmiastem od 1957 r. i znana z dostarczania urządzeń radiokomunikacyjnych dla wojska, a wcześniej również z produkcji telewizorów, właśnie została postawiona w stan upadłości likwidacyjnej. Trojmiasto.pl pisze, że pracownicy nie kryją rozgoryczenia, tym bardziej, że tuż przed decyzją sądu spółka zdobyła nowe zlecenia, które miały pomóc w uregulowaniu należności wobec wierzycieli. – „Mnie decyzja sądu zaszokowała” – mówi Kazimierz Łęgowski, przedstawiciel załogi i sekretarz Rady Nadzorczej. – „Została podjęta w bardzo krótkim czasie i to pomimo przedłożenia informacji o możliwości zawarcia nowych kontraktów. Zdziwiła mnie także postawa syndyka, który wielokrotnie żądał od zarządu spółki dokumentów, do których wglądu nie miał uprawnień. Jesteśmy zakładem zbrojeniowym i obowiązują nas trochę inne zasady. Gdybyśmy udostępnili dane o kontraktach osobie bez certyfikatu ABW, posądzeni bylibyśmy o zdradzenie tajemnicy wojskowej. Trudno współpracować z osobami, które nie mają wiedzy na temat przemysłu zbrojeniowego i jego specyfiki. Syndyk odwiedził nasz zakład chyba jedynie cztery razy. Nie było z jego strony wsparcia i wyglądało na to, że niezbyt interesuje się zakładem. Wniósł jedynie do sądu wniosek o upadłość likwidacyjną”.

Zaraz po ogłoszeniu decyzji sądu dwie członkinie Rady Nadzorczej z ramienia Skarbu Państwa, który jest głównym akcjonariuszem firmy (posiada 61,7 proc. udziałów; 12 proc. należy do Agencji Rozwoju Przemysłu, a pozostałe akcje są w posiadaniu samej spółki Unimor), złożyły rezygnację i wyjechały do Warszawy. – „Do chwili obecnej nie dostałem nawet informacji, co dalej z Radą i czy w ogóle piastuję jeszcze swoją funkcję. Na urlop udał się też syndyk i sędzia komisarz. Mam wrażenie, że przemysł zbrojeniowy znajduje się obecnie w niełasce” – mówi Łęgowski.

Portal przypomina, że większość radiostacji zamontowanych w polskich samolotach wojskowych musi być całkowicie wymienionych w latach 2014-2015. Prowadzone są rozmowy z zagranicznymi producentami takiego sprzętu; pierwsze kontrakty podpisał już amerykański Harris, na podobne ostrzy sobie zęby Motorola. – „Tego typu zamówienia postawiłyby Unimor bardzo szybko na nogi i spowodowały, że spółka spłaciłaby nie tylko wierzycieli, ale w krótkim okresie zaczęła wypracowywać zysk” – mówi Łęgowski. – „Dodatkowo jesteśmy w stanie wyprodukować tak samo dobry sprzęt trzykrotnie taniej od firm zagranicznych. Nasz sprzęt sprawdził się podczas wojny w Iraku. Podczas działań wojennych w trudnych warunkach »padły« wszystkie urządzenia zagranicznych konkurentów. Nasze z wyjątkiem małych usterek zawsze działały”.

– „Skarb Państwa będący udziałowcem spółki nie ma wpływu na prowadzone przez sąd postępowanie upadłościowe, może jedynie wnioskować do syndyka i sędziego komisarza o przekazanie informacji na temat stanu tego postępowania” – komentuje całą sytuację Magdalena Kobos, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej Ministerstwa Skarbu Państwa. Resort twierdzi, że podjął decyzję o udzieleniu spółce pomocy publicznej w formie pożyczki na ratowanie, jednak jego zdaniem nie przedstawiła ona wiarygodnego programu restrukturyzacji, dlatego została zobowiązana do zwrotu pieniędzy.

Jakie są zatem szanse na uratowanie przedsiębiorstwa? – „Decyzja o sposobie prowadzenia postępowania upadłościowego należy do sądu. Jeżeli sąd uzna za uprawdopodobnione, że w drodze układu wierzyciele zostaną zaspokojeni w wyższym stopniu, niż zostaliby zaspokojeni w przypadku upadłości likwidacyjnej, wówczas ogłasza upadłość z możliwością zawarcia układu, w przeciwnym zaś razie upadłość likwidacyjną. Jeżeli w trakcie trwania postępowania upadłościowego ujawnią się podstawy do dokonania zmiany sposobu prowadzenia postępowania, sąd może zmienić sposób jej prowadzenia” – tłumaczy Tomasz Lewandowicz z Kancelarii Prawnej Arkana. W sprawie Unimoru sąd uznał, że w trakcie trwania postępowania upadłościowego pojawiły się podstawy by sądzić, iż w postępowaniu prowadzonym w wariancie układowym wierzyciele spółki nie zostaną zaspokojeni w wyższym stopniu, niż w przypadku upadłości likwidacyjnej. – „Powyższe postanowienie może zostać zaskarżone przez uczestników, w tym przez upadłą spółkę, która może próbować przekonywać sąd, iż upadłość układowa jest w dalszym ciągu rozwiązaniem korzystniejszym dla wierzycieli niż likwidacja majątku spółki” – dodaje Lewandowicz. Jeżeli postanowienie sądu nie zostanie uchylone przez sąd drugiej instancji, wówczas majątek przedsiębiorstwa zostanie wysprzedany, a ono samo zostanie zlikwidowane.

„Zapadł kolejny wyrok uśmiercający polski podmiot gospodarczy, na którego wypracowany latami rynek czeka kolejka zagranicznych sukcesorów. Wyrok tym bardziej dramatyczny i głęboko krzywdzący, gdyż zapadł w niespotykanym pośpiechu, tuż po tym, jak na rutynowym posiedzeniu sądu wysłuchującego zarząd spółki o stanie bieżących spraw, dowiedział się on o tym, że po bolesnym okresie stagnacji zamówień właśnie spłynął ich cały pakiet dających potwierdzone przychody w okresie trzech miesięcy na poziomie 2 mln zł” – czytamy w apelu pracowników Unimoru do parlamentarzystów.

No i co z tą pracą?

No i co z tą pracą?

Po dwóch latach od ostatniej kontroli NIK urzędy są lepiej przygotowane na przyjęcie do pracy osób niepełnosprawnych. Jednak wskaźnik ich zatrudnienia w większości instytucji administracji rządowej nadal nie osiąga ustawowego progu 6 procent. Niewiele pomogła zmiana przepisów, zakładająca większe przywileje dla niepełnosprawnych w procesie rekrutacji.

W 2011 r. wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w ministerstwach i urzędach centralnych wyniósł prawie tyle samo co w 2010 r, czyli zaledwie 1,3 proc. Aby zmienić tę sytuację, jeszcze w 2011 r. Sejm RP znowelizował tryb i zasady rekrutacji w urzędach administracji państwowej i samorządowej [1]. Nowe przepisy zapewniały osobom niepełnosprawnym pierwszeństwo w podjęciu pracy pod warunkiem, że wskaźnik zatrudnienia takich osób w danej instytucji będzie niższy niż 6 proc. (a tak było w większości skontrolowanych podmiotów), a osoba niepełnosprawna znajdzie się w piątce najlepszych kandydatów.

Wyniki kontroli pokazują, że wprowadzone w 2011 r. zmiany nie miały większego wpływu na wzrost zatrudnienia niepełnosprawnych w urzędach administracji rządowej. Co prawda w 2012 r. poziom zatrudnienia tych osób wzrósł nieznacznie (o 0,26 punktu procentowego w stosunku do końca 2011 r.), jednak w wielu przypadkach wynikało to ze spadku zatrudnienia ogółem i z większej niż dotychczas liczby niepełnosprawności orzekanych wobec już zatrudnionych pracowników.

Niski wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w dużej mierze wynikał z niewielkiego zainteresowania podjęciem pracy przez te osoby, a także z ich niewystarczającego przygotowania i doświadczenia zawodowego. Np. na 1580 osób ubiegających się o pracę w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zaledwie 33 (2 proc.) przedłożyły orzeczenia o niepełnosprawności (z czego wymogi formalne spełniło 21 kandydatów), jednak żaden z nich nie znalazł się w pierwszej piątce. Zdarzało się też, że osoby niepełnosprawne rezygnowały z podjęcia pracy ze względu na oferowane warunki finansowe (np. w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej).

Czynnikiem mającym istotny wpływ na wzrost zatrudnienia niepełnosprawnych w badanych jednostkach jest aktywna postawa ich kierownictw. Jako pozytywny przykład Izba podaje działania kierownictwa Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, które organizowało m.in. staże i praktyki dla osób niepełnosprawnych, a także podejmowało inicjatywy na rzecz stworzenia przyjaznego środowiska pracy. W rezultacie PFRON mógł pochwalić się najwyższym spośród skontrolowanych jednostek wskaźnikiem zatrudnienia osób niepełnosprawnych. W grudniu 2012 r. przekroczył on 12 proc., podczas gdy w  wielu innych skontrolowanych instytucjach wskaźnik ten był niższy niż 1 proc.

Większość budynków, w których mieściły się skontrolowane instytucje, była przystosowana do potrzeb niepełnosprawnych pracowników. Drogi prowadzące do wejścia miały obniżone krawężniki i podjazdy, a przed budynkami były oznakowane miejsca parkingowe. Natomiast 6 z 15 skontrolowanych siedzib znajdowało się w rejestrze zabytków, co oznaczało, że najmniejsza ingerencja w architekturę budynku wymagała zgody konserwatora zabytków. Było tak m.in. w przypadku Centrali KRUS, Ministerstwa Zdrowia i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes KRUS złożył wniosek o nieobejmowanie budynku ochroną, który został jednak odrzucony przez Prezydenta m.st. Warszawy (kontrola wykazała, że żaden z budynków KRUS nie był przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych).

Z drugiej strony przykład Ministerstwa Skarbu Państwa, MZ oraz UOKiK pokazuje, że nawet w przypadku zabytków możliwe jest częściowe dostosowanie budynku. MZ np. wybudowało toalety dla niepełnosprawnych, zainstalowało powierzchnie antypoślizgowe i przenośne transportery, natomiast UOKiK zrobił m.in. podjazd do budynku, wyposażył toaletę dla niepełnosprawnych i zainstalował schodołaz. MSP dodatkowo zapewniło sygnalizację dźwiękową w windach, a przy wejściach do budynku wybudowało pochylnię.

Wyniki kontroli pokazują, że kluczowa dla wzrostu zatrudnienia osób niepełnosprawnych jest inicjatywa kierownictw poszczególnych instytucji administracji publicznej, wychodząca poza zwykłe wypełnianie przepisów. Zdaniem Izby powinny one:

  • w większym stopniu informować osoby niepełnosprawne o ich przywilejach w procesie rekrutacji;
  • współpracować z organizacjami niepełnosprawnych oraz urzędami pracy;
  • dbać o to, by pracownicy odpowiedzialni za rekrutację wiedzieli, jakie możliwości i korzyści wiążą się z zatrudnieniem osób niepełnosprawnych;
  • organizować więcej staży i praktyk dla osób niepełnosprawnych;
  • wprowadzać formy świadczenia pracy przyjazne dla osób niepełnosprawnych (np. telepraca).

NIK podkreśla, że angażowanie osób niepełnosprawnych jest opłacalne zarówno dla pracodawcy, jak i budżetu państwa. Pracodawca płaci wtedy mniejszą składkę na PFRON, a finanse publiczne przestają być obciążane świadczeniami, które dotychczas pobierała osoba niepełnosprawna. Izba wskazuje też na korzyści społeczne i gospodarcze płynące z zatrudniania takich osób.
=============
[1] Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw

Sytuacja niepełnosprawnych na polskim rynku pracy – informacje szczegółowe (plik PDF)
_____
Przedruk za stroną Najwyższej Izby Kontroli. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Gorzkie realia

Gorzkie realia

Polscy chorzy na cukrzycę ukrywają chorobę przed pracodawcami ze strachu przed zwolnieniem.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że niekomfortową sytuację cukrzyków potwierdza raport z badań przeprowadzonych przez Międzynarodową Federację Diabetologiczną i firmę Novo Nordisk w 17 wybranych państwach. Wynika z niego m.in., że blisko 25 proc. polskich diabetyków czuje się prześladowanych z powodu choroby. Z badania wynika również, że blisko 60 proc. nadwiślańskich cukrzyków odczuwa silny stres z powodu choroby. Polska zajęła ponadto niechlubne drugie miejsce pod względem odsetka cukrzyków z depresją – przyznaje się do niej ponad 19 proc. chorych. Zdaniem ekspertów to przede wszystkim efekt trudności, z którymi spotykają się na drodze zawodowej. Potwierdzają to badania prof. Jana Tatonia, który ustalił, że prawie 80 proc. lekarzy zetknęło się z pacjentami dyskryminowanymi zawodowo z powodu cukrzycy.

Z opowieści chorych wynika, że za wszelką cenę unikają informowania pracodawców o swoim schorzeniu, np. biorą insulinę tuż przed badaniem okresowym, by uzyskać prawidłowe wyniki. Gazeta pisze, że pracodawcy wolą nie mieć cukrzyka w zespole, obawiając się, że nie będzie wystarczająco efektywny; często też utrudniają zatrudnionym powrót do pracy, gdy choroba się zaostrza. Prof. Leszek Czupryniak, szef Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, przyznaje, że ukrywanie choroby jest dość częste, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie pokutuje postrzeganie cukrzycy jako choroby uniemożliwiającej zarobkowanie. Tymczasem lekarze przekonują, że dobrze leczony pacjent może pracować (poza pracami na wysokości czy na trzy zmiany).

Prof. Czupryniak dodaje, że zaczynają się pojawiać pracodawcy rozumiejący problem. Podaje znany mu przykład pacjenta zatrudnionego w elektrociepłowni na stanowisku wymagającym pracy na wysokości. Kiedy cukrzyca mu się zaostrzyła, przełożony znalazł mu zajęcie na parterze.

W Polsce z powodu cukrzycy typu II nie pracuje 75 proc. chorych. Szacuje się, że bezrobocie wśród diabetyków jest dwukrotnie wyższe niż wśród osób zdrowych.